15
Najnowsza aktywność

3

Najnowsza aktywność

Wołyń jako broń informacyjna. Rosyjska operacja wpływu wokół decyzji Kijowa o uhonorowaniu UPA

Nadanie Odrębnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych SZU honorowego miana „imienia Bohaterów UPA” stało się w ostatnich dniach jednym z najintensywniej eksploatowanych tematów w rosyjskim i prorosyjskim obiegu informacyjnym. Sprawa dotyczy realnego i wyjątkowo wrażliwego problemu historycznego: pamięci o zbrodni wołyńskiej, odpowiedzialności OUN-UPA za masowe mordy na ludności polskiej oraz nierozwiązanych kwestii ekshumacji, upamiętnień i języka pojednania. Właśnie ta kombinacja autentycznej traumy historycznej, silnych emocji społecznych i bieżącego kontekstu wojny sprawiła, że rosyjski aparat propagandowy potraktował sprawę jako szczególnie użyteczne narzędzie operacji wpływu wymierzonej w relacje polsko-ukraińskie.Bezpośrednim punktem wyjścia był dekret prezydenta Ukrainy nr 440/2026 z 26 maja 2026 r., nadający jednostce wojskowej honorowe miano „imienia Bohaterów UPA”. W uzasadnieniu odwołano się do „odnowienia historycznych tradycji narodowego wojska” oraz wzorowego wykonywania zadań w obronie integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy.W polskiej pamięci historycznej symbol UPA ma jednak zasadniczo odmienny ciężar niż w części ukraińskiej narracji niepodległościowej. Jest nierozerwalnie związany ze zbrodnią wołyńską, masowymi mordami na ludności polskiej w latach 1943–1945 oraz nierozwiązanymi kwestiami ekshumacji i upamiętnienia ofiar. Według opracowań IPN zbrodnia wołyńska pochłonęła około 100 tys. Polaków, a pion śledczy IPN kwalifikuje ją jako ludobójstwo dokonane przez OUN-B i UPA.Polska reakcja była jednoznacznie krytyczna, ale nie sprowadzała się do zakwestionowania strategicznego znaczenia wsparcia Ukrainy w wojnie przeciwko Rosji. Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP wyraziło oburzenie i wskazało, że decyzja o nazwaniu ukraińskiej jednostki imieniem „Bohaterów UPA” może zostać wykorzystana przez rosyjską propagandę do osłabiania relacji polsko-ukraińskich oraz podważania strategicznego partnerstwa Warszawy i Kijowa. MSZ podkreśliło zarazem, że relacje polsko-ukraińskie nie powinny stać się „zakładnikiem trudnej historii”, zwłaszcza w warunkach rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie i zagrożenia dla całego regionu. Podobnie prezydent Karol Nawrocki krytykował decyzję strony ukraińskiej, ale jednocześnie wskazywał, że wspieranie Ukrainy przeciwko Rosji pozostaje strategicznym celem Polski.W tym sensie polskie stanowisko zawierało dwa równoległe komunikaty. Pierwszy dotyczył potrzeby uwzględniania polskiej wrażliwości historycznej w ukraińskiej polityce symbolicznej, zwłaszcza w sprawach związanych z OUN-UPA i zbrodnią wołyńską. Drugi był skierowany do opinii publicznej i sojuszników: spór historyczny nie może zostać przejęty przez Moskwę jako narzędzie rozbijania wspólnego frontu bezpieczeństwa. To właśnie ten drugi element rosyjska propaganda konsekwentnie marginalizowała lub usuwała z przekazu.

