15
Najnowsza aktywność

3

Najnowsza aktywność

Rosyjsko-chińska współpraca strategiczna obejmuje nie tylko sferę wojskową, gospodarczą i dyplomatyczną, lecz również środowisko informacyjne. Nie oznacza to, że każdy zbieżny przekaz …

Rosyjska operacja psychologiczna wobec Europy. Groźby uderzeń, zastraszanie, przygotowanie tła pod akty dywersji

W okresie od 27 sierpnia do 2 września 2026 roku w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej można było zaobserwować wyraźne nasilenie przekazów nawołujących do użycia siły przeciwko celom znajdującym się na terytorium państw europejskich. Nie były to wyłącznie pojedyncze wypowiedzi komentatorów czy przedstawicieli środowisk radykalnych. W analizowanym okresie podobne treści pojawiały się równolegle w komunikatach przedstawicieli rosyjskich władz, w wypowiedziach osób związanych z aparatem bezpieczeństwa, w przekazach propagandowych mediów państwowych oraz w środowiskach medialnych pełniących funkcję wzmacniającą wobec oficjalnej narracji Kremla.

Wspólnym mianownikiem tych komunikatów było stopniowe przesuwanie granicy dopuszczalnej agresji wobec państw wspierających Ukrainę. Rosyjska propaganda coraz częściej stosuje perswazję, że sama pomoc wojskowa, transport uzbrojenia, produkcja sprzętu wojskowego, działalność zakładów zbrojeniowych oraz decyzje polityczne wspierające wysiłek obronny Ukrainy czynią europejskie państwa, przedsiębiorstwa i infrastrukturę częścią „wojny przeciwko Rosji”.

W praktyce oznacza to ewolucję jakościową. Rosyjski przekaz coraz częściej przestawia Zachód jako „bezpośrednie i ofensywne” zaplecze prowadzonej przeciwko Rosji wojny. Wraz z tą zmianą pojawia się konsekwentna próba redefinicji pojęcia „uprawnionego celu”. Zakłady zbrojeniowe, lotniska, węzły logistyczne i infrastruktura transportowa, zostają przedstawione jako element systemu umożliwiającego Ukrainie prowadzenie walki, a tym samym jako obiekty, wobec których Rosja ma posiadać prawo do zastosowania „odwetu”, „kary” lub „uderzenia wyprzedzającego”.

Rzeszów jako symboliczny cel rosyjskiego zastraszania

Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów tej narracji była opublikowana w rosyjskiej przestrzeni propagandowej wypowiedź emerytowanego generała majora rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Władimira Owczinskiego. W programie nadawanym przez kanał „Cargrad” wezwał on wprost do przeprowadzenia rosyjskiego uderzenia rakietowego na Rzeszów.

Owczinski przedstawił Rzeszów jako kluczowy węzeł logistyczny umożliwiający transfer zachodniego uzbrojenia na Ukrainę, a następnie dowodził, że Rosja nie powinna czekać na dalsze działania państw Sojuszu Północnoatlantyckiego, lecz sama powinna zdecydować się na użycie systemu „Oresznik”. Szczególną rolę w jego wypowiedzi odegrało twierdzenie, że rosyjskich pocisków tego typu nie można przechwycić, Rosja posiada ich wystarczającą liczbę, a ewentualne uderzenie na Polskę nie doprowadziłoby do wojny jądrowej, ponieważ państwa zachodnie nie zdecydowałyby się na taki poziom eskalacji.

Najbardziej radykalnym elementem przekazu była deklaracja, że „Rzeszów powinien zostać zniszczony” wraz z magazynami uzbrojenia, amunicją, sprzętem pancernym i infrastrukturą wojskową, oraz sugestia, że do takiego uderzenia może dojść jeszcze w 2026 roku.

