
Kolejna odsłona monitoringu rosyjskiego środowiska informacyjnego wskazuje na wyraźne przesunięcie akcentów w przekazach dotyczących bezpieczeństwa Polski i wschodniej flanki NATO. Między 13 a 20 sierpnia 2026 roku Ukraina pozostawała jednym z głównych punktów odniesienia, ale coraz częściej stawała się częścią szerszej opowieści o wiarygodności NATO, trwałości amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, możliwościach zachodniego przemysłu obronnego oraz kosztach ponoszonych przez państwa wspierające Kijów.
Znaczenie tego monitoringu nie ogranicza się do obserwacji rosyjskich mediów i oficjalnych komunikatów. Narracje powstające w rosyjskim środowisku informacyjnym mogą następnie przenikać do debat prowadzonych poza Rosją i funkcjonować już bez bezpośredniego odwołania do pierwotnego źródła. Ich elementy można rozpoznawać także w polskiej infosferze, przede wszystkim w mediach społecznościowych, komentarzach medialnych, a niekiedy również w wypowiedziach osób publicznych, polityków czy ekspertów. Samo podobieństwo argumentacji nie oznacza oczywiście świadomego powielania rosyjskiego przekazu ani związku z rosyjskimi działaniami informacyjnymi. Istotne jest jednak to, że raz wprowadzona rama interpretacyjna może funkcjonować dalej w lokalnej debacie i zostać włączona do istniejących sporów politycznych, społecznych i gospodarczych.
Analiza obejmuje przekazy rosyjskich mediów państwowych i prorządowych, komunikaty instytucji Federacji Rosyjskiej, wypowiedzi przedstawicieli władz, resortów i służb oraz materiały rozpowszechniane przez podmioty funkcjonujące w rosyjskim ekosystemie informacyjnym. Monitoring objął przede wszystkim kwestie rozwoju Wojska Polskiego i wydatków obronnych, wzmacniania wschodniej flanki NATO, kosztów pomocy wojskowej dla Ukrainy, ukraińskich uderzeń na cele w Rosji oraz rosyjskich ataków na Ukrainę. Osobnym, ale coraz silniej łączonym z bezpieczeństwem Europy wątkiem pozostawała wojna amerykańsko-irańska. Rosyjskie źródła wykorzystywały ją do eksponowania ograniczeń amerykańskich zasobów wojskowych, zapasów uzbrojenia i możliwości równoczesnego utrzymywania zaangażowania na kilku kierunkach strategicznych. Zestawienie tych przekazów pokazuje konstrukcję szerszą niż suma pojedynczych komunikatów propagandowych. Zachód ma jednocześnie eskalować konfrontację z Rosją i mieć coraz większe trudności z jej długotrwałym prowadzeniem. Polska występuje w tym obrazie jako państwo wzmacniające własny potencjał militarny, kluczowe zaplecze wsparcia Ukrainy i ważny element wschodniej flanki NATO. Rosyjskie źródła równocześnie eksponują polityczne, społeczne i wojskowe koszty, które mają wynikać z przyjętej przez Warszawę polityki bezpieczeństwa.
Polska, NATO i wojna na wyczerpanie. Nowe kierunki rosyjskiej propagandy wobec bezpieczeństwa Zachodu
Rosyjskie media państwowe i prorządowe, przedstawiciele władz Federacji Rosyjskiej, resort obrony, Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz służby specjalne przedstawiają Warszawę na dwa pozornie sprzeczne sposoby. Z jednej strony Polska ma być państwem agresywnym, szybko się zbrojącym i przygotowującym do konfliktu z Rosją. Z drugiej pojawia się obraz kraju słabego, politycznie podzielonego, ponoszącego wysokie koszty wsparcia Ukrainy i ograniczającego w ten sposób własne możliwości obronne.
