![W jednej z ostatnich audycji Radia Wnet gościem był dr Rafał Brzeski, publicysta i politolog, który w trakcie rozmowy przedstawił rozbudowaną wizję przyszłości wojny w Ukrainie oraz bezpieczeństwa Polski. W swoich wypowiedziach snuł scenariusze zakładające między innymi możliwość rewizji granic Rzeczypospolitej, istnienie zakulisowego porozumienia pomiędzy Berlinem, Kijowem i Moskwą oraz dążenie Ukrainy do uzyskania terytorialnej „rekompensaty” kosztem Polski. Tezy te zostały zaprezentowane bez dowodów, lecz w formie logicznie domkniętej narracji, która pod względem struktury, języka i konsekwencji poznawczych jest zbieżna z utrwalonymi liniami rosyjskiej propagandy.
Poniższa analiza nie dotyczy intencji rozmówcy ani jego poglądów politycznych, lecz mechanizmu przekazu oraz jego potencjalnych skutków społecznych i strategicznych. Celem tekstu jest pokazanie, w jaki sposób tego rodzaju narracje podważają zaufanie do Ukrainy, wzmacniają nastroje antyuchodźcze w Polsce, relatywizują odpowiedzialność Rosji za agresję oraz sprzyjają erozji spójności informacyjnej i bezpieczeństwa poznawczego państwa.
Przesunięcie osi zagrożenia od Rosji do Ukrainy i Niemiec
Punktem wyjścia analizowanej rozmowy są wypowiedzi Władimira Putina dotyczące „wyzwalania historycznych ziem Rosji”, które stanowią realne i wielokrotnie dokumentowane zagrożenie dla bezpieczeństwa regionu. Tego rodzaju deklaracje były już wcześniej rozpatrywane jako element rosyjskiej doktryny rewizjonistycznej i zapowiedź długofalowej konfrontacji z porządkiem międzynarodowym ukształtowanym po 1991 roku. Na tym etapie rozmowa dotyka zatem problemu rzeczywistego i wymagającego poważnej refleksji.
Istotna zmiana następuje jednak w momencie, gdy odpowiedzialność za możliwe konsekwencje tej polityki zostaje stopniowo przesunięta z Moskwy na Kijów i Berlin. W przedstawianej narracji Rosja jawi się jako aktor brutalny, lecz przewidywalny, którego działania wynikają z jasno określonej logiki interesów i historycznych ambicji. Jednocześnie Ukraina i Niemcy zostają obsadzone w roli rzeczywistych beneficjentów zakulisowego porozumienia, w ramach którego Polska miałaby stać się przedmiotem terytorialnej wymiany.
Taka konstrukcja przekazu odpowiada klasycznemu mechanizmowi projekcji winy. Agresor pozostaje obecny w tle jako źródło presji, jednak zasadniczy ciężar zagrożenia zostaje przeniesiony na państwa formalnie należące do tej samej wspólnoty politycznej i bezpieczeństwa co Polska. W efekcie konflikt przestaje być postrzegany jako konsekwencja rosyjskiej agresji, a zaczyna funkcjonować w świadomości odbiorcy jako spór interesów pomiędzy sojusznikami, w którym Polska znajduje się w roli nieświadomej ofiary cudzych ustaleń.
Narracja transakcji za plecami Warszawy
Centralnym elementem wypowiedzi dr. Rafała Brzeskiego jest scenariusz zakładający istnienie zakulisowej transakcji politycznej, w ramach której Rosja miałaby przejąć wschodnie terytoria Ukrainy, Ukraina uzyskać terytorialną rekompensatę kosztem Polski, a Niemcy wykorzystać powstały precedens do zakwestionowania powojennego porządku granicznego w Europie Środkowej. Całość tej konstrukcji zostaje przedstawiona jako logiczny ciąg zdarzeń, wynikający z rzekomej zbieżności interesów Moskwy, Berlina i Kijowa.
W analizowanym przekazie nie pojawiają się jednak żadne dowody potwierdzające istnienie takich planów. Nie są przywoływane dokumenty, ustalenia dyplomatyczne ani realne procesy polityczne, które mogłyby wskazywać na możliwość takiego rozwiązania. Mimo to narracja zostaje zbudowana w sposób, który nadaje jej pozory racjonalności. Odbiorca prowadzony jest do wniosku, że skoro proponowane rozwiązanie „opłaca się wszystkim poza Polską”, to musi ono być rozważane lub wręcz przygotowywane przez głównych aktorów międzynarodowych.
