
Rosyjska operacja wpływu na Telegramie uderza w postrzeganie Polski w Ukrainie. Pozornie ukraińskie kanały budują obraz Polski jako państwa wrogiego, interesownego i coraz bardziej niebezpiecznego dla Ukraińców
Bieżący monitoring ukraińskiej przestrzeni informacyjnej wskazuje na rozwijanie skoordynowanej kampanii informacyjnej ukierunkowanej na pogłębianie napięć polsko-ukraińskich. Jej zasadniczym środowiskiem pozostaje Telegram, a głównymi nośnikami analizowanego pakietu narracyjnego są anonimowe i pozornie ukraińskie kanały Kartel, Rezident i Spletnitsa. W szerszym ekosystemie podobne treści pojawiają się również w kanałach Legitimny, ZeRada i MediaKiller.
Nie jest to zjawisko, które należałoby interpretować jako spontaniczny wzrost niechęci do Polski w ukraińskich mediach. Analizowany przekaz rozwijany jest w rosyjskim i prorosyjskim ekosystemie wpływu funkcjonującym wewnątrz ukraińskiej przestrzeni informacyjnej i kierującym treści bezpośrednio do ukraińskiego odbiorcy. To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie, ponieważ przekaz nie trafia do użytkownika w formie komunikatu rosyjskiego medium państwowego, którego intencje propagandowe byłyby stosunkowo łatwe do rozpoznania. Jest podawany jako rzekomy element wewnętrznej ukraińskiej dyskusji politycznej, komentarz do bieżących wydarzeń lub pozornie niezależna analiza relacji z Polską.
Właśnie na tym polega jedna z najważniejszych cech tego rodzaju operacji. Rosyjski aparat wpływu nie musi otwarcie występować jako nadawca. Znacznie skuteczniejsze jest wejście w lokalną debatę pod postacią źródła, które wygląda na ukraińskie, mówi językiem ukraińskich problemów i odwołuje się do rzeczywistych emocji społecznych. W takim modelu propaganda nie funkcjonuje obok ukraińskiego środowiska informacyjnego, lecz próbuje stać się jego częścią.
Znany ekosystem rosyjskiego oddziaływania
Ocena charakteru obserwowanej kampanii nie wynika wyłącznie z podobieństwa publikowanych treści. Część kanałów zaangażowanych w obecne działania była wcześniej oficjalnie identyfikowana przez ukraińskie instytucje jako element rosyjskiej infrastruktury informacyjnej.
W 2022 roku ukraiński wywiad wojskowy, powołując się na ustalenia Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, informował o funkcjonowaniu sieci kanałów Telegram, której działalność miała być koordynowana przez Kreml. Wśród wymienianych źródeł znajdowały się właśnie Legitimny, Spletnitsa, Kartel i Rezident.
Wcześniejsze analizy Fundacji INFO OPS Polska wskazywały również na powiązania tych kanałów z rosyjską infrastrukturą wpływu oraz charakterystyczny sposób ich funkcjonowania. Obserwowano częste wzajemne cytowanie, równoległe promowanie tych samych przekazów, synchronizację aktywności oraz symptomy wskazujące na centralne zarządzanie. MediaKiller i ZeRada także pojawiały się w zestawieniach kanałów rozpowszechniających rosyjską dezinformację, a w przypadku MediaKiller wskazywano dodatkowo na wzmacnianie treści Rezidenta i Spletnitsy. Można z dużą pewnością stwierdzić, że bieżąca kampania rozwijana jest wewnątrz wcześniej rozpoznanego rosyjskiego ekosystemu wpływu, a jej obecny sposób działania pozostaje zgodny z wcześniej opisanym modelem funkcjonowania tej infrastruktury.
Od pojedynczego incydentu do obrazu wrogiego państwa
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów obserwowanej kampanii jest sposób wykorzystywania rzeczywistych wydarzeń. Rosyjska propaganda nie musi w tym przypadku tworzyć całkowicie fikcyjnych historii. Znacznie skuteczniejsze okazuje się sięganie po autentyczne incydenty, wypowiedzi polityków, badania opinii publicznej czy rzeczywiste spory historyczne i gospodarcze, a następnie łączenie ich w jeden spójny obraz systemowej wrogości Polski wobec Ukrainy.