Te dwa obrazy nie wykluczają się w logice rosyjskiego przekazu. Pierwszy wzmacnia tezę o zagrożeniu ze strony NATO i pozwala przedstawiać rosyjskie działania militarne jako odpowiedź na politykę państw Sojuszu. Drugi przenosi uwagę na koszty ponoszone przez Polskę i podważa przekonanie, że dalsze wspieranie Ukrainy wzmacnia bezpieczeństwo samej Polski. W zależności od odbiorcy eksponowane są więc inne elementy tego samego przekazu. W badanym okresie coraz wyraźniej widoczne było także łączenie wydarzeń z różnych kierunków strategicznych. Wojna przeciw Ukrainie, wzmacnianie wschodniej flanki NATO, dyskusje o dostępności pocisków do systemów Patriot oraz wojna amerykańsko-irańska były przedstawiane jako części jednego problemu. Rosyjskie źródła wykorzystywały je do budowania obrazu Zachodu, który musi jednocześnie angażować zasoby na kilku kierunkach, uzupełniać zapasy uzbrojenia i zwiększać produkcję przemysłu obronnego. Przewaga Zachodu nie jest przy tym kwestionowana wprost. Wątpliwość ma dotyczyć jego zdolności do utrzymania długotrwałego zaangażowania na kilku teatrach jednocześnie.
Polska jako państwo „agresywne”, lecz jednocześnie słabe
Jednym z najbardziej konsekwentnych elementów rosyjskiego przekazu pozostaje kwestionowanie defensywnego charakteru polskiej polityki bezpieczeństwa. Rozbudowa Wojska Polskiego, wzrost wydatków obronnych, rozwój marynarki wojennej oraz wzmacnianie obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej przedstawiane są przede wszystkim jako przejawy militaryzacji i przygotowań do konfrontacji z Rosją. Na dalszy plan schodzi przy tym kontekst, w którym działania te są podejmowane, przede wszystkim rosyjska agresja przeciw Ukrainie i wynikająca z niej zmiana sytuacji bezpieczeństwa w regionie.
W tej narracji odwróceniu ulega relacja przyczynowo-skutkowa. Źródłem napięcia przestaje być rosyjska polityka wobec Ukrainy i państw regionu, a stają się nim działania Polski oraz NATO. Wzmocnienie zdolności obronnych może być dzięki temu przedstawiane jako kolejny dowód na ofensywne zamiary Zachodu, a rosyjska militaryzacja jako reakcja na narastające zagrożenie. Było to widoczne w relacjach ze Święta Wojska Polskiego. Prezentację nowoczesnego uzbrojenia, rozwój zdolności wojskowych i współpracę sojuszniczą rosyjskie źródła opisywały jako demonstracyjne „prężenie muskułów”. Modernizację polskich sił zbrojnych wpisywano zarazem w szerszy obraz państwa zabiegającego o szczególną pozycję militarną w Europie Środkowo-Wschodniej.
Podobnie interpretowano rozwój polskiej marynarki wojennej. Rosyjskie media wykorzystywały polskie deklaracje dotyczące budowania silnej pozycji na Bałtyku i nadawały im znaczenie wykraczające poza modernizację sił morskich. Ambicję zwiększenia zdolności Polski na Morzu Bałtyckim interpretowano jako dowód dążenia do regionalnej dominacji. Manipulacja nie polegała więc na wymyśleniu samej deklaracji o rosnącej pozycji morskiej Polski, lecz na zmianie jej znaczenia i wpisaniu jej w obraz państwa o ambicjach ekspansywnych. Podobny zabieg stosowano wobec wypowiedzi dotyczących przygotowania państwa na możliwość konfliktu zbrojnego. Z deklaracji odnoszących się do odstraszania, odporności i zdolności do obrony wybierano sformułowania, które po usunięciu kontekstu mogły sugerować, że Warszawa sama przygotowuje się do wojny z Rosją. Dobrym przykładem była wypowiedź Marcina Bosackiego dotycząca konieczności szybkiego rozwijania zdolności przeciwdronowych. Użyte przez niego określenie „agresywnie” odnosiło się do tempa i intensywności działania. W rosyjskim przekazie zostało jednak wykorzystane jako sugestia, że polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przyznało się do prowadzenia agresywnej polityki na kierunku wschodnim.
Mechanizm polegał na zmianie znaczenia pojedynczego słowa przez odcięcie go od kontekstu wypowiedzi. W rezultacie sformułowanie dotyczące sposobu rozwijania zdolności obronnych mogło zostać przedstawione jako potwierdzenie znacznie szerszej tezy o ofensywnym charakterze polskiej polityki bezpieczeństwa.