Tego rodzaju zabieg odpowiada mechanizmowi katastroficznego modelowania przyszłości. Konstruuje się spójny i wewnętrznie logiczny obraz nadchodzących wydarzeń, który nie musi opierać się na faktach, aby wywierać silny efekt psychologiczny. Wystarczy, że jest wyobrażalny, osadzony w doświadczeniach historycznych oraz odwołujący się do zbiorowej pamięci rozbiorów i zdrady sojuszników. W ten sposób hipotetyczny scenariusz zaczyna funkcjonować w przestrzeni informacyjnej nie jako spekulacja, lecz jako realna możliwość, wobec której odbiorca ma się emocjonalnie i politycznie ustosunkować.
Od Ukrainy do Banderowców. Dehumanizacja przez etykietowanie
Szczególną uwagę zwraca język używany przez dr. Rafała Brzeskiego w kluczowym fragmencie rozmowy. Ukraina nie funkcjonuje w nim jako państwo, społeczeństwo ani nawet jako zbiór konkretnych aktorów politycznych, lecz zostaje sprowadzona do jednej kategorii ideologicznej. W decydującym momencie pojawia się pojęcie „Banderowców”, które zostaje użyte jako zbiorczy podmiot przyszłych roszczeń, zwycięstwa i sprawczości politycznej.
W tej konstrukcji „Banderowcy” mają móc ogłosić wygraną w wojnie, przejąć kontrolę nad terytoriami oraz realizować wrogą wobec Polski agendę. Nie jest to opis konkretnej grupy politycznej ani próba analizy realnych nurtów obecnych w ukraińskim życiu publicznym, lecz zabieg retoryczny polegający na zastąpieniu złożonej rzeczywistości jednym, silnie nacechowanym pojęciem. Tego rodzaju uogólnienie odpowiada znanemu z rosyjskiej propagandy mechanizmowi dehumanizacji, w którym całe społeczeństwo zostaje sprowadzone do etykiety historyczno-ideologicznej o jednoznacznie negatywnym wydźwięku.
Termin ten pełni funkcję kulturowego kodu, który jednocześnie unieważnia pluralizm ukraińskiego społeczeństwa, przenosi odpowiedzialność zbiorową na całą wspólnotę oraz eliminuje możliwość odróżnienia marginalnych nurtów od głównego nurtu państwowej polityki Ukrainy. W efekcie Ukraina przestaje być postrzegana jako podmiot prawa międzynarodowego broniący swojej suwerenności, a zaczyna funkcjonować jako jednolita, wroga struktura ideologiczna.
Z tak skonstruowanej narracji wyłania się pytanie o charakterze fundamentalnym. Jeżeli bowiem „Banderowcy” są przedstawiani jako nieunikniony beneficjent każdego scenariusza, w którym Ukraina nie ponosi pełnej porażki, to oznacza to, że jedynym akceptowalnym wynikiem wojny staje się klęska tej strony konfliktu. Przyjęcie takiej logiki prowadzi wprost do wniosku, że Ukraina nie ma prawa do zwycięstwa, a jej suwerenność jest uzależniona od spełnienia oczekiwań zewnętrznych aktorów. Jest to sposób myślenia spójny z narracją Kremla, w której ukraińska państwowość nie stanowi wartości samej w sobie, lecz element gry interesów, który może zostać poświęcony w imię rzekomego bezpieczeństwa regionu.
Polaryzacja społeczna i efekt antyuchodźczy
Analizowany przekaz ma również wyraźny wymiar wewnętrzny, który wykracza poza rozważania geopolityczne i bezpośrednio oddziałuje na relacje społeczne w Polsce. Sugestia, że Ukraina miałaby dążyć do przejęcia polskich ziem, zestawiona z narracją o historycznych krzywdach oraz braku wdzięczności za udzieloną pomoc, sprzyja budowaniu nieufności wobec ukraińskich obywateli przebywających w Polsce. W ten sposób konflikt międzynarodowy zostaje przeniesiony na poziom codziennych relacji społecznych.