Nadanie Odrębnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych SZU honorowego miana „imienia Bohaterów UPA” stało się w ostatnich dniach jednym z najintensywniej eksploatowanych tematów w rosyjskim i prorosyjskim obiegu informacyjnym. Sprawa dotyczy realnego i wyjątkowo wrażliwego problemu historycznego: pamięci o zbrodni wołyńskiej, odpowiedzialności OUN-UPA za masowe mordy na ludności polskiej oraz nierozwiązanych kwestii ekshumacji, upamiętnień i języka pojednania. Właśnie ta kombinacja autentycznej traumy historycznej, silnych emocji społecznych i bieżącego kontekstu wojny sprawiła, że rosyjski aparat propagandowy potraktował sprawę jako szczególnie użyteczne narzędzie operacji wpływu wymierzonej w relacje polsko-ukraińskie.

Bezpośrednim punktem wyjścia był dekret prezydenta Ukrainy nr 440/2026 z 26 maja 2026 r., nadający jednostce wojskowej honorowe miano „imienia Bohaterów UPA”. W uzasadnieniu odwołano się do „odnowienia historycznych tradycji narodowego wojska” oraz wzorowego wykonywania zadań w obronie integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy.

W polskiej pamięci historycznej symbol UPA ma jednak zasadniczo odmienny ciężar niż w części ukraińskiej narracji niepodległościowej. Jest nierozerwalnie związany ze zbrodnią wołyńską, masowymi mordami na ludności polskiej w latach 1943–1945 oraz nierozwiązanymi kwestiami ekshumacji i upamiętnienia ofiar. Według opracowań IPN zbrodnia wołyńska pochłonęła około 100 tys. Polaków, a pion śledczy IPN kwalifikuje ją jako ludobójstwo dokonane przez OUN-B i UPA.

Polska reakcja była jednoznacznie krytyczna, ale nie sprowadzała się do zakwestionowania strategicznego znaczenia wsparcia Ukrainy w wojnie przeciwko Rosji. Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP wyraziło oburzenie i wskazało, że decyzja o nazwaniu ukraińskiej jednostki imieniem „Bohaterów UPA” może zostać wykorzystana przez rosyjską propagandę do osłabiania relacji polsko-ukraińskich oraz podważania strategicznego partnerstwa Warszawy i Kijowa. MSZ podkreśliło zarazem, że relacje polsko-ukraińskie nie powinny stać się „zakładnikiem trudnej historii”, zwłaszcza w warunkach rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie i zagrożenia dla całego regionu. Podobnie prezydent Karol Nawrocki krytykował decyzję strony ukraińskiej, ale jednocześnie wskazywał, że wspieranie Ukrainy przeciwko Rosji pozostaje strategicznym celem Polski.

W tym sensie polskie stanowisko zawierało dwa równoległe komunikaty. Pierwszy dotyczył potrzeby uwzględniania polskiej wrażliwości historycznej w ukraińskiej polityce symbolicznej, zwłaszcza w sprawach związanych z OUN-UPA i zbrodnią wołyńską. Drugi był skierowany do opinii publicznej i sojuszników: spór historyczny nie może zostać przejęty przez Moskwę jako narzędzie rozbijania wspólnego frontu bezpieczeństwa. To właśnie ten drugi element rosyjska propaganda konsekwentnie marginalizowała lub usuwała z przekazu.

Realny problem jako paliwo dla rosyjskiej operacji wpływu

Najważniejszą cechą analizowanego przekazu jest to, że rosyjska propaganda nie musiała konstruować całkowicie fałszywego incydentu. Wykorzystała realną decyzję władz Ukrainy, realne oburzenie w Polsce i realną traumę historyczną, a następnie nadała im kierunek zgodny z interesem Kremla. Mechanizm polegał na przejściu od faktu do fałszywego wniosku: od „ukraińska decyzja symboliczna wywołała poważne napięcie w relacjach z Polską” do „Polska powinna ograniczyć lub zakończyć wsparcie dla Ukrainy”.

Ten model działania jest szczególnie groźny, ponieważ nie opiera się wyłącznie na dezinformacji, lecz na manipulacyjnym przetwarzaniu prawdziwych zdarzeń. Rosyjski aparat informacyjny eksponował te fragmenty polskiej debaty, które wzmacniały obraz upokorzenia, gniewu i zerwania z Kijowem, a pomijał te, które wskazywały na konieczność zachowania strategicznej jedności wobec Rosji.