Znaczenie tej wypowiedzi nie wynika jednak wyłącznie z brutalnego języka. Znacznie ważniejsza jest zastosowana konstrukcja perswazyjna. Owczinski stwierdził bowiem, że wojna Rosji z Organizacją Traktatu Północnoatlantyckiego już trwa, ponieważ państwa zachodnie wspierają Ukrainę uzbrojeniem i umożliwiają jej prowadzenie działań przeciwko Federacji Rosyjskiej. Skoro konflikt z Sojuszem ma już faktycznie istnieć, rosyjski atak na terytorium Polski miałby w tej logice nie oznaczać rozpoczęcia nowej wojny, lecz być jedynie kolejną fazą starcia, które rzekomo rozpoczął wcześniej Zachód.

Jest to mechanizm niezwykle istotny z punktu widzenia oddziaływania psychologicznego i dezinformacji. Granica pomiędzy wojną rosyjsko-ukraińską a bezpośrednią konfrontacją z państwem należącym do Sojuszu zostaje świadomie zatarta. Odbiorca ma zostać przekonany, że uderzenie na Polskę byłoby działaniem mieszczącym się w logice istniejącego konfliktu.

Jednocześnie propaganda podważa wiarygodność mechanizmów odstraszania Sojuszu. Rosja zostaje przedstawiona jako państwo gotowe do ryzyka, dysponujące bronią niepodlegającą skutecznemu przechwyceniu i posiadające przewagę w zakresie eskalacji. Państwa zachodnie mają natomiast jawić się jako podmioty politycznie sparaliżowane, obawiające się wojny jądrowej i niezdolne do odpowiedzi na ograniczone rosyjskie uderzenie.

Oficjalny sygnał rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych

W podobnym kierunku zmierzały komunikaty rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W analizowanym okresie rzeczniczka resortu Maria Zacharowa sygnalizowała, że odpowiedzią na wykorzystywanie brytyjskiego uzbrojenia przeciwko Rosji mogą stać się brytyjskie cele wojskowe nie tylko na Ukrainie, lecz również poza jej granicami.

Tego rodzaju komunikat ma znaczenie szczególne, ponieważ nie pochodzi już z przestrzeni publicystycznej czy środowiska komentatorów wojskowych, lecz z oficjalnego aparatu dyplomatycznego Federacji Rosyjskiej. Moskwa wprowadza tym samym do swojej komunikacji strategicznej kategorię możliwego „odwetu” przeciwko obiektom znajdującym się na terytorium państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Formuła zastosowana przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest jeszcze warunkowa. Rosja nie ogłasza zamiaru zaatakowania konkretnego celu, lecz wskazuje, że używanie zachodniej broni przeciwko Federacji Rosyjskiej może wywołać odpowiedź wymierzoną w infrastrukturę znajdującą się poza Ukrainą. Mimo to przekaz spełnia ważną funkcję psychologiczną. Poszerza obszar potencjalnej konfrontacji i stopniowo przyzwyczaja odbiorców do myśli, że geograficzna granica Ukrainy nie musi stanowić granicy rosyjskiego odwetu.

Dmitrij Miedwiediew i dalsze przesuwanie granicy „dopuszczalnej przemocy

Jeszcze dalej w analizowanym okresie posunął się Dmitrij Miedwiediew, zastępca przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. W jego wypowiedziach pojawiła się już nie tylko możliwość odpowiedzi na działania państw zachodnich, ale otwarta sugestia, że Niemcy „zasługują” na bezpośrednie uderzenia w zakłady produkujące sprzęt wojskowy dla Ukrainy.

Miedwiediew nie zatrzymał się przy ogólnym sformułowaniu dotyczącym niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Wskazywał również możliwość atakowania „innych miejsc w Berlinie”. Konstrukcja ta ma charakter świadomie nieostry. Z jednej strony pozwala pozostawić szerokie pole interpretacji i zwiększa poczucie zagrożenia, z drugiej zaś umożliwia uniknięcie jednoznacznego wskazania konkretnego obiektu, którego późniejsze zaatakowanie mogłoby zostać zestawione z wcześniejszą publiczną zapowiedzią.