„Rusofobia” zamiast polityki bezpieczeństwa
Równolegle rosyjski przekaz podważa racjonalne podstawy polskiej polityki bezpieczeństwa. Oceny dotyczące zagrożenia ze strony Rosji są przedstawiane nie jako rezultat analizy sytuacji strategicznej, lecz jako przejaw historycznej obsesji, „rusofobii” i emocjonalnej wrogości wobec Moskwy. Ten sposób argumentacji był widoczny także bezpośrednio przed analizowanym okresem i stanowi istotne tło dla przekazów obserwowanych między 13 a 20 sierpnia. Rosyjskie MSZ wykorzystało wypowiedzi prezydenta Karola Nawrockiego dotyczące polskiego interesu w powstrzymywaniu rosyjskiej ekspansji do przedstawienia Warszawy jako państwa kierującego się historycznymi uprzedzeniami, a nie oceną bieżącego środowiska bezpieczeństwa. Maria Zacharowa odwoływała się przy tym do II wojny światowej, roli ZSRR w powojennej odbudowie Polski oraz ofiar Armii Czerwonej.
Współczesna polityka bezpieczeństwa traci w tej narracji aktualny kontekst, a jej źródeł szuka się w rzekomej niewdzięczności wobec Rosji. Jest to kontynuacja obecnej od lat narracji o historycznym „długu” Polski wobec Związku Sowieckiego. Pozwala ona jednocześnie podważać zasadność współczesnej krytyki Rosji i przedstawiać polską politykę jako emocjonalną, nieracjonalną oraz obciążoną nierozliczoną historią.
Militaryzacja jako koszt społeczny
Drugi nurt przekazu dotyczącego Polski koncentruje się na społecznych i gospodarczych kosztach polityki obronnej. Rosyjskie media eksponowały sondaże dotyczące poparcia dla wzrostu wydatków wojskowych, zwracając uwagę na tę część społeczeństwa, która uzależnia dalsze zwiększanie nakładów od sytuacji gospodarczej. Wyniki takich badań wpisywano w narrację o postępującej militaryzacji kraju. Wydatki na obronność funkcjonują tu przede wszystkim jako obciążenie dla obywateli, a nie jako odpowiedź państwa na pogorszenie sytuacji bezpieczeństwa. Dyskusja o potrzebach sił zbrojnych zostaje przesunięta w stronę pytania o koszty ponoszone przez społeczeństwo i konsekwencje decyzji podejmowanych przez władze.
Podobny sposób argumentacji pojawiał się przy działaniach polskich sił zbrojnych podejmowanych podczas rosyjskich ataków rakietowych i dronowych na Ukrainę. Poderwanie samolotów oraz zwiększenie gotowości obrony powietrznej przedstawiano jako kosztowną reakcję na zagrożenie, którego znaczenie rosyjskie źródła równocześnie podważały. W jednym z materiałów eksponowano koszt godziny lotu polskiego F-16, wykorzystując go do pokazania finansowych skutków regularnego uruchamiania procedur bezpieczeństwa. Polska ma więc nie tylko przeznaczać coraz większe środki na rozbudowę sił zbrojnych, lecz również ponosić bieżące koszty reagowania na rosyjskie działania wojskowe. Rosyjski przekaz pomija przy tym przyczynę uruchamiania tych procedur i koncentruje uwagę na ich cenie.
Patriot jako symbol konfliktu interesów Polski i Ukrainy
Jednym z najbardziej wyraźnych tematów wyłaniających się z monitoringu był spór dotyczący pocisków przechwytujących do systemów Patriot. Rosyjskie media przedstawiały go jako przykład bezpośredniej konkurencji między bezpieczeństwem Polski i potrzebami Ukrainy. W tej logice każdy pocisk przechwytujący przekazany Kijowowi oznacza zmniejszenie zasobów dostępnych dla polskiej obrony powietrznej. Sam problem ograniczonej dostępności rakiet jest realny, jednak w rosyjskim przekazie zostaje sprowadzony do prostego bilansu strat i korzyści. Na dalszy plan schodzi znaczenie ukraińskiej obrony powietrznej dla bezpieczeństwa całego regionu oraz fakt, że część rosyjskich zdolności uderzeniowych jest zużywana i niszczona jeszcze przed osiągnięciem przestrzeni bezpośrednio sąsiadującej z NATO. Całość układa się w ramę gry o sumie zerowej, w której wsparcie Ukrainy odbywa się kosztem bezpieczeństwa Polski.
Publiczne apele władz ukraińskich o kolejne dostawy rakiet przedstawiane są przy tym jako presja na Warszawę. Rosyjskie źródła eksponują przede wszystkim pytanie, ile Polska może jeszcze przekazać i czy dalsza pomoc nie osłabi jej własnych zdolności obronnych.
