
Madryt. Ulica, jakich wiele w stolicy Hiszpanii. Jednak to tutaj, za eleganckim szyldem „Boye Abogados”, krzyżują się ścieżki Edwarda Snowdena, oficera GRU Pawła Rubcowa i ściganego za zdradę stanu Anatolija Szarija. Co łączy najsłynniejszego demaskatora NSA z ludźmi realizującymi agresywne interesy Kremla? Wspólny mianownik to Gonzalo Boye. Człowiek, który stworzył system pozwalający wrogom Zachodu wykorzystywać jego własne wartości jako broń.
Na pierwszy rzut oka to tylko kancelaria prawna. Ale analiza dokumentów, powiązań i dat, do których dotarliśmy, ukazuje inny obraz. To centrum operacyjne, w którym prawo zamienia się w politykę, a oskarżenia o szpiegostwo i dywersję rozpływają się w narracji o „prześladowaniach za poglądy”. Boye nie jest zwykłym adwokatem. To architekt parasola ochronnego, pod którym schronienie w Europie znajdują ludzie realizujący interesy Moskwy.
Rewolucjonista w todze
Aby zrozumieć ten mechanizm, trzeba spojrzeć na człowieka, który pociąga za sznurki. Gonzalo Boye to postać jak z filmowego scenariusza, choć to kino akcji, a nie dramat sądowy. Urodzony w Chile w 1965 roku, dorastał w cieniu dyktatury Pinocheta. Już wtedy wybrał radykalizm. Akta służb łączą go z Rewolucyjnym Ruchem Lewicy (MIR). Kiedy na początku lat 90. przybył do Europy, nie szukał spokoju. W 1992 roku hiszpańska policja aresztowała go pod zarzutem współudziału w porwaniach dokonywanych przez baskijską ETA. Wówczas więzienie stało się jego uniwersytetem. Tam zdobył dyplom prawnika i tam narodziła się jego nowa tożsamość: obrońcy „wyklętych”.
Przez lata Boye budował legendę prawnika walczącego z systemem. Próbował postawić przed sądem urzędników z administracji George’a W. Busha za Guantánamo, bronił Edwarda Snowdena, a w końcu stał się twarzą prawnej batalii katalońskich separatystów, w tym Carlesa Puigdemonta. Skutecznie blokując ich ekstradycje, udowodnił jedno: potrafi paraliżować wymiar sprawiedliwości, zamieniając sale sądowe w trybuny polityczne.
Klient z cienia GRU
W pewnym momencie w portfolio Boye zaczęli pojawiać się klienci innego rodzaju. Nie separatyści, nie ideowi aktywiści, ale ludzie, których działalność wpisywała się wprost w agresywne operacje Kremla.
W lutym 2022 roku w Polsce zatrzymano Pablo Gonzáleza. Dla opinii publicznej był to hiszpański freelancer i korespondent wojenny i współpracownik znanych mediów, takich jak La Sexta, Público czy Gara. Jednak pod tą medialną powłoką krył się Paweł Rubcow, oficer rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Gdy służby przerwały jego misję, do gry natychmiast wszedł Gonzalo Boye. Dziś widać wyraźnie, że adwokat nie bronił w tej sprawie zwykłego reportera, lecz chronił mistrzowsko zakonspirowanego „nielegała”, który przez lata budował swoją wiarygodność przy użyciu rozbudowanej infrastruktury.
Rubcow stworzył portal Eulixe, który służył jako jego centrum operacyjne. Co więcej, zdołał nawiązać oficjalną współpracę z hiszpańskim Centrum Badań nad Nienawiścią i Dezinformacją „Al Descubierto”, zajmującym się… walką z mową nienawiści i dezinformacją. To szczyt cynizmu rosyjskiego wywiadu: oficer GRU przeniknął do struktur, które miały chronić Europę przed takimi jak on. Razem ze swoimi współpracownikami, m.in. Juanem Teixeirą, jeździł do Donbasu, produkując materiały o „szarej strefie”, które pod płaszczykiem humanitaryzmu przemycały rosyjską narrację. Boye, broniąc go, bronił więc precyzyjnie skonstruowanego narzędzia wpływu.
