
Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa uruchomiła kolejną odsłonę operacji wpływu wymierzonej w relacje polsko-ukraińskie. Kampania weszła w fazę aktywną poprzez publikację wybranych fragmentów rzekomych materiałów archiwalnych dotyczących Dmytra Klaczkiwskiego „Kłyma Sawura” oraz ich dystrybucję w rosyjskim aparacie propagandowym. Istotną rolę w nagłośnieniu przekazu odgrywa RT, jeden z głównych kanałów zewnętrznego oddziaływania informacyjnego Kremla.
Operacja została zbudowana na materiale o dużym potencjale emocjonalnym i wysokiej wrażliwości politycznej. Wołyń pozostaje jednym z najtrudniejszych tematów w relacjach Polski i Ukrainy. Dotyczy pamięci o masowej zbrodni, odpowiedzialności OUN-UPA, kwestii ekshumacji, ukraińskiej polityki historycznej oraz społecznego poczucia niedomkniętej sprawiedliwości. Z punktu widzenia rosyjskich służb jest to obszar szczególnie użyteczny, ponieważ nie wymaga tworzenia konfliktu od podstaw. Wystarczy wzmocnić istniejące napięcia i skierować je przeciwko bieżącej współpracy Warszawy i Kijowa. FSB nie opiera przy tym przekazu na prostym fałszerstwie. Zastosowany mechanizm polega na połączeniu elementów historycznie potwierdzonych z materiałami selektywnymi, wątpliwymi lub niewiarygodnymi. Prawdziwym rdzeniem narracji jest biografia Klaczkiwskiego, jego rola w antypolskiej akcji OUN-UPA oraz rzeczywista skala zbrodni wołyńskiej. Warstwę manipulacyjną stanowi natomiast wykorzystanie agenturalnego doniesienia o rzekomej masakrze we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie według rosyjskiego przekazu miało dojść do wymordowania 11 księży katolickich i do 2 tys. Polaków.
Ten dokument był już wcześniej znany polskim badaczom i oceniany jako niewiarygodny. Materiał dotyczący rzekomej masakry we Włodzimierzu Wołyńskim był już wcześniej kwestionowany przez polskich badaczy. Prof. Grzegorz Hryciuk oceniał go jako klasyczną dezinformację i fałszywkę znaną od lat. Dr hab. Jan Pisuliński zwracał natomiast uwagę, że UPA nie atakowała miast, w których stacjonowały niemieckie garnizony okupacyjne, co podważa wiarygodność relacji o rzekomej akcji w samym Włodzimierzu Wołyńskim. W tym sensie rosyjska publikacja nie wnosi istotnej korekty do stanu badań, lecz nadaje propagandową rangę materiałowi, którego wiarygodność była już podważana. Istota operacji polega na wykorzystaniu prawdziwego kontekstu do uwiarygodnienia elementu problematycznego. Odbiorca ma przyjąć cały przekaz jako spójny, ponieważ jego część odpowiada faktom. To typowy mechanizm działań wpływu. Autentyczna trauma, realni sprawcy i potwierdzona zbrodnia tworzą wiarygodną ramę, do której można następnie wprowadzić treść o znacznie niższej wartości dowodowej. W praktyce emocjonalny ciężar Wołynia ma osłabić krytyczną ocenę źródła i ułatwić przyjęcie całego przekazu jako wiarygodnego.
Podważenie rosyjskiej publikacji nie oznacza relatywizowania zbrodni wołyńskiej. Przeciwnie, oddzielenie ustaleń historycznych od materiału operacyjnego FSB jest konieczne właśnie po to, aby nie oddawać pamięci o ofiarach w ręce rosyjskiego aparatu propagandowego. Odpowiedzialność Klaczkiwskiego, zbrodniczy charakter działań OUN-UPA oraz skala mordów na polskiej ludności cywilnej są opisane w polskiej historiografii i dokumentowane przez instytucje państwa polskiego. IPN przypomina, że 11 lipca 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowany atak na 99 polskich miejscowości, głównie w powiatach kowelskim, horochowskim i włodzimierskim. Cała zbrodnia wołyńska pochłonęła dziesiątki tysięcy polskich ofiar. Te fakty nie wymagają potwierdzenia ani interpretacyjnego pośrednictwa FSB.