Ukraińska dyplomacja odniosła się do sprawy, próbując osadzić decyzję w ukraińskim kontekście pamięciowym. Rzecznik MSZ Ukrainy Heorhij Tychyj wskazał, że decyzja nie była wymierzona w Polaków, a w ukraińskim rozumieniu symbolika UPA odnosi się przede wszystkim do sprzeciwu wobec imperialnej polityki Moskwy. Jednocześnie podkreślił, że na sporach historycznych między Polakami i Ukraińcami korzysta wyłącznie Rosja.

Rosyjskie ośrodki propagandowe pominęły lub zmarginalizowały te wyjaśnienia. W ich przekazie kluczowe stały się emocje: zdrada, upokorzenie, rzekoma niewdzięczność Ukrainy i sugestia, że polskie wsparcie dla Kijowa zostało moralnie skompromitowane.

Rama propagandowa: „Ukraina gloryfikuje nazizm”

Pierwsza i najważniejsza narracja rosyjska sprowadzała decyzję władz Ukrainy do tezy o rzekomej „heroizacji nazizmu”. Nie jest to nowy motyw. Od początku pełnoskalowej agresji Rosja używa pojęć „nazizm”, „denazyfikacja” i „banderyzm” jako instrumentów delegitymizacji państwa ukraińskiego oraz uzasadniania własnej agresji. Spór wokół nazwy jednostki wojskowej dał jednak Kremlowi wygodny materiał, który pozwolił połączyć propagandową tezę o „nazistowskiej Ukrainie” z rzeczywistą polską pamięcią o zbrodni wołyńskiej.

Regnum konsekwentnie opisywał Zełenskiego jako „głowę kijowskiego reżimu”, a samo nadanie nazwy jednostce łączył z „gloryfikacją banderowców” i „pomocników nazistów”. W materiale z 1 czerwca rosyjska agencja zestawiła tę decyzję z pochówkiem Andrija Melnyka oraz planami dotyczącymi Jewhena Konowalca, tworząc wrażenie skoordynowanej ukraińskiej polityki „odradzania nazizmu”. Było to klasyczne rozszerzenie pojedynczego sporu symbolicznego do szerszej narracji o rzekomo systemowym charakterze ukraińskiego nacjonalizmu.

Podobny zabieg zastosował szereg stron internetowych wspierających cele propagandowe Kremla. Już w tytułach eksponowano emocjonalne ramy: „wybryk Zełenskiego”, „wściekłość Polski” oraz możliwość odebrania ukraińskiemu prezydentowi polskiego odznaczenia. W tym ujęciu decyzja strony ukraińskiej została przedstawiona jako dowód „mentalnej niegotowości” Ukrainy do wejścia do Unii Europejskiej.

To przesunięcie jest kluczowe. W polskim interesie leży rzeczowa i krytyczna rozmowa z Ukrainą o Wołyniu, odpowiedzialności historycznej, ekshumacjach, upamiętnieniu ofiar i symbolice państwowej. W rosyjskiej propagandzie ten problem jest jednak używany nie po to, aby wspierać prawdę historyczną, dialog czy pojednanie, lecz po to, aby uzasadniać rosyjską agresję i wzmacniać tezę o rzekomej konieczności „denazyfikacji” Ukrainy.

Rama propagandowa: „Polska została upokorzona przez Ukrainę”

Druga narracja była adresowana przede wszystkim do polskiego odbiorcy. Jej zasadniczy przekaz opierał się na emocjonalnym schemacie wzajemności i rzekomej niewdzięczności: Polska pomagała Ukrainie, przyjmowała uchodźców, wspierała Kijów politycznie i wojskowo, a w zamian miała zostać symbolicznie upokorzona przez uhonorowanie formacji kojarzonej w Polsce z odpowiedzialnością za zbrodnię wołyńską.

