
Monitoring rosyjskiego środowiska informacyjnego w okresie od 27 sierpnia do 2 września 2026 roku wskazuje eskalację przekazu dotyczącego Polski, NATO i zachodniego wsparcia dla Ukrainy. Rosyjski aparat znacznie częściej próbuje wykazać, że poprzez logistykę, szkolenie, produkcję przemysłową, dane rozpoznawcze i rozwój infrastruktury wojskowej Europa, ze szczególnym uwzględnieniem Polski, stała się częścią systemu prowadzenia wojny przeciwko Federacji Rosyjskiej.
Analiza rosyjskich mediów państwowych i prokremlowskich, komunikatów instytucji państwowych oraz wypowiedzi rosyjskich przedstawicieli politycznych i wojskowych z okresu od 27 sierpnia do 2 września wskazuje na wyraźną konsolidację kilku wcześniej występujących niezależnie linii narracyjnych. Ich wspólnym mianownikiem jest próba zmiany sposobu, w jaki odbiorca interpretuje rolę Polski i państw NATO w wojnie rosyjsko-ukraińskiej.
Obecna konstrukcja jest znacznie bardziej zaawansowana. Rosja próbuje rozszerzyć pojęcie uczestnictwa w wojnie na kolejne kategorie aktywności: produkcję uzbrojenia, remonty sprzętu, szkolenie żołnierzy, wymianę doświadczeń, przekazywanie danych wywiadowczych, udostępnianie infrastruktury transportowej, a nawet rozwój zakładów przemysłu obronnego.
Od „pomocy Ukrainie” do „strategicznego zaplecza wojny”
Jednym z najważniejszych pojęć pojawiających się w rosyjskim przekazie badanego okresu jest określenie Europy jako „strategicznego zaplecza” Ukrainy. Sformułowanie to wykorzystał ambasador Rosji przy NATO Denis Gonczar, opisując rosnące zaangażowanie państw europejskich w produkcję uzbrojenia, szkolenie, logistykę i rozwój zdolności wojskowych Kijowa.
Z punktu widzenia analizy komunikacji strategicznej nie jest to jedynie zabieg językowy. „Zaplecze” w logice wojskowej nie jest neutralnym dostawcą pomocy. Jest częścią systemu umożliwiającego prowadzenie działań bojowych. Właśnie w tym kierunku przesuwana jest rosyjska argumentacja.
Jeżeli europejski zakład produkujący bezzałogowce zostaje zakwalifikowany jako element ukraińskiego potencjału wojennego, jeżeli ośrodek szkoleniowy NATO zostaje przedstawiony jako część systemu przygotowywania operacji przeciwko Rosji, a infrastruktura logistyczna jako element dostarczania zdolności uderzeniowych, możliwe staje się dokonanie kolejnego kroku: przedstawienia tych obiektów jako elementów wojny, a nie neutralnej infrastruktury państw trzecich.
W przypadku Polski mechanizm ten ma szczególne znaczenie. Rosyjskie media przypominają zarówno o roli kraju w transferze wsparcia wojskowego dla Ukrainy, jak i o funkcjonowaniu struktur służących wymianie doświadczeń pomiędzy NATO i Ukrainą. Działania, które z perspektywy Sojuszu mają charakter szkoleniowy, adaptacyjny i obronny, w rosyjskim przekazie dezinformacyjnym zostają zredefiniowane jako dowód stopniowego przekształcania Polski w część aktywnej infrastruktury wojennej.
Poniżej prezentujemy wybrane aspekty rosyjskich narracji strategicznych.
„Środki przeciwdziałania” i przesuwanie granicy dopuszczalnej reakcji
Jeszcze istotniejszy charakter miały wypowiedzi rosyjskich przedstawicieli dotyczące możliwej odpowiedzi na dalsze zaangażowanie państw NATO. Denis Gonczar mówił w tym kontekście o rosyjskich „środkach przeciwdziałania”, wskazując równocześnie, że w określonych warunkach mogą one mieć charakter „prewencyjny”.
To jedno z najważniejszych sformułowań odnotowanych w badanym okresie. Rosyjska propaganda od wielu lat posługuje się pojęciami „czerwonych linii”, „konsekwencji” czy „odpowiedzi wojskowo-technicznej”. W przypadku analizowanej wypowiedzi znaczenie jest jednak bardziej konkretne. Punktem odniesienia staje się infrastruktura europejska umożliwiająca Ukrainie prowadzenie działań wojennych, w tym wykorzystanie zachodnich systemów uzbrojenia, danych rozpoznawczych i zaplecza przemysłowego.
