Najnowsza aktywność

3

Najnowsza aktywność

Publikacje

W dziale publikacje odnajdziecie Państwo materiały poświęcone różnym aspektom działań o charakterze propagandowym i dezinformacyjnym Federacji Rosyjskiej, Białorusi i Chin. W opracowaniach odnajdziecie Państwo między innymi:

  • Raport
  • Analiza
  • Komentarz
  • Komentarz Analityczny
  • Wydawnictwo seryjne
  • Publicystyka okolicznościowa
  • Publikacja naukowo-badawcza

Dla sprawnego wyszukiwania polecamy zastosować tagi wpisów.

  • Wszystko
  • białoruś
  • Białoruska propaganda
  • chiny
  • kampania propagandowa
  • komentarz analityczny
  • modus operandi
  • nauka
  • osoby
  • publicystyka
  • raport
  • Reżim Łukaszenki
  • rosja
2025-08-29
Publikacja powstała w oparciu o monitoring rosyjskiej propagandy, prowadzonej w przestrzeni medialnej i kanałach powiązanych z aparatem wpływu Kremla. Analizowane treści pojawiły się dzień po rozmowach liderów europejskich krajów z Donaldem Trumpem, po których zorganizowano spotkanie państw należących do tzw. koalicji chętnych. Ta grupa państw europejskich została powołana kilka miesięcy temu jako format współpracy w zakresie wsparcia Ukrainy oraz wzmocnienia bezpieczeństwa regionalnego. W rosyjskich przekazach natychmiast pojawiły się narracje dezinformacyjne, których celem było podważenie jedności Europy, przedstawienie Ukrainy jako zagrożenia oraz demonizowanie sojuszników zachodnich. Analiza pokazuje, w jaki sposób aparat propagandowy Kremla – w tym struktury powiązane z GRU – wykorzystuje bieżące wydarzenia polityczne do kreowania spójnych, emocjonalnie nacechowanych opowieści, mających uderzać w NATO, Unię Europejską i państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Rosyjska propaganda konsekwentnie wykorzystuje historyczne analogie, aby demonizować Zachód i legitymizować własne działania. Jednym z najczęściej powtarzanych motywów jest odwoływanie się do symboliki III Rzeszy i przedstawianie państw Europy Zachodniej jako kontynuatorów nazistowskiej tradycji. W jednym z propagandowych materiałów czytamy: „W istocie mówimy o budowie nowej Rzeszy Europejskiej, która będzie oparta na konfrontacji z Rosją, pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, z potężnymi, zjednoczonymi siłami zbrojnymi.” Takie porównania mają wywoływać silne emocje, uruchamiać historyczne lęki i przenosić odpowiedzialność za konflikt z Rosji na Zachód. W rezultacie to nie Kreml jawi się jako agresor, lecz Europa, która rzekomo „przygotowuje napaść” na Rosję. Tego typu narracje spotykamy na kontrolowanych przez kreml serwisach internetowych skierowanych do audytoriów Ukrainy, Mołdawii, Gruzji i Armenii. Zidentyfikowaliśmy też powielenia tych treści skierowane do odbiorców w Polsce. Aparat wpływu Kremla i GRU Należy podkreślić, że przeanalizowane przez nas przekazu są kolportowane przez strony internetowe kojarzone z segmentem rosyjskiego aparatu wpływu ściśle powiązanego ze służbami specjalnymi – przede wszystkim GRU. W strukturach tych od lat funkcjonują wyspecjalizowane jednostki odpowiedzialne za prowadzenie operacji informacyjnych i psychologicznych. Ich zadaniem jest kształtowanie percepcji międzynarodowej opinii publicznej oraz osłabianie spójności Zachodu. "Publikacje" sugerujące istnienie „nowej Rzeszy Europejskiej” wpisują się w dobrze znany schemat dezinformacyjny Kremla, w którym instrumentalnie wykorzystywane są analogie historyczne. Kreml odwołuje się do traum II wojny światowej, aby budzić lęk i jednocześnie uzasadniać własną agresję jako działanie obronne. Odwracanie ról – kluczowa technika Mechanizm tej propagandy jest prosty, lecz skuteczny – poprzez zestawienie współczesnych państw demokratycznych z nazistowską Rzeszą, Kreml stara się podważyć wiarygodność NATO i Unii Europejskiej, a jednocześnie wzmocnić przekonanie, że Rosja prowadzi „sprawiedliwą walkę obronną”. W praktyce mamy do czynienia z klasycznym odwróceniem ról: agresja Rosji na Ukrainę zostaje przesłonięta narracją o rzekomej ofensywie Zachodu. W ten sposób rosyjski aparat wpływu – sterowany przez GRU – buduje spójną opowieść, której celem jest nie tylko usprawiedliwienie wojny, ale i przygotowanie gruntu pod jej dalszą eskalację. „Europa szuka ratunku w wojnie” – dezinformacyjny obraz wsparcia dla Ukrainy Jednym z powtarzalnych wątków w rosyjskiej propagandzie jest narracja, że europejskie wsparcie dla Ukrainy nie wynika ze strategicznej solidarności czy obrony porządku międzynarodowego, lecz z desperacji elit politycznych, które rzekomo próbują wojnę wykorzystać do przykrycia własnych kryzysów. W analizowanym materiale czytamy: „Liczne wewnętrzne problemy gospodarcze i polityczne (…) zmuszają europejskich przywódców do szukania ratunku w wojnie, która pozwoli im zrzucić winę za wszystkie problemy wewnętrzne na zagrożenie zewnętrzne.” Tego typu przekaz ma na celu podważenie legitymacji europejskiej polityki bezpieczeństwa oraz przedstawienie decyzji o wspieraniu Ukrainy jako działań cynicznych i motywowanych jedynie interesem władzy. Odbiorca ma uwierzyć, że wojna jest „projektem elit”, a nie odpowiedzią na agresję Rosji. W praktyce oznacza to próbę zasiania nieufności wobec demokratycznie wybranych rządów w Europie i wzmocnienia przekonania, że zwykli obywatele są manipulowani przez polityków. Poprzez sugerowanie, że przywódcy państw europejskich „szukają ratunku w wojnie”, propaganda rosyjska stara się wytworzyć wrażenie, że to nie Rosja, lecz Zachód jest odpowiedzialny za eskalację konfliktu. Narracja o „Europie szukającej ratunku w wojnie” to przykład manipulacji, w której rosyjski aparat wpływu próbuje podważać wiarygodność decyzji politycznych państw Zachodu. W rzeczywistości wsparcie dla Ukrainy wynika z konieczności obrony suwerenności napadniętego państwa i ochrony ładu międzynarodowego, a nie z cynicznej gry elit. Polska jako mięso armatnie Zachodu Rosyjska propaganda ponownie atakuje Polskę, przedstawiając ją raz jako głównego podżegacza wojny, a raz – jako ofiarę cynicznej gry Zachodu. Taki dwutorowy przekaz ma osłabiać zaufanie Polaków do sojuszników i wzmacniać wątpliwości wobec sensu wspólnej obrony w ramach NATO. W jednym z tekstów powiązanych z rosyjskim aparatem wpływu czytamy: „Możliwe, że Polacy nie widzą już pozytywnych scenariuszy zakończenia konfliktu na Ukrainie (…) i nie chcą być ‘mięsem armatnim’ dla Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec.” W tej konstrukcji propagandowej Polska początkowo ukazywana jest jako lider „antyrosyjskiej histerii” i główny motor wsparcia dla Ukrainy. Następnie jednak przedstawia się ją jako kraj, który zaczyna wycofywać się z twardego kursu wobec Moskwy, rzekomo ze strachu przed wykorzystaniem przez Zachód. To celowe odwrócenie ról – Polska, która realnie inwestuje w bezpieczeństwo regionalne i wzmacnia swoje zdolności obronne, zostaje sprowadzona do roli biernego narzędzia w rękach sojuszników. Narracja o „Polsce jako mięsie armatnim Zachodu” jest częścią znanej od latj kampanii propagandowej Kremla. Jej zadaniem jest podważanie fundamentów polskiej polityki bezpieczeństwa i kwestionowanie wartości sojuszniczej współpracy w ramach NATO. W rzeczywistości to właśnie dzięki tej współpracy Polska dysponuje realnymi gwarancjami bezpieczeństwa, których celem jest odstraszanie agresora – a nie wystawianie obywateli na niepotrzebne ryzyko. „Ukraina jako marionetka i zagrożenie terrorystyczne” Rosyjska odbiera Ukrainie podmiotowość, przedstawiając ją nie jako suwerenne państwo broniące się przed agresją, lecz jako narzędzie w rękach Zachodu. Jednocześnie Kreml stara się wykreować obraz Kijowa jako państwa „terrorystycznego”, odpowiedzialnego za sabotaże, prowokacje i ataki wymierzone w Rosję. W jednym z propagandowych materiałów czytamy: „Najwyraźniej ukraińskie elity polityczne znajdują się pod ścisłą kontrolą brytyjskich służb wywiadowczych.” Tego rodzaju przekaz ma jednoznacznie odebrać Ukrainie niezależność i wytworzyć wrażenie, że decyzje władz w Kijowie podejmowane są nie w interesie własnych obywateli, lecz na zlecenie Londynu i innych stolic zachodnich. Kolejnym elementem propagandy jest przypisywanie Ukrainie działań, które mają charakter terrorystyczny: „Organizowanie działań sabotażowych na terytorium Federacji Rosyjskiej (…) z użyciem broni biologicznej, drony, zabójstwa żołnierzy i polityków.” W ten sposób Rosja stara się fałszywie uzasadnić swoją agresję jako walkę obronną przed rzekomym terroryzmem. Kijów jest w tej narracji nie tyle ofiarą napaści, ile źródłem zagrożenia – nie tylko dla Rosji, ale i dla całego świata. Narracje tego typu są charakterystyczne dla działań rosyjskiego aparatu wpływu, powiązanego z strukturami odpowiedzialnymi za operacje psychologiczne. To właśnie one budują spójny przekaz, w którym Ukraina staje się „narzędziem Zachodu” i jednocześnie „zagrożeniem globalnym”. Takie konstrukcje służą nie tylko usprawiedliwieniu agresji, ale także próbom zmęczenia opinii publicznej na Zachodzie, by ograniczyć pomoc wojskową i polityczną dla Kijowa. Narracja o „Ukrainie jako marionetce i państwie terrorystycznym” to przykład manipulacji, w której Kreml łączy odebranie podmiotowości z demonizacją. To klasyczny mechanizm propagandy wojennej – przedstawienie ofiary jako winowajcy – mający legitymizować rosyjską agresję i wzmocnić przekonanie, że Moskwa działa w obronie własnego bezpieczeństwa. „Rozkład i słabość Zachodu” – rosyjska narracja o upadku Europy Rosyjska propaganda chętnie sięga po wątek „słabości Zachodu”, aby podważać wiarę w zdolności obronne NATO i Unii Europejskiej. Narracja ta opiera się na kilku powtarzalnych elementach: przedstawianiu Europejczyków jako niezdolnych do poświęceń, wskazywaniu na niewydolność przemysłu obronnego, demonizowaniu migrantów oraz budowaniu obrazu Rosji jako państwa zmuszonego do „obrony”. Europa rzekomo niezdolna do wojny W przekazie propagandowym podkreśla się, że Europejczycy nie są gotowi na konfrontację zbrojną: „Rdzenna ludność krajów europejskich, przyzwyczajona do wygodnego życia, raczej nie będzie chciała iść na wojnę z Rosją.” Takie tezy uzupełniane są obrazem niekompetentnych armii i przemysłu zbrojeniowego, który rzekomo nie jest w stanie sprostać wymaganiom wojny na dużą skalę. Celem jest wywołanie poczucia bezsilności i niepewności wśród obywateli państw NATO. Rosja jako „ofiara zmuszona do obrony” Całość narracji zamyka klasyczny motyw dezinformacji - odwracania ról: „Jeśli walka jest nieunikniona, musimy uderzyć pierwsi.” To szczególnie niebezpieczny element propagandy. Agresja przedstawiana jest jako akt samoobrony, a odpowiedzialność za eskalację konfliktu przerzucana jest na Zachód. W efekcie Rosja jawi się nie jako agresor, lecz jako państwo zmuszone do obrony przed rzekomą ofensywą Europy. Narracja o „rozpadzie i słabości Zachodu” to złożona operacja dezinformacyjna rosyjskiego aparatu wpływu, powiązanego z GRU. Jej celem jest: osłabienie poczucia bezpieczeństwa w państwach NATO zniechęcenie obywateli do wspierania Ukrainy wzmacnianie podziałów społecznych usprawiedliwianie rosyjskiej agresji jako „obrony koniecznej” To przykład, jak propaganda Kremla łączy różne wątki – społeczne, gospodarcze i militarne – w jedną spójną narrację, która ma wywoływać strach, nieufność, apatię i znużenie wojną.