Mechanizm tego oddziaływania polega na stopniowym zacieraniu granicy pomiędzy państwem a jego obywatelami. Jeżeli Ukraina zostaje przedstawiona jako potencjalny agresor lub beneficjent działań wymierzonych w Polskę, to jej obywatele zaczynają funkcjonować w wyobraźni społecznej jako element zagrożenia wewnętrznego. W takim ujęciu przestają być postrzegani jako osoby uciekające przed wojną, a zaczynają być kojarzeni z przyszłymi roszczeniami terytorialnymi i stratami, które miałyby dotknąć Polskę. Powstaje obraz zbiorowej odpowiedzialności, w którym każdy Ukrainiec może zostać uznany za potencjalnego beneficjenta krzywdy wyrządzonej państwu polskiemu.
Ten sposób konstruowania przekazu nie jest nowy. Odpowiada on schematowi wcześniej wykorzystywanemu w narracjach sugerujących, że to Polska miałaby dążyć do przesunięcia granic kosztem Ukrainy, w szczególności w odniesieniu do Lwowa. Różnica polega wyłącznie na odwróceniu kierunku oskarżeń. W obu przypadkach efekt pozostaje ten sam, ponieważ prowadzi do osłabienia solidarności polsko-ukraińskiej, wzrostu wzajemnej nieufności oraz erozji społecznego poparcia dla pomocy udzielanej Ukrainie w warunkach trwającej wojny.
Spójność z rosyjskimi liniami narracyjnymi
Opisany powyżej przekaz nie jest jednostkową opinią, lecz wpisuje się w znacznie szerszy kontekst rosyjskich operacji wpływu, które w ostatnich latach były systematycznie analizowane w polskiej przestrzeni informacyjnej. Rosyjska propaganda podejmuje działania mające na celu destabilizację przestrzeni politycznej i społecznej Europy Środkowo-Wschodniej poprzez strategiczne powielanie tematów rewizji granic, podważania prawomocności traktatów międzynarodowych i kwestionowania integralności terytorialnej państw takich jak Polska czy Litwa. Już w kwietniu 2025 roku propagandysta powiązany z rosyjskimi instytucjami mówił wprost o „gotowości poruszenia kwestii”, że granice ustalone po II wojnie światowej „wymagają rewizji”, co ma tworzyć wrażenie ich nieuchronnej zmiany wraz ze „zmianą równowagi sił” [https://disinfodigest.pl/2025/04/23/rosyjska-propaganda-grozi-rewizja-granic-polski-i-litwy/].
W tego typu narracjach kluczową rolę odgrywa mechanizm nazwany zarządzaniem refleksyjnym, w którym przeciwnik informacyjny nie tylko przedstawia własne komunikaty, ale wprowadza alternatywne opowieści do lokalnej przestrzeni medialnej w taki sposób, aby społeczność sama je odtwarzała i wzmacniała, myśląc, że są to „niezależne” opinie. W ten sposób narracje wydają się pochodzić z wewnętrznej debaty publicznej, a nie z zewnętrznych kanałów wpływu. To samo zjawisko obserwowaliśmy w narracjach o rzekomej chęci Polski do rewizji granic ukraińskich i na odwrót, w narracjach podważających lojalność ukraińskich uchodźców.
Dzięki temu mechanizmowi przekaz prezentowany przez dr. Rafała Brzeskiego realizuje cele zbieżne z rosyjską strategią informacyjną bez konieczności cytowania rosyjskich źródeł ani bez odwoływania się do oficjalnych haseł Kremla. Narracja korzysta z kodu historycznego i emocjonalnego charakterystycznego dla polskiego odbiorcy, odwołuje się do pamięci o rozbiorach i zdradach sojuszników oraz lęków związanych z bezpieczeństwem regionalnym. W efekcie pewne tezy zaczynają funkcjonować w przestrzeni publicznej jako autorskie refleksje, choć spełniają analogiczną funkcję poznawczą jak opowieści kremlowskie, których celem jest osłabienie zaufania do sojuszników, wzbudzenie nieufności wobec Ukrainy i stworzenie wrażenia, że Polska stoi wobec wyboru pomiędzy własnym interesem a zdradą ze strony nawet tych, którzy formalnie są jej partnerami.
