15
Najnowsza aktywność

3

Najnowsza aktywność

Publikacje

W dziale publikacje odnajdziecie Państwo materiały poświęcone różnym aspektom działań o charakterze propagandowym i dezinformacyjnym Federacji Rosyjskiej, Białorusi i Chin. W opracowaniach odnajdziecie Państwo między innymi:

  • Raport
  • Analiza
  • Komentarz
  • Komentarz Analityczny
  • Wydawnictwo seryjne
  • Publicystyka okolicznościowa
  • Publikacja naukowo-badawcza

Dla sprawnego wyszukiwania polecamy zastosować tagi wpisów.

  • Wszystko
  • białoruś
  • Białoruska propaganda
  • chiny
  • kampania propagandowa
  • komentarz analityczny
  • modus operandi
  • nauka
  • osoby
  • publicystyka
  • raport
  • Reżim Łukaszenki
  • rosja
2026-06-25
Drony nad Rosją i korekta propagandy. Jak rosyjski aparat informacyjny tłumaczy uderzenia w głąb Federacji Rosyjskiej Podczas monitoringu jednego z dużych rosyjskich forów poświęconych wojnie, skupiającego środowiska związane z tzw. blogerami wojennymi, komentatorami frontowymi i prowojenną częścią rosyjskiej infosfery, widoczna stała się charakterystyczna korekta przekazu. Nie dominuje już wyłącznie zaprzeczanie, triumfalizm i powtarzanie formuły o pełnej kontroli sytuacji. Wobec coraz częstszych ukraińskich uderzeń dronowych w głąb Federacji Rosyjskiej rosyjski aparat informacyjny zaczyna dostosowywać narrację. Częściowo uznaje problem, ale od razu próbuje nadać mu znaczenie techniczne, systemowe i globalne, a nie polityczne.

Podczas monitoringu jednego z dużych rosyjskich forów poświęconych wojnie, skupiającego środowiska związane z tzw. blogerami wojennymi, komentatorami frontowymi i prowojenną częścią rosyjskiej infosfery, widoczna stała się charakterystyczna korekta przekazu. Nie dominuje już wyłącznie zaprzeczanie, triumfalizm i powtarzanie formuły o pełnej kontroli sytuacji. Wobec coraz częstszych ukraińskich uderzeń dronowych w głąb Federacji Rosyjskiej rosyjski aparat informacyjny zaczyna dostosowywać narrację. Częściowo uznaje problem, ale od razu próbuje nadać mu znaczenie techniczne, systemowe...

2026-06-19
Warszawa oraz przygraniczne województwa we wschodniej Polsce stanowiły w ostatnich latach główne zaplecze logistyczne i polityczne dla białoruskiej oraz rosyjskiej opozycji politycznej. Napływ uchodźców, niezależnych dziennikarzy i aktywistów po 2020 roku pozwolił na odtworzenie struktur społeczeństwa obywatelskiego poza granicami Białorusi i Federacji Rosyjskiej. Funkcjonowanie emigracyjnych redakcji, fundacji pomocowych i ośrodków analitycznych opierało się na założeniu, że polski system prawny oraz instytucje bezpieczeństwa narodowego gwarantują trwałą ochronę przed działaniami odwetowymi ze strony struktur państwowych w Mińsku i Moskwie. Analiza ostatnich wydarzeń dowodzi jednak, że terytorium RP jest traktowane przez wschodnie komponenty wywiadowcze jako stały obszar operacyjny. Wprowadzenie metod kinetycznych, w tym zabójstwo Siemiona Skrepetskiego w Białej Podlaskiej czy operacje porwań dysydentów, stanowi jedynie finalny, jawny etap działań obcych służb specjalnych. Kluczowym elementem zagrożenia jest trudniejsza do wykrycia, zalegalizowana infrastruktura wsparcia logistycznego i finansowego. Składają się na nią podmioty gospodarcze rejestrowane w polskich rejestrach handlowych, wykorzystujące mechanizm wirtualnych biur, przedsiębiorstwa fasadowe generujące przepływy finansowe bez uzasadnienia rynkowego, a także osoby zarządzające, których profile biograficzne wskazują na bezpośrednie powiązania z aparatem represji i wywiadem wojskowym Białorusi oraz Rosji. Równolegle identyfikowane są inicjatywy społeczne i biznesowe nakierowane na infiltrację i mapowanie struktury powiązań wewnątrz diaspory. Nasze śledztwo odsłania mechanizm, który przez lata mógł działać poza radarem opinii publicznej. Przedstawiamy pierwszą część naszego dochodzenia. W Polsce, pod osłoną legalnych rejestrów, zwykłych adresów w warszawskich biurowcach i języka małego biznesu, wyrosła infrastruktura przydatna ludziom związanym z aparatem bezpieczeństwa Mińska i Moskwy. Jej siła polega właśnie na banalności. Nie wygląda jak siatka szpiegowska. Wygląda jak KRS, faktura, profil na LinkedIn, wirtualne biuro i firma, której nikt nie sprawdza, bo formalnie wszystko się zgadza. Przez wiele miesięcy analizowaliśmy dokumenty korporacyjne, dane rejestrowe, ślady domenowe, powiązania personalne, przepływy finansowe oraz publiczne materiały sankcyjne. Z tych rozproszonych fragmentów wyłonił się obraz znacznie poważniejszy niż historia jednej podejrzanej spółki. To mapa zaplecza, które może służyć legalizacji obecności, obsłudze pieniędzy, budowaniu przykrycia, rozpoznaniu środowisk emigracyjnych i tworzeniu kanałów kontaktu z ludźmi ważnymi dla służb autorytarnych państw.

Warszawa oraz przygraniczne województwa we wschodniej Polsce stanowiły w ostatnich latach główne zaplecze logistyczne i polityczne dla białoruskiej oraz rosyjskiej opozycji politycznej. Napływ uchodźców, niezależnych dziennikarzy i aktywistów po 2020 roku pozwolił na odtworzenie struktur społeczeństwa obywatelskiego poza granicami Białorusi i Federacji Rosyjskiej. Funkcjonowanie emigracyjnych redakcji, fundacji pomocowych i ośrodków analitycznych opierało się na założeniu, że polski system prawny oraz instytucje bezpieczeństwa narodowego gwarantują trwałą ochronę przed działaniami odwetowymi ze...