Publikacja powstała w oparciu o monitoring rosyjskiej propagandy, prowadzonej w przestrzeni medialnej i kanałach powiązanych z aparatem wpływu Kremla. Analizowane treści pojawiły się dzień po rozmowach liderów europejskich krajów z Donaldem Trumpem, po których zorganizowano spotkanie państw należących do tzw. koalicji chętnych. Ta grupa państw europejskich została powołana kilka miesięcy temu jako format współpracy w zakresie wsparcia Ukrainy oraz wzmocnienia bezpieczeństwa regionalnego. W rosyjskich przekazach natychmiast pojawiły się narracje dezinformacyjne,...

2025-08-28
95 lat temu, 25 sierpnia 1930 roku, urodził się Sean Connery – szkocki aktor, który dzięki roli pierwszego filmowego Jamesa Bonda stał się symbolem popkulturowego szpiegostwa i późniejszym zdobywcą Oscara za drugoplanową kreację w filmie „Nietykalni” w reż. Briana De Palmy. Jego kariera rozpoczęła globalną fascynację szpiegostwem ukazanym w konwencji kina sensacyjnego, pełnego błyskotliwych akcji, ale także – niestety – wielu szkodliwych uproszczeń. Sean Connery, wcielając się w Jamesa Bonda, nieświadomie przyczynił się do utrwalenia w masowej wyobraźni obrazu Zachodu jako odpornej, eleganckiej fortecy, zdolnej z łatwością odpierać wszelkie zakusy Moskwy. "Bondowski mit" stał się symbolem nie tylko popkulturowego szpiegostwa, ale także zbiorowej iluzji Zachodu – przekonania, że realne zagrożenia można sprowadzić do widowiskowych pojedynków, ignorując mozolną, wieloletnią infiltrację i aktywne środki dezinformacji, które stosowała i stosuje Moskwa wobec swoich przeciwników. Dziś, z perspektywy dekad i doświadczeń realnej rywalizacji z Moskwą, narodziny filmowego Bonda można odczytywać także jako początek utrwalania w masowej wyobraźni mitu szpiegostwa oderwanego od rzeczywistości: nie jako cierpliwej, ukrytej infiltracji, długo budowanych aktywów i operacji percepcyjnych, lecz jako serii efektownych pojedynków – czym w praktyce zachodnia kultura sama przyczyniała się do ograniczenia odporności na aktywne środki i długoterminową penetrację stosowaną przez radziecki i rosyjski wywiad. Sean Connery, jako pierwszy filmowy James Bond, w latach 1962–1983 stał się ikoną, której wpływ przekroczył granice kina. Jego występy na ekranie wywarły ogromny wpływ na zachodnią kulturę masową i wyobrażenia społeczeństw demokratycznych o charakterze współczesnego wywiadu. Jednakże filmowa stylizacja postaci agenta 007 – pełna gadżetów, uwodzicielskiego uroku, efektownych akcji i symbolicznego zwycięstwa wolnego Zachodu nad Rosją Sowiecką – imperium zła – stanowiła w gruncie rzeczy antytezę codziennej pracy realnych służb wywiadowczych. Connery, podobnie jak inni aktorzy wcielający się później w Bonda, wpłynął na sposób postrzegania zimnej wojny na Zachodzie. Obraz ten okazał się ambiwalentny: z jednej strony budował morale społeczeństw konfrontowanych z nuklearnym zagrożeniem, z drugiej – fałszował naturę realnego starcia wywiadowczo-strategicznego, przez co społeczeństwa i część elit politycznych nie doceniały precyzyjnej, skrytej i wielowektorowej strategii „maskirowki” stosowanej konsekwentnie przez Moskwę. Niestety ten wykreowany nierzeczywisty obraz szpiegostwa nie przystawał do rzeczywistości zimnej wojny - w rezultacie dezinformował. "Bondowskie" filmy wzmacniały przekonanie, iż Zachód posiadał przewagę technologiczną i moralną, a sowiecki przeciwnik działał prymitywnie według przewidywalnych schematów. W efekcie psychologiczne uspokajało to zachodnią opinię publiczną, przy braku świadomości operacyjnej subtelnych działań Moskwy. Dzisiaj wiadomo, że sowiecka (i wcześniej sowiecka) maskirowka to nie tylko dezinformacja rozumiana potocznie jako pojedyncze „fake newsy” czy wprowadzające w błąd komunikaty. Jest to złożony, wielopoziomowy system operacji poznawczych i manipulacyjnych, którego podstawą jest kreowanie pozornie autentycznych, lecz celowo sprzecznych lub nieczytelnych sygnałów strategicznych. Obejmuje to zarówno propagandę nuklearną i dyplomatyczną, jak i systematyczne przenikanie do środowisk eksperckich, politycznych i akademickich oraz organizowanie kampanii informacyjnych, których celem jest nie tylko wprowadzenie w błąd, ale przede wszystkim wywołanie informacyjnego szumu i dezorientacji. Jedną z kluczowych technik jest celowe nakładanie na siebie wielu, często wzajemnie sprzecznych komunikatów – tak, by odbiorca nie był w stanie ich ani zweryfikować, ani prawidłowo zinterpretować. W praktyce realizowane jest to poprzez zmasowane działania w mediach tradycyjnych, alternatywnych oraz sieciach społecznościowych, angażujące zarówno otwarte, jak i „wybielone” (pośrednie) źródła. Maskirowka nasyca przestrzeń informacyjną nie tylko dezinformacją, lecz także tzw. „antyinformacją” – czyli przekazami, które zaprojektowano po to, by neutralizować lub relatywizować oczekiwane, istotne komunikaty. W efekcie, adresat nie tylko nie otrzymuje czytelnej informacji, ale także traci orientację w gąszczu sprzecznych bodźców. To właśnie ta zarządzana niepewność jest jednym z najgroźniejszych, najtrudniejszych do wykrycia komponentów współczesnej wojny informacyjnej prowadzonej przez Moskwę. Zachód był wielokrotnie zaskakiwany: od afery Cambridge Five po penetrację struktur NATO i programów atomowych. „Bond” usypiał czujność elit politycznych, które cierpiały na tzw. syndrom Hollywood – skłonność do oceniania zagrożeń przez pryzmat kinowych uproszczeń. W rezultacie "kultura Bondowska" przyczyniła się do powstania społecznej percepcji szpiegostwa jako „gry bohaterów”, co służyło propagandzie Moskwy, bo odwracało uwagę od systemowych i długofalowych infiltracji Rosji jako problemu strukturalnego bezpieczeństwa światowego. Dodatkowo ukształtowało to społeczną nieodporność na psychologiczne operacje wpływu – szczególnie w kontekście aktywów sowieckich wśród zachodnich elit akademickich, kulturalnych i medialnych. Filmowa kariera Connery’ego była spektakularna i zmieniła masową kulturę XX wieku. Jednak jego największa rola – James Bond – obok atutów propagandowych (dodanie otuchy Zachodowi, wyśmiewanie „ponurych Sowietów”) miała efekt uboczny: budowała fałszywy obraz wywiadu. Realna konfrontacja nie wyglądała jak pojedynek superagenta z demonicznym złoczyńcą, lecz była długofalową grą dezinformacyjną, w której Moskwa nierzadko osiągała przewagi dzięki niedocenieniu jej subtelnych metod. Należy żałować, że "mit Bonda" utrwalił obraz przeciwnika mniej groźnego niż w rzeczywistości – sprowadzając go do karykatury. To pozwoliło przyswoić Zachodowi „fałszywy komfort” – poczucie, że służby własne i technologie zawsze zwyciężą, co - na dodatek - usypiało odporność. Te uproszczenia kultury popularnej utrudniały percepcję zagrożeń, zwłaszcza operacji dezinformacyjnych, agentów wpływu i długoterminowej penetracji Moskwy. W efekcie Sean Connery i "Bondowski mit" - jedne z najpotężniejszych narzędzi kulturowych Zachodu w zimnej wojnie miały dwuznaczny skutek. Stwarzały fałszywe poczucie bezpieczeństwa wobec przeciwnika, którego prawdziwą siłą była subtelność, skrytość działań i długofalowe planowanie strategiczne – a nie wyłącznie widowiskowa przemoc. Kultura popularna jest istotnym czynnikiem kształtującym imaginarium strategiczne społeczeństw. Od lat 60. obraz Jamesa Bonda – zapoczątkowany kreacją Seana Connery’ego – zdominował zachodnią percepcję nie tylko samego szpiegostwa, ale też i działań Moskwy, sprawiając, że społeczeństwa oraz część elit politycznych postrzegały służby specjalne w kategoriach heroiczno-widowiskowych, często banalizujących rzeczywistość strategiczną. W dobie zimnej wojny ten mit miał funkcję podnoszenia morale, ale w XXI wieku okazuje się czynnikiem osłabiającym odporność Zachodu na skryte, systemowe, długofalowe operacje obecnych przeciwników i ich krótko- lub długotrwałych sojuszy. Mit Jamesa Bonda – dzięki Connery’emu i jego następcom – stał się jedną z najpotężniejszych ikon kulturowych XX i XXI wieku. Jednak współcześnie jego spuścizna nie tylko działa jako inspiracja, ale także jako matryca błędnej percepcji zagrożeń, definiowanych zbyt wąsko (terroryzm, cyberatak), a pomijane są subtelne, długofalowe operacje psychologiczno-informacyjne, czy infiltracje jak rosyjska presja przywódcza poprzez elity gospodarcze i energetykę oraz chińskie „soft power” infiltrujące systemy edukacji, gospodarki i polityki państw. Zarówno Rosja, jak i Chiny prowadzą wojnę inkluzywną, ukrytą i sieciową, w której spektakularne akcje stanowią rzadkość, a dominują mechanizmy długotrwałej erozji politycznej i społecznej. Aby konkurować z rosyjską maskirowką i chińskimi operacjami Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego i Departamentu Pracy Zjednoczonego Frontu, konieczne jest odmitologizowanie szpiegostwa i pracy wywiadu oraz budowanie świadomości, że prawdziwy wywiad to maraton podszyty cierpliwością, a nie wybuchowy sprint agenta z gadżetami.