Takie zarządzanie narracją prowadzi do sytuacji, w której lokalna debata publiczna zaczyna reprodukować elementy wrogiej strategii informacyjnej bez konieczności cytowania jej źródeł. Tworzy to iluzję „naturalnej” polaryzacji, podczas gdy w rzeczywistości wiele kluczowych tez jest zbieżnych z liniami narracyjnymi służącymi interesom podważającym spójność sojuszy i bezpieczeństwo regionu.
Rola mediów. Pluralizm czy abdykacja
Na osobną uwagę zasługuje rola prowadzącego audycję oraz sposób, w jaki rozmowa została poprowadzona. W trakcie wywiadu nie pojawiają się próby weryfikacji przedstawianych tez, nie są formułowane kontrargumenty ani pytania konfrontujące wypowiedzi rozmówcy z faktami, obowiązującym stanem prawa międzynarodowego czy oficjalnymi stanowiskami sojuszników Polski. Scenariusze o rewizji granic, utracie suwerenności i zakulisowych porozumieniach między państwami NATO a Rosją funkcjonują w przestrzeni rozmowy jako równoprawne interpretacje rzeczywistości, a nie jako hipotezy wymagające szczególnej ostrożności i krytycznej analizy.
W tym kontekście konieczne jest przypomnienie, że pluralizm medialny nie polega na bezrefleksyjnym udostępnianiu anteny każdej, nawet najbardziej radykalnej wizji świata. Dziennikarz nie pełni roli notariusza cudzych opinii, którego zadaniem jest jedynie ich odnotowanie i przekazanie odbiorcy. W sytuacji, w której formułowane są tezy podważające fundamenty porządku międzynarodowego, sugerujące możliwość likwidacji państwowości lub zdrady sojuszników, brak reakcji nie może być uznany za neutralność.
Milczenie w obliczu tego rodzaju przekazów działa bowiem jak ich wzmocnienie. Pozostawione bez komentarza narracje zyskują pozory równoważności z analizami opartymi na faktach, a odbiorca otrzymuje sygnał, że są one dopuszczalnym elementem debaty publicznej. W efekcie media, które nie podejmują wysiłku krytycznego porządkowania informacji, przestają pełnić funkcję filtra poznawczego i zaczynają nieświadomie uczestniczyć w procesie reprodukcji narracji destabilizujących przestrzeń informacyjną.
Jak narracje zgodne z interesami Kremla destabilizują debatę publiczną
Analizowana rozmowa nie musi być efektem świadomej ani skoordynowanej współpracy z jakimkolwiek aparatem państwowym, ponieważ nie jest to warunek skuteczności oddziaływania informacyjnego. Jej siła polega na umiejętnym wykorzystaniu autentycznych lęków społecznych, realnych wypowiedzi Władimira Putina oraz historycznych doświadczeń Polski, które zostają połączone w spójną narrację prowadzącą do wniosków strategicznie korzystnych z punktu widzenia interesów Kremla.
W wyniku tak skonstruowanego przekazu osłabiane jest zaufanie do Ukrainy jako państwa i partnera, podważana jest solidarność społeczna w Polsce, a sens sojuszy międzynarodowych oraz udzielanego wsparcia zaczyna być przedstawiany jako obciążenie, a nie element bezpieczeństwa. Odpowiedzialność za zagrożenie zostaje przesunięta z realnego agresora na sojuszników, co sprzyja dezorientacji poznawczej i erozji spójności informacyjnej.