2026-06-17
Zabójstwo Siemiona Skrepetskiego w Białej Podlaskiej ma znaczenie wykraczające poza samą sprawę kryminalną. Nawet bez przesądzania sprawstwa, motywu ani ewentualnej inspiracji czy rosyjskiego terroryzmu, zdarzenie to posiada wyraźny potencjał informacyjno-psychologiczny. Dotyczy osoby postrzeganej w obiegu publicznym jako krytyczna wobec władz Federacji Rosyjskiej, zabitej na terytorium państwa NATO, w przestrzeni publicznej i w regionie szczególnie wrażliwym z punktu widzenia bezpieczeństwa wschodniej flanki. Znaczenie tej sprawy nie wymaga przedstawiania Skrepetskiego jako jednej z kluczowych postaci rosyjskiej emigracji politycznej. Nie stał on na czele struktur medialnych ani organizacyjnych zdolnych do bezpośredniego oddziaływania na Federację Rosyjską. Jego rozpoznawalność miała raczej charakter symboliczny, środowiskowy i komunikacyjny. Właśnie dlatego sprawa jest istotna. W działaniach obliczonych na paraliżowanie odbiorców nie zawsze chodzi o uderzenie w najważniejszego przeciwnika. Czasem wystarczy atak na osobę widoczną, ale słabiej chronioną, aby wywołać efekt psychologiczny wobec znacznie szerszego środowiska. Przez metodę paraliżowania należy rozumieć model oddziaływania, w którym propaganda, presja psychologiczna, działania specjalne, demonstracje siły oraz instrumentalne wykorzystywanie kryzysów służą obniżeniu gotowości społecznej do działania. Dlatego zabójstwa Skrepetskiego nie należy analizować wyłącznie przez pytanie o to, kto je zlecił. Równie ważne jest pytanie, jakie skutki psychologiczne i informacyjne może ono wywołać oraz kto może próbować je wykorzystać. Metoda paraliżowania jako część rosyjskiej kultury operacyjnej Metoda paraliżowania nie jest osobnym, zamkniętym narzędziem. Lepiej traktować ją jako współczesny opis efektu, który od dawna mieści się w sowieckiej i rosyjskiej tradycji operacji wpływu. W arsenale środków rozwijanych przez aparat bezpieczeństwa ZSRR, w tym KGB, znajdowały się działania aktywne obejmujące dezinformację, inspirowanie określonych zachowań, kompromitację, destabilizację, sabotaż, operacje psychologiczne, działania pozorowane oraz wymuszanie decyzji korzystnych dla Moskwy. Ich wspólnym celem było oddziaływanie na sposób postrzegania rzeczywistości i na proces decyzyjny przeciwnika. Nie chodziło jedynie o zdobywanie informacji. Celem było doprowadzenie do sytuacji, w której państwo, instytucja, środowisko polityczne albo konkretna grupa społeczna zaczynały działać zgodnie z interesem Moskwy, często bez świadomości, że ich decyzje zostały ukształtowane przez zewnętrzną presję. Paraliżowanie jest jedną z użytecznych form takiego oddziaływania. Społeczeństwo poddane długotrwałej presji traci pewność, obniża gotowość do działania, zaczyna kwestionować własne instytucje, ogranicza aktywność publiczną i stopniowo przyjmuje przekonanie, że „nic nie da się zrobić”. Dla aparatu wpływu taki efekt może być równie cenny jak przekonanie odbiorcy do konkretnej narracji. Czasem nawet cenniejszy, ponieważ człowiek sparaliżowany nie musi wierzyć Moskwie. Wystarczy, że przestaje wierzyć we własną sprawczość. Niski ciężar operacyjny ofiary i psychologiczna użyteczność zdarzenia W ocenie tej sprawy trzeba unikać dwóch błędów. Pierwszym byłoby lekceważenie jej możliwych skutków informacyjnych. Drugim, równie ryzykownym, byłoby nadmierne heroizowanie ofiary i przypisywanie jej znaczenia, którego prawdopodobnie nie miała. Siemion Skrepetski był osobą widoczną w określonych kręgach, znaną z działalności artystycznej i antyreżimowej symboliki, ale nie należał do głównych postaci rosyjskiej emigracji politycznej. Nie stał na czele struktur medialnych ani organizacyjnych zdolnych do realnego oddziaływania na Federację Rosyjską. To jednak nie osłabia znaczenia sprawy. Przeciwnie, właśnie taka osoba może okazać się użyteczna jako cel psychologiczny. W działaniach obliczonych na zastraszenie nie zawsze potrzebny jest atak na najważniejszego przeciwnika. Czasem skuteczniejszy jest wybór kogoś rozpoznawalnego, ale słabiej chronionego; obecnego publicznie, lecz nie centralnego; symbolicznego, lecz pozbawionego realnej ochrony politycznej. Taki cel pozwala wysłać sygnał do szerszego środowiska, a zarazem ogranicza ryzyko natychmiastowej, jednoznacznej reakcji międzynarodowej. Użyteczność tego zdarzenia nie wynika więc z samego znaczenia Skrepetskiego, ale z podatności jego śmierci na interpretację, strach i propagandowe wykorzystanie. Ofiara mogła mieć ograniczone znaczenie polityczne, jednak samo zabójstwo może zostać odczytane jako sygnał skierowany do emigrantów, artystów, aktywistów, dziennikarzy, krytyków Kremla i środowisk antyreżimowych działających poza Rosją. W tej logice komunikat jest prosty, nawet jeśli nikt nie wypowiada go wprost: widoczność nie chroni, państwo przyjmujące nie daje pełnego bezpieczeństwa, a za publiczną aktywność można zapłacić cenę także poza granicami Rosji. Przemoc demonstracyjna i efekt mrożący Zabójstwo dokonane w przestrzeni publicznej ma inny ciężar psychologiczny niż zdarzenie ukryte albo trudne do odtworzenia. Sama forma ataku staje się komunikatem. Strzały oddane w pobliżu miejsca zamieszkania, w biały dzień, na terytorium państwa uznawanego za bezpieczne, mogą być odczytywane nie tylko jako czyn kryminalny, ale również jako demonstracja bezradności ofiary wobec przemocy. W takim przypadku skutki nie kończą się na samym akcie fizycznej eliminacji. Znaczenie ma przede wszystkim efekt mrożący. Osoby o podobnym profilu mogą zacząć ograniczać aktywność publiczną, ostrożniej zabierać głos, wycofywać się z demonstracji, usuwać wcześniejsze treści albo unikać kontaktów z mediami. Może pojawić się także podejrzliwość wobec własnego otoczenia, zwłaszcza tam, gdzie wcześniej istniało poczucie zagrożenia infiltracją. Na tym polega praktyczna siła paraliżowania. Nie trzeba eliminować wielu osób, aby ograniczyć aktywność całego środowiska. Wystarczy doprowadzić do sytuacji, w której część ludzi sama zaczyna się wycofywać, kalkulując ryzyko i dochodząc do wniosku, że publiczna widoczność może mieć zbyt wysoką cenę. Paraliż poznawczy i niepewność jako narzędzie Jednym z najważniejszych elementów paraliżowania jest niepewność. W takich sprawach propaganda nie musi przekonać odbiorcy do jednej wersji wydarzeń. Często wystarczy, że wprowadzi do obiegu kilka konkurencyjnych hipotez, które zaczynają się wzajemnie osłabiać. Odbiorca ma coraz większy problem z odróżnieniem faktu od insynuacji, tropu śledczego od propagandowej sugestii i uzasadnionej ostrożności od celowego rozmywania odpowiedzialności. W sprawie Skrepetskiego przestrzeń do takiego działania jest duża. Można eksponować wątek rosyjski, białoruski, ukraiński, kryminalny, środowiskowy, osobisty albo przedstawiać zdarzenie jako prowokację. Każdy z tych tropów może być osobno pokazywany jako „możliwy”, a następnie używany do podważania pozostałych. W rezultacie opinia publiczna nie otrzymuje spójnego obrazu sprawy, lecz mozaikę podejrzeń. W takim mechanizmie celem nie jest ustalenie prawdy, ale zmęczenie nią odbiorcy. Sprawa ma zacząć wyglądać na tak niejasną, wielowątkową i podatną na manipulację, że wyciągnięcie jakichkolwiek wniosków wydaje się niemożliwe albo z góry podejrzane. Bez względu na to, który wariant narracyjny zyska chwilową przewagę, podstawowy efekt emocjonalny pozostaje podobny. Chodzi o lęk, niepewność i poczucie, że rzeczywistość stała się nieczytelna. Dehumanizacja ofiary jako element wtórnego oddziaływania W rosyjskim ekosystemie propagandowym można spodziewać się prób dehumanizacji ofiary. Mechanizm ten polega na przesunięciu uwagi z samego faktu zabójstwa na cechy, poglądy, konflikty, wcześniejsze wypowiedzi albo „prowokacyjność” zamordowanego. Ofiara przestaje być przedstawiana przede wszystkim jako człowiek, którego śmierć wymaga wyjaśnienia, a zaczyna funkcjonować jako postać „kontrowersyjna”, „antyrosyjska”, „radykalna”, „bluźniercza” albo skonfliktowana z różnymi środowiskami. Taki język nie jest neutralny. Obniża empatię, zmniejsza polityczny koszt przemocy i ułatwia odbiorcy przejście od pytania o odpowiedzialność do pytania, czy ofiara „sama nie sprowokowała” własnego losu. W ten sposób przemoc fizyczna zostaje uzupełniona przemocą symboliczną. Człowiek, który został zabity, staje się materiałem do dalszego ataku, a jego śmierć przestaje być traktowana jako fakt wymagający wyjaśnienia. Dla środowisk krytycznych wobec Kremla ma to dodatkowe znaczenie. Sygnał nie sprowadza się do samego zagrożenia fizycznego. Pokazuje również, że w razie ataku można zostać pośmiertnie ośmieszonym, odartym z godności, przedstawionym jako osoba podejrzana albo samemu sobie winna. Strach przed przemocą zostaje więc rozszerzony o strach przed osamotnieniem, utratą reputacji i brakiem solidarności. Z perspektywy paraliżowania jest to szczególnie użyteczne. Ofiara nie ma jednoczyć środowiska. Ma budzić niepokój, podejrzliwość i pytanie, czy podobny mechanizm może zostać użyty wobec każdego, kto pozostaje widoczny publicznie, na zasadzie zadania sobie pytania, „czy mnie spotka to samo?”. Przerzut narracyjny na Ukrainę i rozbijanie wspólnoty interesów Szczególnie istotnym kierunkiem instrumentalizacji sprawy jest przerzucanie uwagi na Ukrainę. Rosyjska propaganda od lat wykorzystuje pojedyncze incydenty, niejednoznaczne informacje lub działania osób pochodzenia ukraińskiego do budowania szerszej narracji o Ukrainie jako źródle chaosu, sabotażu, radykalizmu i zagrożenia dla bezpieczeństwa Europy. W przypadku sprawy Skrepetskiego mechanizm ten może działać przez eksponowanie wcześniejszych sporów, wpisów, ocen albo obecności jego nazwiska w bazie Myrotworec. Został tam umieszczony za publikowanie treści uznanych za powielanie narracji rosyjskiej propagandy, naruszanie suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy oraz działania dyskredytujące Siły Zbrojne Ukrainy. W praktyce chodziło przede wszystkim o jego wypowiedzi wymierzone nie tylko w rosyjskie władze, lecz także w ukraińskie instytucje, władze i armię. Ten wątek jest obecnie wykorzystywany przez rosyjski aparat propagandowy do rozmywania politycznego kontekstu zabójstwa i sugerowania alternatywnych tropów. Nie chodzi o udowodnienie sprawstwa. Chodzi o zasianie podejrzenia. Wystarczy sugestia, że „Ukraina też mogła mieć motyw”, aby osłabić inne interpretacje i uderzyć w wspólnotę interesów Polski, Ukrainy oraz rosyjskich środowisk antyreżimowych działających poza Rosją. Uderzenie w zaufanie do państwa polskiego Drugim kierunkiem oddziaływania jest podważanie zaufania do państwa polskiego. Zabójstwo osoby krytycznej wobec Kremla na terytorium Polski może zostać wykorzystane do budowania przekazu, że państwo nie jest w stanie chronić osób zagrożonych przez autorytarne reżimy. Taka narracja jest adresowana zarówno do środowisk emigracyjnych, jak i do polskiej opinii publicznej. W pierwszym wariancie przekaz brzmi: „Polska nie zapewni wam bezpieczeństwa”. W drugim: „polskie służby nie kontrolują sytuacji”. W trzecim: „wschodnia granica i środowiska emigracyjne są przestrzenią chaosu, penetracji i niejawnych porachunków”. Wszystkie te warianty wzmacniają efekt paraliżowania, ponieważ prowadzą do utraty poczucia sprawczości i ochrony. Rosyjska propaganda równolegle używa przekazów sprzecznych. Może twierdzić, że sprawa nie ma znaczenia politycznego, a jednocześnie sugerować, że Polska wykorzystuje ją do antyrosyjskiej kampanii. Może przedstawiać ofiarę jako osobę marginalną, a jednocześnie eksponować jej konflikty jako dowód na „skomplikowany” charakter sprawy. Ta pozorna niespójność nie jest słabością. Jest narzędziem chaosu. Zdarzenie oportunistyczne czy operacja W profesjonalnej analizie tej sprawy trzeba zachować rozróżnienie między trzema poziomami. Faktem podstawowym jest samo zabójstwo, potwierdzone przez organy ścigania. Osobnym poziomem jest jego potencjał informacyjno-psychologiczny, który pozostaje wysoki niezależnie od ostatecznych ustaleń śledztwa. Jeszcze czym innym jest przypisanie sprawstwa państwowego lub służbowego. Ten poziom wymaga dowodów i nie może być zastępowany intuicją, analogią historyczną ani analizą propagandową. To rozróżnienie jest kluczowe. Zdarzenie mogło być od początku zaplanowane jako akt zastraszenia. Mogło też mieć charakter kryminalny albo wielowątkowy, a dopiero później zostać wykorzystane przez aparat propagandowy. Dla analizy paraliżowania oba warianty są istotne, ale nie oznaczają tego samego. W pierwszym przypadku mówimy o intencjonalnym działaniu specjalnym. W drugim o oportunistycznym uzbrojeniu narracyjnym zdarzenia. W praktyce rosyjskich działań wpływu ta druga ścieżka bywa równie ważna jak pierwsza. Kremlowski ekosystem informacyjny nie musi tworzyć każdego kryzysu. Często wystarczy, że potrafi go przejąć, przetworzyć i wykorzystać do własnych celów. Dlaczego ta sprawa pasuje do logiki paraliżowania Sprawa Skrepetskiego pasuje do logiki paraliżowania nie dlatego, że można dziś przesądzić jej kulisy, lecz dlatego, że spełnia kilka warunków podatności operacyjnej. Dotyczy osoby związanej z antykremlowską symboliką, a samo zdarzenie miało brutalny i publiczny charakter. Miejsce zabójstwa dodatkowo wzmacnia skojarzenia z wojną hybrydową oraz aktywnością wschodnich służb. Jednocześnie sprawa pozostaje wielowątkowa, co ułatwia mnożenie hipotez, a ograniczony ciężar operacyjny ofiary sprzyja rozmyciu reakcji politycznej. Właśnie ta konfiguracja nadaje zdarzeniu znaczenie wykraczające poza krąg bezpośrednich znajomych ofiary. Połączenie brutalności, symboliki i niejednoznaczności tworzy jego wartość psychologiczną. Rosyjski aparat wpływu może wykorzystywać je nie tyle do budowania jednej spójnej narracji, ile do produkcji określonego stanu emocjonalnego: lęku, zmęczenia, podejrzliwości i poczucia, że bezpieczeństwo poza Rosją jest iluzoryczne. Rekomendacje komunikacyjne Najważniejszą odpowiedzią na próbę paraliżowania nie jest eskalacja retoryczna, lecz dyscyplina informacyjna. Państwo powinno komunikować fakty szybko, precyzyjnie i bez wypełniania luk spekulacją. Tam, gdzie nie ma jeszcze ustaleń, należy jasno mówić, że dana kwestia pozostaje przedmiotem śledztwa. Równolegle potrzebne jest aktywne przeciwdziałanie dezinformacji. Należy monitorować przekazy, które mimo pozornych sprzeczności próbują zarządzać percepcją odbiorców zgodnie z modelem paraliżowania. Szczególne znaczenie mają narracje wzmacniające niepewność, podważające zaufanie do państwa, rozmywające odpowiedzialność albo przerzucające uwagę na zastępcze tropy. Osobnym elementem powinna być praca ze środowiskami narażonymi. Niezależnie od ostatecznych ustaleń śledztwa efekt psychologiczny może być realny. Osoby aktywne publicznie, w tym krytycy reżimów autorytarnych, powinny otrzymać jasny sygnał, że państwo traktuje ich bezpieczeństwo poważnie, a ewentualne zagrożenia można zgłaszać i weryfikować. Istotne pozostaje także wzmacnianie odporności społecznej. Metoda paraliżowania działa najskuteczniej tam, gdzie niski poziom zaufania, silna polaryzacja i podatność na sensacyjne interpretacje tworzą podatny grunt dla manipulacji. Odpowiedzią nie mogą być wyłącznie komunikaty służb. Potrzebna jest również konsekwentna edukacja medialna, współpraca instytucji z ekspertami oraz systematyczna analiza propagandy. Test odporności informacyjnej Zabójstwo Siemiona Skrepetskiego należy analizować ostrożnie. Jego znaczenie nie wynika z wysokiej szkodliwości operacyjnej Skrepetskiego dla Federacji Rosyjskiej, lecz z potencjału psychologicznego samego zdarzenia. Może ono zostać wykorzystane do zastraszania, dezorientowania i demobilizowania środowisk krytycznych wobec Kremla. W logice paraliżowania pojedynczy akt przemocy może stać się narzędziem oddziaływania na zbiorową wyobraźnię. Nie musi zmieniać sytuacji strategicznej, aby wpływać na zachowania społeczne. Wystarczy, że uruchomi pytania o bezpieczeństwo, ochronę ze strony państwa, sens dalszego zaangażowania i cenę publicznej aktywności. Właśnie w tych pytaniach ujawnia się właściwy sens paraliżowania. Celem nie jest sam strach. Celem jest rezygnacja z działania. Dlatego odpowiedź powinna być spokojna, instytucjonalna i odporna na chaos. Skuteczna reakcja nie polega na wzmacnianiu paniki, lecz na odbudowie poczucia sprawczości. Śledztwo musi być prowadzone konsekwentnie, komunikacja powinna pozostać przejrzysta, a próby propagandowego wykorzystania sprawy powinny być szybko identyfikowane i neutralizowane. W tym sensie sprawa Skrepetskiego jest nie tylko testem dla organów ścigania, ale również testem odporności informacyjnej. Jeżeli przestrzeń publiczna zostanie zdominowana przez spekulacje, wzajemne oskarżenia i propagandowe tropy zastępcze, metoda paraliżowania osiągnie swój efekt. Jeżeli odpowiedzią będzie dyscyplina faktów, spójność instytucji i świadomość mechanizmów wpływu, zdarzenie straci znaczną część swojej użyteczności psychologicznej. Autor: Kamil Basaj - Fundacja INFO OPS Polska Wojciech Pokora - Redaktor Naczelny Disinfo Digest Katarzyna Wojda - Analityk