Wyraźnie widać to w działalności kanału Kartel. W analizowanych materiałach pojawia się teza, że „nienawiść Polaków do Ukraińców osiągnęła skrajny poziom”. Punktem wyjścia są pojedyncze przypadki przemocy lub znieważania obywateli Ukrainy, które następnie zestawiane są z wynikami sondaży i wypowiedziami polskich polityków. Na tej podstawie tworzona jest generalizacja obejmująca całe polskie społeczeństwo.
Mechanizm ten szybko przechodzi na kolejny poziom. Odpowiedzialność za konkretne zachowania nie jest już przypisywana konkretnym sprawcom. Narracja zostaje przesunięta w stronę państwa polskiego. Kartel rozwija przekaz, według którego obserwowana niechęć nie ma być spontanicznym zjawiskiem społecznym, lecz rezultatem świadomej polityki prowadzonej przez polskie władze. W ten sposób incydent kryminalny przestaje być incydentem, a zaczyna funkcjonować jako dowód politycznego procesu.
Do jednej konstrukcji narracyjnej włączane są przy tym spory dotyczące UPA, wypowiedzi polskich polityków, krytyczne opinie wobec Wołodymyra Zełenskiego, sceptycyzm części Polaków wobec członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej oraz przypadki przemocy wobec Ukraińców. Wszystkie te elementy, mimo że w rzeczywistości mają różne przyczyny i funkcjonują w odmiennych kontekstach, zostają przedstawione jako części jednego procesu prowadzącego do trwałej zmiany polskiej polityki wobec Ukrainy.
Najbardziej rozwinięta wersja tego przekazu idzie jeszcze dalej. Polskim elitom przypisywana jest intencja systematycznego konstruowania obrazu Ukrainy jako państwa skrajnie nacjonalistycznego lub wręcz „nazistowskiego”, a następnie transmitowania tej postawy na poziom społeczeństwa. Celem tego procesu ma być przygotowanie gruntu pod ograniczenie pomocy, pogorszenie relacji oraz blokowanie europejskich aspiracji Kijowa.
Spletnitsa i budowanie poczucia zagrożenia
Spletnitsa rozwija zasadniczo ten sam model komunikacji, co szczególnie wyraźnie widać w powtarzaniu niemal identycznej formuły o „skrajnym poziomie nienawiści Polaków do Ukraińców”. Sama zgodność sformułowań nie przesądza o mechanizmie sterowania, ale w połączeniu z wcześniejszą historią funkcjonowania sieci i powtarzalnością materiałów wejściowych stanowi istotny wskaźnik synchronizacji przekazu przez rosyjski aparat wpływu.
Kanał TG wykorzystuje między innymi przypadek pobicia obywateli Ukrainy we Wrocławiu, przekształcając jednostkowe zdarzenie w narrację o generalnej wrogości wobec wszystkich Ukraińców. W takim ujęciu zagrożeni nie są już konkretni ludzie znajdujący się w konkretnej sytuacji, lecz ukraińscy mężczyźni, kobiety, dzieci i osoby starsze jako cała grupa społeczna.
To przesunięcie ma bardzo istotny wymiar psychologiczny. Odbiorca nie ma jedynie uznać, że w Polsce zdarzają się akty przemocy wobec Ukraińców. Ma dojść do przekonania, że agresja ta jest częścią szerszego zjawiska i że ukraińska społeczność jako taka staje się w Polsce coraz mniej bezpieczna.
Spletnitsa wzmacnia ten efekt, wiążąc uliczną przemoc z wypowiedziami polityków. W przekazie pojawia się teza, że osoby, które wcześniej deklarowały przyjaźń z Ukrainą, obecnie świadomie „podgrzewają antyukraińskie nastroje”. Rzeczywiste wypowiedzi dotyczące Bandery, UPA, korupcji czy warunków członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej przestają być przedstawiane jako dyskursu politycznego. Zostają osadzone w narracji, według której polskie elity produkują społeczną wrogość wobec Ukrainy.