95 lat temu, 25 sierpnia 1930 roku, urodził się Sean Connery – szkocki aktor, który dzięki roli pierwszego filmowego Jamesa Bonda stał się symbolem popkulturowego szpiegostwa i późniejszym zdobywcą Oscara za drugoplanową kreację w filmie „Nietykalni” w reż. Briana De Palmy. Jego kariera rozpoczęła globalną fascynację szpiegostwem ukazanym w konwencji kina sensacyjnego, pełnego błyskotliwych akcji, ale także – niestety – wielu szkodliwych uproszczeń. Sean Connery, wcielając się w Jamesa Bonda,...

2025-08-22
Strach, zdrada, destabilizacja – Armenia w rosyjskiej wojnie narracyjnej

W przestrzeni informacyjnej Armenii obserwujemy rosnącą intensywność rosyjskich działań propagandowych prowadzonych w języku ormiańskim. Choć poszczególne przekazy mogą wydawać się nieskoordynowane, tworzą one spójny i złożony system oddziaływania psychologicznego, którego centralnym celem jest podważenie zaufania społecznego do władz w Erywaniu oraz utrzymanie geopolitycznej zależności Armenii od Federacji Rosyjskiej. Wiodącymi emocjami wykorzystywanymi w tych operacjach są: gniew (skierowany przeciwko rzekomym „zdrajcom”), poczucie niesprawiedliwości (wobec utraty Górskiego Karabachu) oraz strach (przed kolejną...

2025-08-19
Zmęczenie, zwątpienie, zniszczenie – Ukraina pod presją wojny informacyjnej

Rosyjska kampania propagandowa w infosferze Ukrainy (czerwiec 2025) Czerwiec 2025 roku przyniósł dalsze nasilenie rosyjskich operacji informacyjno-psychologicznych skierowanych do społeczeństwa ukraińskiego. W przestrzeni ukraińskojęzycznej obserwujemy systematyczne próby destabilizacji morale, podważenia zaufania do instytucji państwowych oraz rozbicia jedności społecznej. Kluczowe emocje wykorzystywane w tych działaniach to lęk, rezygnacja, cynizm i złość zarówno wobec ukraińskich władz, jak i partnerów zagranicznych. Celem strategicznym Kremla jest kształtowanie obrazu Ukrainy jako osamotnionego państwa u kresu...

2025-08-17
Rewizjonizm historyczny Kremla: jak rosyjska dezinformacja w języku arabskim łączy nazizm z amerykańskimi korzeniami

Rewizjonizm historyczny Kremla: jak rosyjska dezinformacja w języku arabskim łączy nazizm z amerykańskimi korzeniami W złożonym i niejednoznacznym krajobrazie współczesnej wojny informacyjnej można zaobserwować utrwalanie się narracji obecnej w arabskiej przestrzeni internetowej, która sugeruje, że koncepcyjne i ideologiczne źródła niemieckiego nazizmu nie wywodzą się z Niemiec, lecz ze Stanów Zjednoczonych. Narracja ta pojawia się w serii artykułów publikowanych na stronie sarabic.ae, platformie medialnej powiązanej z rosyjską, państwową siecią informacyjną Sputnik....