Zabójstwo Siemiona Skrepetskiego w Białej Podlaskiej ma znaczenie wykraczające poza samą sprawę kryminalną. Nawet bez przesądzania sprawstwa, motywu ani ewentualnej inspiracji czy rosyjskiego terroryzmu, zdarzenie to posiada wyraźny potencjał informacyjno-psychologiczny. Dotyczy osoby postrzeganej w obiegu publicznym jako krytyczna wobec władz Federacji Rosyjskiej, zabitej na terytorium państwa NATO, w przestrzeni publicznej i w regionie szczególnie wrażliwym z punktu widzenia bezpieczeństwa wschodniej flanki. Znaczenie tej sprawy nie wymaga przedstawiania Skrepetskiego jako jednej...

2026-06-12
Redakcja Disinfo Digest dotarła do materiałów dotyczących reaktywacji Czelabińskiej Wyższej Szkoły Dowódczej Wojsk Pancernych, w tym do zapisów wewnętrznej dyskusji prowadzonej w rosyjskim środowisku wojskowym, urzędniczym i okołopropagandowym. To rzadki wgląd w sposób, w jaki rosyjski aparat państwowy tłumaczy samemu sobie decyzje podejmowane w warunkach długiej wojny, strat kadrowych, presji modernizacyjnej i coraz wyraźniejszego kryzysu dawnych doktryn. Reaktywacja uczelni wojskowej jest formalnym przedmiotem sprawy, ale nie jej właściwym ciężarem. Zgromadzone materiały pokazują szerszy mechanizm, w którym rosyjskie państwo próbuje dostosować się do wojny epoki dronów, a jednocześnie nadal interpretuje rzeczywistość przez mit czołgu, „Tankogradu”, Armii Czerwonej, sowieckiego dziedzictwa i obowiązkowej konfrontacji z Zachodem. W dokumentach i komentarzach powracają mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, język „odrodzenia” armii, obraz NATO jako przyszłego agresora oraz przekonanie, że militaryzacja jest naturalnym stanem rosyjskiego państwa. Analiza Disinfo Digest obejmuje kilka poziomów tej dokumentacji. Badamy propagandowe uzasadnienie reaktywacji szkoły, sowiecką symbolikę używaną jako język współczesnej Rosji, przemilczaną cenę wojny, kryzys czołgu w epoce dronów, wewnętrzne spory o kadry, budżety i prestiż, a także cynizm środowiska wojskowo-biurokratycznego, które częściowo rozpoznaje patologie systemu, lecz nie potrafi wyjść poza jego logikę. Wnioski są dla Federacji Rosyjskiej niekorzystne. Materiały nie pokazują bowiem sprawnego państwa, które chłodno analizuje potrzeby nowoczesnego pola walki. Pokazują aparat, który dostrzega część problemów, ale interpretuje je przez propagandowe klisze, imperialne ego, sowiecką nostalgię i mit permanentnej wojny z Zachodem. Rosja widzi drony, braki kadrowe i zużycie armii, ale odpowiedzi szuka w kolejnej instytucji, kolejnym micie i kolejnej mobilizacji. To nie jest wyłącznie problem komunikacji. To zapis sposobu myślenia państwa, w którym propaganda przestała być narzędziem przekazu, a stała się metodą rozumienia rzeczywistości. Reaktywacja szkoły jako „odrodzenie” Dokumenty dotyczące Czelabińskiej Wyższej Szkoły Dowódczej Wojsk Pancernych konsekwentnie wpisują jej reaktywację w retorykę „odrodzenia”. Uczelnia nie jest opisywana jako jednostka szkoleniowa, która ma wypełnić konkretną lukę kadrową w rosyjskich siłach zbrojnych. Przedstawia się ją raczej jako instytucję przywracaną historii, państwu i armii. Ten zabieg jest istotny, ponieważ przesuwa uwagę z dalszej militaryzacji Federacji Rosyjskiej na emocjonalną opowieść o naprawie rzekomej niesprawiedliwości dziejowej. Reaktywacja szkoły dowódców pancernych zostaje przy tym wpisana w szerszy proces odbudowy rosyjskiej edukacji wojskowej. W komunikacji pojawia się argument o deficycie kadr oficerskich ujawnionym przez trwającą wojnę na Ukrainie, konsekwentnie określaną propagandowym mianem „specjalnej operacji wojskowej”. Samo to sformułowanie pełni funkcję maskującą. Usuwa z pola widzenia fakt, że potrzeba odbudowy kadr jest skutkiem rosyjskiej agresji na Ukrainę, ponoszonych strat, długotrwałego zużycia potencjału wojskowego oraz błędnych kalkulacji strategicznych Kremla. Zamiast tego głównym filarem retoryki staje się opowieść o państwie, które „reaguje na wyzwania”, przywraca sprawdzone instytucje i odbudowuje „tradycję”. W ten sposób militaryzacja zostaje przedstawiona jako ochrona dziedzictwa. To typowy przykład sytuacji, w której decyzja zwiększająca potencjał wojskowy państwa agresora jest omawiana językiem obrony, ciągłości i historycznej słuszności. Mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej jako instrument legitymizacji Szczególne znaczenie w analizowanej dokumentacji mają rozbudowane wątki historyczne. Czelabińsk jest wspominany jako „Tankograd”, miasto, które w czasie II wojny światowej stało się jednym z symboli radzieckiej produkcji pancernej. Przywołuje się genezę szkoły w 1941 roku, jej związek z przemysłem zbrojeniowym, udział kadetów w produkcji czołgów oraz wkład absolwentów w działania wojenne Armii Czerwonej. Na pierwszy rzut oka jest to rys historyczny. W praktyce pełni on jednak funkcję legitymizacyjną wobec współczesnej decyzji. Obecna reaktywacja uczelni zostaje przedstawiona jako kontynuacja wielkiej tradycji wojennej. W ten sposób Federacja Rosyjska zostaje symbolicznie połączona z Armią Czerwoną, przemysłem wojennym ZSRR i mitem zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Zabieg ten ma wyraźny cel perswazyjny. Ma ograniczać pytania o to, czy druga szkoła dowódców pancernych jest racjonalną odpowiedzią na realia pola walki zdominowanego przez drony, amunicję krążącą, miny, środki przeciwpancerne i walkę elektroniczną. Ma raczej przekonywać, że skoro dana instytucja była częścią zwycięskiej historii, to jej odtworzenie jest moralnie słuszne i strategicznie uzasadnione. To jeden z kluczowych przejawów poznawczej dysfunkcji rosyjskiego aparatu urzędniczego. Historia nie jest tu przedmiotem refleksji, ale gotowym narzędziem interpretacji teraźniejszości. Decyzja administracyjna musi zostać zanurzona w micie wojennym, ponieważ bez niego traci sens. Sowiecka symbolika jako język współczesnej Rosji Dokumenty wskazują również na swobodne używanie sowieckiej symboliki jako elementu współczesnej tożsamości wojskowej Federacji Rosyjskiej. Sama nazwa uczelni, odwołująca się do rocznicy Wielkiej Rewolucji Październikowej, pokazuje, że rosyjski aparat urzędniczy nie oddziela realiów współczesnej Rosji od dziedzictwa sowieckiego. Przeciwnie, traktuje je jako naturalne źródło prestiżu, legitymizacji i mobilizacji. To ważny sygnał. W analizowanej dokumentacji nie ma dystansu wobec symboliki totalitarnej ani refleksji nad jej politycznym znaczeniem. Rewolucja październikowa, Armia Czerwona, Wielka Wojna Ojczyźniana, współczesna armia rosyjska, wojna przeciwko Ukrainie i obraz „agresywnego Zachodu” zostają połączone w jeden ciąg narracyjny. Powstaje wrażenie, że rosyjska państwowość jest trwałą strukturą wojskowo-imperialną, która zmienia nazwy, flagi i język administracyjny, ale zachowuje ten sam rdzeń mentalny. W tym miejscu szczególnie wyraźnie widać skalę propagandowego uformowania rosyjskiego aparatu państwowego. Propaganda nie jest tu jedynie komunikatem kierowanym na zewnątrz. Jest językiem, którym aparat państwowy opisuje sam siebie, a zarazem mechanizmem porządkującym pamięć, selekcjonującym fakty i tworzącym schematy podejmowania decyzji. Kryzys czołgu w epoce dronów i biurokratyczna niezdolność adaptacji Jednym z najbardziej interesujących elementów dokumentacji jest wewnętrzne napięcie między propagandową opowieścią o odrodzeniu szkoły pancernej a realiami współczesnego pola walki. Dokumenty przyznają, że wojna zmieniła rolę czołgu. Front jest nasycony bronią przeciwpancerną, minami, amunicją krążącą i dronami FPV. Klasyczne natarcia pancerne stały się znacznie trudniejsze, a pojazdy opancerzone coraz częściej są wykorzystywane nie jako narzędzie przełamania, lecz jako mobilne środki ogniowe działające z dystansu. To rozpoznanie mogłoby prowadzić do racjonalnego pytania, czy w takich warunkach reaktywacja kolejnej szkoły dowódców pancernych jest rzeczywiście najpilniejszą potrzebą armii rosyjskiej. W samej komunikacji pojawiają się wątki sugerujące, że wysiłek powinien być kierowany raczej na szkolenie operatorów dronów, rozwój walki elektronicznej, systemów przeciwdronowych, rozpoznania technicznego i robotyki wojskowej. Dokumentacja nie rozwija jednak tej sprzeczności do końca. Zamiast tego podporządkowuje ją retoryce sowieckiej symboliki, w której czołg pozostaje nośnikiem potęgi, tradycji i państwowej dumy. W ten sposób realny problem adaptacji do nowego pola walki zostaje przykryty kalkami zakorzenionymi w paradygmacie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. NATO jako obowiązkowy wróg przyszłości Kolejnym wyraźnym elementem perswazyjnym jest sposób, w jaki dokumenty opisują przyszłe przeznaczenie absolwentów szkół pancernych. Mają oni wzmacniać nowe struktury wojskowe, w tym moskiewski i leningradzki okręg wojskowy, a w dalszej perspektywie przygotowywać się do odparcia „inwazji NATO”. Ten motyw nie jest przypadkowy. W rosyjskiej propagandzie NATO od lat pełni funkcję uniwersalnego uzasadnienia