Nie oznacza to automatycznie zapowiedzi rosyjskiego ataku militarnego na państwo NATO. Byłaby to interpretacja zbyt daleko idąca. Znaczenie komunikatu leży gdzie indziej: Rosja stopniowo poszerza katalog działań, które w swoim własnym przekazie może przedstawiać jako uzasadniające reakcję wobec państw trzecich.
Może to mieć znaczenie zarówno dla operacji informacyjnych, cybernetycznych i sabotażowych, jak również dla działań pozostających poniżej progu otwartej konfrontacji wojskowej.
Szczególną uwagę zwraca w tym kontekście przypominanie przez rosyjskich przedstawicieli informacji publikowanych wcześniej przez Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej o lokalizacji europejskich przedsiębiorstw uczestniczących w produkcji bezzałogowych systemów dla Ukrainy. Sama publikacja takich danych posiada funkcję komunikacyjną. Sygnalizuje bowiem, że rosyjska strona nie traktuje europejskiego przemysłu obronnego jako przestrzeni całkowicie oddzielonej od pola walki.
Polska: silniej uzbrojona, ale rzekomo mniej bezpieczna
Drugą charakterystyczną linią przekazu pozostaje przedstawianie modernizacji Wojska Polskiego jako procesu prowadzącego nie do zwiększenia bezpieczeństwa, lecz do wzrostu zagrożenia i przygotowaniu do „antyrosyjskiej ofensywy”.
Rosyjskie media wykorzystują w tym celu dwa przeciwstawne argumenty jednocześnie.
Z jednej strony Polska przedstawiana jest jako państwo gwałtownie militaryzujące się, kupujące ogromne ilości uzbrojenia, zwiększające liczebność armii i rozbudowujące zdolności NATO na wschodniej flance. Z drugiej strony te same źródła eksponują każdą informację dotyczącą problemów technicznych, proceduralnych czy organizacyjnych polskiego systemu obronnego jako dowód jego nieskuteczności.
W badanym okresie zainteresowanie rosyjskich mediów dotyczyło między innymi integracji elementów polskiej obrony powietrznej, systemów dowodzenia, samolotów F-16, systemu Patriot oraz infrastruktury ostrzegania.
Mechanizm perswazji jest czytelny. Odbiorca ma dojść do wniosku, że Polska prowokuje zagrożenie, wydaje coraz więcej pieniędzy na wojsko, lecz nadal pozostaje podatna. Jeżeli natomiast Warszawa zdecyduje się zwiększyć poziom zaangażowania w systemy odstraszania NATO, w rosyjskiej narracji ryzyko ma jeszcze bardziej wzrosnąć.
Wyraźnie widoczne było to przy okazji dyskusji dotyczącej programu nuclear sharing. Rosyjskie media przedstawiały polską debatę na temat udziału w mechanizmach odstraszania nuklearnego NATO jako dowód, że Warszawa zaczyna rozumieć konsekwencje umieszczenia na swoim terytorium infrastruktury posiadającej znaczenie strategiczne.
Przekaz opiera się na prostym mechanizmie psychologicznym: im większa integracja Polski z NATO, tym większe ryzyko, że Polska stanie się celem.
Jest to narracja odstraszająca, której adresatem nie jest wyłącznie polski rząd. Jej rzeczywistym odbiorcą jest społeczeństwo, które ma zacząć interpretować własne inwestycje obronne nie jako zabezpieczenie przed agresją, lecz jako źródło potencjalnej agresji.
Wojsko Polskie jako element konfliktu, nie instrument obrony państwa
Analogiczny mechanizm można dostrzec w sposobie prezentowania polskiego wsparcia dla Ukrainy.
Rosyjskie zasoby propagandowe konsekwentnie ponawiają doniesienia o obywatelach Polski rzekomo walczących po stronie ukraińskiej do rozmywania granicy pomiędzy udziałem indywidualnych ochotników a polityką państwa. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej od początku wojny określa zagranicznych żołnierzy i ochotników mianem najemników, często używając wobec nich dehumanizujących określeń i przedstawiając ich jako osoby wykorzystywane przez Kijów w charakterze „mięsa armatniego”. W przypadku Polski ma to jeszcze jedną funkcję.