Podobnie przedstawiana jest polsko-ukraińska współpraca wojskowo-techniczna. Rozmowy dotyczące możliwego przekazania polskich MiG-29, ukraińskich dronów oraz technologii ich produkcji mają rzeczywisty wymiar negocjacyjny i transakcyjny. Rosyjskie źródła wyostrzają jednak ten element i redukują całą relację do targu między partnerami, których interesy coraz częściej mają się ze sobą rozmijać. Na pierwszy plan wysuwa się wtedy pytanie o wzajemne korzyści, wypierając szerszy kontekst wspólnego interesu strategicznego. Wsparcie Ukrainy przestaje być przedstawiane jako element polityki bezpieczeństwa Polski, a staje się kosztem, który powinien przynosić bezpośredni i natychmiastowy zwrot.
Próba rozrywania relacji polsko-ukraińskich
Istotnym elementem rosyjskiego przekazu pozostaje wykorzystywanie sporów historycznych oraz napięć społecznych w relacjach polsko-ukraińskich. Szczególne znaczenie mają Wołyń, polityka pamięci i odwołania do tradycji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.
W analizowanym okresie rosyjskie media zestawiały polskie obchody wojskowe z pochówkiem Jewhena Konowalca w Kijowie. Wydarzenie przedstawiano jako kolejny dowód, że Ukraina oczekuje wsparcia Polski, a równocześnie honoruje postacie i środowiska budzące w Polsce silne kontrowersje historyczne. Spór o pamięć przestaje wówczas dotyczyć konkretnych postaci, wydarzeń czy sposobu ich upamiętniania. Zaczyna służyć kwestionowaniu sensu współczesnej współpracy z Ukrainą jako takiej. Podobny mechanizm widać w sposobie przedstawiania napięć społecznych związanych z obecnością obywateli Ukrainy w Polsce.
Przestępstwa, lokalne konflikty, dyskusje o deportacjach i antyukraińskie wypowiedzi są zestawiane tak, aby tworzyć obraz narastającego i ogólnokrajowego problemu. Pojedyncze wydarzenia zaczynają wówczas pełnić funkcję dowodów na znacznie szerszy trend społeczny. W najbardziej radykalnych materiałach pojawiała się nawet retoryka sugerująca możliwość „pogromów” Ukraińców w Polsce. Takie określenia wykraczają poza opis realnych napięć i wzmacniają obraz szybko pogarszających się relacji między Polakami a Ukraińcami. Do tego samego repertuaru należy powracająca narracja o polskich roszczeniach terytorialnych wobec Ukrainy. Hasła dotyczące Lwowa czy Kresów, pojawiające się między innymi w środowiskach kibicowskich, są przedstawiane jako oznaka szerszych ambicji Warszawy. Lokalne i marginalne wypowiedzi zyskują wówczas rangę symptomów polityki państwa.
Ten kierunek przekazu ma szczególne znaczenie dla odbiorców ukraińskich. Buduje obraz Polski jako partnera, którego deklarowane wsparcie może być warunkowe, interesowne, a w skrajnej wersji także powiązane z ukrytymi ambicjami terytorialnymi.
Polska jako przeciwnik wywiadowczy Rosji
W analizowanym okresie wyraźniej zaznaczył się także wątek aktywności polskich służb specjalnych. 14 sierpnia FSB nagłośniła sprawę Georgija Pirogowa, który według rosyjskiej służby miał współpracować z przedstawicielem polskiego wywiadu wojskowego i pozyskiwać informacje o rosyjskich systemach rakietowych oraz osobach mających dostęp do informacji niejawnych. Rosyjskie twierdzenia dotyczące charakteru tej współpracy nie mogą być niezależnie zweryfikowane. Znaczenie komunikacyjne sprawy jest jednak czytelne. Polska występuje tu nie tylko jako państwo wspierające Ukrainę politycznie, wojskowo i logistycznie, lecz także jako bezpośredni przeciwnik prowadzący działalność wywiadowczą przeciw wrażliwym elementom rosyjskiego potencjału strategicznego.Tym samym rozszerza się katalog form udziału w wojnie przypisywanych Polsce. Obejmuje on już nie tylko pomoc polityczną, logistykę i dostawy uzbrojenia, ale również działalność wywiadowczą prowadzoną bezpośrednio przeciw Rosji.