militaryzacji. Każde zwiększenie potencjału wojskowego Rosji można przedstawić jako reakcję obronną, jeżeli wcześniej zbuduje się obraz Zachodu jako agresora. W analizowanej dokumentacji mechanizm ten działa bez zakłóceń. Rosja, która prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie, zostaje opisana jako państwo przygotowujące się do obrony własnych granic, natomiast NATO występuje jako potencjalny napastnik, którego trzeba powstrzymać. To klasyczne odwrócenie odpowiedzialności. Agresor opisuje własne zbrojenia jako konieczność obronną, państwo destabilizujące bezpieczeństwo europejskie przedstawia siebie jako oblężoną twierdzę, a aparat wojskowy, który potrzebuje kolejnych oficerów z powodu długotrwałej wojny, tłumaczy to wizją przyszłej konfrontacji z „agresywnym Zachodem”. W tym sensie dokumenty Czelabińskiej Wyższej Szkoły Dowódczej Wojsk Pancernych nie są tylko materiałem dotyczącym edukacji wojskowej. Są zapisem sposobu, w jaki rosyjskie instytucje uwewnętrzniły propagandową tezę o wojnie z Zachodem. Nie używają jej wyłącznie jako sloganu. Traktują ją jako przesłankę planowania organizacyjnego. Przemilczana cena wojny W dokumentacji pojawia się informacja o deficycie oficerów i konieczności odbudowy szkolnictwa wojskowego. Brakuje jednak wskazania przyczyn tego deficytu. Nie mówi się o cenie wojny, skali strat, zużyciu kadr, błędach dowodzenia ani o konsekwencjach długotrwałych działań przeciwko Ukrainie. Zamiast tego problem zostaje sprowadzony do „technicznego wyzwania systemu edukacyjnego”. To kolejny mechanizm propagandowy. Wojna traci wymiar polityczny i moralny, a zaczyna być opisywana jako problem organizacyjny. Nie jest przedmiotem oceny, lecz „warunkiem operacyjnym”, do którego państwo ma się dostosować. Skoro NATO występuje w tej narracji jako wróg, struktury wojskowe trzeba przygotować do przyszłej konfrontacji. W tej logice nie ma miejsca na podstawowe pytanie o to, dlaczego Rosja znalazła się w sytuacji, w której musi odbudowywać kadry wojskowe na potrzeby „długiej wojny”? Odpowiedź byłaby politycznie niebezpieczna dla Kremla. Dlatego dokumentacja omija ją i zastępuje analizę przyczyn opowieścią o „odrodzeniu” oraz „potrzebach obronnych”. Przypadek Andrieja Syczowa i przesunięcie odpowiedzialności Szczególnie znaczący jest sposób, w jaki dokumenty odnoszą się do wcześniejszej likwidacji szkoły oraz kryzysu wizerunkowego związanego ze sprawą Andrieja Syczowa. W materiale wspomina się o brutalnym znęcaniu się nad żołnierzem, które doprowadziło do jego trwałego okaleczenia, lecz punkt ciężkości narracji szybko przesuwa się z patologii rosyjskiej armii na decyzję o likwidacji uczelni i późniejsze zagospodarowanie jej terenów. To ważny zabieg perswazyjny. Systemowa przemoc w wojsku nie staje się przedmiotem poważnej refleksji, lecz jednym z epizodów w historii „upadku” instytucji wojskowej. Odbiorca ma odczuć stratę nie z powodu losu człowieka, ale z powodu utraty przestrzeni militarnej, którą zastąpiły osiedla i targowisko. Taki sposób opisu pokazuje charakterystyczną hierarchię wartości rosyjskiej propagandy wojskowej. Instytucja przysłania jednostkę, symbol zastępuje odpowiedzialność, a nostalgia za koszarami wypiera analizę przemocy. W tym sensie dokumentacja odzwierciedla nie tylko dysfunkcję poznawczą, lecz także moralną. Cierpienie człowieka zostaje podporządkowane narracji o utraconej chwale wojskowej. Dokumenty jako zapis propagandy uwewnętrznionej Najważniejszy wniosek z analizy Disinfo Digest dotyczy natury rosyjskiej propagandy. Dokumenty pokazują nie tylko przekaz tworzony na potrzeby zewnętrznej komunikacji, lecz propagandę uwewnętrznioną przez aparat państwowy. Rosyjscy urzędnicy i środowiska okołowojskowe nie tylko powtarzają język Kremla. Za jego pomocą porządkują rzeczywistość. Propaganda nie jest już dla nich wyłącznie narzędziem komunikacji, ale instrumentem poznania. Przez nią definiują zagrożenia, interpretują historię, wyjaśniają własne błędy, nadają sens kosztownym decyzjom i projektują przyszłość państwa. Dlatego w jednym materiale mogą współistnieć sprzeczne elementy. Uznanie rosnącej roli dronów łączy się z przywiązaniem do mitu czołgu, świadomość kosztów z afirmacją odbudowy instytucji wojskowej, a opis wojny ofensywnej jako „operacji specjalnej” z przedstawianiem Rosji jako państwa przygotowującego się do obrony przed NATO. Nie są to przypadkowe niekonsekwencje. To cecha systemu, w którym propaganda zastępuje realistyczną analizę. Rosyjski aparat może widzieć fakty, ale interpretuje je przez matrycę ideologiczną. Może dostrzegać nowe technologie, a jednocześnie podporządkowywać je starym mitom. Może mówić o modernizacji, lecz nadal myśleć kategoriami wojny totalnej, oblężonej twierdzy i historycznej misji państwa. Czelabińska szkoła jako symbol państwa wojennego Oficjalne uzasadnienia reaktywacji Czelabińskiej Wyższej Szkoły Dowódczej Wojsk Pancernych dobrze pokazują sposób, w jaki Federacja Rosyjska przekształca się w państwo permanentnej mobilizacji wojennej. Szkolnictwo, budżet, pamięć historyczna, administracja regionalna i propaganda zostają podporządkowane jednemu celowi, którym jest utrzymanie zdolności do długotrwałej konfrontacji. Czołg w tej narracji nie jest tylko pojazdem bojowym. Jest symbolem rosyjskiej siły, sowieckiego dziedzictwa, przemysłowej mobilizacji i wojskowej tożsamości. Nawet jeśli współczesne pole walki pokazuje jego ograniczenia, rosyjski aparat propagandowo-urzędniczy nadal potrzebuje czołgu jako figury wyobraźni politycznej. Dron może być skuteczniejszy, ale nie niesie takiego ciężaru symbolicznego. Operator systemów bezzałogowych nie pasuje do mitu „Tankogradu” tak dobrze jak dowódca czołgu. Piachem w tryby. Dyskusja urzędników Pozyskane przez redakcję dane obejmują nie tylko dokumentację dotyczącą reaktywacji Czelabińskiej Wyższej Szkoły Dowódczej Wojsk Pancernych, lecz także zapisy dyskusji prowadzonej wewnątrz rosyjskiego środowiska wojskowego, urzędniczego i okołopropagandowego. To materiał istotny analitycznie, ponieważ pozwala wyjść poza oficjalną warstwę przekazu i zobaczyć, jak decyzja o odtworzeniu uczelni jest interpretowana przez osoby funkcjonujące wewnątrz rosyjskiego imaginarium wojennego. Dyskusja odsłania nie tylko propagandową ramę tej decyzji, ale także wewnętrzne napięcia, cynizm i świadomość biurokratycznej bezwładności. Pokazuje również głębszą deformację procesów poznawczych, w której nawet wątpliwości pozostają zamknięte w granicach kremlowskiej logiki permanentnej wojny, militaryzacji i konfrontacji z Zachodem. Między „linią partii”, nostalgią wojskową a świadomością systemowej patologii Analiza wewnętrznej dyskusji dotyczącej reaktywacji Czelabińskiej Wyższej Szkoły Dowódczej Wojsk Pancernych pokazuje, że rosyjskie środowisko wojskowo-urzędnicze nie jest całkowicie jednorodne w ocenie tej decyzji. W przytoczonych wypowiedziach widać zarówno podporządkowanie oficjalnej linii propagandowej, jak i cynizm wobec mechanizmów funkcjonowania państwa, armii oraz aparatu kadrowego. Nie oznacza to jednak realnej krytyki wojny, militaryzacji czy imperialnej logiki Kremla. Przeciwnie, dyskusja pokazuje, że nawet sceptycyzm wobec konkretnej decyzji pozostaje zamknięty w tych samych ramach poznawczych. Rosja ma się zbroić, wojna będzie trwała, NATO pozostaje przeciwnikiem, a spór dotyczy głównie tego, czy środki należy kierować na czołgi, drony, łączność, walkę elektroniczną czy inne elementy aparatu wojennego. Szczególnie charakterystyczna jest wypowiedź, zgodnie z którą decyzja o reaktywacji uczelni jest „zgodna z duchem i linią czasu”. Oznacza to podporządkowanie jej racjonalności politycznej i propagandowej. Jeżeli decyzja odpowiada oczekiwaniom najwyższych szczebli władzy, wzmacnia mit odrodzenia armii i wpisuje się w aktualną narrację Kremla, jej faktyczna przydatność staje się kwestią drugorzędną, ponieważ pasuje do politycznego rytuału mobilizacji. W tej samej części dyskusji pojawia się ironiczne odwołanie do „ekstrapatriotycznych emerytów”, którzy będą zachwyceni odtworzeniem szkoły, ponieważ przypomni im ona młodość. Ten fragment ma duże znaczenie analityczne. Pokazuje, że wewnątrz rosyjskiego środowiska okołowojskowego istnieje świadomość, iż decyzje tego typu są adresowane nie tylko do armii, ale także do określonego segmentu społecznego. Chodzi o odbiorców starszych, zmilitaryzowanych, zanurzonych w nostalgii sowieckiej i podatnych na symbole dawnej potęgi. Reaktywacja szkoły pancernej uruchamia emocje związane z Armią Czerwoną, „Tankogradem”, młodością, koszarami, defiladą i poczuciem utraconej wielkości. W dyskusji wyraźnie obecny jest również wątek sporów wewnętrznych. Jeden z komentujących wskazuje, że tańszym i bardziej praktycznym rozwiązaniem byłaby rozbudowa istniejącej Kazańskiej Akademii Pancernej, która ma już kadrę dydaktyczną, zaplecze techniczne i instytucjonalną ciągłość. Reaktywacja szkoły w Czelabińsku oznacza natomiast konieczność