Obecność obywateli polskich w ukraińskich działaniach obronnych zostaje połączona z dostawami uzbrojenia, szkoleniami, logistyką, działalnością zakładów zbrojeniowych oraz politycznym wsparciem Ukrainy. Powstaje w ten sposób skumulowany obraz państwa, które formalnie nie prowadzi wojny, ale faktycznie ma uczestniczyć w niej na niemal każdym poziomie.
Tak skonstruowana narracja zmniejsza percepcyjny dystans pomiędzy Ukrainą a Polską. Jeżeli Ukraina jest przedstawiana jako przeciwnik wojskowy Rosji, a Polska jako integralna część jej systemu wojennego, kolejnym etapem perswazji jest argumentowanie, że Warszawa sama doprowadziła do utraty statusu państwa pozostającego poza konfliktem.
Patriot jako symbol konfliktu między pomocą Ukrainie a bezpieczeństwem Polski
Rosyjski aparat informacyjny szczególnie skutecznie wykorzystuje realne spory społeczne i polityczne występujące w państwach zachodnich. Dobrym przykładem jest debata o ewentualnym przekazywaniu Ukrainie pocisków do systemów Patriot. Opublikowane 2 września wyniki badania IBRiS pokazały, że 64,4 proc. respondentów sprzeciwiało się przekazywaniu Ukrainie pocisków Patriot z polskich zasobów, podczas gdy poparcie dla takiej decyzji deklarowało 21,6 proc. ankietowanych.
Z punktu widzenia rosyjskiego oddziaływania informacyjnego znaczenie takich danych nie wynika z samego sondażu. Istotny jest sposób ich osadzenia.
W rosyjskim przekazie podobne wyniki stają się dowodem, że społeczeństwo zaczyna sprzeciwiać się polityce własnego państwa wobec Ukrainy. Debata dotycząca racjonalnego zarządzania ograniczonymi zasobami wojskowymi zostaje więc przeformułowana w konflikt pomiędzy „interesem społeczeństwa” a „interesem elit”.
Jest to jeden z najbardziej charakterystycznych mechanizmów rosyjskiej propagandy skierowanej do państw demokratycznych. Moskwa nie musi stworzyć podziału społecznego. Wystarczy, że zidentyfikuje istniejącą różnicę opinii, nada jej znaczenie systemowe, a następnie przedstawi jako potwierdzenie głębokiego kryzysu polityki państwa.
Wschodnia flanka NATO jako przestrzeń przygotowań do wojny z Rosją
W badanym okresie istotną część przekazu stanowiło również przedstawianie rozwoju zdolności NATO w Polsce, państwach bałtyckich i Finlandii jako procesu ofensywnego.
Rosyjscy propagandyści zwracali uwagę na ćwiczenia lotnicze, aktywność samolotów rozpoznawczych, systemów wczesnego ostrzegania, rozwój infrastruktury oraz obecność wojsk sojuszniczych w pobliżu granic Rosji i obwodu kaliningradzkiego. Charakterystyczne jest odwrócenie związku przyczynowego.
Państwa NATO zwiększają zdolności obronne przede wszystkim w konsekwencji rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie oraz wzrostu postrzeganego zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej. W rosyjskim przekazie dezinformacyjnym ta sekwencja zostaje odwrócona. To rozbudowa NATO ma być pierwotnym procesem eskalacyjnym, wobec którego Rosja jest zmuszona reagować.
W efekcie odbiorca otrzymuje obraz Federacji Rosyjskiej otaczanej przez coraz bardziej rozbudowaną infrastrukturę wojskową Zachodu. Taki sposób prezentacji jest kluczowy dla rosyjskiego modelu legitymizowania własnych agresywnych działań. Pozwala utrzymywać narrację, zgodnie z którą Rosja nie eskaluje konfrontacji, lecz odpowiada na eskalację rozpoczętą przez przeciwnika.
Incydenty dronowe i walka o przyszłą atrybucję
Szczególnej uwagi wymaga także sposób wykorzystywania przez rosyjskie i prokremlowskie źródła incydentów związanych z bezzałogowymi statkami powietrznymi w przestrzeni państw NATO.
Jednym z powracających motywów jest sugerowanie, że część zdarzeń przypisywanych Rosji może w rzeczywistości mieć pochodzenie ukraińskie. Towarzyszy temu oskarżanie NATO o wykorzystywanie incydentów dronowych jako argumentu na rzecz zwiększania wydatków obronnych i rozbudowy obecności wojskowej na wschodniej flance. Znaczenie tej narracji wykracza poza pojedyncze zdarzenie.