Kolejnym krokiem jest próba podważenia znaczenia polskiego wsparcia po 2022 roku. Zamiast solidarności ma pojawiać się interes ekonomiczny. Polska ma korzystać na obecności Ukraińców, a jednocześnie tolerować lub wręcz inspirować wzrost społecznej niechęci wobec nich. W efekcie historia polskiej pomocy zostaje przepisana na nowo: nie jako przykład solidarności, lecz jako etap polityki, która od początku miała charakter wyrachowany.
Rezident i narracja o strategicznym rozpadzie relacji
Rezident nadaje temu samemu przekazowi bardziej polityczny i strategiczny charakter. Zamiast koncentrować się przede wszystkim na emocjonalnym obrazie zagrożenia, próbuje przekonać odbiorców, że pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich jest procesem trwałym i nieodwracalnym.
W bieżących materiałach propagandowych pojawia się stwierdzenie, że „antyukraiński trend w Polsce będzie dalej rósł” i może stać się ważnym elementem przyszłej rywalizacji politycznej. Wyniki sondaży dotyczących dalszego wsparcia dla Ukrainy czy jej członkostwa w Unii Europejskiej są interpretowane nie jako zmienne elementy opinii publicznej, lecz jako sygnał zasadniczej zmiany strategicznego stosunku Polski do Ukrainy.
Podobnie wykorzystywane są pojedyncze akty przemocy. Przypadek napaści na ukraińskiego blogera w Warszawie staje się pretekstem do znacznie szerszej tezy, zgodnie z którą Ukraińcy są przez Polaków coraz powszechniej nienawidzeni i prześladowani.
Jeszcze bardziej wyrazisty charakter ma sposób wykorzystywania polityki historycznej. Ustanowienie w Polsce dnia pamięci ofiar zbrodni wołyńskiej nie jest przedstawiane jako element polskiej pamięci zbiorowej czy wynik wieloletniej debaty historycznej. W propagandowym ramowaniu zostaje ukazane jako „plucie w twarz ukraińskiej dyplomacji” oraz możliwy początek dalszych roszczeń Warszawy wobec Kijowa.
W ten sposób kwestia Wołynia przestaje dotyczyć pamięci i odpowiedzialności historycznej, a zaczyna być interpretowana wyłącznie jako narzędzie politycznej presji. Polska ma wykorzystywać UPA, Banderę i kwestie pamięci do dyscyplinowania Ukrainy oraz utrudniania jej integracji europejskiej.
Rezident rozwija również fałszywy obraz Polski przechodzącej od statusu najważniejszego sojusznika Ukrainy do pozycji „ideologicznego przeciwnika”. To jedno z najbardziej znaczących przesunięć w całej kampanii, ponieważ odwraca dotychczasowy sens polsko-ukraińskiego partnerstwa. Państwo, które od lat jest jednym z wiodących rzeczników Ukrainy na Zachodzie, zostaje przedstawione jako aktor stopniowo ustawiający się po przeciwnej stronie.
Mechanizm jest powtarzalny
Analiza materiałów publikowanych przez Kartel, Spletnitsę i Rezidenta pokazuje, że zmieniają się wydarzenia, ale nie zmienia się podstawowa konstrukcja perswazji i techniki manipulacji.
Zazwyczaj wszystko zaczyna się od zdarzenia w miarę rzeczywistego. Może to być napaść, wypowiedź polityka, wynik sondażu, decyzja dotycząca polityki pamięci albo spór o integrację europejską. Następnie wydarzenie zostaje oderwane od jednostkowego kontekstu i przedstawione jako symptom większego procesu. Kolejnym etapem jest generalizacja: działanie jednostki staje się zachowaniem Polaków, opinia polityka staje się polityką państwa, a wynik sondażu — „dowodem” trwałej transformacji społecznej.
Dopiero na tej podstawie budowana jest warstwa polityczna. Odpowiedzialność zostaje przeniesiona na polskie władze, którym przypisuje się świadome podsycanie antyukraińskich nastrojów. Następnie podważane jest znaczenie wcześniejszej pomocy. Polska solidarność ma być pozorna, pomoc — interesowna, a partnerstwo — tymczasowe.
W końcu pojawia się najbardziej niebezpieczny element: sekurytyzacja konfliktu. Ukraińcy mają zacząć postrzegać siebie jako grupę zagrożoną w Polsce, a dalszy rozwój stosunków bilateralnych jako proces potencjalnie prowadzący nie tylko do konfliktu politycznego, lecz także społecznego i narodowościowego.