NATO jako rzeczywista strona konfliktu
Ten sam proces widać w przekazach dotyczących całego Sojuszu. Rosyjskie MSZ i media państwowe coraz częściej przedstawiają NATO jako faktycznego uczestnika działań wojennych. Maria Zacharowa mówiła między innymi o przekazywaniu ukraińskim służbom przez państwa zachodnie danych dotyczących priorytetowych celów w Rosji, w tym infrastruktury energetycznej i żeglugi. Taki przekaz rozszerza odpowiedzialność za konkretne działania bojowe na państwa dostarczające Ukrainie uzbrojenie, dane rozpoznawcze, informacje o celach, technologie i szkolenie. W rosyjskiej interpretacji wsparcie wojskowe coraz częściej zostaje więc zrównane z bezpośrednim udziałem w ataku. Szczególnie wyraźnie widać to w przekazach dotyczących Wielkiej Brytanii. Po doniesieniach o wykorzystaniu brytyjskich środków do uderzeń w głębi Rosji ambasada Federacji Rosyjskiej w Londynie określała Wielką Brytanię jako wspólnika „ukraińskiego terroryzmu” i ostrzegała, że zwiększanie zaangażowania będzie wiązało się z rosnącymi kosztami dla Londynu.
Równocześnie w prokremlowskim ekosystemie medialnym pojawiały się rozważania o możliwości rosyjskiej odpowiedzi wobec państw NATO. W ten sposób budowane jest uzasadnienie, według którego ewentualne działania Rosji przeciwko któremukolwiek z państw Sojuszu mogłyby zostać przedstawione nie jako eskalacja ze strony Moskwy, lecz jako odpowiedź na wcześniejsze zaangażowanie Zachodu w wojnę.
Wschodnia flanka jako „infrastruktura agresji”
Szczególnym elementem rosyjskiego przekazu pozostaje kwestionowanie defensywnego charakteru wschodniej flanki NATO. Rosyjskie źródła traktują rozbudowę systemów przeciwdronowych i przeciwlotniczych, ćwiczenia wojskowe, zwiększoną aktywność lotniczą, rozwój infrastruktury w Polsce i państwach bałtyckich oraz obecność wojsk sojuszniczych jako kolejne etapy przygotowań do konfrontacji z Rosją. W tej logice niemal każde działanie podejmowane w celu wzmocnienia obrony może zostać odczytane jako przygotowanie ofensywne. Zwiększanie liczby systemów obrony powietrznej staje się dowodem militaryzacji, rozwój wojsk lądowych przygotowaniem do wojny, a ćwiczenia NATO treningiem przed przyszłą agresją. Ten sam schemat obejmuje wzmacnianie granic przez państwa bałtyckie, któremu przypisuje się funkcję infrastruktury przygotowywanej na potrzeby przyszłego konfliktu.
W takiej logice rosyjska agresja przeciw Ukrainie oraz wynikająca z niej zmiana środowiska bezpieczeństwa w Europie przestają być przyczyną wzmacniania wschodniej flanki. W ich miejsce pojawia się obraz NATO jako strony, która sama napędza eskalację i tworzy warunki do militarnej konfrontacji z Rosją.
NATO chce wojny, ale nie ma czym jej prowadzić
Rosyjska narracja łączy dwa sprzeczne obrazy NATO. Sojusz ma dążyć do konfrontacji z Rosją, a równocześnie nie być zdolny do prowadzenia długotrwałego konfliktu. Rosyjskie źródła chętnie przywoływały zachodnie analizy dotyczące konieczności uzupełniania zapasów, zwiększania produkcji amunicji i przygotowania sił zbrojnych na możliwość długiej wojny. Materiały tego rodzaju opatrywano nagłówkami sugerującymi, że Zachód uznaje przyszły konflikt z Rosją za coraz bardziej prawdopodobny, a nawet nieunikniony.
Te same analizy służyły jednak równolegle do eksponowania ograniczeń zachodniego potencjału. Niedobory amunicji, tempo produkcji uzbrojenia, czas potrzebny na odbudowę zapasów i rosnące potrzeby państw NATO miały dowodzić, że Sojusz nie jest przygotowany do prowadzenia długiej wojny. Sojusz ma zatem przygotowywać się do wojny, choć według tych samych źródeł nie dysponuje środkami pozwalającymi skutecznie prowadzić długotrwały konflikt.