Najważniejszym elementem wypowiedzi Miedwiediewa jest jednak użycie kategorii „kary”. Europejskie państwo nie jest przedstawiane wyłącznie jako potencjalny uczestnik konfliktu, który może spotkać się z wojskową odpowiedzią. Zostaje przedstawione jako podmiot, który na przemoc „zasługuje”.

Zmiana ta ma duże znaczenie propagandowe. Użycie siły nie jest już wyłącznie przedstawiane jako konieczność strategiczna czy odpowiedź wojskowa. Nabiera charakteru „moralnej odpłaty”. Powstaje schemat, w którym przeciwnik zostaje najpierw uznany za winnego, następnie przedstawiony jako odpowiedzialny za cierpienia Rosji, a w kolejnym kroku jako podmiot, wobec którego zastosowanie przemocy staje się nie tylko dopuszczalne, ale wręcz „sprawiedliwe i konieczne”.

W propagandzie wojennej taki mechanizm ma znaczenie fundamentalne. Ułatwia bowiem obniżenie moralnego progu akceptacji dla działań destrukcyjnych wobec państw, obiektów i ludzi znajdujących się poza bezpośrednim obszarem działań wojennych.

Od „państw wspierających Ukrainę” do „sponsorów terroryzmu”

Jeszcze ważniejsze przesunięcie pojawiło się w rosyjskim przekazie dotyczącym rzekomego „terroryzmu” Ukrainy. Władimir Putin określał określone działania strony ukraińskiej mianem „terroryzmu państwowego”. Następnie Dmitrij Miedwiediew rozszerzał tę kategorię odpowiedzialności na państwa europejskie i ich przywódców.

W jego przekazie zachodni politycy zostali określeni jako „sponsorzy terrorystów”, a więc podmioty współodpowiedzialne za działania przypisywane Kijowowi. To przesunięcie ma niezwykle poważne konsekwencje dla sposobu przedstawiania potencjalnych celów rosyjskich działań. Jeżeli bowiem Ukraina zostaje zdefiniowana jako państwo prowadzące terroryzm, a europejskie państwa zostają uznane za jego sponsorów, to rosyjski aparat propagandowy może następnie przedstawić ataki na europejskie zakłady, infrastrukturę czy osoby decyzyjne jako element walki z terroryzmem, a nie jako agresję przeciwko państwu należącemu do Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Miedwiediew dodatkowo zwracał uwagę, że europejscy przywódcy regularnie podróżują koleją do Kijowa. W izolacji taka uwaga mogłaby być traktowana jako polityczna złośliwość. W połączeniu z wcześniejszymi wypowiedziami o „sponsorach terroryzmu”, „karze” i konieczności odwetu nabiera jednak innego znaczenia. Stanowi personalizację groźby i przenosi uwagę z infrastruktury na fizyczną podatność europejskich decydentów.

Nie jest to jeszcze zapowiedź ataku. Ma jednak znaczenie psychologiczne, ponieważ sugestia zagrożenia zostaje skierowana nie tylko wobec abstrakcyjnych struktur państwowych, lecz również wobec konkretnych kategorii osób.

Rosyjski mechanizm zaprzeczania i jednoczesnego usprawiedliwiania przemocy

Szczególnie interesującym elementem rosyjskiej propagandy jest znany model równoczesnego zaprzeczania odpowiedzialności za konkretne incydenty i tworzenia narracji, zgodnie z którą ich ofiary zasługują na przemoc.

Mechanizm ten można obserwować na przykładzie Niemiec. Kiedy strona niemiecka przypisała Rosji odpowiedzialność za próbę ataku dronem z materiałem wybuchowym na lotnisku Lipsk-Halle, rosyjska ambasada odrzuciła oskarżenia, nazwała je prowokacją i zapowiedziała konsekwencje za działania Berlina.

Następnie Miedwiediew publicznie stwierdził, że Niemcy zasługują na bezpośrednie uderzenia w zakłady produkujące sprzęt dla Ukrainy.