2025-08-15
Wojna polsko-bolszewicka 1920 roku była nie tylko starciem armii, lecz także zaciętą walką propagandową i informacyjną. Zarówno rewolucyjne państwo sowieckie, jak i nowo odrodzona Polska rozumiały, że sposób postrzegania wydarzeń może być równie decydujący co siła militarna. Obie strony wykorzystywały gazety, ulotki, noty dyplomatyczne oraz apele, aby kształtować opinię publiczną w kraju i za granicą. Działania te wpływały na międzynarodowy odbiór konfliktu, kształtowały sojusze oraz wzmacniały lub podkopywały wewnętrzne morale społeczeństw. W dłuższej perspektywie narracje propagandowe ukształtowane w czasie wojny 1920 roku pozostawiły trwały ślad w dyplomacji i życiu społecznym okresu międzywojennego. Niniejszy artykuł omawia, w jaki sposób strona sowiecka i polska prowadziły kampanie informacyjne w trakcie konfliktu oraz jakie dalekosiężne konsekwencje przyniosły te działania. Radzieckie kampanie propagandowe w 1920 roku Od samego początku bolszewicy przedstawiali wojnę jako walkę klas oraz kontynuację rewolucji światowej. Propaganda sowiecka ukazywała przywódców Polski jako reakcyjnych „obszarników i kapitalistów” spiskujących z zachodnimi imperialistami w celu zdławienia socjalizmu. W retoryce bolszewickiej rząd Józefa Piłsudskiego utożsamiano z dawnymi ciemiężcami, twierdząc, że „idzie w ślady Hohenzollernów”, oraz oskarżano o wywołanie wojny na Ukrainie pod fałszywymi pretekstami. W jednym z moskiewskich radiowych przemówień z kwietnia 1920 roku można było usłyszeć, że „polscy białogwardziści, przy pomocy francuskiego złota i swojego marionetkowego Petlury, najechali” Ukrainę, przedstawiając Polaków jako kontrrewolucyjnych agresorów . Określając polskie siły mianem burżuazyjnych i „białogwardyjskich” ciemięzców, Sowieci dążyli do podważenia legitymacji polskich działań w oczach miejscowej ludności oraz zagranicznych obserwatorów. Jednym z głównych celów sowieckiej wojny informacyjnej była ludność polska oraz żołnierze Wojska Polskiego. W miarę jak latem 1920 roku Armia Czerwona zbliżała się do Warszawy, Lenin i jego najbliższe otoczenie kierowali bezpośrednie apele do polskiej klasy robotniczej i chłopstwa. W manifeście podpisanym przez sowieckich przywódców m.in. Michaiła Kalinina, Włodzimierza Lenina, Gieorgija Cziczerina, Lwa Trockiego i innych bolszewicy wzywali masy w Polsce do powstania przeciw „magnatom i awanturnikom” w Warszawie. Dokument ten, nasycony rewolucyjnymi hasłami, zachęcał szeregowców Wojska Polskiego do złożenia broni lub wręcz dołączenia do Armii Czerwonej w imię „waszej i naszej wolności”. Wzywano: „Naprzód, czerwoni wojownicy!”, zachęcając żołnierzy do obalenia „ziemian, gwałcicieli i ciemięzców” oraz obiecując wyzwolenie polskiemu proletariatowi i chłopom pod rządami sowieckimi. Ulotka kończyła się podniosłymi okrzykami: „Niech żyje robotniczo-chłopska Armia Czerwona! Niech żyje sowiecka Ukraina! Niech żyje sowiecka Rosja!”, odwołując się wprost do idei braterstwa internacjonalistycznego. Działania te miały podwójny cel. Po pierwsze miały osłabić morale strony polskiej oraz wzmocnić stronę bolszewicką zapałem rewolucyjnej krucjaty. Sowieccy agenci polityczni (komisarze) towarzyszyli Armii Czerwonej, szerząc propagandę klasową wśród zmęczonych wojną polskich jeńców i cywilów. Na terenach zajętych przez wojska bolszewickie ekipy propagandowe szybko zakładały gazety i komitety rewolucyjne. Na przykład, gdy Armia Czerwona dotarła w sierpniu 1920 roku do Białegostoku, ogłoszono tam Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski (Polrewkom), który powstał w Smoleńsku, ale właśnie w Białymstoku ogłosił powstanie nowego prosowieckiego rządu. Choć inicjatywy te były krótkotrwałe, podkreślały strategię bolszewików polegającą na łączeniu działań zbrojnych z propagandą, aby wzniecać komunistyczne powstania na tyłach wroga. Na arenie międzynarodowej propaganda sowiecka dążyła do izolacji Polski poprzez kształtowanie opinii publicznej na świecie. Bolszewicy przedstawiali swoją wojnę z Polską jako sprawiedliwą walkę obronną lub naturalne rozszerzenie rewolucji robotniczej, a nie jako akt agresji. Lew Trocki i Gieorgij Cziczerin, ludowy komisarz spraw zagranicznych, umiejętnie wykorzystywali noty dyplomatyczne i propozycje pokojowe jako narzędzia propagandy. W lipcu 1920 roku, nawet gdy wojska sowieckie zbliżały się do Warszawy, Cziczerin wysłał serię not dyplomatycznych wzywających do negocjacji pokojowych, sugerując między innymi zwołanie konferencji, z której Polska zostałaby wyłączona, mimo że dotyczyłaby jej własnego losu. Takie posunięcia miały zdobyć sympatię w Europie Zachodniej i zasiać nieufność między Polską a mocarstwami alianckimi. W jednej z not Cziczerin proponował zawieszenie broni i sugerował korzystne warunki, co miało trafić w nastroje brytyjskich przywódców pragnących uniknąć dalszego rozlewu krwi. Celem Sowietów było przedstawienie siebie jako rozsądnych zwolenników pokoju, a Polski, w razie odmowy, jako strony nieustępliwej. I rzeczywiście bolszewicy zyskali posłuch wśród zmęczonych wojną zachodnich społeczeństw. Socjaliści i ugrupowania lewicowe w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech powtarzały sowieckie tezy, twierdząc, że Polska jest agresorem działającym w interesie reakcyjnych elit. Hasło „Ręce precz od Rosji!” zaczęło od tej pory rozbrzmiewać w europejskim ruchu robotniczym. Od 1919 roku brytyjskie związki zawodowe i działacze socjalistyczni, zorganizowani między innymi w Brytyjskiej Radzie Akcji, organizowali masowe wiece, wzywając, aby nie udzielać pomocy tym, którzy walczyli z bolszewikami. Latem 1920 roku, gdy Armia Czerwona posuwała się naprzód, dokerzy w portach Londynu i Hamburga odmawiali załadunku statków z bronią przeznaczoną dla Polski, skutecznie bojkotując pomoc dla polskiego wysiłku wojennego. Sowieci umiejętnie podsycali te nastroje poprzez swoich agentów i materiały propagandowe wysyłane na Zachód, skutecznie wywierając presję na rządy państw alianckich, aby powstrzymały się od bezpośredniej interwencji. Jak zauważa historyk Norman Davies, szerokie przyjęcie hasła „Ręce precz od Rosji” było sukcesem propagandy sowieckiej, który „wyrażał przekonanie, że wrogom Rosji nie należy udzielać żadnej pomocy ani dostaw” w czasie wojny . Stworzyło to atmosferę polityczną, w której rząd brytyjski uznawał wsparcie militarne dla Polski za ryzykowne politycznie. Na płaszczyźnie dyplomatycznej propaganda sowiecka i działania polityczne szły w parze. Leonid Krasin, wysłany do Londynu w połowie 1920 roku w misji handlowej, realizował także zadania propagandowe. Ostrzegał zachodnich przemysłowców, że kontynuowanie wojny z Polską zagrozi możliwości eksportu kluczowych surowców przez Rosję, co miało nakłonić wpływowe kręgi gospodarcze do opowiedzenia się przeciw Polsce. Równocześnie sowieccy dyplomaci sugerowali możliwość współpracy z Niemcami. Ponieważ Niemcy były wrogie wobec porządku wersalskiego, który przywrócił niepodległość Polski, Sowieci dawali do zrozumienia, że istnieje pole do wspólnych działań, jeśli Polska zostałaby odizolowana. Proces ten doprowadził ostatecznie do podpisania w kwietniu 1922 roku traktatu w Rapallo, na mocy którego Rosja Sowiecka i Niemcy Weimarskie nawiązały stosunki dyplomatyczne i gospodarcze. Jak zauważył Davies, Rapallo było naturalnym efektem sowieckich starań o przełamanie izolacji dyplomatycznej po 1920 roku. Był to sojusz państw pariasów, częściowo umożliwiony przez negatywny obraz Polski, który propaganda sowiecka utrwaliła wśród przywódców niemieckich i innych państw. Polska propaganda i wojna informacyjna Polska, walcząca o swoje istnienie, również dostrzegała znaczenie wojny informacyjnej. W 1920 roku państwo polskie zmobilizowało prasę, duchowieństwo i organizacje patriotyczne, aby zjednoczyć społeczeństwo przeciw bolszewikom. Polska propaganda podkreślała, że była to wojna w obronie niepodległości narodowej oraz cywilizacji zachodniej. Podczas gdy agitatorzy sowieccy mówili o wojnie klas, polskie przekazy odnosiły się m.in. do świętej wojny. Kościół katolicki w Polsce w pełni poparł sprawę narodową, przedstawiając walkę z bezbożnym bolszewizmem niemal w apokaliptycznych kategoriach religijnych. Kapłani prowadzili publiczne modlitwy, a publikacje kościelne zamieszczały drastyczne opisy bolszewickich zbrodni, takich jak niszczenie świątyń czy prześladowania duchownych na wschodzie. Przedstawiało to wojnę jako obronę nie tylko Polski, lecz także chrześcijaństwa przed ateistycznym komunizmem. Świecka retoryka narodowa również ukazywała bolszewików jako egzystencjalne zagrożenie „barbarzyńcy ze Wschodu”. W polskich gazetach Armię Czerwoną często opisywano językiem nawiązującym do najazdów tatarskich lub mongolskich, aby wzbudzić historyczne obawy. Broszury i plakaty przedstawiały karykatury bolszewickich żołnierzy jako brutalne, azjatyckie hordy gotowe zniszczyć polską ziemię i rodziny, jeśli nie zostaną powstrzymane. Skupiając się na bolszewickim wojującym ateizmie i doktrynie walki klas, polscy propagandyści starali się zjednoczyć wszystkich Polaków, w tym szlachtę, mieszczaństwo, chłopów i robotników we wspólnej walce o przetrwanie narodu. Istotnym elementem strategii informacyjnej Polski były apele o wsparcie Europy, w których przedstawiano Polskę jako „przedmurze Europy” powstrzymujące bolszewicką falę. W wystąpieniach publicznych polscy przywódcy i dyplomaci podkreślali, że zwycięstwo bolszewików w Polsce może otworzyć drogę do Niemiec, a następnie dalej, do Europy Zachodniej. Argument ten był kierowany do zachodnich odbiorców, aby przekonać mocarstwa alianckie, że pomoc Polsce leży w interesie całej Europy. Jak wówczas stwierdził jeden z francuskich dyplomatów w Warszawie, „uratować Polskę to uratować Francję”. Polscy mężowie stanu, tacy jak premier Wincenty Witos i minister spraw zagranicznych Eustachy Sapieha, nieustannie informowali przedstawicieli aliantów o tragicznych skutkach, jakie groziły w przypadku upadku Polski. Wzmacniali te apele dowodami na istnienie bolszewickiej propagandy wzywającej do rewolucji światowej, aby podkreślić, że Rosja Sowiecka nie była problemem wyłącznie Polski. Choć władze Wielkiej Brytanii pozostawały sceptyczne, przekaz ten zwiększał sympatię we Francji oraz wśród części antykomunistycznych środowisk w Wielkiej Brytanii. Na froncie wewnętrznym władze polskie starały się utrzymać morale ludności w najtrudniejszych tygodniach lata 1920 roku. W lipcu, gdy wróg stał u bram, rząd podjął dramatyczny krok, powołując koalicyjną Radę Obrony Państwa, skupiającą polityków ze wszystkich głównych ugrupowań, od socjalistów Piłsudskiego po narodowców Romana Dmowskiego. W polskich mediach