
Na kanale YouTube białoruskiej agencji BELTA ukazał się materiał, w którym Andriej Bogodel, zastępca kierownika wydziału Sztabu Generalnego Akademii Wojskowej Białorusi, przedstawił serię tez wpisujących się w znaną linię propagandy rosyjsko-białoruskiej. Wypowiedź ta nie tylko demonizuje NATO i Zachód, lecz także kreuje wizerunek Rosji jako państwa atakowanego, walczącego samotnie z „globalnym spiskiem”. Analiza tego wystąpienia pozwala zrozumieć, w jaki sposób Kreml i jego sojusznicy kształtują fałszywy obraz wojny w Ukrainie jako sprowokowanej przez Zachód.
W ostatnich miesiącach rosyjska i białoruska przestrzeń informacyjna coraz intensywniej wypełniana jest narracjami, które przedstawiają wojnę w Ukrainie nie jako efekt rosyjskiej agresji, lecz jako konflikt sprowokowany przez Zachód. Wystąpienie Andrieja Bogodela, przedstawione przez białoruską agencję BELTA, stanowi podręcznikowy przykład takiego przekazu. Jego słowa powielają kluczowe elementy kremlowskiej propagandy: demonizują NATO, przypisują Zachodowi plan zniszczenia Rosji, a także przedstawiają Moskwę jako stronę broniącą się przed „globalnym spiskiem”.
Na Białorusi przekaz ten służy uzasadnianiu ścisłego sojuszu z Rosją oraz utrzymaniu społeczeństwa w poczuciu zagrożenia, które ma legitymizować autorytarne rządy i politykę militaryzacji reżimu Łukaszenki. W Rosji podobne narracje od lat cementują poparcie dla Kremla, wzmacniają retorykę „oblężonej twierdzy” oraz usprawiedliwiają przedłużającą się wojnę. W obu państwach propaganda buduje spójny obraz: Rosja i Białoruś to ofiary agresywnego NATO, walczące o przetrwanie w obliczu globalnej konfrontacji.
Bogodel wielokrotnie powtarzał tezę, że wojna w Ukrainie nie jest konfliktem rosyjsko-ukraińskim, lecz starciem Rosji z całym Zachodem. Ukraina, w tej narracji, zostaje zdegradowana do roli marionetki w rękach Stanów Zjednoczonych i NATO, pozbawionej samodzielnej woli politycznej.
„Przeciwko Rosji toczy wojnę zastępczą pięćdziesiąt do sześćdziesięciu państw, które mają możliwość zadawania ciosów w głąb terytorium Federacji Rosyjskiej” – podkreślał Bogodel.
Ta narracja wykorzystuje archetyp „oblężonej twierdzy”, który od dekad funkcjonuje w rosyjskiej kulturze strategicznej i propagandzie. Zakłada on, że Rosja jest otoczona przez wrogów, którzy dążą do jej zniszczenia, a jedyną drogą do przetrwania jest mobilizacja wszystkich zasobów oraz bezwarunkowe wsparcie dla władzy.
W retoryce Bogodela pojawia się również odwracanie ról agresora i ofiary – Rosja, która rozpoczęła inwazję na Ukrainę, przedstawiana jest jako podmiot zaatakowany przez Zachód. To klasyczny mechanizm manipulacji: agresja zostaje usprawiedliwiona jako akt obronny, a winę za eskalację konfliktu przerzuca się na przeciwnika.
Propaganda oparta na micie „oblężonej twierdzy” ma silny komponent psychologiczny – wywołuje strach przed zewnętrznym wrogiem, scala społeczeństwo i ogranicza krytykę władzy. Tworzy również podwaliny pod poczucie moralnej wyższości, w myśl którego Rosja rzekomo broni się przed „globalnym spiskiem”. Tego rodzaju przekaz legitymizuje wszelkie działania, w tym brutalne środki wojenne, a także służy budowaniu obrazu wroga totalnego. Umożliwia on przedstawianie NATO jako monolitu działającego w sposób skoordynowany przeciwko Rosji, co stanowi uproszczenie i manipulację.
Narracja ta stanowi fundament rosyjskiej strategii informacyjnej. Dzięki niej Kreml może zarówno mobilizować własne społeczeństwo, jak i przedstawiać Zachód jako agresora, przygotowując grunt pod dalszą eskalację konfliktu.
W wystąpieniu Andrieja Bogodela szczególnie wybrzmiewa wątek tak zwanej „strategii wyniszczenia”, którą, według niego, Zachód miałby realizować wobec Rosji. Przekaz ten został skonstruowany w sposób budzący grozę: konflikt w Ukrainie nie jest ukazywany jako konsekwencja rosyjskiej agresji, lecz jako część szeroko zakrojonego planu NATO i Stanów Zjednoczonych, mającego na celu stopniowe osłabienie Federacji Rosyjskiej na wszystkich poziomach – militarnym, gospodarczym i psychologicznym.
„Przedłużanie konfliktu zbrojnego z Ukrainą jest strategią wyniszczenia” – podkreślił Bogodel, sugerując, że przeciągający się charakter działań wojennych nie wynika z błędów Rosji, lecz z celowego, zaplanowanego działania Zachodu.