Powstaje w ten sposób funkcjonalna konstrukcja propagandowa. Rosja może jednocześnie przekonywać, że nie odpowiada za określone zdarzenie, oraz że państwo, którego ono dotyczy, powinno zostać poddane jeszcze silniejszej presji i przemocy.

Z perspektywy działań poniżej progu otwartej wojny jest to model bardzo użyteczny. Umożliwia zachowanie formalnego dystansu wobec konkretnych incydentów, przy jednoczesnym konsekwentnym budowaniu moralnego uzasadnienia dla podobnych działań. Odpowiedzialność operacyjna pozostaje przedmiotem sporu i może być odrzucana przez stronę rosyjską. Społeczna i propagandowa akceptacja skutków zdarzenia może być jednak wzmacniana równolegle.

Polska i przypadek WB Electronics

Z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa szczególnie istotne jest zestawienie propagandowej normalizacji uderzeń na Rzeszów z informacyjnym wykorzystaniem pożaru w zakładzie związanym z WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej.

Przykładem sposobu, w jaki rosyjski i prorosyjski aparat informacyjny wykorzystuje incydenty dotyczące europejskiego przemysłu obronnego, jest reakcja na celowe podpalenie zakładu WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej w nocy z 30 na 31 sierpnia 2026 roku. Zdarzenie zostało bardzo szybko włączone do szerszej narracji przedstawiającej Polskę jako bezpośrednie zaplecze wojenne Ukrainy, a europejskie przedsiębiorstwa sektora obronnego jako element rozszerzonej przestrzeni konfliktu.

Charakterystycznym zabiegiem było konsekwentne redukowanie profilu WB Electronics do roli przedsiębiorstwa „produkującego drony dla Ukrainy”. „Rossijskaja Gazieta”, RBC, Gazeta.ru oraz rosyjskie kanały wojskowo-propagandowe eksponowały przede wszystkim związek zakładu z produkcją komponentów systemów bezzałogowych trafiających na Ukrainę. W ten sposób incydent przestawał być przedstawiany jako atak na zakład przemysłowy znajdujący się na terytorium państwa Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, a zaczynał funkcjonować jako zdarzenie dotyczące zaplecza wojennego przeciwnika.

W kolejnej fazie rosyjskie kanały próbowały wpisać podpalenie w narrację o szerszej „serii” pożarów europejskich zakładów związanych z dostawami uzbrojenia dla Ukrainy. Taki sposób przedstawienia zdarzenia miał znaczenie przede wszystkim psychologiczne: sugerował, że przemysł obronny państw europejskich jest podatny na infiltrację i działania destrukcyjne, a państwa wspierające Ukrainę nie są w stanie skutecznie zabezpieczyć własnej infrastruktury strategicznej. Sama narracja o serii incydentów nie dowodzi ich związku operacyjnego, ale ma wyraźny potencjał odstraszający.

Równolegle część rosyjskiego aparatu propagandowego budowała warstwę zaprzeczenia. Kanał „Два майора” sugerował, że podobne zdarzenia mogą być prowokacjami przygotowywanymi przez same państwa europejskie w celu oskarżenia Rosji o prowadzenie działań hybrydowych. Powstaje więc charakterystyczny model komunikacyjny: rosyjska przestrzeń informacyjna może równocześnie przedstawiać zaatakowany obiekt jako uzasadniony element zaplecza wojennego Ukrainy i podważać możliwość rosyjskiej odpowiedzialności za sam incydent.

Szczególne znaczenie w tym kontekście ma działalność GCAW1984, anonimowej struktury przedstawiającej przedsiębiorstwa produkujące uzbrojenie dla stref konfliktu jako „uzasadnione cele”. Grupa przypisała sobie wcześniej przygotowanie udaremnionego podpalenia zakładu ukraińskiego producenta systemów bezzałogowych Skyeton na Słowacji, a jej zaplecze cyfrowe wykazuje szereg artefaktów wskazujących na rosyjskojęzyczne środowisko twórców. Jednocześnie materiały tej nowej i wcześniej praktycznie nieznanej platformy były wyjątkowo szybko przejmowane przez rosyjskie kanały wojskowo-propagandowe.