Regnum już 28 maja eksponował wypowiedź Leszka Millera, przedstawiając decyzję ukraińskich władz jako „świadomą obrazę Warszawy”. W materiale szczególnie wyeksponowano najbardziej emocjonalne fragmenty polskiej krytyki, aby wzmocnić obraz Ukrainy jako państwa niewdzięcznego, nielojalnego wobec sojusznika i wrogiego polskiej pamięci historycznej.

W podobnym tonie rosyjskie źródła nagłaśniały reakcję Lecha Wałęsy, który zadeklarował, że nie będzie dalej symbolicznie wspierał Zełenskiego. Regnum umieścił ten wątek w serii materiałów dotyczących polskiej reakcji na „gloryfikację UPA”, budując obraz narastającego buntu polskich elit i opinii publicznej wobec Ukrainy.

Ta narracja działa przede wszystkim na poziomie emocjonalnym. Jej celem nie jest wyłącznie poinformowanie o polskim oburzeniu, lecz przekształcenie tego oburzenia w poczucie zdrady. Propaganda sugeruje, że dalsze wsparcie Ukrainy jest nie tylko kosztowne politycznie, społecznie i wojskowo, ale również poniżające. W ten sposób pamięć o ofiarach Wołynia zostaje użyta jako narzędzie nacisku na bieżącą politykę bezpieczeństwa Polski.

Rama propagandowa: „Sojusz polsko-ukraiński pęka”

Trzecia wiodąca narracja polegała na budowaniu wrażenia, że relacje polsko-ukraińskie weszły w fazę gwałtownego rozpadu. Rosyjskie media nie przedstawiały incydentu jako jednego z trudnych sporów polityki pamięci, lecz jako początek strategicznego załamania partnerstwa Warszawy i Kijowa.

Ten mechanizm dobrze widać w serwisach rosyjskiego państwowego aparatu propagandy, który w krótkim czasie, w formie selektywnych depesz pozbawionych szerszego kontekstu, zestawiał kilka zdarzeń: wezwanie ambasadora Ukrainy do MSZ, zapowiedź dyskusji o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego, wypowiedzi polskich polityków, zdjęcie ukraińskiej flagi z ratusza w Lublinie, gest Bartosza Cichockiego oraz postulaty ograniczenia tranzytu uzbrojenia. W jednej sekwencji tworzono obraz lawiny, mimo że poszczególne zdarzenia miały różny ciężar instytucjonalny, polityczny i symboliczny.

Szczególnie wyraźnym przykładem tej techniki był materiał Mail.ru, który powielał tezę, że Zełenski „jednym rozwiązaniem zniszczył relacje Ukrainy i Polski”. Tytuł i rama tekstu nie pozostawiały miejsca na niuanse: zamiast napięcia wymagającego zarządzania pojawiła się opowieść o niemal dokonanym zerwaniu relacji dwustronnych.

Ten zabieg jest typowy dla rosyjskiej propagandy. Kilka incydentów, wypowiedzi i gestów symbolicznych zostaje połączonych w jedną opowieść o nieuchronnym rozpadzie. Odbiorca ma odnieść wrażenie, że proces już się rozpoczął, że polsko-ukraińskie partnerstwo było sztuczne, a historia „wreszcie” ujawniła jego kruchość.

Od Wołynia do Rzeszowa-Jasionki: próba uderzenia w wsparcie wojskowe

Najbardziej operacyjnie istotny fragment rosyjskiego przekazu pojawił się tam, gdzie spór historyczny został powiązany z postulatem ograniczenia pomocy wojskowej dla Ukrainy. Rosyjskie ośrodki propagandowe intensywnie nagłaśniały wypowiedź posła Włodzimierza Skalika, przedstawiając ją jako wezwanie do zablokowania tranzytu zachodniej broni przez Polskę. Ten wątek pojawiał się w kilku materiałach, między innymi w kontekście zdjęcia ukraińskiej flagi z ratusza w Lublinie oraz żądania przeprosin ze strony Zełenskiego.