przedstawiano to jako dowód narodowej jedności ponad podziałami partyjnymi. Przekaz był jasny: cała Polska jednoczy się jako jedna rodzina, aby odeprzeć najeźdźcę. Była to celowa odpowiedź na propagandę bolszewicką, która próbowała wzniecać podziały klasowe. W rzeczywistości polscy socjaliści i związki zawodowe, jeszcze rok wcześniej niejednoznaczne wobec wojny, w dużej mierze odłożyły retorykę klasową, popierając obronę ojczyzny. Jedność ta była wzmacniana przez propagandę pokazującą chłopskich i robotniczych ochotników wstępujących do wojska oraz piętnującą agitatorów powtarzających bolszewickie hasła klasowe jako zdrajców. W efekcie bolszewickie apele do polskich robotników spotykały się z niewielkim oddźwiękiem. Zdecydowana większość Polaków, niezależnie od przynależności klasowej, pozostała lojalna, co stanowiło dowód skuteczności polskiej propagandy patriotycznej w tym kluczowym momencie. Polski wywiad wojskowy również prowadził działania informacyjne na polu walki. Ulotki adresowane do żołnierzy Armii Czerwonej były drukowane i rozpowszechniane przez polskie oddziały, aby podkopać morale bolszewików. Niektóre z nich odwoływały się do tęsknoty rosyjskich żołnierzy–chłopów za domem i ich zmęczenia wojną, przypominając, że dalsze walki jedynie opóźniają powrót do rodzin i przedłużają cierpienia. Inne próbowały wykorzystać obecność w szeregach Armii Czerwonej żołnierzy innych narodowości. Dla przykładu ulotki w języku ukraińskim i białoruskim zachęcały, by nie walczyli „na rozkaz Moskwy przeciw własnym narodom”. Choć trudno ocenić bezpośredni wpływ tych działań, dochodziło do pojedynczych dezercji i poddań, zwłaszcza wśród żołnierzy nierosyjskich, którzy nie mieli entuzjazmu do walki poza granicami. Polacy wykorzystywali każdy taki przypadek, szybko nagłaśniając historie o całych oddziałach Armii Czerwonej rzekomo przechodzących na stronę polską lub odrzucających sprawę bolszewicką, nawet jeśli były one często przesadzone. Ciekawym elementem polskiej strategii informacyjnej było stosowanie kontrpropagandy wobec sowieckich emisariuszy i potencjalnych sojuszników. Podczas wojny o władzę na Ukrainie i w Rosji rywalizowało wiele frakcji, a Piłsudski starał się je wykorzystywać. Sojusz Polski z Ukraińską Republiką Ludową Symona Petlury był jednym z przykładów tego typu działań. Poprzez porozumienia i wspólne komunikaty propagowano ideę wspólnego frontu niepodległych narodów przeciw bolszewickiemu uciskowi. Tymczasem agenci sowieccy próbowali rozbić ten sojusz, rozpowszechniając dezinformację, że Polska „zdradzi Ukrainę”, podczas gdy polski wywiad kontratakował, ujawniając bolszewickie porozumienia z białymi Rosjanami lub innymi siłami, które podważałyby niepodległość Ukrainy. W jednym przypadku polski kontrwywiad w Kopenhadze donosił, że pewien ukraiński działacz, pochodzący z Galicji Dymitr Lewicki (związany z frakcją rywalizującą z Petlurą) próbował przekupić niemieckich urzędników, aby wstrzymali pomoc dla Polski, a nawet przekupić samego Petlurę (przekonując Niemców o udzieleniu mu 30 milionów marek niemieckich, spodziewając się, że w zamian odłączy się on od Polaków), by zerwał sojusz z Polakami. Polskie władze nagłaśniały te intrygi, aby zdyskredytować bolszewików i ich współpracowników, pokazując światu zakulisowe metody stosowane w celu zniszczenia polskich sojuszy. Ta zakulisowa wojna informacyjna, pełna oskarżeń i kontroskarżeń, rozgrywała się w kręgach dyplomatycznych i na łamach prasy, wpływając na to, jak państwa sprzymierzone oceniały wiarygodność Polski w porównaniu z wiarygodnością Rosji Sowieckiej. Wpływ na społeczeństwo i morale Polski Nieustanne kampanie propagandowe roku 1920 wywarły głęboki wpływ na polskie społeczeństwo w czasie wojny i po jej zakończeniu. W krótkiej perspektywie morale Polaków przechodziło prawdziwą huśtawkę nastrojów. Podczas sowieckiego natarcia w lipcu 1920 roku wśród ludności cywilnej na terenach przyfrontowych zapanowała panika i rozpacz. Uciekinierzy kierowali się na zachód, a krążące pogłoski wieszczyły upadek Warszawy w ciągu kilku dni. Dochodziło nawet do aktów przemocy tłumu w stolicy, podczas których za domniemanych bolszewickich kolaborantów uznawano sympatyków komunizmu lub Żydów, co pokazywało, że strach osiągnął punkt krytyczny. Reakcja władz pozwoliła jednak opanować panikę. Podkreślając potrzebę jedności i zapowiadając surowe kary za defetyzm, władze zdołały utrzymać kontrolę nad sytuacją w kraju. Wprowadzono cenzurę szczególnie pesymistycznych wiadomości, a jednocześnie rozpowszechniano budujące doniesienia, niekiedy wątpliwej wiarygodności. Na przykład na początku sierpnia gazety opisywały bohaterskie postawy obrońców oraz twierdziły, że całe oddziały bolszewickie masowo składają broń (relacje te często opierały się na jednostkowych przypadkach, jednak wyolbrzymiano je, by podtrzymać nadzieję). Choć odbiorcy zapewne traktowali te wiadomości z rezerwą, wzmacniały one przekonanie, że Polska może i potrafi przetrwać napór wroga. Decydujący impuls dla polskiego morale przyszedł z obszaru wiary i mitu. 15 sierpnia 1920 roku losy bitwy się odwróciły. Wojsko Polskie odniosło pod Warszawą oszałamiające zwycięstwo, zmuszając Armię Czerwoną do chaotycznego odwrotu. Zwycięstwo to, przypadające w katolickie święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, szybko nazwano „Cudem nad Wisłą”. Określenie to powstało wśród zwykłych ludzi i duchowieństwa, które szczerze wierzyło, że w ostatniej chwili zainterweniowała opatrzność. Kościół polski chętnie podtrzymywał tę interpretację. Z ambon głoszono, że Matka Boża przyszła z pomocą Polsce, tak jak miała czynić wielokroć w przeszłości. Narracja o cudzie zaczęła żyć własnym życiem w wyobraźni społecznej. Prasa, obok zasług armii i dowódców, dawała również miejsce dla tego duchowego wytłumaczenia, uznając je za znakomite narzędzie podnoszenia morale. W późniejszych obchodach rocznicowych obrazy i artykuły często przedstawiały anielskie postacie nad polem bitwy lub opowiadały o ukazaniu się Matki Bożej, które rzekomo przestraszyło bolszewickich żołnierzy (legendę tę wielu weteranów Armii Czerwonej później odrzucało, lecz zdążyła ona już wrosnąć w polski folklor). To połączenie propagandy religijnej i patriotycznej w czasie wojny i bezpośrednio po jej zakończeniu umocniło poczucie narodowej pewności siebie. Polska, wbrew wszelkim przeciwnościom, obroniła swoją niepodległość. Społeczeństwo wyszło z próby roku 1920 z dumą i pamięcią o zwycięstwie, która łagodziła na jakiś czas wewnętrzne podziały. Wojna z bolszewikami stała się jednym z mitów założycielskich II Rzeczypospolitej. Jak zauważył jeden z historyków, ideały narodzone w czasie wojny 1920 roku, wiara w moralne odrodzenie, poświęcenie i „sanację” narodu, głęboko wpłynęły na politykę Polski lat dwudziestych i trzydziestych. Po stronie sowieckiej skutki wojny były niemal odwrotne, przyniosły bowiem milczenie i zapomnienie. Klęska pod Warszawą stanowiła poważne upokorzenie dla kierownictwa w Moskwie. Niemal natychmiast propaganda sowiecka zmieniła ton. Zapowiadany wcześniej triumfalny marsz do Warszawy został nagle pomniejszony do rangi drobnej porażki. W bezpośrednich następstwach władze tłumiły dyskusję o kampanii polskiej, kierując uwagę na zwycięstwa nad białymi na Krymie lub na sprawy gospodarki wewnętrznej. Z czasem wojna 1920 roku niemal zniknęła z oficjalnej historiografii sowieckiej, wspominana jedynie pobieżnie jako niewielki epizod okresu wojny domowej. Był to świadomy wybór propagandowy. Roztrząsanie porażki nie służyło narracji reżimu. Zamiast tego przez dziesięciolecia w podręcznikach i mediach sowieckich akcentowano, że Armia Czerwona „wyzwoliła” Ukrainę i Białoruś spod okupacji polskiej w późniejszych latach, zwłaszcza w 1939 roku, kiedy ZSRS dokonał agresji na Polskę na początku II wojny światowej, przedstawiając to jako odwrócenie niesprawiedliwych zdobyczy z 1920 roku. W Związku Sowieckim brak otwartej dyskusji sprawił, że wiedza obywateli o wydarzeniach wojny 1920 roku była ograniczona, często przekazywana w formie relacji ustnych weteranów lub nieobecna w ogóle. Jedynie w literaturze pojawiały się echa tych wydarzeń, czego przykładem są opowiadania Izaaka Babla z cyklu „Armia konna”. Ogólnie rzecz biorąc, konsekwencją społeczną w ZSRS była wymuszona amnezja, przerywana jedynie okazjonalną propagandą, która usprawiedliwiała pokój z Polską jako konieczność taktyczną, umożliwiającą konsolidację rewolucji w kraju. Mimo to porażka roku 1920 skłoniła sowieckie kręgi decyzyjne do wewnętrznych rozliczeń, co doprowadziło do znaczących zmian. W obliczu załamania gospodarczego i społecznych niepokojów rząd Lenina porzucił skrajny model „komunizmu wojennego” i wprowadził w 1921 roku Nową Politykę Ekonomiczną (NEP). Historycy wskazują, że ciężar wojny polskiej miał bezpośredni wpływ na tę zmianę kursu. Bolszewicy, przekonani, że nie dojdzie do natychmiastowej rewolucji w Europie, zdecydowali się ustabilizować sytuację wewnętrzną, wprowadzając częściowy powrót do mechanizmów rynkowych. W istocie społeczeństwo sowieckie otrzymało wytchnienie od rewolucyjnego zapału częściowo dzięki niepowodzeniu marszu na Warszawę. Efekt ten nigdy nie był przedstawiany przez propagandę sowiecką wprost. NEP prezentowano jako roztropnie wybraną politykę, a nie wymuszone ustępstwo, jednak wewnętrznie związek ten był doskonale rozumiany. Reakcje międzynarodowe i konsekwencje dyplomatyczne Wojna propagandowa roku 1920 miała natychmiastowe i długofalowe skutki dla międzynarodowych relacji Polski. W czasie konfliktu wyraźnie odmienne narracje z Warszawy i Moskwy postawiły zachodnich aliantów w trudnej sytuacji. Francja i Wielka Brytania, które zwyciężyły w I wojnie światowej, początkowo prowadziły zbliżoną politykę wobec wojny polsko-sowieckiej. Oficjalnie zachęcały Polskę, aby pełniła rolę kordonu sanitarnego przeciw bolszewizmowi. Jednak w miarę jak propaganda sowiecka zyskiwała wpływy, a sytuacja militarna się zmieniała, jedność aliancka zaczęła się rozpadać. Szczególnie naciskowi propagandy i presji politycznej ulegała Wielka Brytania. Premier David Lloyd George stawał się coraz bardziej krytyczny wobec tego, co postrzegał jako polską nieustępliwość. Częściowo wpływ miały na niego raporty specjalnego wysłannika, Sir Maurice’a Hankeya, który w lipcu 1920 roku towarzyszył międzysojuszniczej misji w Warszawie. Hankey był brytyjskim urzędnikiem mającym znikome rozeznanie w sprawach Europy Wschodniej. Przybył jednak do Polski z przekonaniem, że będzie narzucał Polakom rozwiązania. W prywatnej korespondencji z Lloydem Georgem sugerował na przykład, że polski rząd powinien zostać przekształcony tak, aby znaleźli