Nie jest to zatem przykład uprawnionej „alternatywnej opinii” ani pluralistycznej debaty o polityce zagranicznej. Jest to przekaz o wysokim potencjale dezinformacyjnym, który pozostawiony bez krytycznej analizy działa w sposób charakterystyczny dla operacji wpływu. Oddziałuje stopniowo, konsekwentnie i destrukcyjnie, nie poprzez jednoznaczne fałsze, lecz poprzez narzucanie ram interpretacyjnych, w których każda możliwa przyszłość Polski jawi się jako wariant porażki.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2025/12/Brzeski-1024x585.png)
W jednej z ostatnich audycji Radia Wnet gościem był dr Rafał Brzeski, publicysta i politolog, który w trakcie rozmowy przedstawił rozbudowaną wizję przyszłości wojny w Ukrainie oraz bezpieczeństwa Polski. W swoich wypowiedziach snuł scenariusze zakładające między innymi możliwość rewizji granic Rzeczypospolitej, istnienie zakulisowego porozumienia pomiędzy Berlinem, Kijowem i Moskwą oraz dążenie Ukrainy do uzyskania terytorialnej „rekompensaty” kosztem Polski. Tezy te zostały zaprezentowane bez dowodów, lecz w formie logicznie domkniętej narracji, która pod względem struktury, języka i konsekwencji poznawczych jest zbieżna z utrwalonymi liniami rosyjskiej propagandy.
Poniższa analiza nie dotyczy intencji rozmówcy ani jego poglądów politycznych, lecz mechanizmu przekazu oraz jego potencjalnych skutków społecznych i strategicznych. Celem tekstu jest pokazanie, w jaki sposób tego rodzaju narracje podważają zaufanie do Ukrainy, wzmacniają nastroje antyuchodźcze w Polsce, relatywizują odpowiedzialność Rosji za agresję oraz sprzyjają erozji spójności informacyjnej i bezpieczeństwa poznawczego państwa.
Przesunięcie osi zagrożenia od Rosji do Ukrainy i Niemiec
Punktem wyjścia analizowanej rozmowy są wypowiedzi Władimira Putina dotyczące „wyzwalania historycznych ziem Rosji”, które stanowią realne i wielokrotnie dokumentowane zagrożenie dla bezpieczeństwa regionu. Tego rodzaju deklaracje były już wcześniej rozpatrywane jako element rosyjskiej doktryny rewizjonistycznej i zapowiedź długofalowej konfrontacji z porządkiem międzynarodowym ukształtowanym po 1991 roku. Na tym etapie rozmowa dotyka zatem problemu rzeczywistego i wymagającego poważnej refleksji.
Istotna zmiana następuje jednak w momencie, gdy odpowiedzialność za możliwe konsekwencje tej polityki zostaje stopniowo przesunięta z Moskwy na Kijów i Berlin. W przedstawianej narracji Rosja jawi się jako aktor brutalny, lecz przewidywalny, którego działania wynikają z jasno określonej logiki interesów i historycznych ambicji. Jednocześnie Ukraina i Niemcy zostają obsadzone w roli rzeczywistych beneficjentów zakulisowego porozumienia, w ramach którego Polska miałaby stać się przedmiotem terytorialnej wymiany.
Taka konstrukcja przekazu odpowiada klasycznemu mechanizmowi projekcji winy. Agresor pozostaje obecny w tle jako źródło presji, jednak zasadniczy ciężar zagrożenia zostaje przeniesiony na państwa formalnie należące do tej samej wspólnoty politycznej i bezpieczeństwa co Polska. W efekcie konflikt przestaje być postrzegany jako konsekwencja rosyjskiej agresji, a zaczyna funkcjonować w świadomości odbiorcy jako spór interesów pomiędzy sojusznikami, w którym Polska znajduje się w roli nieświadomej ofiary cudzych ustaleń.
Narracja transakcji za plecami Warszawy
Centralnym elementem wypowiedzi dr. Rafała Brzeskiego jest scenariusz zakładający istnienie zakulisowej transakcji politycznej, w ramach której Rosja miałaby przejąć wschodnie terytoria Ukrainy, Ukraina uzyskać terytorialną rekompensatę kosztem Polski, a Niemcy wykorzystać powstały precedens do zakwestionowania powojennego porządku granicznego w Europie Środkowej. Całość tej konstrukcji zostaje przedstawiona jako logiczny ciąg zdarzeń, wynikający z rzekomej zbieżności interesów Moskwy, Berlina i Kijowa.
W analizowanym przekazie nie pojawiają się jednak żadne dowody potwierdzające istnienie takich planów. Nie są przywoływane dokumenty, ustalenia dyplomatyczne ani realne procesy polityczne, które mogłyby wskazywać na możliwość takiego rozwiązania. Mimo to narracja zostaje zbudowana w sposób, który nadaje jej pozory racjonalności. Odbiorca prowadzony jest do wniosku, że skoro proponowane rozwiązanie „opłaca się wszystkim poza Polską”, to musi ono być rozważane lub wręcz przygotowywane przez głównych aktorów międzynarodowych.