Propaganda eksponująca informacje o podpaleniu zakładu w Skarżysku Kamiennej dobrze ilustruje szerszy mechanizm rosyjskiego oddziaływania informacyjnego. Europejski zakład zostaje najpierw symbolicznie przeniesiony z kategorii infrastruktury produkcyjnej do kategorii zaplecza wojennego, następnie jego uszkodzenie jest przedstawiane jako część szerszej presji na przemysł wspierający Ukrainę, a równocześnie tworzona jest narracja pozwalająca odrzucić rosyjską odpowiedzialność. Właśnie takie połączenie militaryzacji celu, wzmacniania efektu psychologicznego i budowania warstwy zaprzeczenia może służyć jako informacyjne tło legitymizujące działania dywersyjne prowadzone poniżej progu otwartego konfliktu.

Operacja psychologiczna wymierzona w społeczeństwa europejskie

Wiodącą funkcją analizowanych przekazów pozostaje jednak presja psychologiczna. Rosja konsekwentnie próbuje zmienić sposób, w jaki społeczeństwa europejskie postrzegają pomoc dla Ukrainy.

Wsparcie militarne ma przestać być kojarzone z obroną Ukrainy i bezpieczeństwem kontynentu, a zacząć być wiązane z bezpośrednim zagrożeniem dla terytorium państw wspierających Kijów. Przekaz ma skłaniać odbiorcę do postawienia pytania, czy dalsze dostawy uzbrojenia są warte ryzyka rosyjskiego uderzenia na polskie miasto, niemiecką fabrykę, brytyjski obiekt wojskowy czy europejską infrastrukturę transportową.

W tym mechanizmie Rosja wykorzystuje jednocześnie dwa przeciwstawne obrazy. Własne zdolności są przedstawiane jako niezwykle skuteczne, trudne do powstrzymania i wystarczające do przeprowadzenia szybkiego uderzenia. Z kolei zdolność państw zachodnich do odpowiedzi jest systematycznie podważana.

Przekaz dotyczący „Oresznika” stanowi tu szczególnie dobry przykład. Odbiorca ma uwierzyć, że Rosja dysponuje systemem niepodlegającym skutecznemu przechwyceniu, może zaatakować precyzyjnie wybrany cel i jest gotowa zaakceptować ryzyko eskalacji. Jednocześnie Zachód ma być przedstawiany jako strona, która w obawie przed wojną jądrową nie zdecyduje się na odpowiedź proporcjonalną do rosyjskiego działania.

Celem jest zatem nie tylko zastraszenie, lecz również osłabienie zaufania do gwarancji sojuszniczych. Jeżeli europejski odbiorca zacznie uważać, że Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego nie odpowie na ograniczony rosyjski atak, rośnie przestrzeń dla społecznej presji na samoograniczenie polityki wsparcia wobec Ukrainy.

Normalizacja przemocy poniżej progu wojny

Analizowane wypowiedzi mają również znaczenie w kontekście działań, które mogą odbywać się poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego.

Jeżeli rosyjska propaganda konsekwentnie przedstawia europejski zakład przemysłowy, terminal transportowy, magazyn wojskowy, lotnisko lub inny element infrastruktury jako część wojny prowadzonej przeciwko Rosji, to równocześnie obniża społeczny próg akceptacji dla jego zniszczenia lub uszkodzenia.

W tym ujęciu akt dywersji jest przedstawiony nie jako bezprawny atak na państwo trzecie, lecz jako element rzekomego odwetu na zapleczu przeciwnika. Podpalenie nie musi być przedstawione jako przestępstwo, lecz jako kara. Uszkodzenie infrastruktury nie musi być opisane jako agresja, lecz jako odpowiedź na udział danego państwa w wojnie. Atak na obiekt przemysłowy może zostać uzasadniony twierdzeniem, że obiekt ten służy produkcji sprzętu wykorzystywanego przeciwko Rosji.