Mimo tych faktów, Boye uruchomił sprawdzony scenariusz. Wykorzystując „dziennikarską” legendę zbudowaną wokół portalu Eulixe, w mediach i na salonach dyplomatycznych przedstawiał aresztowanie szpiega jako atak na wolność słowa. Jego działania były tak skuteczne, że w obronę Rubcowa zaangażowały się międzynarodowe organizacje branżowe, nieświadome, że bronią agenta. Finał tej historii dopisał sam Władimir Putin, witając Rubcowa na płycie lotniska w Moskwie po wymianie więźniów, a tym samym ostatecznie potwierdzając, kim naprawdę był klient madryckiego mecenasa.
Wiedeński łącznik
Jeszcze bardziej niepokojący jest przypadek Anatolija Szarija, prorosyjskiego blogera oskarżanego na Ukrainie o zdradę stanu. Szarij nie jest jednak tylko publicystą; to twórca masowej sieci medialnej działającej na platformach takich jak YouTube (@SuperSharij) i Telegram, która ma ogromne zasięgi w Europie, zwłaszcza w Ukrainie i Hiszpanii. W ramach tej działalności założył też partię polityczną Partia Szarija, której aktywność została ostatecznie zdelegalizowana przez ukraiński sąd w czerwcu 2022 roku. Jego infrastruktura, wspierana kosztownymi kampaniami reklamowymi (na Facebooku szacowanymi na kwoty do 70 000 USD), służyła do prowadzenia spójnych kampanii narracyjnych zgodnych z linią Kremla. Kiedy ten kluczowy dla rosyjskiego wpływu aktyw został zatrzymany w Hiszpanii, Gonzalo Boye natychmiast podjął się jego obrony. Nasze śledztwo potwierdziło jednak, że ich relacja nie była wynikiem nagłej, ratunkowej improwizacji, lecz elementem długofalowej, precyzyjnie przygotowanej strategii.
Ślady tej strategii prowadzą do Wiednia, miasta, które od lat zimnej wojny pozostaje stolicą szpiegowskich intryg. Rezyduje tam Konstantin Bondarenko, politolog i kluczowy partner biznesowy Szarija. Dokumenty, do których dotarliśmy, ujawniają, że panowie wspólnie prowadzili projekt edukacyjny „Yasharu”, platformę łączącą zasięgi medialne Szarija z treściami produkowanymi przez wiedeńskie zaplecze Bondarenki, sformalizowane między innymi w organizacji Ante Meridiem.
W tym układzie Gonzalo Boye działał dokładnie pośrodku. Już w 2021 roku, na długo przed zatrzymaniem Szarija, adwokat był gościem webinarów organizowanych przez austriacki think-tank ICEUR-Vienna, w których aktywny udział brał Bondarenko. Co ciekawe, tematem wystąpień Boye była koncepcja „lawfare”, czyli wykorzystywania prawa jako broni w konfliktach politycznych.
Jest to kluczowy moment śledztwa. Sugeruje on, że „parasol ochronny” nie jest usługą kupowaną pod wpływem paniki po aresztowaniu, ale strukturą budowaną z zimną krwią. Wiedeński węzeł, reprezentowany przez Bondarenkę, odpowiada za ideologię i logistykę, natomiast madrycki węzeł, czyli Boye, dostarcza technologię prawną niezbędną do paraliżowania zachodnich wymiarów sprawiedliwości. Szarij, najwyraźniej przewidując kłopoty, zadbał o ten system na miesiące przed tym, jak hiszpańska policja zapukała do drzwi jego nadmorskiej willi.
Mechanika cienia: Paraliż i Propaganda
Mechanikę działania Gonzalo Boye najpełniej można prześledzić na przykładzie sprawy oficera GRU, Pawła Rubcowa. Śledząc jego działania, dostrzegamy precyzyjny schemat, który wykracza daleko poza standardową linię obrony, ponieważ nie jest to zwykła adwokatura, lecz inżynieria chaosu prawnego i informacyjnego.