To jest sedno rosyjskiej operacji wpływu. Moskwa nie wykorzystuje Wołynia wyłącznie do wywołania sporu historycznego, co robi od lat. Celem jest doprowadzenie polskiego odbiorcy do społecznego i politycznego wniosku, że Polska powinna ograniczyć wsparcie dla Ukrainy, utrudnić tranzyt uzbrojenia i zakwestionować rolę własnego zaplecza logistycznego w systemie obrony Ukrainy.

W tej narracji polska pamięć historyczna zostaje instrumentalnie połączona z logistyką wojenną. Pytanie o odpowiedzialność UPA za zbrodnie na Polakach zostaje przekształcone w pytanie o sens dalszego funkcjonowania polskiej infrastruktury wsparcia wojskowego dla Ukrainy. To bardzo niebezpieczne przesunięcie, ponieważ uderza bezpośrednio w jeden z najważniejszych elementów zachodniej pomocy dla Kijowa.

Właśnie dlatego rosyjska propaganda tak chętnie eksponuje każdy polski głos mówiący o „karaniu” Ukrainy przez ograniczenie wsparcia. Tego typu wypowiedzi są następnie przedstawiane wybranym grupom odbiorców jako dowód, że nawet najbliżsi partnerzy Ukrainy zaczynają się od niej dystansować, a polskiemu odbiorcy jako rzekomo naturalna konsekwencja obrony pamięci o Wołyniu.

Rama propagandowa: „Ukraina nie jest gotowa do Europy”

Kolejna narracja dotyczyła statusu Ukrainy jako państwa aspirującego do Zachodu. Rosyjskie media próbowały przedstawić decyzję władz Ukrainy jako dowód, że Kijów nie należy do europejskiej wspólnoty wartości, lecz reprezentuje model państwa nacjonalistycznego, radykalnego i niezdolnego do odpowiedzialnego dialogu z sąsiadami. W tej konstrukcji spór o symbolikę UPA został wykorzystany nie jako punkt wyjścia do rozmowy o pamięci historycznej, lecz jako narzędzie podważania europejskich aspiracji Ukrainy.

Rosyjski aparat propagandy podchwycił również zachodnie przekazy o incydencie, nadając im ostrzejszy i bardziej delegitymizujący sens. Reuters odnotował, że decyzja wywołała oburzenie w Polsce, która od początku rosyjskiej inwazji była jednym z najważniejszych partnerów Kijowa, a jednocześnie wskazał na polską wrażliwość wobec UPA i zbrodni wołyńskiej. Financial Times opisywał spór jako poważne napięcie polityczne między dwoma państwami, które mimo konfliktu historycznego pozostają strategicznie powiązane przez wojnę Rosji przeciwko Ukrainie. Rosyjskie źródła przechwyciły jednak te wątki i osadziły je w radykalnej ramie interpretacyjnej. AIF pisał, że decyzja władz Ukrainy pokazuje „mentalną niegotowość” Kijowa do członkostwa w Unii Europejskiej. Taka rama nie ma służyć korekcie ukraińskiej polityki pamięci, lecz delegitymizacji Ukrainy jako partnera Zachodu.

Jest to element szerszej strategii: Rosja stara się pokazać Ukrainę jako państwo „nieeuropejskie”, „nacjonalistyczne”, „radykalne” i niezdolne do odpowiedzialnego dialogu z sąsiadami. W tej logice spór o UPA staje się narzędziem osłabiania poparcia dla europejskiej integracji Ukrainy oraz podważania jej miejsca we wspólnocie państw demokratycznych.