Tego rodzaju zabieg odpowiada mechanizmowi katastroficznego modelowania przyszłości. Konstruuje się spójny i wewnętrznie logiczny obraz nadchodzących wydarzeń, który nie musi opierać się na faktach, aby wywierać silny efekt psychologiczny. Wystarczy, że jest wyobrażalny, osadzony w doświadczeniach historycznych oraz odwołujący się do zbiorowej pamięci rozbiorów i zdrady sojuszników. W ten sposób hipotetyczny scenariusz zaczyna funkcjonować w przestrzeni informacyjnej nie jako spekulacja, lecz jako realna możliwość, wobec której odbiorca ma się emocjonalnie i politycznie ustosunkować.
Od Ukrainy do Banderowców. Dehumanizacja przez etykietowanie
Szczególną uwagę zwraca język używany przez dr. Rafała Brzeskiego w kluczowym fragmencie rozmowy. Ukraina nie funkcjonuje w nim jako państwo, społeczeństwo ani nawet jako zbiór konkretnych aktorów politycznych, lecz zostaje sprowadzona do jednej kategorii ideologicznej. W decydującym momencie pojawia się pojęcie „Banderowców”, które zostaje użyte jako zbiorczy podmiot przyszłych roszczeń, zwycięstwa i sprawczości politycznej.
W tej konstrukcji „Banderowcy” mają móc ogłosić wygraną w wojnie, przejąć kontrolę nad terytoriami oraz realizować wrogą wobec Polski agendę. Nie jest to opis konkretnej grupy politycznej ani próba analizy realnych nurtów obecnych w ukraińskim życiu publicznym, lecz zabieg retoryczny polegający na zastąpieniu złożonej rzeczywistości jednym, silnie nacechowanym pojęciem. Tego rodzaju uogólnienie odpowiada znanemu z rosyjskiej propagandy mechanizmowi dehumanizacji, w którym całe społeczeństwo zostaje sprowadzone do etykiety historyczno-ideologicznej o jednoznacznie negatywnym wydźwięku.
Termin ten pełni funkcję kulturowego kodu, który jednocześnie unieważnia pluralizm ukraińskiego społeczeństwa, przenosi odpowiedzialność zbiorową na całą wspólnotę oraz eliminuje możliwość odróżnienia marginalnych nurtów od głównego nurtu państwowej polityki Ukrainy. W efekcie Ukraina przestaje być postrzegana jako podmiot prawa międzynarodowego broniący swojej suwerenności, a zaczyna funkcjonować jako jednolita, wroga struktura ideologiczna.
Z tak skonstruowanej narracji wyłania się pytanie o charakterze fundamentalnym. Jeżeli bowiem „Banderowcy” są przedstawiani jako nieunikniony beneficjent każdego scenariusza, w którym Ukraina nie ponosi pełnej porażki, to oznacza to, że jedynym akceptowalnym wynikiem wojny staje się klęska tej strony konfliktu. Przyjęcie takiej logiki prowadzi wprost do wniosku, że Ukraina nie ma prawa do zwycięstwa, a jej suwerenność jest uzależniona od spełnienia oczekiwań zewnętrznych aktorów. Jest to sposób myślenia spójny z narracją Kremla, w której ukraińska państwowość nie stanowi wartości samej w sobie, lecz element gry interesów, który może zostać poświęcony w imię rzekomego bezpieczeństwa regionu.
Polaryzacja społeczna i efekt antyuchodźczy
Analizowany przekaz ma również wyraźny wymiar wewnętrzny, który wykracza poza rozważania geopolityczne i bezpośrednio oddziałuje na relacje społeczne w Polsce. Sugestia, że Ukraina miałaby dążyć do przejęcia polskich ziem, zestawiona z narracją o historycznych krzywdach oraz braku wdzięczności za udzieloną pomoc, sprzyja budowaniu nieufności wobec ukraińskich obywateli przebywających w Polsce. W ten sposób konflikt międzynarodowy zostaje przeniesiony na poziom codziennych relacji społecznych.