stworzenia nowych stanowisk dowódczych, administracyjnych i generalskich. To jeden z ciekawszych wniosków z analizy. Czelabińska szkoła pancerna jest komentowana jako narzędzie dystrybucji stanowisk, prestiżu, wpływów i budżetów. Część środowiska doskonale rozumie tę logikę. Pytanie o to, „ilu generałów i pułkowników można zatrudnić” w reaktywowanych uczelniach, ma charakter ironiczny, ale trafia w istotę sprawy. Rosyjska polityka agresji tworzy nowe synekury, kariery, hierarchie i sieci lojalności. Równocześnie pojawia się problem jakości kadr i spadku atrakcyjności szkolnictwa wojskowego. Uczestnicy dyskusji zwracają uwagę, że nawet w Kazaniu brakuje kandydatów, konkurencja w akademiach wojskowych spadła, a wymagania zostały w ostatnich latach uproszczone. Ten element jest szczególnie istotny, ponieważ podważa triumfalistyczną narrację o „odrodzeniu” armii. Jeśli system musi obniżać wymagania, aby zapełnić uczelnie wojskowe, oznacza to nie odbudowę siły, lecz próbę maskowania kryzysu kadrowego. Istotny jest również spór o przyszłość czołgów. Część wypowiedzi broni tezy, że ogłaszanie końca epoki czołgu jest przedwczesne. Pojawiają się argumenty, że w wojnie manewrowej czołg nadal pozostaje niezbędny, a jego obecne ograniczenia wynikają przede wszystkim z okopowego charakteru wojny na Ukrainie. Inni rozmówcy porównują zagrożenie ze strony dronów FPV do wcześniejszych „tanich zagrożeń” dla czołgów, takich jak granatniki przeciwpancerne, sugerując, że problem nie tkwi w samej platformie bojowej, lecz w organizacji działań. Ten spór jest pouczający. Pokazuje, że rosyjskie środowisko wojskowe dostrzega zmianę technologiczną, ale próbuje ją oswoić przez analogie z przeszłości. Dron FPV zostaje wpisany w znany schemat, w którym pojawia się nowe tanie zagrożenie, armia uczy się z nim walczyć, a dotychczasowy paradygmat pozostaje aktualny. Część dyskutantów redukuje więc problem do kwestii „właściwej organizacji działań bojowych”. Jednocześnie część wypowiedzi wskazuje na inne realne luki rosyjskiej armii. Jeden z uczestników dyskusji postuluje przywrócenie szkół łączności, obejmujących komunikację, radio, elektronikę, internet i „kontrinternet”. Ten fragment pokazuje, że w rosyjskim środowisku istnieje spór o znaczenie obszarów kluczowych dla współczesnego pola walki, takich jak łączność, kontrola informacji, cyberprzestrzeń, przeciwdziałanie rozpoznaniu i walka elektroniczna. W zestawieniu z decyzją o reaktywacji szkoły pancernej brzmi to jak krytyka priorytetów rosyjskiego MON. Rywalizacja szkół Szczególnie ciekawy jest wątek rywalizacji między szkołą kazańską i czelabińską oraz sugestia, że wcześniejszy wybór Kazańskiej Szkoły Pancernej mógł być powiązany z pozycją Walerija Gierasimowa, absolwenta Kazania, w strukturach odpowiedzialnych za przygotowanie bojowe. Nawet jeśli traktować tę wypowiedź jako sugestię, a nie ustalenie, ma ona znaczenie jako zapis percepcji wewnątrz systemu. Pokazuje, że rosyjskie środowisko samo postrzega decyzje wojskowo-edukacyjne przez pryzmat układów personalnych, korporacyjnych interesów i przynależności instytucjonalnej. Warto zwrócić uwagę także na wypowiedzi techniczne i korektorskie dotyczące błędów. Komunikacja, która ma legitymizować decyzję o reaktywacji uczelni wojskowej, zawiera nieścisłości, niedbałości i niespójności. Wymowne jest również odwołanie do odporności pojazdów opancerzonych na broń jądrową. Włączenie tego argumentu do dyskusji o sensowności czołgów pokazuje, jak głęboko rosyjskie myślenie strategiczne pozostaje zanurzone w horyzoncie wojny totalnej. Czołg nie jest tu analizowany wyłącznie jako środek współczesnej walki na Ukrainie. Jest także częścią wyobrażenia o przyszłej wojnie wielkoskalowej, być może nuklearnej, w której Rosja znów miałaby działać w logice mobilizacji przemysłowo-wojskowej znanej z XX wieku. Ostatnie wypowiedzi, mówiące o tym, że „nadchodzą ciężkie czasy” i że nie da się „stłumić” potrzeby oficerów na linii frontu, pokazują normalizację długiej wojny. Widać tu przekonanie, że wojna będzie trwała, a państwo musi dostarczać kolejnych ludzi, kadry i struktury. To jeden z najgroźniejszych efektów propagandowej indoktrynacji. Wojna przestaje być odstępstwem od normalności i staje się domyślnym środowiskiem funkcjonowania państwa. Analizowana dyskusja nie jest więc wyłącznie sporem o jedną szkołę pancerną. Jest zapisem stanu świadomości rosyjskiego środowiska wojskowo-urzędniczego. Widać w niej nostalgię, cynizm, techniczne wątpliwości, kastowe myślenie, obronę starych doktryn, świadomość nowych zagrożeń i pełne podporządkowanie ramie permanentnej wojny. To połączenie jest szczególnie niebezpieczne. System częściowo rozpoznaje własne problemy, ale narzędzia ich interpretacji zostały zdominowane przez propagandę, lojalność, mit i hierarchię. Diagnoza systemu. Propaganda jako sposób myślenia państwa Analiza komunikacji dotyczącej reaktywacji Czelabińskiej Wyższej Szkoły Dowódczej Wojsk Pancernych pokazuje, że decyzja ta nie jest wyłącznie elementem odbudowy rosyjskiego szkolnictwa wojskowego. To przykład sposobu, w jaki rosyjski aparat państwowy i środowiska okołowojskowe interpretują rzeczywistość przez propagandowe klisze, sowiecką symbolikę, mitologię Wielkiej Wojny Ojczyźnianej oraz utrwaloną wizję konfrontacji z Zachodem. W takim ujęciu instytucja wojskowa ma przede wszystkim potwierdzać narrację o „odrodzeniu” rosyjskiej potęgi. Dokumenty i towarzyszące im dyskusje ujawniają głęboką dysfunkcję poznawczą rosyjskiego systemu decyzyjnego. Rosyjscy urzędnicy oraz komentatorzy związani ze środowiskiem wojskowym są w stanie rozpoznać realne problemy, ale nie prowadzi to do zakwestionowania podstawowej logiki systemu. Wątpliwości są formułowane nie przeciwko wojnie i militaryzacji, lecz wewnątrz tej samej ramy, w której Rosja ma się zbroić, NATO pozostaje obowiązkowym wrogiem, a długotrwała wojna staje się stanem normalnym. Szczególnie istotne jest to, że rosyjska propaganda nie działa tu jedynie jako przekaz kierowany do społeczeństwa. Staje się językiem, którym aparat państwowy opisuje sam siebie, własne decyzje i własną przyszłość. Reaktywacja uczelni pancernej zostaje przedstawiona jako „odrodzenie” historycznej tradycji, a nie jako kolejny przejaw militaryzacji państwa prowadzącego agresywną wojnę. Deficyt oficerów jest opisywany jako problem organizacyjny, a nie jako konsekwencja polityki agresji, strat, błędów strategicznych i zużycia potencjału militarnego. W ten sposób realna cena wojny zostaje przemilczana, a jej skutki przekształcone w „administracyjne wyzwanie dla systemu edukacji wojskowej”. Analizowana dokumentacja pokazuje również trwałość sowiecko-imperialnego imaginarium w rosyjskim aparacie urzędniczym. Czołg funkcjonuje w niej nie tylko jako platforma bojowa, lecz także jako symbol państwowej siły, wojennej chwały, przemysłowej mobilizacji i ciągłości z Armią Czerwoną. Nawet gdy współczesne pole walki ujawnia ograniczenia takiego myślenia, rosyjski system nadal potrzebuje czołgu jako figury politycznej wyobraźni. Jest w tym także element imperialnego ego. Rosja chce widzieć samą siebie jako państwo ciężaru, masy i historycznej misji, dlatego łatwiej jej wrócić do mitu „Tankogradu” niż przyjąć, że o skuteczności na froncie coraz częściej decydują operatorzy dronów, łączność, rozpoznanie i odporność na szybkie zmiany technologiczne. Wewnętrzna dyskusja wokół uczelni odsłania także cynizm i kastowość rosyjskiego systemu wojskowo-biurokratycznego. Komentatorzy wskazują, że reaktywacja szkoły może służyć nie tylko celom szkoleniowym, ale również tworzeniu stanowisk, dystrybucji prestiżu, wzmacnianiu układów personalnych i utrzymywaniu sieci lojalności. Ironiczne odniesienia do „linii partii”, „ekstrapatriotycznych emerytów” czy możliwości zatrudniania kolejnych generałów i pułkowników pokazują, że część rosyjskiego środowiska dostrzega patologie. Nie oznacza to jednak zdolności do korekty systemu. Krytyka pozostaje fragmentaryczna, techniczna i podporządkowana ogólnej logice wojennego państwa. Przypadek Czelabińskiej Wyższej Szkoły Dowódczej Wojsk Pancernych należy więc traktować jako symptom szerszego zjawiska. Rosja próbuje adaptować się do nowoczesnej wojny, ale robi to w ramach mentalności ukształtowanej przez sowieckie dziedzictwo, propagandę oblężonej twierdzy i mit permanentnej konfrontacji z Zachodem. Widzi drony, widzi problemy z kadrami, widzi zużycie armii i przesunięcie technologiczne na polu walki. Nie potrafi jednak wyjść poza język, w którym odpowiedzią na kryzys jest kolejna mobilizacja, kolejna instytucja, kolejny mit i kolejny wróg. I to jest najważniejsze w tej dokumentacji. Nie pokazuje ona państwa całkowicie ślepego na realia wojny. Pokazuje aparat, który dostrzega część problemów, ale interpretuje je w ramach tej samej logiki, która te problemy wytworzyła. Dlatego adaptacja techniczna nie prowadzi tu do korekty strategicznej, lecz do dalszej militaryzacji państwa.