Analiza akt i chronologii wydarzeń ujawnia dwustopniowy mechanizm, który analitycy wywiadu określają mianem „parasola hybrydowego”. Po pierwsze, następuje paraliż: wejście Boye do sprawy natychmiast uruchamia lawinę wniosków formalnych, których jedynym celem jest maksymalne spowolnienie machiny sądowej, ponieważ w sprawach szpiegowskich czas zawsze gra na korzyść oskarżonego, pozwalając na zwarcie szeregów i zacieranie śladów. Po drugie, dochodzi do odwrócenia wektora. To właśnie na tym etapie geniusz Boye staje się niebezpieczny, ponieważ adwokat błyskawicznie zamienia salę sądową w trybunę polityczną. W jego narracji oficer GRU przestaje być szpiegiem, by stać się męczennikiem wolności słowa, a oskarżenie o zdradę Boye nazywa wówczas „zemstą reżimu”, natomiast dowody „polityczną fabrykacją”.
Dla rosyjskiej propagandy taki prawnik stanowi nieoceniony skarb. Propagandyści Kremla nie muszą wymyślać kłamstw od zera, wystarczy, że zacytują „znanego europejskiego obrońcę praw człowieka”. Nasze źródła wskazują, że cytaty z Boye pojawiały się w rosyjskich mediach państwowych średnio kilka godzin po jego konferencjach prasowych w Madrycie. Jest to symbioza doskonała: Boye otrzymuje rozgłos, a Kreml zyskuje wiarygodność dla swoich tez.
Dlaczego Madryt?
Dlaczego to właśnie Hiszpania stała się laboratorium tej operacji? Odpowiedź leży w pęknięciach hiszpańskiego społeczeństwa, które Boye potrafi mistrzowsko wykorzystać. Hiszpania, ze swoją historyczną nieufnością do instytucji państwowych i silną polaryzacją, jest idealnym gruntem dla narracji antyestablishmentowych. Boye gra na tych emocjach jak wirtuoz.
W kraju, gdzie spora część opinii publicznej z podejrzliwością patrzy na NATO i USA, obrona „prześladowanych przez system” dziennikarzy (nawet jeśli są oficerami GRU) trafia na podatny grunt. Boye nie musi być rosyjskim agentem, by realizować cele Moskwy. Wystarczy, że jest sobą, radykalnym prawnikiem, który w walce z systemem nie bierze jeńców. Dla Kremla jest idealnym „użytecznym katalizatorem”. Jego obecność uwiarygadnia tezy, których rosyjscy propagandziści sami nie byliby w stanie sprzedać zachodniej opinii publicznej.
W efekcie, kancelaria w centrum Madrytu staje się punktem, w którym zachodni system prawny zostaje wykorzystany przeciwko samemu sobie.
Prawo, propaganda i brudne pieniądze
Wizerunek Boye jako ideowego obrońcy praw człowieka pęka jednak w zderzeniu z twardymi danymi finansowymi. W 2021 roku hiszpańska prokuratura postawiła mu zarzuty prania brudnych pieniędzy i fałszowania dokumentów w głośnym procesie galicyjskiego narkobarona Sito Miñanco. Śledczy dowodzą, że adwokat pomagał w legalizacji zysków z przemytu narkotyków, tworząc skomplikowaną architekturę spółek fasadowych.
To właśnie ta kompetencja, umiejętność poruszania się w szarej strefie finansów, wydaje się kluczem do zrozumienia jego relacji z ludźmi Kremla. Klienci Boye, przedstawiani w sądach jako biedni dysydenci, w rzeczywistości obracają kapitałem, którego źródła prowadzą wprost do Moskwy. Najlepszym dowodem są finanse Anatolija Szarija. Podczas gdy Boye przekonywał hiszpański sąd o politycznym tle prześladowań swojego klienta, OSINT-owa analiza majątku blogera ujawniała zupełnie inny obraz. Szarij, rzekomy uciekinier, jest właścicielem luksusowej willi w Katalonii o wartości szacowanej na milion euro. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.