Mechanizm tego oddziaływania polega na stopniowym zacieraniu granicy pomiędzy państwem a jego obywatelami. Jeżeli Ukraina zostaje przedstawiona jako potencjalny agresor lub beneficjent działań wymierzonych w Polskę, to jej obywatele zaczynają funkcjonować w wyobraźni społecznej jako element zagrożenia wewnętrznego. W takim ujęciu przestają być postrzegani jako osoby uciekające przed wojną, a zaczynają być kojarzeni z przyszłymi roszczeniami terytorialnymi i stratami, które miałyby dotknąć Polskę. Powstaje obraz zbiorowej odpowiedzialności, w którym każdy Ukrainiec może zostać uznany za potencjalnego beneficjenta krzywdy wyrządzonej państwu polskiemu.
Ten sposób konstruowania przekazu nie jest nowy. Odpowiada on schematowi wcześniej wykorzystywanemu w narracjach sugerujących, że to Polska miałaby dążyć do przesunięcia granic kosztem Ukrainy, w szczególności w odniesieniu do Lwowa. Różnica polega wyłącznie na odwróceniu kierunku oskarżeń. W obu przypadkach efekt pozostaje ten sam, ponieważ prowadzi do osłabienia solidarności polsko-ukraińskiej, wzrostu wzajemnej nieufności oraz erozji społecznego poparcia dla pomocy udzielanej Ukrainie w warunkach trwającej wojny.
Spójność z rosyjskimi liniami narracyjnymi
Opisany powyżej przekaz nie jest jednostkową opinią, lecz wpisuje się w znacznie szerszy kontekst rosyjskich operacji wpływu, które w ostatnich latach były systematycznie analizowane w polskiej przestrzeni informacyjnej. Rosyjska propaganda podejmuje działania mające na celu destabilizację przestrzeni politycznej i społecznej Europy Środkowo-Wschodniej poprzez strategiczne powielanie tematów rewizji granic, podważania prawomocności traktatów międzynarodowych i kwestionowania integralności terytorialnej państw takich jak Polska czy Litwa. Już w kwietniu 2025 roku propagandysta powiązany z rosyjskimi instytucjami mówił wprost o „gotowości poruszenia kwestii”, że granice ustalone po II wojnie światowej „wymagają rewizji”, co ma tworzyć wrażenie ich nieuchronnej zmiany wraz ze „zmianą równowagi sił” [https://disinfodigest.pl/2025/04/23/rosyjska-propaganda-grozi-rewizja-granic-polski-i-litwy/].
W tego typu narracjach kluczową rolę odgrywa mechanizm nazwany zarządzaniem refleksyjnym, w którym przeciwnik informacyjny nie tylko przedstawia własne komunikaty, ale wprowadza alternatywne opowieści do lokalnej przestrzeni medialnej w taki sposób, aby społeczność sama je odtwarzała i wzmacniała, myśląc, że są to „niezależne” opinie. W ten sposób narracje wydają się pochodzić z wewnętrznej debaty publicznej, a nie z zewnętrznych kanałów wpływu. To samo zjawisko obserwowaliśmy w narracjach o rzekomej chęci Polski do rewizji granic ukraińskich i na odwrót, w narracjach podważających lojalność ukraińskich uchodźców.
Dzięki temu mechanizmowi przekaz prezentowany przez dr. Rafała Brzeskiego realizuje cele zbieżne z rosyjską strategią informacyjną bez konieczności cytowania rosyjskich źródeł ani bez odwoływania się do oficjalnych haseł Kremla. Narracja korzysta z kodu historycznego i emocjonalnego charakterystycznego dla polskiego odbiorcy, odwołuje się do pamięci o rozbiorach i zdradach sojuszników oraz lęków związanych z bezpieczeństwem regionalnym. W efekcie pewne tezy zaczynają funkcjonować w przestrzeni publicznej jako autorskie refleksje, choć spełniają analogiczną funkcję poznawczą jak opowieści kremlowskie, których celem jest osłabienie zaufania do sojuszników, wzbudzenie nieufności wobec Ukrainy i stworzenie wrażenia, że Polska stoi wobec wyboru pomiędzy własnym interesem a zdradą ze strony nawet tych, którzy formalnie są jej partnerami.