Z punktu widzenia propagandy jest to szczególnie korzystne, ponieważ pozwala łączyć dwie pozornie sprzeczne postawy. Rosja może formalnie zaprzeczać odpowiedzialności za konkretne działania, a jednocześnie przekonywać, że ich skutki są uzasadnione.

Taka konstrukcja może stanowić skuteczne tło dla działań dywersyjnych prowadzonych z wykorzystaniem pośredników, osób rekrutowanych doraźnie, wykonawców nieposiadających pełnej wiedzy o zleceniodawcy albo osób motywowanych finansowo lub ideologicznie.

Propaganda jako narzędzie moralnej legitymizacji

Szczególnie istotnym zagadnieniem jest możliwość wykorzystania takiej komunikacji do przygotowania potencjalnych wykonawców działań destrukcyjnych poprzez mechanizm stopniowego zmniejszania moralnej bariery związanej z użyciem przemocy.

Jeżeli odbiorcy przez dłuższy czas przedstawia się europejskie przedsiębiorstwo jako część systemu wojennego, jego pracowników jako uczestników wspierających rzekomy „terrorystyczny reżim” w Kijowie, a samo państwo jako bezpośredniego wroga Rosji, wówczas działania wobec takiego obiektu mogą być łatwiej przedstawiane jako moralnie uzasadnione przez specyficzne grupy adresatów.

W potencjalnym procesie pozyskiwania wykonawcy aktu dywersji ma to znaczenie szczególne. Zleceniodawca nie musi już od podstaw przekonywać przyszłego sprawcy, że podpalenie magazynu, uszkodzenie elementu infrastruktury czy sabotaż produkcji jest działaniem dopuszczalnym. Odpowiednia rama interpretacyjna może być wytwarzana wcześniej przez środowisko informacyjne.

Propaganda może zatem tworzyć warstwę przygotowania psychologicznego. Potencjalny wykonawca najpierw zostaje oswojony z myślą, że określone cele są częścią wojny, że ich zniszczenie jest sprawiedliwe, a odpowiedzialność moralna spoczywa na Zachodzie. Dopiero później może pojawić się kontakt operacyjny, zachęta finansowa lub propozycja wykonania konkretnego zadania.

Rosja jako strona posiadająca rzekomą przewagę eskalacyjną

W całym badanym przekazie powraca jeszcze jeden motyw: przekonanie, że Rosja posiada większą gotowość do podejmowania ryzyka niż Zachód.

Rosyjski odbiorca ma uwierzyć, że Kreml może pozwolić sobie na działania, na które państwa europejskie nie odpowiedzą z obawy przed dalszą eskalacją. Europejski odbiorca ma z kolei dojść do wniosku, że każda kolejna forma wsparcia Ukrainy zwiększa prawdopodobieństwo rosyjskiego ataku, wobec którego Sojusz może okazać się politycznie bezradny.

Narracja ta służy podważeniu samej istoty odstraszania. Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego opiera bezpieczeństwo swoich członków między innymi na przekonaniu potencjalnego agresora, że atak na jedno państwo spotka się z odpowiedzią całego Sojuszu. Rosyjska propaganda próbuje zatem przekonać odbiorców, że mechanizm ten działa wyłącznie na poziomie deklaracji.

Jeżeli społeczeństwa europejskie zaczną wierzyć, że ograniczony rosyjski atak na magazyn, zakład przemysłowy czy inną infrastrukturę nie spotka się z realną reakcją, maleje wiarygodność gwarancji bezpieczeństwa. To zaś może zwiększać presję polityczną na ograniczanie wsparcia Ukrainy i unikanie działań postrzeganych jako prowokujące wobec Moskwy.