Ukraiński „terroryzm” i rosyjska „precyzja”
Wyraźnym elementem rosyjskiej komunikacji pozostaje asymetria języka używanego do opisu działań obu stron wojny. Ukraińskie uderzenia na cele w Rosji, w tym infrastrukturę paliwową i logistyczną, obiekty wojskowe oraz cele w rejonie Moskwy, są konsekwentnie określane jako działania terrorystyczne. Rosyjskie MSZ, resort obrony i media państwowe używają określeń takich jak „akty terrorystyczne”, „ataki na ludność cywilną”, „maszyna terrorystyczna” czy „zbrodnie kijowskiego reżimu”. Taki język odcina ukraińskie działania od kontekstu trwającej wojny. Maria Zacharowa wiązała przy tym deklarowany spadek potencjału wojskowego Ukrainy ze wzrostem liczby ataków na cele cywilne, wpisując uderzenia w Rosji w obraz przeciwnika, który wobec słabości na froncie coraz częściej sięga po terror.
Rosyjska komunikacja musi jednak uwzględniać fakt, że ukraińskie bezzałogowce docierają coraz głębiej na terytorium Federacji Rosyjskiej. Komunikaty o setkach przechwyconych dronów, zagrożeniu dla Moskwy, Krymu i kolejnych regionów pokazują skalę tych operacji, ale równocześnie służą podkreślaniu sprawności rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Wysoka liczba deklarowanych zestrzeleń pozwala pogodzić dwa obrazy. Rosja jest celem masowych ataków, lecz jej system obrony ma pozostawać skuteczny. Dopełnieniem tej argumentacji są zestawienia kosztów produkcji i użycia bezzałogowców z deklarowanymi rezultatami operacji. Ukraińska kampania dronowa ma dzięki temu wyglądać na kosztowną i nieefektywną, mimo że sama skala uderzeń świadczy o rosnących możliwościach prowadzenia operacji dalekiego zasięgu.
Rosyjskie uderzenia na Ukrainę opisywane są według odmiennego schematu. Po masowych atakach na Kijów 20 sierpnia Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej szczegółowo wymieniało przedsiębiorstwa, magazyny i zakłady związane według resortu z ukraińskim przemysłem obronnym oraz produkcją bezzałogowców i pocisków. Uwaga zostaje skierowana z rozmiaru bombardowania na katalog deklarowanych celów wojskowych. Zamiast obrazu ataku na wielomilionowe miasto pojawia się opis serii zaplanowanych i rzekomo precyzyjnych uderzeń w elementy potencjału militarnego.
Ten sam schemat obejmuje porty, logistykę i infrastrukturę transportową. Obiekty pełniące również funkcje cywilne mogą zostać zakwalifikowane jako element infrastruktury wojskowej, jeśli służą transportowi uzbrojenia, paliwa lub towarów podwójnego zastosowania. Katalog celów uznawanych przez Moskwę za wojskowo uzasadnione staje się dzięki temu bardzo szeroki.
Różnica w kwalifikowaniu działań obu stron jest zasadnicza. Ukraińskie uderzenie w rosyjską infrastrukturę jest „terroryzmem”, rosyjskie uderzenie w infrastrukturę ukraińską „neutralizowaniem potencjału wojskowego”. Atak Ukrainy ma świadczyć o eskalacji i słabości, podczas gdy rosyjskie działania są opisywane jako odpowiedź, odwet lub realizacja celów wojskowych. Ta asymetria pozwala delegitymizować ukraińskie uderzenia, a jednocześnie utrzymywać obraz rosyjskich ataków jako działań racjonalnych i militarnie uzasadnionych.
W analizowanym okresie pojawił się również przekaz dotyczący nadchodzącej zimy. Na oficjalnym kanale rosyjskiego Ministerstwa Obrony opublikowano materiał sugerujący, że Ukrainę czeka zimą „zamrożenie”. Tego rodzaju język wyraźnie różni się od technicznych komunikatów o uderzeniach w przemysł obronny i infrastrukturę wykorzystywaną przez wojsko. Odwołuje się bezpośrednio do warunków życia ludności cywilnej i konsekwencji możliwych problemów z dostawami energii. Przyszła zima zaczyna tym samym pełnić rolę narzędzia presji psychologicznej jeszcze przed pojawieniem się jej rzeczywistych skutków.