Rosyjski aparat informacyjny buduje bowiem gotową alternatywną interpretację przyszłych incydentów. Jeżeli nad Polską, Litwą, Łotwą czy Estonią pojawi się bezzałogowiec, odpowiedzialność Rosji może zostać natychmiast zakwestionowana poprzez wskazanie Ukrainy, prowokacji NATO, błędu technicznego albo celowej operacji mającej stworzyć pretekst do eskalacji.
Nie chodzi więc wyłącznie o przekonanie odbiorców do konkretnej wersji wydarzeń. Istotniejsze jest systematyczne osłabianie ich przekonania, że jakąkolwiek atrybucję można uznać za wiarygodną.
To mechanizm charakterystyczny dla operacji informacyjnych, których celem nie jest narzucenie jednej wersji rzeczywistości, lecz wytworzenie trwałej niepewności.
Iran jako argument przeciwko wiarygodności amerykańskich gwarancji
Jednym z najważniejszych wątków badanego okresu, choć pozornie niezwiązanym bezpośrednio z Polską, pozostaje sytuacja wokół Iranu. Rosyjski aparat propagandowy bardzo uważnie wykorzystuje informacje dotyczące zużycia amerykańskich pocisków przechwytujących Patriot i THAAD oraz kosztów prowadzenia działań na Bliskim Wschodzie. Nie jest to wyłącznie propaganda pozbawiona oparcia w rzeczywistości. Zachodnie źródła informowały w tym samym czasie o poważnych problemach z zapasami Patriotów w Europie. Według rozmówców Associated Press poziom części amerykańskich zapasów osiągnął stan określany jako „beyond critical” — „poniżej poziomu krytycznego”, a wojna z Iranem w znaczący sposób przyspieszyła zużycie interceptorów.
Dla rosyjskiej propagandy jest to wyjątkowo użyteczny materiał. Moskwa oparła perswazję na realnie istniejącym problemie logistycznym i następnie wyciąga z niego znacznie dalej idący propagandowy wniosek: Stany Zjednoczone nie są w stanie jednocześnie zabezpieczać Bliskiego Wschodu, wspierać Ukrainy, odstraszać Chin i zapewniać bezpieczeństwa europejskiej części NATO.
W tej konstrukcji Iran przestaje być odrębnym konfliktem regionalnym. Staje się dowodem na rzekome strategiczne przeciążenie i słabość Zachodu.
Dla Polski komunikat pośredni jest szczególnie istotny. Jeżeli amerykańskie zasoby są ograniczone, a kilka teatrów działań konkuruje o te same systemy uzbrojenia, w sytuacji poważnego kryzysu może — według rosyjskiej narracji — zabraknąć środków do obrony wschodniej flanki.
To klasyczna próba oddziaływania na wiarygodność odstraszania. Jej celem nie jest przekonanie odbiorcy, że Stany Zjednoczone całkowicie porzucą Europę. Wystarczy zasianie pytania, czy w krytycznym momencie będą dysponować odpowiednią liczbą środków.
Ukraina atakuje Rosję: od działań wojskowych do „terroryzmu państwowego”
W badaną architekturę propagandową wpisują się także reakcje Moskwy na ukraińskie uderzenia dalekiego zasięgu. Władimir Putin określił działania Ukrainy i zagrożenie dla rosyjskiej infrastruktury mianem „terroryzmu państwowego”. Reuters odnotował 1 września, że rosyjski prezydent ponownie określał ukraińskie kierownictwo jako „terrorystów”, wykorzystując tę kwalifikację również jako argument polityczny dotyczący warunków negocjacji. Określenie ukraińskich uderzeń mianem terroryzmu pełni kilka funkcji równocześnie.
Po pierwsze odbiera Ukrainie status strony prowadzącej działania wojskowe przeciwko państwu, które ją zaatakowało. Po drugie pozwala rozszerzyć katalog rosyjskich działań przedstawianych jako uprawniona odpowiedź. Po trzecie deprecjonuje ukraińskie kierownictwo jako partnera politycznego.