Wnioski

Analiza rosyjskich przekazów z okresu od 27 sierpnia do 2 września 2026 roku wskazuje na bardzo wysoką zbieżność narracyjną pomiędzy oficjalną komunikacją państwową, wypowiedziami przedstawicieli rosyjskich władz oraz materiałami publikowanymi w środowisku propagandowym.

Rosja konsekwentnie przedstawia państwa europejskie jako faktycznych uczestników wojny, europejski przemysł obronny jako element infrastruktury przeciwnika, politycznych przywódców Zachodu jako sponsorów rzekomego terroryzmu, a potencjalne akty przemocy jako dopuszczalny odwet lub zasłużoną karę.

Poziom zastraszania należy ocenić jako wysoki. W krótkim okresie pojawiły się sugestie ataków na Rzeszów, niemieckie zakłady przemysłu zbrojeniowego, bliżej nieokreślone obiekty w Berlinie oraz brytyjskie cele wojskowe znajdujące się poza Ukrainą. Równocześnie rosyjscy aktorzy komunikacyjni podważali zdolność państw zachodnich do odpowiedzi i przekonywali, że Moskwa posiada przewagę w zakresie eskalacji.

Szczególnie istotne jest znaczenie tej narracji jako tła dla działań dywersyjnych. Nie stanowi ona dowodu planowania konkretnego ataku ani podstawy do atrybucji poszczególnych incydentów do Federacji Rosyjskiej. Tworzy jednak środowisko informacyjne, w którym ataki na europejską infrastrukturę mogą zostać łatwo przedstawione jako uzasadniony odwet. W praktyce rosyjski aparat informacyjny buduje wielopoziomową operację psychologicznego przymusu wobec Europy. Jej celem jest nie tylko zniechęcanie państw Sojuszu do dalszego wsparcia Ukrainy, lecz również systematyczne obniżanie psychologicznego, moralnego i politycznego progu akceptacji dla przemocy na ich terytorium.

Najbardziej niepokojącym elementem tego mechanizmu pozostaje równoczesne stosowanie dwóch narracji: Rosja może zaprzeczać odpowiedzialności za konkretny incydent, a jednocześnie przekonywać, że państwo będące jego ofiarą i tak na podobną lub większą przemoc zasługuje.

W tej perspektywie propaganda nie jest wyłącznie komentarzem do działań wojennych. Staje się narzędziem tworzenia społecznej i psychologicznej przestrzeni, w której akty sabotażu, podpalenia, uszkodzenia infrastruktury czy inne działania dywersyjne mogą być przedstawiane jako element rzekomo uzasadnionej walki z „wojną prowadzoną przez Zachód przeciwko Rosji”.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski szczególnej uwagi wymagają przekazy wskazujące konkretne miasta, przedsiębiorstwa, zakłady przemysłu obronnego, lotniska, węzły logistyczne i elementy infrastruktury krytycznej. Pojawienie się takich wskazań powinno być traktowane nie jako dowód przygotowywanego ataku, lecz jako istotny sygnał ostrzegawczy, zwłaszcza jeżeli równolegle pojawiają się próby moralnego usprawiedliwienia przemocy wobec tych obiektów.

Rosyjską kampanię należy zatem obserwować nie tylko pod kątem otwartych gróźb rakietowych czy jądrowych, ale również pod kątem konsekwentnego tworzenia katalogu obiektów uznawanych za „uprawnione cele” oraz propagandowej perswazji, że ich uszkodzenie lub zniszczenie byłoby naturalną konsekwencją wspierania Ukrainy.

To właśnie na styku zastraszania strategicznego, propagandowego moralnego usprawiedliwienia przemocy i tworzenia warunków sprzyjających działaniom poniżej progu otwartej wojny należy obecnie lokować jeden z najważniejszych kierunków rosyjskiego oddziaływania informacyjnego wobec Europy.


Autor: Katarzyna Wojda


Udostępnij!

Otwórz PDF i wydrukuj