się w nim przywódcy bardziej skłonni do przyjęcia brytyjskiego punktu widzenia. Hankey rozważał nawet, że stery w Warszawie powinien przejąć Roman Dmowski. Pomysły te świadczyły o głębokim niedocenieniu polskiej determinacji. Brak wiedzy politycznej i kulturowej doprowadził Hankeya do skrajnie wypaczonej oceny: opuszczając Polskę po zaledwie sześciu dniach, określił rząd Piłsudskiego w pogardliwych słowach, nazywając Marszałka „depresyjnym egomanem uważającym się za Napoleona”, premiera Witosa „chłopem na pokaz”, a innych przywódców polskich nieudacznikami. Uznał, że jeśli ofensywa bolszewicka będzie postępować, wysiłki Wielkiej Brytanii na rzecz ratowania Polski spełzną na niczym, a sama Polska „wybrała swój los”, odrzucając rady aliantów. Hankey zalecał, aby Wielka Brytania zapewniła Polsce „przyzwoite warunki” kapitulacji, poprawiła relacje z Rosją Sowiecką (nawet za pośrednictwem Niemiec) i za wszelką cenę unikała militarnego angażowania się na kontynencie. Ta wyjątkowo defetystyczna ocena dotarła do Lloyda George’a w kluczowym momencie i potwierdziła jego przekonanie, że bezpośrednia interwencja w Polsce byłaby ryzykowna i nieprzewidywalna, a preferowanym rozwiązaniem powinno być porozumienie negocjowane. W konsekwencji brytyjska polityka zaczęła zmierzać ku wywieraniu presji na Polskę, aby ta przyjęła niemal każdą sowiecką propozycję pokojową. Propaganda powielała ten przekaz: Polska musi pójść na kompromis, nawet oddając część terytorium, by uniknąć „niepotrzebnego” przedłużania wojny. Lloyd George zwołał w lipcu 1920 roku konferencję w Spa w Belgii, gdzie wprost powiedział polskim przedstawicielom, by zakończyli wojnę na warunkach sowieckich. Wysłał też do Moskwy nieoficjalne propozycje, sugerując, że Wielka Brytania może wstrzymać wsparcie dla Polski, jeśli ta nie wykaże gotowości do negocjacji. Sowiecka dyplomacja umiejętnie wykorzystała ten rozdźwięk między aliantami. Noty Cziczerina sprytnie proponowały negocjacje w formatach marginalizujących Polskę, co Lloyd George, ku zaskoczeniu, rozważał. Francja natomiast zajęła stanowisko zdecydowanie bardziej konfrontacyjne. Premier Alexandre Millerand i marszałek Ferdinand Foch uważali, że ustępstwa wobec bolszewików jedynie ośmielą komunizm i zagrożą bezpieczeństwu Francji (Polska postrzegana była jako przeciwwaga dla Niemiec i Rosji). Francuscy doradcy wojskowi, na czele z generałem Maxime’em Weygandem, przebywali w Warszawie i aktywnie pomagali polskiemu sztabowi w planowaniu obrony. Francuska prasa, w przeciwieństwie do brytyjskiej, gloryfikowała polski opór i przedstawiała bolszewików jako zagrożenie dla fundamentalnych wartości Europy. Jeden z francuskich oficerów w Warszawie stwierdził wręcz: „Nie ma negocjacji z barbarzyńcami u bram”. Rozbieżności te prowadziły do poważnych napięć dyplomatycznych. Podczas jednego ze spotkań w końcu lipca 1920 roku Millerand kategorycznie odrzucił brytyjską propozycję zwołania konferencji bez udziału Polski. Gdy w połowie sierpnia polska kontrofensywa odniosła sukces, Francuzi poczuli się w pełni usprawiedliwieni i przyjęli twardszy kurs. 14 sierpnia 1920 roku rząd francuski uznał nawet antybolszewickiego przywódcę białych Rosjan, generała Wrangla, za sojusznika, tym samym wprost przeciwstawiając się preferencjom Lloyda George’a, który skłaniał się ku porozumieniu z bolszewicką Moskwą . Podział angielsko-francuski w sprawie prowadzenia wojny trwał miesiącami, pokazując, jak propaganda i sposób postrzegania sytuacji przeobraziły sojusze: Wielka Brytania skłaniała się ku ugodzie z Rosją Sowiecką, a Francja zdecydowanie wspierała Polskę. Polskie działania dyplomatyczne były silnie kształtowane przez powyższe doświadczenia. Wyciągnięto przy tym gorzką lekcję, że wsparcie brytyjskie jest co najwyżej letnie. Gdy 10 sierpnia 1920 roku brytyjski wysłannik w Warszawie, lord Edgar D’Abernon, przekazał polskiemu rządowi warunki rozejmu przedstawione w Londynie przez bolszewickiego negocjatora Lwa Kamieniewa, Polacy byli oburzeni. Warunki te przewidywały okrojenie granic Polski i faktyczny sowiecki nadzór, co było równoznaczne z kapitulacją. Minister spraw zagranicznych, hrabia Sapieha, odpowiedział chłodno, że „Polska woli walczyć samotnie, niż przyjąć tak upokarzające warunki”, dodając ambasadorowi brytyjskiemu, że jego propozycje są obraźliwe. Incydent ten praktycznie zakończył rolę Wielkiej Brytanii jako mediatora. Jak ujął to Norman Davies, w tym momencie „Lloyd George wypadł z gry” . Od tej chwili Polska opierała się na Francji i własnych siłach. Bezpośrednim skutkiem dyplomatycznym zakończenia wojny w 1921 roku była zmiana układu sojuszy. Polska, czując się zdradzona przez brytyjską wstrzemięźliwość i pragnąc wzmocnić bezpieczeństwo, podpisała w 1921 roku formalny sojusz wojskowy z Francją. Pakt ten gwarantował francuskie poparcie polityczne i militarne w razie przyszłej agresji, a Francja widziała w stabilnej Polsce kluczowy element swojej polityki europejskiej. Z kolei Rosja Sowiecka, odizolowana po polskim zwycięstwie i nieudanej próbie wywołania rewolucji w Niemczech, zmieniła taktykę. Traktat w Rapallo z 1922 roku między Rosją a Niemcami był „naturalnym dopełnieniem NEP”, swoistą nową polityką zagraniczną . Dwa państwa pariasy, komunistyczna Rosja i weimarskie Niemcy, znalazły wspólny język, częściowo dlatego, że polski opór udaremnił ich ambitniejsze cele (Rosji rozszerzenie komunizmu na Zachód, a Niemcom obalenie porządku wersalskiego przez rewolucję). Rapallo ustanowiło współpracę militarną i gospodarczą między Moskwą a Berlinem, pozwalając Sowietom obejść blokadę aliancką, a Niemcom omijać ograniczenia wersalskie dzięki szkoleniom z Armią Czerwoną. W istocie polskie zwycięstwo zaowocowało w Moskwie i Berlinie współdziałaniem przeciw temu, co oba państwa uważały za „problem polski”. Propaganda w obu krajach coraz częściej przedstawiała Polskę jako nielegalne, „sztuczne” państwo stworzone przez traktat wersalski. Długofalowe skutki dyplomatyczne i propagandowe ujawniły się także w sposobie, w jaki każde z państw pamiętało rok 1920. W Polsce wynik wojny utrwalił pewną nieustępliwość w polityce zagranicznej. Mając świadomość, że w 1920 roku była zdana głównie na siebie (z wyjątkiem pomocy francuskiej), II Rzeczpospolita nabrała ostrożności wobec nadmiernego polegania na odległych sojusznikach. W latach dwudziestych i trzydziestych polska propaganda często podkreślała samodzielność oraz heroiczny mit roku 1920, przekonanie, że Polska może przeciwstawić się wielkim mocarstwom siłą własnej woli. Tymczasem propaganda sowiecka nigdy nie wybaczyła ani nie zapomniała roli Polski w powstrzymaniu rewolucji, chociaż publicznie temat ten był wyciszany. W tajnych planach ZSRS Polska pozostawała wrogiem, którego należało w końcu podporządkować. Gdy Stalin, który w 1920 roku był jednym z dowódców, a jego błędy pod Warszawą prawdopodobnie przyczyniły się do klęski, zawarł w 1939 roku pakt z Hitlerem, propaganda sowiecka natychmiast wskrzesiła wszystkie dawne motywy z 1920 roku: polskich przywódców określano jako faszystów, reakcjonistów i ciemiężycieli mniejszości białoruskiej oraz ukraińskiej, wprost kontynuując narrację sprzed dwóch dekad. We wrześniu 1939 roku, kiedy wojska sowieckie wkroczyły do wschodniej Polski, Moskwa cynicznie twierdziła, że „wyzwala braci krwi spod polskiego jarzma”. Było to bezpośrednie ideologiczne echo proklamacji z 1920 roku. Długi cień tamtych wydarzeń sięgnął II wojny światowej: Stalin, dokonując rozbioru Polski, a następnie przyłączając wschodnie terytoria do ZSRS, zrealizował to, czego Armia Czerwona nie zdołała osiągnąć dwadzieścia lat wcześniej. Zakończenie Wojna polsko-bolszewicka dobitnie pokazała, że we współczesnym konflikcie front propagandowy jest równie istotny jak pole bitwy. W 1920 roku zarówno Rosja jak i Polska wykorzystywały wojnę informacyjną, aby zrekompensować własne słabości. Sowieci, by szerzyć rewolucję i odstraszyć zagraniczną interwencję, a Polacy, by zjednoczyć zróżnicowany naród i zdobyć niezbędne poparcie za granicą. Propaganda towarzysząca konfliktowi miała bezpośrednie skutki taktyczne: wpływała na morale żołnierzy, kształtowała opinię publiczną w krajach alianckich, a nawet oddziaływała na decyzje mężów stanu. Szczególnie wymowne jest to, że działania propagandowe pomogły utrzymać Wielką Brytanię w roli biernego obserwatora, a Francję w obozie wspierającym Polskę, co z kolei wpłynęło na kontekst dyplomatyczny wojny. Po zakończeniu działań zbrojnych narracje ukształtowane w 1920 roku nie zniknęły, a stały się elementem kultury politycznej obu państw. Polska wyszła z wojny z potężną legendą jedności i boskiej opatrzności, która wzmacniała tożsamość narodową i dyskurs polityczny przez całe dwudziestolecie międzywojenne. W pamięci zbiorowej konflikt zapisał się jako dowód woli przetrwania narodu, ale także jako przestroga przed nadmiernym poleganiem na sojusznikach. Dla Związku Sowieckiego wojna 1920 roku przyniosła lekcje, które przyjęto do realizacji: bolszewicy na pewien czas złagodzili rewolucyjny zapał, by skonsolidować władzę w kraju, sięgnęli po pragmatyczną dyplomację, czego przykładem było Rapallo, oraz przez kolejne lata konsekwentnie kontrolowali narrację historyczną, by wymazać z niej wstyd porażki. Kiedy pojawiła się okazja, sowieccy przywódcy byli gotowi użyć siły i propagandy, aby „wyrównać rachunki” z Polską, co dowodzi, że duchy roku 1920 nigdy nie zostały ostatecznie uśpione. Dziedzictwo wojny informacyjnej roku 1920 można postrzegać jako zapowiedź technik dezinformacji i konfliktu ideologicznego, które stały się powszechne w XX wieku. Obie strony wykazały się dużym zrozumieniem, że kontrola nad przekazem, nadawanie wrogowi etykiet, roszczenie sobie moralnej wyższości oraz praca nad zdobywaniem serc i umysłów własnych obywateli oraz sojuszników, jest kluczowa podczas prowadzenia wojny. Dziś ta wiedza jest twórczo rozwijana w kolejnych konfliktach, czego przykładem jest chociażby wojna Rosji z Ukrainą, podczas której Rosja stosuje te same techniki manipulacji i wywierania presji na środowiska międzynarodowe, których nauczyła się w wojnie z Polską sto lat wcześniej. Bibliografia Davies, Norman. Orzeł Biały, Czerwona Gwiazda: Wojna polsko-bolszewicka 1919–1920, tłum. T. Tesznar, Kraków: Wydawnictwo Znak, 2010. „Bitwa Warszawska.” W: 100. Rocznica Bitwy Warszawskiej – Materiały edukacyjne. Warszawa: Instytut Pamięci Narodowej, 2020. Śledziński, Kacper. Wojna polsko-bolszewicka. Konflikt, który zmienił bieg historii. Kraków: Znak Horyzont, 2020. Tarczyński, Marek (red.). Bitwa o Ukrainę 1 I – 24 VII 1920. Dokumenty operacyjne, t. I–III. Warszawa: Oficyna Wydawnicza Rytm, 2016–2020.