Szczególnie widoczne jest to w przypadku ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną, rafinerie, terminale paliwowe i obiekty wspierające rosyjski wysiłek wojenny. Rosyjskie media informują o kolejnych dronach zmierzających w kierunku Moskwy przede wszystkim w kategoriach zagrożenia dla mieszkańców oraz skuteczności rosyjskiej obrony powietrznej. Powstają tym samym dwa równoległe komunikaty: Rosja jest ofiarą ataku, ale jednocześnie Rosja pozostaje zdolna do skutecznej obrony.
Jest to istotne z punktu widzenia rosyjskiego odbiorcy wewnętrznego. Przekaz ma mobilizować poczucie zagrożenia bez jednoczesnego tworzenia wrażenia utraty przez państwo kontroli nad sytuacją.
Rosyjskie bombardowania Kijowa: język „precyzyjnych uderzeń” zamiast obrazu wojny
Odwrotny schemat narracyjny stosowany jest wobec rosyjskich uderzeń na Ukrainę.
Podczas gdy działania ukraińskie na terytorium Federacji Rosyjskiej przedstawiane są jako terrorystyczne, rosyjskie bombardowania Kijowa opisywane są przede wszystkim językiem wojskowej precyzji. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej regularnie informuje o uderzeniach w „obiekty kompleksu wojskowo-przemysłowego”, „centra logistyczne”, „magazyny uzbrojenia”, infrastrukturę transportową i energetyczną wykorzystywaną przez wojsko.
W tym języku niemal znika ludność cywilna i zbrodnie.
Tymczasem podczas trwającej ponad dwanaście godzin rosyjskiej kampanii powietrznej na Kijów na przełomie sierpnia i września zginęło co najmniej kilkanaście osób. Ataki obejmowały pociski manewrujące i balistyczne oraz bezzałogowce, a uderzenia dotknęły zarówno stolicę, jak i inne regiony Ukrainy.
Rozbieżność między opisem rosyjskim a rzeczywistymi następstwami ataków jest kluczowym elementem konstrukcji propagandowej. Rosja nie neguje faktu prowadzenia masowych uderzeń. Zamiast tego redefiniuje ich charakter. Jeżeli każde przedsiębiorstwo związane z gospodarką, budynek mieszkalny, energetyka wspierająca przemysł, transport kolejowy czy infrastruktura logistyczna zostają przedstawione jako cel wojskowy, skala potencjalnie legitymizowanych ataków może być bardzo szeroka.
„My tylko odpowiadamy”. Mechanizm odwracania odpowiedzialności
Szczególnego znaczenia nabiera w tym kontekście wypowiedź Putina dotycząca ukraińskiej energetyki. Rosyjski prezydent powiązał możliwość zwiększenia uderzeń w system energetyczny Ukrainy z atakami Kijowa na rosyjską infrastrukturę. Konstrukcja była komunikacyjnie prosta: Ukraina atakuje Rosję, więc Rosja będzie odpowiadać.
Nie jest to wyłącznie komentarz dotyczący taktyki wojskowej. Jest to element szerszego modelu rosyjskiej perswazji opartego na odwracaniu logiki przyczynowo skutkowej.
Rosja przedstawia swoje działania jako reakcję na działania przeciwnika niezależnie od tego, że wojna rozpoczęła się pełnoskalową rosyjską inwazją. Podobna konstrukcja stosowana jest wobec rozbudowy NATO, sankcji gospodarczych, zwiększenia europejskiej produkcji uzbrojenia czy ukraińskich ataków dalekiego zasięgu. To jeden z podstawowych mechanizmów rosyjskiego systemu legitymizowania użycia siły – tzw syndrom oblężonej twierdzy.
Polska w centrum nowej konstrukcji propagandowej
W przypadku Polski poszczególne linie rosyjskiego przekazu układają się w spójny, wielowarstwowy mechanizm oddziaływania informacyjnego. Jego istotą jest takie reinterpretowanie kolejnych elementów polskiej polityki bezpieczeństwa, aby każda decyzja podejmowana przez Warszawę mogła zostać przedstawiona jako dowód eskalacji, nieskuteczności lub strategicznego błędu.