Iran jako drugi front wojny na wyczerpanie
Jednym z nowych elementów rosyjskiego przekazu było wykorzystanie wojny amerykańsko-irańskiej do opisu szerszego problemu przeciążenia strategicznego Stanów Zjednoczonych. Eksponowano koszty prowadzonych operacji, wydłużanie misji, trudności logistyczne oraz ograniczone zapasy uzbrojenia. Konflikt z Iranem był przy tym przedstawiany jako kolejny kierunek wymagający zaangażowania amerykańskich sił i zasobów.
Szczególne miejsce zajmowały doniesienia dotyczące lotniskowca USS Abraham Lincoln. Informacje o przedłużeniu misji, kondycji załogi i problemach z morale wykorzystywano do budowania znacznie szerszego obrazu amerykańskich sił zbrojnych obciążonych jednoczesnym zaangażowaniem na kilku kierunkach. Problemy jednego lotniskowca urastały do przykładu ograniczeń całego systemu projekcji siły Stanów Zjednoczonych. Iran występował natomiast jako państwo, które mimo wyraźnej przewagi technologicznej przeciwnika zachowuje możliwość narzucania mu kosztów i wiązania jego zasobów. Ważnym elementem tej narracji pozostawała Cieśnina Ormuz, której strategiczne znaczenie służyło budowaniu obrazu Iranu jako aktora zdolnego wpływać na kalkulacje znacznie silniejszego przeciwnika i wymuszać utrzymywanie znaczących sił w regionie.
Najbardziej konsekwentnym sposobem łączenia wojny amerykańsko-irańskiej z wojną przeciw Ukrainie pozostaje w rosyjskim przekazie kwestia dostępności pocisków do systemów Patriot. Rosyjskie media eksponowały zachodnie analizy wskazujące na wysokie zużycie pocisków przechwytujących na Bliskim Wschodzie, zestawiając je z równoczesnym zapotrzebowaniem Ukrainy i państw NATO. W tej narracji poszczególne teatry działań konkurują o te same ograniczone zasoby.
Wojna z Iranem łączy się więc bezpośrednio z bezpieczeństwem Ukrainy i wschodniej flanki NATO. Ten sam pocisk przechwytujący nie może zostać wykorzystany jednocześnie w Polsce, na Ukrainie, na Bliskim Wschodzie i do ochrony amerykańskich baz w Indo-Pacyfiku. Na tej podstawie pojawia się szersza teza o ograniczonej zdolności Stanów Zjednoczonych do równoczesnego wypełniania zobowiązań na kilku kierunkach. Amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa nie są podważane wprost. Wątpliwość dotyczy możliwości ich realizacji podczas kilku równoczesnych kryzysów. Stany Zjednoczone mogą obiecywać bezpieczeństwo wielu partnerom, ale według tej narracji w sytuacji przeciążenia będą zmuszone wybierać, gdzie skierować ograniczone zasoby.
Wojna przemysłowa jako rosyjska teoria zwycięstwa
Coraz częściej w rosyjskiej narracji pojawiają się sugestie, że o wyniku długotrwałej konfrontacji nie przesądzi przewaga technologiczna, lecz zdolność do utrzymania produkcji, uzupełniania zapasów i ponoszenia kosztów przez wiele lat. Rosja i Iran występują tu jako państwa zdolne do używania relatywnie tanich środków napadu powietrznego przeciw znacznie droższym systemom obrony. Rosyjskie media chętnie zestawiają koszt drona lub pocisku z ceną pocisku użytego do jego przechwycenia, przedstawiając taką wymianę jako ekonomicznie niekorzystną dla Zachodu. Porównania te są jednak uproszczone. Pomija się w nich wartość chronionych obiektów oraz koszty, jakie mogłoby spowodować skuteczne uderzenie. W manipulacyjnym przekazie liczy się przede wszystkim różnica ceny między środkiem atakującym a użytym do jego zniszczenia pociskiem przechwytującym. Z takiego rachunku wyłania się obraz wojny, w której nawet skuteczna obrona prowadzi do stopniowego wyczerpywania zachodnich zapasów.