Redakcja Disinfo Digest dotarła do materiałów dotyczących reaktywacji Czelabińskiej Wyższej Szkoły Dowódczej Wojsk Pancernych, w tym do zapisów wewnętrznej dyskusji prowadzonej w rosyjskim środowisku wojskowym, urzędniczym i okołopropagandowym. To rzadki wgląd w sposób, w jaki rosyjski aparat państwowy tłumaczy samemu sobie decyzje podejmowane w warunkach długiej wojny, strat kadrowych, presji modernizacyjnej i coraz wyraźniejszego kryzysu dawnych doktryn. Reaktywacja uczelni wojskowej jest formalnym przedmiotem sprawy, ale nie jej właściwym ciężarem. Zgromadzone...

2026-06-11
Monitoring rosyjskich "mediów" państwowych i ośrodków propagandowych prowadzony na wiodących kierunkach oddziaływania informacyjnego wskazuje, że aparat propagandowy Federacji Rosyjskiej utrzymuje zasadniczą ciągłość przekazu wobec Polski, NATO, Ukrainy oraz szeroko rozumianej polityki bezpieczeństwa Zachodu. W analizowanym okresie (04-11 czerwca 2026) nie odnotowano zasadniczej zmiany głównych linii narracyjnych. Rosyjska propaganda pozostaje konsekwentna w przedstawianiu NATO jako agresywnego bloku, Polski jako państwa militaryzowanego i wykorzystywanego przez USA, Ukrainy jako podmiotu niesamodzielnego i destabilizującego, a Zachodu jako aktora odpowiedzialnego za przedłużanie wojny. Widoczna jest jednak stała, bieżąca adaptacja perswazji propagandowej do aktualnych kryzysów, sporów politycznych i wydarzeń międzynarodowych. Rosyjskie media nie tworzą przekazu od podstaw, lecz dostosowują istniejące matryce interpretacyjne do nowych kontekstów. Spory polsko-ukraińskie, decyzje dotyczące wsparcia wojskowego dla Ukrainy, aktywność NATO na wschodniej flance oraz napięcia wokół Iranu są włączane w jeden system narracyjny, którego celem jest osłabianie zaufania do Zachodu, wzmacnianie lęku przed eskalacją oraz podważanie sensu dalszego wspierania Ukrainy. W analizowanych przekazach szczególnie wyraźnie widoczna była próba łączenia kilku odrębnych tematów w jedną opowieść o rzekomym kryzysie zachodniego przywództwa. Rosyjski aparat propagandowy sugerował, że wojna przeciwko Ukrainie, napięcia na Bliskim Wschodzie, polityka USA wobec Iranu oraz działania NATO są elementami tego samego procesu: przeciążenia Zachodu, utraty kontroli strategicznej i narastających podziałów wewnątrz wspólnoty euroatlantyckiej. W tym ujęciu Polska i wschodnia flanka NATO przedstawiane są jako obszar szczególnie narażony na skutki polityki Waszyngtonu, a Ukraina jako instrument wykorzystywany przez Zachód do konfrontacji z Rosją.