Propaganda wykorzystuje w tym przypadku mechanizm projekcji, czyli przypisuje przeciwnikowi własne działania. To Rosja rozpoczęła wojnę, stosując brutalne metody wyniszczające wobec Ukrainy, jednak w retoryce Bogodela to Zachód jawi się jako agresor, który „cynicznie przedłuża konflikt”, aby wykrwawić Rosję. Tego rodzaju przedstawienie sytuacji pozwala usprawiedliwiać rosyjskie zbrodnie oraz porażki, przerzucając odpowiedzialność na zewnętrznego wroga.
Cel propagandowy
Narracja o „strategii wyniszczenia” spełnia kilka kluczowych funkcji:
Po pierwsze, służy przerzuceniu winy za eskalację. Odpowiedzialność za przedłużanie wojny zostaje zrzucona na Zachód, który rzekomo manipuluje Ukrainą i uniemożliwia zakończenie konfliktu.
Po drugie, umożliwia mobilizację społeczeństwa wokół władz. Skoro Rosja ma rzekomo walczyć o przetrwanie w obliczu planu jej zniszczenia, obywatele są zobowiązani do wspierania Kremla, niezależnie od ponoszonych kosztów.
Po trzecie, zapewnia legitymizację dla eskalacji działań wojennych. Przedstawiając Zachód jako stronę prowadzącą wojnę totalną, propaganda uzasadnia wszelkie środki, jakie Rosja może zastosować w odpowiedzi.
Taktyka psychologiczna: straszenie i wzbudzanie gniewu
Bogodel nie tylko straszy wizją długotrwałej wojny, lecz także buduje emocjonalne poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. W jego narracji Rosja staje się celem „globalnego spisku”, co ma wzbudzić w społeczeństwie gniew wobec Zachodu oraz lojalność wobec państwa. Jednocześnie pojawia się sugestia, że Zachód stosuje tę samą taktykę, którą rzekomo wykorzystywał wcześniej wobec innych państw, co wpisuje się w propagandowy obraz NATO jako struktury agresywnej i historycznie wrogiej Rosji.
„Cyfrowe NATO” i wizja globalnego ataku – eskalowanie strachu w przekazie propagandowym
W wypowiedzi Andrieja Bogodela pojawia się także szczególny element, koncepcja „cyfrowego NATO”. Pojęcie to nie funkcjonuje w żadnym oficjalnym dyskursie Zachodu, lecz jest wytworem propagandowym, mającym wzbudzać poczucie, że NATO rozwija nowe, nieznane formy agresji, wykraczające poza tradycyjne pole walki. W narracji białoruskiego oficera sojusz atlantycki nie tylko wspiera Ukrainę, lecz także przygotowuje się do przeprowadzenia „globalnego, rozbrajającego uderzenia strategicznego bez użycia broni jądrowej”.
„Ci, którzy realizują tę strategię wyniszczenia, tworzą cyfrowe NATO, formują siły lądowe i przygotowują wojska do zadania globalnego, rozbrajającego uderzenia strategicznego bez użycia broni jądrowej” – ostrzegł Bogodel.
Co oznacza termin „cyfrowe NATO” w propagandzie?
Użycie tego określenia ma kilka funkcji. Zachód przedstawiany jest nie tylko jako militarny przeciwnik, lecz także jako siła dominująca w sferze cybernetycznej i technologicznej, zdolna do przeprowadzenia ataków w każdej chwili. Narracja ta ma na celu stworzenie obrazu nieznanego, nieuchwytnego wroga. „Cyfrowe NATO” brzmi jak tajemnicza, zaawansowana technologicznie struktura, której działania są trudne do przewidzenia i przed którą trudno się bronić. W oczywisty sposób ta retoryka ma zwiększać poczucie zagrożenia egzystencjalnego. Przekaz sugeruje, że Rosja stoi w obliczu nowej, globalnej konfrontacji, do której Zachód przygotowuje się w sposób skryty i podstępny.
Przekaz o „cyfrowym NATO” ma za zadanie „zdemaskować” Sojusz Północnoatlantycki jako agresora w oczach rosyjskiego i białoruskiego społeczeństwa. Nie jest to już sojusz o charakterze defensywnym, lecz organizacja, która rzekomo planuje uderzenie wyprzedzające na Rosję. Dzięki temu władze w Moskwie i Mińsku mogą przedstawiać swoje działania militarne, w tym zbrojenia, cyberoperacje oraz agresywną retorykę, jako konieczną odpowiedź na rosnące zagrożenie.
„Rosja prowadzi wojnę tylko przeciw Ukrainie, a Zachód przeciw Rosji” – narracja o moralnej wyższości
Kolejnym filarem wypowiedzi Bogodela jest przedstawienie Rosji jako państwa „powściągliwego”, które ogranicza swoje działania wojenne wyłącznie do terytorium Ukrainy. W tym kontekście podkreśla on, że Rosja rzekomo przestrzega zasad prowadzenia wojny, podczas gdy Zachód, wspierając Ukrainę, miałby prowadzić działania o znacznie szerszym zasięgu, obejmujące między innymi uderzenia w głąb Federacji Rosyjskiej. Bogodel wskazuje na rosnącą liczbę ataków dronów oraz incydenty sabotażu jako dowód na eskalację działań prowadzonych przez „pięćdziesiąt do sześćdziesięciu krajów” przeciwko Moskwie.