Wzrost wydatków obronnych interpretowany jest jako przejaw militaryzacji regionu i świadomego zwiększania napięcia w relacjach z Rosją. Rozbudowa zdolności NATO na terytorium Polski przedstawiana jest z kolei jako dowód włączania kraju w infrastrukturę militarną wymierzoną bezpośrednio przeciwko Federacji Rosyjskiej. Wsparcie udzielane Ukrainie służy budowaniu tezy o stopniowym przechodzeniu Polski od roli państwa wspierającego do roli faktycznego uczestnika konfliktu, natomiast infrastruktura logistyczna, szkoleniowa i przemysłowa jest przedstawiana jako element „strategicznego zaplecza” ukraińskiego wysiłku wojennego. Równolegle eksponowanie ograniczonych zasobów systemów obrony powietrznej, w tym pocisków Patriot, ma wzmacniać przekonanie, że mimo rosnących nakładów finansowych i intensywnej modernizacji Warszawa nie jest w stanie zapewnić sobie pełnej odporności na potencjalne zagrożenia.
Skuteczność tej konstrukcji wynika z jej wewnętrznej spójności perswazyjnej. Niezależnie od kierunku podejmowanych decyzji odbiorca ma zostać doprowadzony do wniosku, że Polska znajduje się w sytuacji strategicznie niekorzystnej: wzmacniając obronność, rzekomo zwiększa ryzyko konfrontacji z Rosją; ograniczając zaangażowanie, ujawniałaby własną słabość; wspierając Ukrainę, ma uszczuplać własne zasoby i rozszerzać zakres uczestnictwa w wojnie. W efekcie zasadniczym celem nie jest promowanie jednej konkretnej alternatywy politycznej, lecz systematyczne podważanie zaufania do racjonalności i skuteczności polskiej polityki bezpieczeństwa jako takiej.
Najbardziej niepokojący element: rozszerzanie pojęcia „celu”
Najważniejszym wnioskiem z monitoringu prowadzonego między 27 sierpnia a 2 września nie jest jednak wzrost liczby materiałów krytykujących Polskę ani kolejne ostrzeżenia wobec NATO. Istotniejsza jest zmiana jakościowa języka.
Rosyjski aparat dezinformacyjny coraz wyraźniej łączy europejskie zakłady przemysłu obronnego, centra logistyczne, systemy szkolenia, dane rozpoznawcze oraz infrastrukturę państw NATO z bezpośrednim prowadzeniem wojny przeciwko Federacji Rosyjskiej.
Pojawienie się w tym samym kontekście określeń takich jak „strategiczne zaplecze”, „środki przeciwdziałania” i działania „prewencyjne” powinno być traktowane jako istotny sygnał komunikacyjny.
Nie przesądza ono o zamiarze dokonania ataku konwencjonalnego przeciwko NATO. Może jednak wskazywać na przygotowywanie bardziej rozbudowanej legitymizacji działań prowadzonych poniżej progu wojny — sabotażu, cyberataków, operacji wpływu, działań wywiadowczych, presji wobec przedsiębiorstw i infrastruktury lub innych operacji hybrydowych.
W tym znaczeniu rosyjska propaganda tworzy język, za pomocą którego przyszłe działania mogą zostać później uzasadnione.
Odstraszanie poprzez niepewność
Obraz wyłaniający się z monitoringu jest szerszy niż klasyczna kampania dezinformacyjna wymierzona w Ukrainę. Rosja próbuje równocześnie podważać skuteczność polskiej polityki bezpieczeństwa, przedstawiać NATO jako stronę ofensywną, eksponować ograniczenia amerykańskich zasobów, wykorzystywać konflikt z Iranem do budowy obrazu strategicznego przeciążenia Stanów Zjednoczonych oraz przedstawiać własne uderzenia na Ukrainę jako działania wymuszone i reaktywne.
Wszystkie te wątki prowadzą do wspólnego efektu psychologicznego: przekonania, że dalsze wspieranie Ukrainy i wzmacnianie wschodniej flanki nie zwiększa bezpieczeństwa Europy, lecz przybliża ją do bezpośredniej konfrontacji z Rosją.
To właśnie ten mechanizm należy uznać za główną linię rosyjskiej perswazji w badanym okresie. Rosyjski aparat propagandowy coraz częściej podważa cały system wsparcia bezpieczeństwa Ukrainy, który umożliwia jej dalszą obronę: amerykańskich gwarancji, europejskiego przemysłu obronnego, infrastruktury NATO, społecznej akceptacji dla wydatków wojskowych oraz gotowości państw takich jak Polska do ponoszenia kosztów strategicznej konfrontacji z Federacją Rosyjską. W tym sensie zasadniczym obiektem oddziaływania nie jest wyłącznie Ukraina. Obiektem jest odporność Zachodu.
Tadeusz Kania