To właśnie ten sposób budowania przekazu jest ważniejszy niż pojedyncze nieprawdziwe twierdzenie. Propaganda próbuje sprawić, aby odbiorca sam zaczął łączyć różne wydarzenia zgodnie z przygotowanym wcześniej schematem.
Nie trzeba kłamać o wszystkim
Jedną z najbardziej charakterystycznych cech obserwowanej kampanii jest stosunkowo ograniczone znaczenie całkowicie sfabrykowanych informacji.
W wielu przypadkach punktem wyjścia są wydarzenia prawdziwe. Ktoś rzeczywiście został pobity. Polski polityk rzeczywiście wypowiedział krytyczne słowa. W Polsce rzeczywiście trwa debata o Wołyniu. Istnieją realne napięcia wokół rolnictwa, transportu i integracji Ukrainy z Unią Europejską.
Manipulacja pojawia się dopiero w sposobie ich połączenia.
Prawdziwa napaść zostaje wykorzystana jako dowód powszechnej nienawiści. Rzeczywista wypowiedź polityka jako dowód państwowej polityki. Autentyczny spór historyczny jako dowód strategicznej wrogości. Prawdziwy sondaż jako potwierdzenie trwałego rozpadu sojuszu.
To znacznie bardziej zaawansowany mechanizm niż klasyczna dezinformacja polegająca na wytworzeniu fałszywej wiadomości. Rosyjski aparat wpływu nie musi przekonać odbiorcy, że wydarzyło się coś, czego nie było. Wystarczy, że narzuci mu sposób rozumienia wydarzeń, które faktycznie miały miejsce.
W tym sensie kluczowym narzędziem nie jest fałszerstwo, lecz dekontekstualizacja.
Od Polski-sojusznika do Polski-zagrożenia
Jeżeli spojrzeć na wszystkie obserwowane narracje jako na jedną całość, można zauważyć wyraźny kierunek przesuwania percepcji.
Początkowo podważana jest bezinteresowność polskiej pomocy. Odbiorca ma uznać, że Polska wspierała Ukrainę przede wszystkim dlatego, że sama na tym korzystała. Następnie pojawia się przekonanie, że Warszawa ogranicza wcześniejsze wsparcie i coraz częściej stawia Kijowowi warunki.
W kolejnej fazie Polska przedstawiana jest już jako państwo wykorzystujące historię, integrację europejską i zależność Ukrainy od zachodniego wsparcia do narzucania własnej woli. Z partnera staje się aktorem stosującym presję. Następnie przesunięcie obejmuje już nie tylko relacje polityczne. Polska zostaje określona jako „ideologiczny przeciwnik”, a społeczeństwo polskie jako coraz bardziej antyukraińskie. Na końcu tego ciągu znajduje się teza, że sami Polacy mogą stanowić zagrożenie dla Ukraińców.
To właśnie ta sekwencja najlepiej pokazuje strategiczną logikę kampanii.
Celem nie jest pojedyncza zmiana opinii. Celem jest przebudowanie emocjonalnej mapy, za pomocą której ukraiński odbiorca interpretuje Polskę.
Jeżeli taka rama zostanie utrwalona, nawet całkowicie autentyczne wydarzenia zaczynają pracować na rzecz propagandy. Kolejna wypowiedź dotycząca Wołynia jest automatycznie interpretowana jako nacisk. Kolejny spór gospodarczy jako wrogość. Kolejna bójka jako ksenofobia całego społeczeństwa. Kolejny sondaż jako dowód rozpadu partnerstwa.
W tym momencie operacja staje się samonapędzająca.
Operacja przede wszystkim na emocjach
Najważniejszym efektem psychologicznym obserwowanej kampanii ma być erozja zaufania ukraińskiego odbiorcy do Polski jako partnera strategicznego. Rosyjski przekaz konsekwentnie uruchamia emocje związane z poczuciem krzywdy, rozczarowaniem, lękiem, gniewem i zagrożeniem własnej grupy. W przypadku relacji polsko-ukraińskich jest to szczególnie istotne, ponieważ propaganda operuje na historycznie wrażliwym materiale.