Monitoring rosyjskich „mediów” państwowych i ośrodków propagandowych prowadzony na wiodących kierunkach oddziaływania informacyjnego wskazuje, że aparat propagandowy Federacji Rosyjskiej utrzymuje zasadniczą ciągłość przekazu wobec Polski, NATO, Ukrainy oraz szeroko rozumianej polityki bezpieczeństwa Zachodu. W analizowanym okresie (04-11 czerwca 2026) nie odnotowano zasadniczej zmiany głównych linii narracyjnych. Rosyjska propaganda pozostaje konsekwentna w przedstawianiu NATO jako agresywnego bloku, Polski jako państwa militaryzowanego i wykorzystywanego przez USA, Ukrainy jako podmiotu niesamodzielnego i destabilizującego,...

2026-06-09
„Spisek Zachodu” Rosyjska propaganda wobec wyborów parlamentarnych w Armenii

Monitoring rosyjskiego aparatu propagandy po wyborach parlamentarnych w Armenii wskazuje na uruchomienie operacji narracyjnej wymierzonej w legitymację procesu wyborczego, mandat polityczny Nikola Paszyniana oraz prozachodni kierunek polityki Erywania. Rosyjska propaganda opisuje powyborczą sytuację w Armenii jako rezultat zewnętrznego sterowania, manipulacji społecznej, presji Zachodu oraz rzekomego oderwania Armenii od jej „naturalnego” zaplecza strategicznego, którym w rosyjskiej wizji regionu pozostaje Moskwa. Centralnym celem tej operacji informacyjnej jest podważenie społecznej i międzynarodowej wiarygodności...

2026-06-05
Rosyjski aparat propagandowy w ostatnim tygodniu konsekwentnie łączył kwestie bezpieczeństwa Polski, aktywności NATO, wsparcia dla Ukrainy oraz sytuacji wokół Iranu w jedną spójną opowieść o "eskalacji Zachodu". W tej konstrukcji Polska przedstawiana była jako zaplecze wojny, NATO jako struktura szukająca pretekstu do konfrontacji z Rosją, Ukraina jako państwo prowokujące Sojusz do bezpośredniego udziału w konflikcie, a Stany Zjednoczone jako mocarstwo przeciążone równoczesnymi kryzysami. Celem tego przekazu jest osłabienie odporności społecznej, podważenie sensu dalszego wsparcia Ukrainy oraz wzmacnianie presji psychologicznej wobec państw wschodniej flanki NATO. Monitoring rosyjskich mediów państwowych i propagandowych z okresu 27 maja – 3 czerwca 2026 r. wskazuje na wysoką spójność przekazu dotyczącego Polski, NATO, Ukrainy oraz sytuacji na Bliskim Wschodzie. Analizie poddano otwarte, indeksowane materiały rosyjskich mediów państwowych i kanałów propagandowych, w tym przekazy TASS, RIA oraz treści redystrybuowane przez rosyjski aparat wpływu. W badanym okresie rosyjskie media łączyły w jedną ramę interpretacyjną m.in. poderwanie polskiego i sojuszniczego lotnictwa po rosyjskich uderzeniach na Ukrainę, aktywność wojskową w rejonie Rzeszowa-Jasionki, incydent z dronem w rumuńskim Gałaczu, spór polsko-ukraiński wokół UPA oraz wojnę USA i Izraela z Iranem.

Rosyjski aparat propagandowy w ostatnim tygodniu konsekwentnie łączył kwestie bezpieczeństwa Polski, aktywności NATO, wsparcia dla Ukrainy oraz sytuacji wokół Iranu w jedną spójną opowieść o „eskalacji agresywnego Zachodu”. W tej konstrukcji Polska przedstawiana była jako zaplecze wojny, NATO jako struktura szukająca pretekstu do konfrontacji z Rosją, Ukraina jako państwo prowokujące Sojusz do bezpośredniego udziału w konflikcie, a Stany Zjednoczone jako mocarstwo przeciążone równoczesnymi kryzysami. Celem tego przekazu jest osłabienie odporności...

2026-06-02
Nadanie Odrębnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych SZU honorowego miana „imienia Bohaterów UPA” stało się w ostatnich dniach jednym z najintensywniej eksploatowanych tematów w rosyjskim i prorosyjskim obiegu informacyjnym. Sprawa dotyczy realnego i wyjątkowo wrażliwego problemu historycznego: pamięci o zbrodni wołyńskiej, odpowiedzialności OUN-UPA za masowe mordy na ludności polskiej oraz nierozwiązanych kwestii ekshumacji, upamiętnień i języka pojednania. Właśnie ta kombinacja autentycznej traumy historycznej, silnych emocji społecznych i bieżącego kontekstu wojny sprawiła, że rosyjski aparat propagandowy potraktował sprawę jako szczególnie użyteczne narzędzie operacji wpływu wymierzonej w relacje polsko-ukraińskie. Bezpośrednim punktem wyjścia był dekret prezydenta Ukrainy nr 440/2026 z 26 maja 2026 r., nadający jednostce wojskowej honorowe miano „imienia Bohaterów UPA”. W uzasadnieniu odwołano się do „odnowienia historycznych tradycji narodowego wojska” oraz wzorowego wykonywania zadań w obronie integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy. W polskiej pamięci historycznej symbol UPA ma jednak zasadniczo odmienny ciężar niż w części ukraińskiej narracji niepodległościowej. Jest nierozerwalnie związany ze zbrodnią wołyńską, masowymi mordami na ludności polskiej w latach 1943–1945 oraz nierozwiązanymi kwestiami ekshumacji i upamiętnienia ofiar. Według opracowań IPN zbrodnia wołyńska pochłonęła około 100 tys. Polaków, a pion śledczy IPN kwalifikuje ją jako ludobójstwo dokonane przez OUN-B i UPA. Polska reakcja była jednoznacznie krytyczna, ale nie sprowadzała się do zakwestionowania strategicznego znaczenia wsparcia Ukrainy w wojnie przeciwko Rosji. Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP wyraziło oburzenie i wskazało, że decyzja o nazwaniu ukraińskiej jednostki imieniem „Bohaterów UPA” może zostać wykorzystana przez rosyjską propagandę do osłabiania relacji polsko-ukraińskich oraz podważania strategicznego partnerstwa Warszawy i Kijowa. MSZ podkreśliło zarazem, że relacje polsko-ukraińskie nie powinny stać się „zakładnikiem trudnej historii”, zwłaszcza w warunkach rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie i zagrożenia dla całego regionu. Podobnie prezydent Karol Nawrocki krytykował decyzję strony ukraińskiej, ale jednocześnie wskazywał, że wspieranie Ukrainy przeciwko Rosji pozostaje strategicznym celem Polski. W tym sensie polskie stanowisko zawierało dwa równoległe komunikaty. Pierwszy dotyczył potrzeby uwzględniania polskiej wrażliwości historycznej w ukraińskiej polityce symbolicznej, zwłaszcza w sprawach związanych z OUN-UPA i zbrodnią wołyńską. Drugi był skierowany do opinii publicznej i sojuszników: spór historyczny nie może zostać przejęty przez Moskwę jako narzędzie rozbijania wspólnego frontu bezpieczeństwa. To właśnie ten drugi element rosyjska propaganda konsekwentnie marginalizowała lub usuwała z przekazu.