Wojna polsko-bolszewicka 1920 roku była nie tylko starciem armii, lecz także zaciętą walką propagandową i informacyjną. Zarówno rewolucyjne państwo sowieckie, jak i nowo odrodzona Polska rozumiały, że sposób postrzegania wydarzeń może być równie decydujący co siła militarna. Obie strony wykorzystywały gazety, ulotki, noty dyplomatyczne oraz apele, aby kształtować opinię publiczną w kraju i za granicą. Działania te wpływały na międzynarodowy odbiór konfliktu, kształtowały sojusze oraz wzmacniały lub podkopywały wewnętrzne morale...

2025-08-13
Rosyjska propaganda o „wojnie na Bałtyku”

W rosyjskich mediach powiązanych z aparatem wpływu coraz częściej pojawiają się materiały opisujące sytuację w regionie Morza Bałtyckiego w kategoriach nieuchronnej, otwartej konfrontacji z NATO. Przekaz konstruowany jest w sposób, który ma stworzyć obraz Zachodu jako agresora przygotowującego planowany atak, podczas gdy Rosja przedstawiana jest jako strona wyłącznie obronna. Tego rodzaju narracja łączy wydarzenia o charakterze wojskowym, gospodarczym i technologicznym, takie jak ćwiczenia morskie NATO, modernizacja portów w Europie czy...

2025-08-05
Zapomniane ludobójstwo, aktywna dezinformacja - operacja polska NKWD w narracyjnej ofensywie Moskwy

Operacja polska NKWD (1937–1938): zbrodnia masowa stalinowskiego reżimu i fundament rosyjskiej dezinformacji Operacja polska z lat 1937–1938 była jednym z najkrwawszych, a zarazem najmniej znanych na arenie międzynarodowej epizodów Wielkiego Terroru Stalina. W ciągu tych dwóch lat sowieckie NKWD wymierzyło represje i zamordowało ponad 100 000 etnicznych Polaków, obywateli Związku Sowieckiego, głównie zamieszkujących Ukrainę, Białoruś oraz Rosję, pod pretekstem zwalczania rzekomego spisku szpiegowskiego na rzecz Polski. Przypadek ten stanowi klasyczny...

2025-08-04
Strategia napięcia – Jak Rosja rozgrywa emocje i instytucje w Gruzji

W przestrzeni informacyjnej Gruzji w czerwcu 2025 roku coraz wyraźniej widoczna była wzmożona aktywność propagandowa Federacji Rosyjskiej. Choć poszczególne komunikaty mogą sprawiać wrażenie nieskoordynowanych, ich łączny efekt tworzy przemyślaną i wielowarstwową strukturę oddziaływania, której celem jest zakłócenie procesu demokratycznego, wywołanie nastrojów rezygnacji oraz utrudnienie prozachodniego kursu państwa. Kluczowym instrumentem tego oddziaływania jest lęk – odpowiadający za niemal jedną trzecią wszystkich przekazów monitorowanych w analizowanym okresie. Strach wykorzystywany jest jako narzędzie...

2025-07-31
Dezinformacja, demoralizacja, demobilizacja – Mołdawia na celowniku rosyjskiej propagandy

Od czerwca 2025 roku w mołdawskiej infosferze obserwujemy stały wzrost natężenia przekazów pochodzących z rosyjskiego ekosystemu medialno-politycznego, obejmującego zarówno kanały telegramowe, jak i „cytaty” rzekomych ekspertów. Choć poszczególne komunikaty mogą sprawiać wrażenie rozproszonych, w rzeczywistości tworzą one spójny układ naczyń połączonych, którego celem jest dezinformacja, demoralizacja oraz demobilizacja – określane skrótowo jako „3 D”. Poniżej syntetyzujemy kluczowe narracje, mechanizmy oraz cele, a następnie przedstawiamy, w jaki sposób łączą się one...

2025-07-29
Oblężona twierdza i cyfrowe NATO – jak Moskwa i Mińsk fałszują obraz wojny w Ukrainie

Na kanale YouTube białoruskiej agencji BELTA ukazał się materiał, w którym Andriej Bogodel, zastępca kierownika wydziału Sztabu Generalnego Akademii Wojskowej Białorusi, przedstawił serię tez wpisujących się w znaną linię propagandy rosyjsko-białoruskiej. Wypowiedź ta nie tylko demonizuje NATO i Zachód, lecz także kreuje wizerunek Rosji jako państwa atakowanego, walczącego samotnie z „globalnym spiskiem”. Analiza tego wystąpienia pozwala zrozumieć, w jaki sposób Kreml i jego sojusznicy kształtują fałszywy obraz wojny w Ukrainie...