„Nikt nie spodziewał się, że uderzenia będą wymierzone w terytorium Rosji. A dziś na jej terytorium wlatuje nawet do stu dronów dziennie, przeprowadzane są zakrojone na szeroką skalę akty terrorystyczne, w tym na obiektach triady nuklearnej” – twierdził.
Cel propagandowy
Przekaz ten służy jednocześnie kilku celom dezinformacyjnym:
Po pierwsze, ma na celu ukazanie Rosji jako strony moralnie wyższej. W narracji Bogodela Moskwa nie przekracza granic, prowadząc wojnę „jedynie” na terytorium Ukrainy, co ma ją wyróżniać na tle Zachodu, przedstawianego jako agresora atakującego rosyjskie terytorium.
Po drugie, służy przerzuceniu odpowiedzialności za eskalację. Ataki dronów oraz działania sabotażowe mają świadczyć o tym, że to Zachód eskaluje konflikt, zmuszając Rosję do reakcji.
Po trzecie, przekaz ten wspiera legitymizację rosyjskich działań wojennych. Skoro Rosja rzekomo zachowuje „powściągliwość”, jej działania jawią się jako uzasadniona odpowiedź, a nie akt agresji.
Technika propagandowa: fałszywe równoważenie
W tej fałszywej narracji obie strony konfliktu przedstawiane są jako równie odpowiedzialne za eskalację, przy jednoczesnym przypisywaniu sobie, to jest Rosji i Białorusi, roli „bardziej cywilizowanej” i „sprawiedliwej”. W rzeczywistości to Rosja prowadzi zmasowane ataki na ukraińską infrastrukturę cywilną, jednak propaganda całkowicie pomija ten fakt, koncentrując się wyłącznie na pojedynczych incydentach na własnym terytorium.
„Chiny nie pozwolą na porażkę Rosji” – budowanie mitu potężnego sojusznika
W końcowej części swojego wystąpienia Bogodel odwołuje się do geopolitycznego argumentu, cytując rzekome stanowisko Chin, które miały zapewnić, że „nie dopuszczą do porażki Rosji”. Wypowiedź ta ma znaczenie symboliczne. Jej celem jest przekonanie odbiorców, że Rosja nie stoi samotnie w obliczu globalnej presji, lecz przeciwnie, znajduje się w obozie rosnącej potęgi, zdolnej do przeciwstawienia się NATO.
„Wszyscy z entuzjazmem przyjęli słowa ministra spraw zagranicznych Chin, Wang Yi, który w rozmowie z europejskimi kolegami powiedział, że Chiny nie dopuszczą do porażki Rosji” – mówił Bogodel.
Powyższy przekaz wzmacnia wśród rosyjskiego i białoruskiego społeczeństwa poczucie bezpieczeństwa oraz przekonanie, że Zachód nie jest w stanie wygrać. Jednocześnie wywołuje wrażenie, że Rosja jest częścią szerszej, globalnej koalicji państw sprzeciwiających się dominacji Zachodu, co legitymizuje jej działania i izoluje Sojusz Północnoatlantycki jako rzekomego „agresora”.
Obie narracje, zarówno dotyczące rosyjskiej „powściągliwości” oraz wsparcia ze strony Chin, uzupełniają się wzajemnie, tworząc fałszywy obraz Rosji jako państwa moralnego, ofiarnego i dobrze przygotowanego do długiej konfrontacji, podczas gdy Zachód przedstawiany jest jako agresywny, nieetyczny oraz pozbawiony wsparcia reszty świata.
Analiza wypowiedzi Bogodela pokazuje, w jaki sposób rosyjsko-białoruska propaganda wykorzystuje emocje, strach i poczucie krzywdy do kształtowania opinii publicznej. Narracje o „strategii wyniszczenia”, „cyfrowym NATO”, moralnej wyższości Rosji czy wsparciu Chin stanowią elementy jednej układanki, której celem jest przerzucenie winy za wojnę na Zachód, demonizacja NATO oraz utrwalenie przekonania, że Rosja nie może przegrać.
W białoruskich mediach takie narracje dodatkowo wspierają politykę Aleksandra Łukaszenki, który wykorzystuje retorykę zagrożenia w celu usprawiedliwienia rosnącej zależności od Moskwy. W rosyjskiej przestrzeni informacyjnej pełnią one funkcję psychologicznego paliwa dla społeczeństwa. Konsolidują opinię publiczną wokół władz i wzmacniają przekonanie, że walka z Zachodem toczy się w istocie jako „wojna o przetrwanie”. Propaganda w obu państwach nie tylko fałszuje obraz wojny w Ukrainie, lecz także przygotowuje grunt pod dalszą eskalację konfliktu oraz utrwalenie autorytarnych reżimów w Moskwie i Mińsku.
Autor: Tadeusz Kania – redakcja Disinfo Digest









![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)