Takie zarządzanie narracją prowadzi do sytuacji, w której lokalna debata publiczna zaczyna reprodukować elementy wrogiej strategii informacyjnej bez konieczności cytowania jej źródeł. Tworzy to iluzję „naturalnej” polaryzacji, podczas gdy w rzeczywistości wiele kluczowych tez jest zbieżnych z liniami narracyjnymi służącymi interesom podważającym spójność sojuszy i bezpieczeństwo regionu.
Rola mediów. Pluralizm czy abdykacja
Na osobną uwagę zasługuje rola prowadzącego audycję oraz sposób, w jaki rozmowa została poprowadzona. W trakcie wywiadu nie pojawiają się próby weryfikacji przedstawianych tez, nie są formułowane kontrargumenty ani pytania konfrontujące wypowiedzi rozmówcy z faktami, obowiązującym stanem prawa międzynarodowego czy oficjalnymi stanowiskami sojuszników Polski. Scenariusze o rewizji granic, utracie suwerenności i zakulisowych porozumieniach między państwami NATO a Rosją funkcjonują w przestrzeni rozmowy jako równoprawne interpretacje rzeczywistości, a nie jako hipotezy wymagające szczególnej ostrożności i krytycznej analizy.
W tym kontekście konieczne jest przypomnienie, że pluralizm medialny nie polega na bezrefleksyjnym udostępnianiu anteny każdej, nawet najbardziej radykalnej wizji świata. Dziennikarz nie pełni roli notariusza cudzych opinii, którego zadaniem jest jedynie ich odnotowanie i przekazanie odbiorcy. W sytuacji, w której formułowane są tezy podważające fundamenty porządku międzynarodowego, sugerujące możliwość likwidacji państwowości lub zdrady sojuszników, brak reakcji nie może być uznany za neutralność.
Milczenie w obliczu tego rodzaju przekazów działa bowiem jak ich wzmocnienie. Pozostawione bez komentarza narracje zyskują pozory równoważności z analizami opartymi na faktach, a odbiorca otrzymuje sygnał, że są one dopuszczalnym elementem debaty publicznej. W efekcie media, które nie podejmują wysiłku krytycznego porządkowania informacji, przestają pełnić funkcję filtra poznawczego i zaczynają nieświadomie uczestniczyć w procesie reprodukcji narracji destabilizujących przestrzeń informacyjną.
Jak narracje zgodne z interesami Kremla destabilizują debatę publiczną
Analizowana rozmowa nie musi być efektem świadomej ani skoordynowanej współpracy z jakimkolwiek aparatem państwowym, ponieważ nie jest to warunek skuteczności oddziaływania informacyjnego. Jej siła polega na umiejętnym wykorzystaniu autentycznych lęków społecznych, realnych wypowiedzi Władimira Putina oraz historycznych doświadczeń Polski, które zostają połączone w spójną narrację prowadzącą do wniosków strategicznie korzystnych z punktu widzenia interesów Kremla.
W wyniku tak skonstruowanego przekazu osłabiane jest zaufanie do Ukrainy jako państwa i partnera, podważana jest solidarność społeczna w Polsce, a sens sojuszy międzynarodowych oraz udzielanego wsparcia zaczyna być przedstawiany jako obciążenie, a nie element bezpieczeństwa. Odpowiedzialność za zagrożenie zostaje przesunięta z realnego agresora na sojuszników, co sprzyja dezorientacji poznawczej i erozji spójności informacyjnej.
Nie jest to zatem przykład uprawnionej „alternatywnej opinii” ani pluralistycznej debaty o polityce zagranicznej. Jest to przekaz o wysokim potencjale dezinformacyjnym, który pozostawiony bez krytycznej analizy działa w sposób charakterystyczny dla operacji wpływu. Oddziałuje stopniowo, konsekwentnie i destrukcyjnie, nie poprzez jednoznaczne fałsze, lecz poprzez narzucanie ram interpretacyjnych, w których każda możliwa przyszłość Polski jawi się jako wariant porażki.
Autor: Wojciech Pokora – Redaktor naczelny Disinfo Digest











![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)