Publikacja została osadzona w korzystnym dla Kremla kontekście sytuacyjnym. Rosja sięga po temat Wołynia w momencie wzmożonych napięć pamięciowych, sporów o symbole historyczne, ostrej debaty wokół relacji z Ukrainą oraz ostrzeżeń przed możliwymi prowokacjami rosyjskimi. W takich warunkach materiał archiwalny nie funkcjonuje wyłącznie jako treść historyczna. Staje się bodźcem uruchamiającym reakcje emocjonalne, komentarze polityczne i wtórną dystrybucję w środowiskach podatnych na przekazy antyukraińskie. Mechanizm dystrybucji jest przewidywalny. FSB dostarcza dokument lub jego fragment. Rosyjskie media państwowe przedstawiają go jako materiał źródłowy. Następnie przekaz jest wzmacniany przez kanały propagandowe, profile prorosyjskie i środowiska wykorzystujące temat Wołynia do podważania polskiego wsparcia dla Ukrainy. W kolejnej fazie rosyjskie pochodzenie materiału może zostać zatarte. Przekaz zaczyna funkcjonować jako „nowy dokument”, „ujawnione archiwum” albo „dowód przemilczany przez Zachód”. To etap szczególnie istotny, ponieważ materiał inspirowany przez rosyjskie służby może wejść do krajowej debaty już jako pozornie autonomiczny argument.
W wymiarze politycznym operacja służy wznowieniu i zaostrzeniu sporu polsko-ukraińskiego na warunkach korzystnych dla Moskwy. Kreml próbuje narzucić ramę, w której pamięć o Wołyniu zostaje przeciwstawiona współczesnemu partnerstwu strategicznemu Polski i Ukrainy. Taka konstrukcja jest fałszywa, ale operacyjnie użyteczna. Pozwala przenosić gniew związany z historyczną zbrodnią na ocenę dzisiejszej Ukrainy, osłabiać akceptację społeczną dla wsparcia Kijowa i wzmacniać przekaz o rzekomej sprzeczności między polską pamięcią historyczną a polskim interesem bezpieczeństwa. Kampania ma także wymiar zewnętrzny. Rosja kieruje podobne przekazy nie tylko do odbiorców w Polsce i Ukrainie, lecz również do państw trzecich, w tym do opinii publicznej Globalnego Południa. W tym ujęciu Wołyń służy budowaniu obrazu Polski i Ukrainy jako państw obciążonych nierozwiązanym konfliktem historycznym, niezdolnych do trwałej współpracy i moralnie niewiarygodnych jako partnerzy Zachodu. To element szerszej narracji Kremla, zgodnie z którą zachodni system sojuszy jest oparty jest na hipokryzji i selektywnej pamięci, przez co jest wewnętrznie sprzeczny.
Najważniejszy wniosek dla odbiorcy sprowadza się do tego, że prawda o zbrodni wołyńskiej i odpowiedzialności Klaczkiwskiego nie znosi operacyjnego charakteru obecnej publikacji FSB. Rosja wykorzystuje realną traumę, autentyczne ofiary i rzeczywiste spory historyczne jako narzędzie bieżącej wojny informacyjnej. Ten materiał trzeba więc oceniać równolegle w porządku historycznym i operacyjnym. W pierwszym konieczne jest rozróżnienie między faktami potwierdzonymi a dokumentami niewiarygodnymi. W drugim kluczowe pozostaje pytanie, dlaczego rosyjskie służby publikują ten materiał właśnie teraz i jaki efekt polityczny ma on wywołać.
Drugi wniosek dotyczy sposobu reakcji. Polska debata nie powinna ani unikać tematu Wołynia z obawy przed rosyjską instrumentalizacją, ani bezrefleksyjnie wzmacniać materiałów pochodzących z aparatu FSB. Oba warianty byłyby korzystne dla Kremla. Skuteczna odpowiedź wymaga równoczesnego utrzymania dwóch porządków. Pierwszym jest konsekwentne upominanie się o prawdę, ekshumacje i pamięć o ofiarach. Drugim jest zdecydowane odcinanie rosyjskich prób przejęcia tej pamięci i wykorzystania jej w działaniach wymierzonych w Polskę i Ukrainę.
Rosyjska publikacja nie porządkuje wiedzy o Wołyniu, lecz uruchamia ją w funkcji nacisku politycznego. FSB sięga po polską traumę, aby włączyć ją w bieżącą operację przeciwko relacjom Polski i Ukrainy. Właśnie dlatego ten materiał trzeba traktować nie jako neutralny gest archiwalny, lecz jako próbę przejęcia kontroli nad pamięcią i wykorzystania jej przeciwko interesom obu państw.
Autor: Dyżurny ZBPI