Rama propagandowa: „Polskie społeczeństwo odwraca się od Ukrainy”

Rosyjskie media próbowały również stworzyć wrażenie masowej zmiany nastrojów społecznych w Polsce. Do tego celu wykorzystywano jednostkowe gesty, mocne wypowiedzi polityków oraz decyzje symboliczne, przedstawiając je jako przejaw ogólnonarodowego zwrotu przeciwko Ukrainie.

Przykładem było nagłośnienie zdjęcia ukraińskiej flagi z ratusza w Lublinie. Regnum pisał, że po raz pierwszy od czterech lat usunięto ją z budynku, łącząc decyzję władz miasta bezpośrednio z „gloryfikacją UPA” przez Kijów. W tym samym materiale ponownie zestawiono ten gest z wezwaniem ambasadora Ukrainy do MSZ, inicjatywą dotyczącą Orderu Orła Białego i postulatem blokady tranzytu broni.

Podobny zabieg zastosował rosyjski serwis InoSMI, który przetłumaczył i opatrzył własną ramą propagandową tekst zagraniczny, eksponując komentarze o „zdradzie”, „obrazie sojusznika” i zagrożeniu dla relacji polsko-ukraińskich. W materiale podkreślano, że Polska jest kluczowym państwem wschodniej flanki NATO i centralnym hubem logistycznym dla Ukrainy, co pozwalało powiązać spór historyczny z bezpieczeństwem całej Europy.

W tym mechanizmie pojedyncze gesty stają się sygnałami rzekomej zmiany społecznej. Propaganda nie musi udowadniać, że większość Polaków odwraca się od Ukrainy. Wystarczy, że stworzy wrażenie trendu: kolejny polityk krytykuje Zełenskiego, kolejny symbol zostaje usunięty, kolejna wypowiedź mówi o końcu cierpliwości. Z takich elementów budowany jest obraz „narastającej fali”, która ma osłabiać społeczną odporność na rosyjskie operacje wpływu.

Rama propagandowa: „Rosja broni prawdy historycznej”

Najbardziej manipulacyjnym elementem rosyjskiego przekazu jest próba przedstawienia Rosji jako obrońcy prawdy historycznej. Kreml i zależne od niego media ustawiają się w roli tych, którzy „przypominają” Polsce o Wołyniu, „ostrzegają” przed banderyzmem i „demaskują” Ukrainę jako państwo rzekomo oparte na fałszu historycznym.

To konstrukcja oparta na przejęciu języka pamięci i wykorzystaniu go do celów operacji wpływu. Rosja nie podejmuje tego tematu w celu wsparcia ekshumacji, pojednania, dialogu historyków czy godnego upamiętnienia ofiar. Celem jest eskalacja napięcia między Polakami i Ukraińcami oraz przełożenie sporu o pamięć na bieżące decyzje strategiczne. Rosyjska propaganda próbuje więc nie tyle odwoływać się do prawdy o Wołyniu, ile przejąć ją jako narzędzie wojny informacyjnej.

Ten mechanizm dobrze pokazuje sposób, w jaki rosyjskie ośrodki propagandowe łączą język pamięci z językiem agresji informacyjnej. Z jednej strony przywołują cierpienie polskich ofiar. Z drugiej strony natychmiast wyprowadzają z niego polityczny wniosek korzystny dla Kremla: Polska powinna przestać ufać Ukrainie, ograniczyć pomoc i uznać, że Kijów jest moralnie niewiarygodnym partnerem.

W tym sensie rosyjska propaganda dokonuje wtórnej instrumentalizacji zbrodni wołyńskiej. Najpierw traktuje polską traumę jako użyteczne narzędzie mobilizacji emocji. Następnie kieruje te emocje nie ku prawdzie, pamięci, ekshumacjom, upamiętnieniu i odpowiedzialności, lecz ku osłabieniu wspólnego bezpieczeństwa Polski i Ukrainy.