Narracja nie musi wprost mówić, że Polacy są wrogami. Wystarczy stopniowo budować pytania: czy Polska rzeczywiście jest po stronie Ukrainy? Czy pomoc nie była tylko interesem? Czy Warszawa nie próbuje wykorzystać słabości Kijowa? Czy historia nie jest jedynie pretekstem do szantażu? Czy Ukraińcy są w Polsce naprawdę bezpieczni? Kiedy podobne pytania są konsekwentnie powtarzane, nie muszą od razu prowadzić do przyjęcia rosyjskiej interpretacji. Wystarczy, że osłabiają pewność wcześniejszych przekonań. W operacjach wpływu taki efekt może być wystarczający.
Rosja uderza w kapitał społeczny zbudowany po 2022 roku
Znaczenie tej operacji staje się szczególnie widoczne, jeśli spojrzeć na charakter polsko-ukraińskich relacji po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej agresji.
Partnerstwo Warszawy i Kijowa nigdy nie ograniczało się wyłącznie do kontaktów dyplomatycznych. Po lutym 2022 roku jego szczególną wartością stała się skala społecznego zaangażowania. Miliony kontaktów między obywatelami, pomoc udzielana uchodźcom, wsparcie humanitarne, zaangażowanie samorządów, organizacji społecznych i zwykłych mieszkańców Polski stworzyły kapitał zaufania trudny do odtworzenia wyłącznie poprzez działania instytucjonalne.
Z punktu widzenia rosyjskich interesów właśnie ten kapitał jest bardzo wartościowym celem.
Nie trzeba doprowadzić do formalnego kryzysu dyplomatycznego. Nie trzeba wymuszać zerwania współpracy wojskowej czy politycznej. Wystarczy stopniowo zwiększać społeczne koszty partnerstwa.
Jeżeli w Polsce będzie wzrastało przekonanie, że Ukraińcy są niewdzięczni, roszczeniowi czy wrodzy, a w Ukrainie równolegle będzie umacniała się narracja, że Polacy są fałszywymi sojusznikami, kierującymi się wyłącznie interesem i coraz bardziej niechętnymi wobec Ukraińców, realne problemy bilateralne zaczną funkcjonować w znacznie bardziej toksycznym środowisku informacyjnym. Rosja nie musi więc tworzyć wszystkich napięć. Może wykorzystać te, które już istnieją, i konsekwentnie zwiększać ich polityczne oraz emocjonalne znaczenie.
Propaganda może wyjść poza kontrolowaną sieć
Istotnym elementem monitoringu jest również obecność źródeł, których nie można obecnie przypisać do tego samego rdzenia infrastruktury, ale które wykorzystują podobne ramowanie.
Przykładem jest Antikor. W materiale dotyczącym Marcina Bosackiego oczekiwanie strony polskiej w sprawie potępienia zbrodni UPA zostało przedstawione w bardziej konfrontacyjnym języku, jako polityczne wezwanie skierowane przez Warszawę do ukraińskiego parlamentu. Znaczenie tego przykładu polega na tym, że pokazuje, że konfliktogenne ramowanie może wychodzić poza pierwotne źródła operacji i być przejmowane przez inne podmioty.
To moment szczególnie istotny z punktu widzenia skuteczności operacji informacyjnych. Kontrolowana sieć nie musi przez cały czas samodzielnie generować zasięgu. Jeżeli wytworzona przez nią interpretacja zaczyna funkcjonować w szerszym obiegu informacyjnym, jest powtarzana przez inne kanały, komentatorów i użytkowników, przekaz stopniowo traci widoczny związek z pierwotnym źródłem. Wtedy rosyjska narracja może zacząć funkcjonować jako pozornie organiczna część ukraińskiej debaty.
Największym sukcesem byłoby uniezależnienie narracji od rosyjskiego nadawcy
To prawdopodobnie najważniejszy element analizowanego zjawiska. Operacja osiąga najwyższą skuteczność nie wtedy, gdy setki tysięcy odbiorców przeczytają konkretny post Kartelu czy Rezidenta, lecz wtedy, gdy sposób interpretowania wydarzeń zaczyna funkcjonować samodzielnie. Jeżeli zwykły użytkownik Telegramu zaczyna uważać, że Polska wykorzystuje historię do szantażowania Ukrainy, nie musi już czytać rosyjskiego kanału.