W tym miejscu łączą się wątki dotyczące Ukrainy, Iranu, Polski i NATO. Rosyjski przekaz nie musi podważać przewagi technologicznej Zachodu. Znacznie ważniejsze staje się pytanie o tempo produkcji, dostępność amunicji i zdolność do równoczesnego utrzymywania zaangażowania na kilku kierunkach. Zachodni model wojskowy przedstawiany jest więc jako skuteczny, ale kosztowny i trudny do utrzymania w długotrwałym konflikcie.
Służby specjalne i przygotowanie odbiorcy na przyszłe oskarżenia
W analizowanym okresie uwagę zwracała również aktywność rosyjskiego wywiadu zagranicznego. SWR informował o rzekomych przygotowaniach zachodnich służb do operacji, która miałaby upozorować dostawy rosyjskiej broni do karteli narkotykowych w Ameryce Łacińskiej. Znaczenie tego komunikatu wykraczało poza opis jednej domniemanej operacji. Tego rodzaju przekaz pozwala z wyprzedzeniem podważać wiarygodność materiałów, które w przyszłości mogłyby obciążać Rosję. Jeżeli odbiorca wcześniej przyjmie założenie, że zachodnie służby przygotowują prowokację, późniejsze dowody mogą zostać łatwiej przedstawione jako element wcześniej zaplanowanej operacji informacyjnej. SWR wpisywał przy tym powyższe twierdzenia w szerszy schemat rosyjskiej komunikacji, odwołujący się między innymi do Buczy i wcześniejszych oskarżeń o zachodnie prowokacje. Odbiorca otrzymuje obraz przeciwnika, który nie tylko prowadzi działania przeciw Rosji, ale również systematycznie fabrykuje dowody mające ją kompromitować.
Operacje niejawne jako próba osłabiania zaufania wewnątrz NATO
Warstwa oficjalnych komunikatów państwowych była uzupełniana przez kampanie prowadzone poza jawnym obiegiem. Przykładem była operacja przypisywana ekosystemowi Storm-1516, w ramach której rozpowszechniano fałszywą historię o ukraińskim żołnierzu, który podczas ćwiczeń na Łotwie miał zastrzelić trzech wojskowych NATO. Do uwiarygodnienia przekazu wykorzystano materiał stylizowany na publikację Euronews oraz sieć prorosyjskich kont i kanałów. Konstrukcja fałszywej historii pozwalała uderzać jednocześnie w Ukrainę i NATO, ponieważ ukraiński żołnierz został przedstawiony jako osoba psychicznie niestabilna i niebezpieczna, a samo NATO jako struktura niezdolna zapewnić bezpieczeństwa podczas własnych ćwiczeń. Przekaz podważał również obraz Ukraińców jako wiarygodnych partnerów wojskowych.
Polska w centrum rosyjskiej konstrukcji informacyjnej
Polska znajduje się na przecięciu kilku najważniejszych kierunków rosyjskiego oddziaływania informacyjnego. Jest państwem wschodniej flanki NATO, kluczowym zapleczem logistycznym wsparcia Ukrainy i jednym z krajów najszybciej zwiększających wydatki obronne. Jej bezpieczeństwo pozostaje również silnie związane z wiarygodnością amerykańskiego odstraszania i zdolnością Sojuszu do reagowania na kryzys na wschodniej flance. Dlatego działania informacyjne wobec Polski nie ograniczają się do przedstawiania jej jako przeciwnika. Coraz większe znaczenie ma podważanie przekonania, że przyjęta przez Warszawę polityka rzeczywiście wzmacnia zdolność państwa do obrony. Wsparcie Ukrainy ma uszczuplać polskie zasoby, rozbudowa sił zbrojnych ma oznaczać kosztowną militaryzację, a zależność od NATO i Stanów Zjednoczonych zwiększać ryzyko związane z ograniczoną dostępnością zachodniego uzbrojenia.
Najważniejszym elementem tej konstrukcji nie jest więc pojedyncza narracja o Ukrainie, NATO czy wydatkach obronnych. Wszystkie te wątki prowadzą do zakwestionowania podstawowej kalkulacji strategicznej Warszawy, zgodnie z którą wzmacnianie własnych zdolności, utrzymywanie silnego NATO i wspieranie Ukrainy ograniczają zagrożenie ze strony Rosji. W badanym okresie coraz silniej akcentowano nie sam przebieg wojny przeciw Ukrainie, lecz wiarygodność systemu bezpieczeństwa, na którym opiera się polska polityka obronna.
Autor: Tadeusz Kania