Techniki manipulacyjne zastosowane w przekazie

Pierwszą techniką był selektywny dobór informacji. Rosyjskie media wybierały z polskiej debaty te głosy, które były najbardziej konfrontacyjne, emocjonalne i użyteczne dla budowania obrazu konfliktu. Jednocześnie pomijano elementy, które nie pasowały do narracji o rozpadzie polsko-ukraińskiego partnerstwa, w tym ostrzeżenia polskiego MSZ, że spór może zostać wykorzystany przez rosyjską propagandę.

Drugą techniką było emocjonalne sklejanie niejednorodnych zdarzeń. Dekret władz Ukrainy, pochówek Andrija Melnyka, reakcje polskich polityków, gest Lecha Wałęsy, decyzja władz Lublina i zwrot odznaczenia przez Bartosza Cichockiego zostały połączone w jedną narrację o „banderyzacji Ukrainy” i „buncie Polski”.

Trzecią techniką była personalizacja winy. W rosyjskim przekazie centralną figurą stał się Zełenski, przedstawiany nie jako prezydent państwa, lecz jako „głowa kijowskiego reżimu”, która obraża Polskę i świadomie buduje kult UPA. Tego typu język pojawiał się masowo w aparacie wpływu kontrolowanym przez Kreml.

Czwartą techniką było tworzenie fałszywej alternatywy. Propaganda sugerowała, że Polska musi wybrać: albo pamięć o ofiarach Wołynia, albo wsparcie dla Ukrainy. To fałszywa alternatywa. Polska może i powinna równocześnie domagać się prawdy historycznej, ekshumacji, godnego upamiętnienia ofiar i odpowiedzialnej polityki pamięci oraz wspierać Ukrainę w obronie przed rosyjską agresją.

Piątą techniką było strategiczne przekierowanie emocji. Naturalne oburzenie części polskich odbiorców wobec decyzji odbieranej w Polsce jako gloryfikacja UPA było kierowane nie tylko przeciwko konkretnej decyzji Kijowa, lecz przeciwko całemu projektowi wsparcia Ukrainy. Właśnie dlatego w rosyjskich materiałach tak istotne miejsce zajęły wątki tranzytu broni, hubu logistycznego i „końca” polskiej pomocy.

Wnioski

Incydent wokół nadania ukraińskiej jednostce wojskowej honorowego miana „Bohaterów UPA” stał się dla rosyjskiego aparatu propagandowego dogodnym punktem zaczepienia do operacji wpływu wymierzonej w relacje polsko-ukraińskie. Moskwa wykorzystuje decyzję strony ukraińskiej o wysokim potencjale konfliktogennym w relacjach z Polską, realną polską wrażliwość historyczną i prawdziwe reakcje polityczne, aby zbudować fałszywy obraz strategicznego rozpadu partnerstwa Warszawy i Kijowa.

Najgroźniejsze w tej operacji nie jest samo nagłośnienie sporu. Najgroźniejszy jest wniosek, który propaganda próbuje narzucić odbiorcy: skoro ukraińska polityka symboliczna wywołuje w Polsce sprzeciw i poczucie naruszenia pamięci o ofiarach Wołynia, Polska powinna ograniczyć wsparcie wojskowe i polityczne dla Ukrainy. To wniosek korzystny wyłącznie dla Rosji.

Odpowiedź komunikacyjna po stronie polskiej powinna być dwutorowa. Po pierwsze, Polska powinna konsekwentnie i stanowczo domagać się poszanowania prawdy o zbrodni wołyńskiej, zgody na ekshumacje, godnego upamiętnienia ofiar oraz unikania decyzji symbolicznych, które mogą pogłębiać napięcia w relacjach polsko-ukraińskich. Po drugie, Polska nie powinna pozwolić, aby Rosja przejęła temat Wołynia jako narzędzie rozbijania koalicji wspierającej obronę Ukrainy oraz osłabiania bezpieczeństwa całej wschodniej flanki NATO.


Autor: Katarzyna Wojda – Disinfo Digest


Udostępnij!

Otwórz PDF i wydrukuj