Jeżeli ukraiński komentator zaczyna automatycznie interpretować każdy spór gospodarczy jako próbę blokowania Ukrainy przez Warszawę, pierwotna infrastruktura propagandowa wykonała swoje zadanie.
Jeżeli kolejne przypadki przemocy zaczynają być postrzegane nie jako jednostkowe przestępstwa, lecz jako przejaw wrogości całego społeczeństwa polskiego, rosyjska rama interpretacyjna została przyswojona.
Właśnie dlatego najpoważniejszym zagrożeniem nie jest samo istnienie kontrolowanych kanałów Telegram. Jest nim przenikanie ich sposobu myślenia do normalnego lub manipulacyjnie sterowanego obiegu społecznego.
Precyzja atrybucyjna pozostaje konieczna
Dostępny materiał pozwala z wysoką pewnością mówić o skoordynowanym charakterze kampanii na poziomie narracyjnym i dystrybucyjnym. Powtarzają się te same komunikaty, podobne lub identyczne sformułowania, te same wydarzenia wykorzystywane są jako materiał wejściowy, a różne kanały prowadzą odbiorcę do bardzo podobnych wniosków. Wszystko to dzieje się w środowisku, które posiada wcześniej udokumentowaną historię centralnej koordynacji i wzajemnego wzmacniania treści. Najbardziej precyzyjne jest więc stwierdzenie, że identyfikowana jest skoordynowana kampania informacyjna funkcjonująca w uprzednio rozpoznanym i atrybuowanym rosyjskim ekosystemie wpływu.
Rosja nie musi zniszczyć partnerstwa. Wystarczy, że odbierze mu zaufanie
Bieżący monitoring pokazuje, że rosyjska operacja wpływu wymierzona w relacje polsko-ukraińskie nie polega przede wszystkim na próbie wywołania jednego spektakularnego kryzysu. Jej logika jest bardziej długofalowa.
Najpierw należy osłabić przekonanie, że Polska rzeczywiście jest sojusznikiem Ukrainy. Następnie podważyć znaczenie wcześniejszej pomocy. Później przedstawić Warszawę jako państwo wykorzystujące słabość Ukrainy do własnych celów. Kolejnym krokiem jest stworzenie obrazu Polski jako przeciwnika politycznego. Ostatecznie negatywna ocena państwa ma zostać przeniesiona na społeczeństwo.
W tym modelu słowo „Polska” ma stopniowo zmieniać swoje emocjonalne znaczenie.
- Zamiast bezpieczeństwa — presja.
- Zamiast solidarności — interes.
- Zamiast partnerstwa — rywalizacja.
- Zamiast sojusznika — przeciwnik.
Zamiast społeczeństwa, które przyjęło miliony uchodźców — społeczeństwo przedstawiane jako coraz bardziej wrogie Ukraińcom.
To właśnie na tym poziomie należy oceniać strategiczny sens obserwowanej kampanii. Rosja nie musi doprowadzić do zerwania relacji polsko-ukraińskich. Wystarczy, że zdoła zatruć ich społeczne podstawy. Jeżeli coraz więcej Ukraińców będzie interpretowało polskie działania przez filtr podejrzliwości, a każdy rzeczywisty spór stanie się automatycznie kolejnym „dowodem” wrogości Warszawy, możliwości prowadzenia dalszych operacji wpływu będą rosły.
Bieżący monitoring wskazuje na rosyjską operację wpływu prowadzoną wewnątrz ukraińskiej przestrzeni informacyjnej przy wykorzystaniu anonimowych, pozornie ukraińskich kanałów Telegram. Jej celem jest nie tyle przekonanie ukraińskiego odbiorcy do jednej fałszywej informacji, ile trwała zmiana sposobu, w jaki interpretuje on Polskę, polskie działania i polskie intencje.
A w długiej perspektywie właśnie erozja wzajemnego zaufania społecznego może być dla rosyjskiego aparatu wpływu znacznie cenniejsza niż pojedynczy sukces propagandowy.
Autor: Katarzyna Wojda – Disinfo Digest