Nadanie Odrębnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych SZU honorowego miana „imienia Bohaterów UPA” stało się w ostatnich dniach jednym z najintensywniej eksploatowanych tematów w rosyjskim i prorosyjskim obiegu informacyjnym. Sprawa dotyczy realnego i wyjątkowo wrażliwego problemu historycznego: pamięci o zbrodni wołyńskiej, odpowiedzialności OUN-UPA za masowe mordy na ludności polskiej oraz nierozwiązanych kwestii ekshumacji, upamiętnień i języka pojednania. Właśnie ta kombinacja autentycznej traumy historycznej, silnych emocji społecznych i bieżącego...

2026-05-29
nocy z 28 na 29 maja 2026 roku rosyjski dron naruszył przestrzeń powietrzną NATO i uderzył w blok mieszkalny w rumuńskim mieście Gałacz, raniąc dwie osoby. Upadek rosyjskiego drona na budynek mieszkalny w rumuńskim Gałaczu został natychmiast włączony przez rosyjski aparat propagandowy do szerszej operacji narracyjnej wymierzonej w państwa NATO. Według władz Rumunii dron uderzył w blok mieszkalny podczas rosyjskiego ataku na Ukrainę, powodując pożar i raniąc dwie osoby; NATO potępiło zdarzenie jako przejaw lekkomyślnego działania Rosji i zadeklarowało solidarność z Rumunią. Analizowany przekaz propagandowy Kremla nie koncentruje się jednak na odpowiedzialności Rosji za naruszenie przestrzeni powietrznej państwa Sojuszu. Przeciwnie — próbuje przekształcić incydent w komunikat odstraszający: Europa ma zrozumieć, że dalsze wsparcie Ukrainy będzie wiązało się z rosnącym ryzykiem dla jej własnych obywateli, infrastruktury i bezpieczeństwa wewnętrznego.

W nocy z 28 na 29 maja 2026 roku rosyjski dron naruszył przestrzeń powietrzną NATO i uderzył w blok mieszkalny w rumuńskim mieście Gałacz, raniąc dwie osoby. Upadek rosyjskiego drona na budynek mieszkalny w rumuńskim Gałaczu został natychmiast włączony przez rosyjski aparat propagandowy do szerszej operacji narracyjnej wymierzonej w państwa NATO. Według władz Rumunii dron uderzył w blok mieszkalny podczas rosyjskiego ataku na Ukrainę, powodując pożar i raniąc dwie osoby;...

2026-05-28
Monitoring rosyjskich "mediów" państwowych i propagandowych z ostatnich siedmiu dni wskazuje na nasilone łączenie kilku pozornie odrębnych tematów: obronności Polski, modernizacji Wojska Polskiego, polityki bezpieczeństwa NATO, wsparcia dla Ukrainy oraz sytuacji wokół Iranu. W rosyjskiej komunikacji propagandowej nie są to osobne wątki informacyjne, lecz elementy jednej konstrukcji narracyjnej. Jej głównym celem jest przedstawienie Zachodu jako obozu przeciążonego strategicznie, niespójnego politycznie, coraz bardziej kosztownego dla własnych społeczeństw i niezdolnego do jednoczesnego reagowania na kilka kryzysów. W tej ramie Polska odgrywa szczególną rolę. Jest przedstawiana jako państwo nadmiernie zmilitaryzowane, emocjonalnie zależne od Stanów Zjednoczonych, agresywne wobec Rosji i gotowe do eskalacji w imieniu NATO oraz Ukrainy. Rosyjskie media wykorzystują zarówno realne wydarzenia — takie jak podrywanie polskich myśliwców, rozmowy o obecności wojsk USA, polsko-brytyjski traktat obronny czy rozwój infrastruktury serwisowej dla Abramsów — jak i manipulacyjne interpretacje tych wydarzeń. Celem nie jest rzetelne opisanie polskiej polityki bezpieczeństwa, lecz przekształcenie działań obronnych w obraz rzekomej militaryzacji i przygotowań do konfrontacji.

Rosyjska propaganda buduje obraz „przeciążonego Zachodu”. Polska, NATO, Ukraina i Iran w jednej operacji narracyjnej. Monitoring rosyjskich „mediów” państwowych i propagandowych z ostatnich siedmiu dni wskazuje na nasilone łączenie kilku pozornie odrębnych tematów: obronności Polski, modernizacji Wojska Polskiego, polityki bezpieczeństwa NATO, wsparcia dla Ukrainy oraz sytuacji wokół Iranu. W rosyjskiej komunikacji propagandowej nie są to osobne wątki informacyjne, lecz elementy jednej konstrukcji narracyjnej. Jej głównym celem jest przedstawienie Zachodu jako...

2026-05-26
Ławrow, Butiagin i propaganda. Kreml wykorzystuje Butiagina do ataku na Polskę, Ukrainę i Zachód

Sprawa rosyjskiego archeologa Aleksandra Butiagina (Jak Kreml wykorzystuje sprawę Butiagina w dezinformacji przeciw Polsce i Ukrainie) została obecnie przez aparat propagandowy Kremla przekształcona w element szerokiej operacji narracyjnej wymierzonej w Polskę, Ukrainę i Zachód. To przykład mechanizmu, w którym sprawa rosyjskiego obywatela zostaje oderwana od faktycznego kontekstu, osadzona w emocjonalnej opowieści o rzekomym prześladowaniu Rosjan, a następnie wykorzystana do wzmacniania tez o „rusofobii”, bezprawiu Zachodu i konieczności rosyjskiej odpowiedzi. W...

2026-05-21
Monitoring rosyjskich "mediów" państwowych i aparatu propagandy z ostatnich dni pokazuje próbę zszycia kilku odrębnych wątków w jeden przekaz: Zachód tradycyjnie ma być przedstawiany jako blok agresywny, przeciążony i wewnętrznie niespójny, Polska jako państwo eskalujące napięcie na wschodniej flance, Ukraina jako kosztowny projekt Zachodu, a Iran jako dowód globalnego chaosu wywołanego przez USA. Rosyjski aparat propagandowy w ostatnich dniach konsekwentnie buduje przekaz, w którym Polska, NATO, Ukraina oraz sytuacja wokół Iranu zostają włączone do jednej, spójnej narracji propagandowej o rzekomej utracie kontroli przez Zachód nad bezpieczeństwem międzynarodowym. W badanych materiałach powtarza się kilka stałych motywów: militaryzacja Europy, „agresywna” rola Polski, instrumentalne wykorzystywanie Ukrainy przez państwa zachodnie, słabnąca wiarygodność Stanów Zjednoczonych i NATO oraz ryzyko rozszerzenia konfliktu na kolejne regiony świata. To komunikacja podporządkowana wyraźnemu celowi psychologicznemu i politycznemu: wzbudzać lęk przed wojną, osłabiać poparcie społeczne dla wsparcia Ukrainy, podważać zaufanie do NATO i USA oraz przedstawiać rosyjskie działania wojskowe — w tym sygnały zastraszania nuklearnego — jako wymuszoną odpowiedź na rzekome zagrożenie atakiem ze strony Zachodu.

Rosyjska propaganda łączy Polskę, NATO, Ukrainę i Iran w jedną opowieść o „nadchodzącej wojnie”. Monitoring rosyjskich „mediów” państwowych i aparatu propagandy z ostatnich dni pokazuje próbę zszycia kilku odrębnych wątków w jeden przekaz: Zachód tradycyjnie ma być przedstawiany jako blok agresywny, przeciążony i wewnętrznie niespójny, Polska jako państwo eskalujące napięcie na wschodniej flance, Ukraina jako kosztowny projekt Zachodu, a Iran jako dowód globalnego chaosu wywołanego przez USA. Rosyjski aparat propagandowy...

WCZYTAJ WIĘCEJ

End of Content.

Portal informacyjno-edukacyjny DISINFO DIGEST

Projekt Fundacji INFO OPS Polska zajmujący się badaniami nad zjawiskiem manipulowania polskim środowiskiem informacyjnym przez obce ośrodki propagandowe.
Portal sfinansowano ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu „Dyplomacja Publiczna 2023”.