Przeanalizowaliśmy ślady przepływów finansowych, które rzucają nowe światło na tę „obronę”. Z dokumentów wynika, że na konta powiązane z otoczeniem Szarija trafiały przelewy z rosyjskiego oddziału Raiffeisen Banku w Moskwie, a ich łączna suma, o której mówią źródła, to nawet 670 000 euro. Jeszcze bardziej wymowna jest transakcja w kryptowalutach z 22 lutego 2022 roku. Na dwa dni przed rosyjską inwazją na Ukrainę, portfel powiązany z tą siecią został zasilony kwotą 600 000 dolarów w Bitcoinie.
Czy to przypadek, że człowiek oskarżany o pranie pieniędzy dla mafii narkotykowej, bierze pod swoje skrzydła ludzi zasilanych gotówką z Rosji tuż przed wybuchem pełnoskalowej wojny? Boye stworzył kancelarię, która funkcjonuje na styku tych dwóch światów. Dla Sito Miñanco prał narkodolary, dla rosyjskich aktywów pierze reputację, a wszystko to odbywa się w cieniu luksusowych nieruchomości i anonimowych transferów blockchainowych. W tym układzie „parasol ochronny” to nie tylko metafora prawna, ale realna infrastruktura, która pozwala brudnym pieniądzom i wrogiej propagandzie bezpiecznie krążyć w europejskim krwiobiegu.
Parasol, który przecieka
Historia Gonzalo Boye to coś więcej niż sądowy thriller. To instrukcja obsługi. Pokazuje ona czarno na białym, jak w sercu Europy, w kraju członkowskim NATO, funkcjonuje hub logistyczno-prawny dla przeciwników Sojuszu. Kancelaria przy madryckiej ulicy nie jest zwykłym biurem adwokackim, to kluczowy węzeł sieci, która łączy wiedeńskie zaplecze ideologiczne Bondarenki, moskiewskie pieniądze i agenturę GRU.
To, co odkryliśmy, to dowód na skuteczność rosyjskiej doktryny „lawfare”, wykorzystywania prawa jako broni. Boye, wykładając tę strategię na austriackich seminariach, nie teoretyzował. On ją wdrażał. Stworzył system, w którym zachodnie wartości, takie jak domniemanie niewinności, prawo do obrony czy wolność słowa zostały zamienione w tarcze dla ludzi, którzy te wartości chcą zniszczyć. Gdy na konta powiązane z jego klientami wpływają setki tysięcy euro z Rosji, a „niezależni dziennikarze” okazują się oficerami rosyjskiego wywiadu, staje się jasne, że nie mamy do czynienia z wymiarem sprawiedliwości, lecz z operacją specjalną. Madryt stał się poligonem doświadczalnym. Jeśli ten model nie zostanie rozbity, wkrótce zobaczymy jego kopie w innych stolicach Europy.
Bilans tej operacji jest dla Zachodu bolesny. Paweł Rubcow wrócił do Moskwy, witany z honorami należnymi bohaterom tajnych służb. Anatolij Szarij wciąż cieszy się słońcem w swojej katalońskiej willi, bezpieczny za murem procedur, które pomógł wznieść jego prawnik. A Gonzalo Boye? Nadal przyjmuje klientów, udowadniając każdego dnia, że w nowoczesnej wojnie hybrydowej paragrafy bywają skuteczniejsze od czołgów, a dobrze opłacony prawnik jest wart więcej niż dywizja wojska.
Autor: Wojciech Pokora – redaktor naczelny Disinfo Digest
Współpraca: Małgorzata Sanecka Olszewska – szef zespołu OSINT INFO OPS Polska
Publikacja powstała w ramach projektu MUGA – moduł II („Śledztwa cyfrowe i analiza operacji wpływu na rzecz bezpieczeństwa środowiska informacyjnego społeczeństw Mołdawii, Ukrainy, Gruzji i Armenii”). Projekt jest realizowany przez Fundację INFO OPS Polska oraz DFRLab (Atlantic Council).
Raport: Badanie środowiska informacyjnego Ukrainy – Fundacja INFO OPS POLSKA
Działania finansowane są z budżetu państwa w ramach konkursu Ministra Spraw Zagranicznych RP „Dyplomacja publiczna 2024–2025 – wymiar europejski i przeciwdziałanie dezinformacji”.










![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)