2025-07-24
Analizowane w najnowszym komentarzu analitycznym „Disinfo Digest” materiały są reakcją rosyjskiej propagandy na fakt, że kolejna runda rozmów delegacji Ukrainy i Rosji w Stambule nie przyniosła przełomu. Brak postępów został natychmiast przechwycony i przekształcony w „dowód” nieudolności Kijowa, „zmęczenia” i „paraliżu” Zachodu oraz rzekomej strategicznej przewagi Moskwy, wyrażonej między innymi w formule „Rosji się nie spieszy”. W tym celu autorka sięga po dobrze znane chwyty: delegitymizację ukraińskich władz, określanych mianem „marionetki” lub „hunty”, narrację nieuchronności, według której „dynamika frontów działa na naszą korzyść”, straszak w postaci „drugiego Afganistanu” dla Stanów Zjednoczonych, a także sugestię, że jedyną realistyczną drogą jest „pokój”, rozumiany jako kapitulacja Ukrainy na warunkach Kremla. Tego rodzaju zabieg ma z jednej strony zdemoralizować odbiorców w Ukrainie, a z drugiej – osłabić determinację zachodnich społeczeństw i elit do dalszego wsparcia, przedstawiając impas jako przesłankę do akceptacji rosyjskich żądań. Autorką analizowanego materiału jest Wiktoria Nikiforowa, propagandystka rosyjskiej państwowej agencji RIA Nowosti. To medium pełni kluczową rolę w ekosystemie propagandowym Kremla, systematycznie promując prorosyjskie narracje dezinformacyjne dotyczące Ukrainy, Zachodu oraz Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Umiejscowienie tekstu w takim kanale nie jest przypadkowe. Tego rodzaju publikacja legitymizuje agresywny przekaz jako „oficjalny, racjonalny komentarz” państwowego medium, a nie jako opinię skrajnego publicysty. Świadomość źródła pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego tekst został zbudowany na dehumanizacji, fałszywych dychotomiach oraz wybielaniu rosyjskiej agresji. Artykuł poświęcony „trzeciej rundzie negocjacji w Stambule”, opublikowany przez RIA Nowosti, wykracza poza jakiekolwiek standardowo rozumiane pojęcie komentarza politycznego i stanowi złożoną operację psychologiczno-informacyjną. Jej nadrzędnymi celami są: dehumanizacja i delegitymizacja ukraińskich władz, demoralizacja społeczeństwa ukraińskiego, zniechęcenie państw zachodnich do kontynuacji wsparcia oraz ugruntowanie wizerunku Rosji jako jedynego „racjonalnego” architekta powojennego ładu. Ramy propagandowe: perspektywa negocjacyjna Analiza początkowych akapitów ujawnia strategiczne kreowanie ról: Ukraina jest przedstawiana jako podmiot bierny, Zachód jako nieudolny reżyser, natomiast Rosja jako „rozsądny” mediator. Przykładem tego podejścia jest fragment: „Widać wyraźnie, że niepełnosprawnemu prezydentowi Zełenskiemu negocjacje pokojowe nie tylko nie są potrzebne – są dla niego niebezpieczne. Dlatego hamuje, błaznuje, udaje naiwniaka…” Tego rodzaju język, nacechowany pogardą oraz dehumanizacją, ma na celu pozbawienie ukraińskich władz legitymizacji i kompetencji, a także odebranie czytelnikowi empatii wobec atakowanego państwa. Przedstawienie przeciwnika w karykaturalnej formie ułatwia uzasadnienie narzucenia „rozsądnych” warunków pokoju. „Marionetka” i „drugi Afganistan”: delegitymizacja Ukrainy i zastraszanie Zachodu Mechanizm rozpisania win i ról jest widoczny w następującym cytacie: „Amerykańskiemu prezydentowi trzecia runda jest niezbędnie potrzebna. Jeśli świat zobaczy, że amerykańska marionetka Zełenski zerwała się ze swoich sznurków, będzie to najcięższy cios dla prestiżu Stanów Zjednoczonych.” W tym fragmencie zbiegają się dwie równoległe narracje. Po pierwsze, Ukraina jest rzekomo pozbawiona własnej woli, ponieważ przedstawiana jest jako „marionetka”, co sugeruje, że jej opór nie wynika z obrony suwerenności, lecz z „błazeństwa” lidera. Po drugie, pojawia się sugestia potencjalnych kosztów dla Stanów Zjednoczonych, które ryzykują utratą prestiżu, co przygotowuje grunt pod porównanie z Afganistanem: „Pismo Bloomberg już wysunęło wobec niego zarzut, że niezależna stanie się drugim Afganistanem.” Jest to klasyczna projekcja lęków Zachodu, mająca na celu wywołanie przekonania, że dalsze wsparcie staje się politycznie kosztowne, a przedłużanie konfliktu – niebezpieczne. Kreml umiejętnie wykorzystuje traumy Zachodu, takie jak doświadczenia wojenne w Wietnamie, Afganistanie i Iraku, aby wywrzeć presję na Kijów w kierunku podjęcia negocjacji, zamrożenia frontu oraz przyjęcia warunków rosyjskich. „Broń zablokowano”, „Patriotów za mało”, „pieniędzy nie ma”: kreowanie mitu o bezsilności Zachodu Kolejną warstwą dyskursu jest pseudorealistyczna narracja o rzekomym braku zasobów: „Obiecaną Kijowu broń i technikę sprytnie zablokowano. Europejscy sojusznicy pogrążyli się w sporach, kto zapłaci za bankiet, amerykańscy wojskowi szeptali, że „Patriotów” sami mają za mało, a amerykańscy producenci nie spieszą się ze zwiększaniem obrotów, oczekując europejskich pieniędzy. Pieniędzy tymczasem nie ma i nie wiadomo, kiedy będą.” Jest to kombinacja selektywnego doboru informacji oraz insynuacji. Bez podania wiarygodnych źródeł, konkretnych liczb ani szerszego kontekstu, buduje się wizję paraliżu, w której skłócony i osłabiony Zachód jedynie pozoruje pomoc. Narracja ta wywołuje efekt dwutorowy: wobec ukraińskich odbiorców ma na celu odebranie nadziei poprzez przekaz, że są sami, porzuceni i powinni zasiąść do stołu negocjacyjnego, natomiast zachodnim wyborcom ma zasugerować, że dalsze wsparcie jest daremne i niepotrzebnie pochłania środki finansowe. „Kijowska hunta”, „kryminalna enklawa”, „bandy terrorystyczne”: język dehumanizacji i strachu Wraz z rozwojem tekstu ton wypowiedzi wyraźnie się zaostrza, a argumentacja przekształca się w całkowite oskarżenia: „Nieszczęsny naród nie ma dziś politycznego przywódcy, który wyraziłby jego wolę. Przejęta władzę kijowska hunta po prostu wyniszcza podporządkowaną ludność.” „Jeśli po zakończeniu konfliktu była USRR straci sterowność, zapanuje tam chaos, a my będziemy musieli przez długi czas wydawać ogromne zasoby na to, by tam wszystkich ratować i karmić. Inaczej oszalałe bandy terrorystyczne runą do nas stamtąd strumieniem.” Jest to mieszanka propagandowa oparta na trzech zasadniczych filarach. Pierwszym z nich jest dehumanizacja, czego przejawem są określenia takie jak „hunta” czy „kryminalna enklawa”. Drugim elementem jest odwrócenie ról ofiary i agresora – to Rosja ma rzekomo nieść pomoc, ratować i karmić kraj, który sama napadła. Trzecim filarem jest retoryka strachu, znana jako tzw. „fear appeal”, która sprowadza się do szantażu emocjonalnego: albo przyjmiecie nasze warunki, albo czeka was Ruina. „Neutralne, demokratyczne, cywilizowane” – rosyjska redefinicja „pokoju” Wizja powojennej Ukrainy, snuta przez rosyjską propagandę, posługuje się pozornie pozytywnymi i uniwersalnie akceptowalnymi określeniami: „Na tym miejscu powinno istnieć cywilizowane, demokratyczne, neutralne państwo, gdzie szanuje się prawo, respektuje prawa Rosjan, nie prześladuje cerkwi i nie waży się nawet myśleć o wojnie z Rosją.” To słownictwo, odwołujące się do wartości liberalnych, takich jak „cywilizowane” czy „demokratyczne”, w praktyce służy jako retoryczna zasłona dla idei przymusowego odebrania Ukrainie suwerenności. Sformułowanie „neutralność” oznacza zakaz przystępowania do jakichkolwiek sojuszy wojskowych oraz rezygnację z realnych zdolności obronnych. „Prawa Rosjan” są w tym kontekście często interpretowane jako uprawnienie Moskwy do ingerencji wewnętrznej w sprawy państwa ukraińskiego. Zakaz „myślenia o wojnie z Rosją” oznacza w praktyce odebranie prawa do odstraszania agresora i obrony narodowej. Innymi słowy, pojęcie „pokój” używane w tym kontekście stanowi jedynie retoryczne narzędzie do narzucenia Ukrainie podporządkowania i trwałej utraty suwerenności. „Rosji się nie spieszy” – mit nieuchronnego zwycięstwa Kluczowy cytat z zakończenia tekstu brzmi: „Rosji się nie spieszy. Demonstrować dobrą wolę i prowadzić negocjacje możemy długo – dynamika na frontach działa na naszą korzyść. A Kijów powinien zdać sobie sprawę: zegar jednak tyka.” To esencja propagandy sukcesu, w której z jednej strony pojawia się motyw „dobrej woli”, służący wybielaniu agresji, a z drugiej deterministyczny obraz sytuacji na polu walki, wyrażony w stwierdzeniu, że „dynamika działa na naszą korzyść”. Celem tego przekazu jest złamanie woli politycznej przeciwnika oraz jego sojuszników poprzez przekonanie, że dalszy opór jest daremny. Targetowanie przekazu i wnioski Propaganda jest automatycznie tłumaczona na wiele języków i dystrybuowana za pośrednictwem wektorów informacyjnych do różnych audytoriów. Rosyjska opinia publiczna ma zostać przekonana o spokojnej i zwycięskiej Rosji, która z troską planuje powojenną przyszłość Ukrainy. Ukraińskie społeczeństwo ma utracić wiarę w sens dalszego oporu. Zachodni wyborcy oraz decydenci mają dojść do wniosku, że koszty wsparcia rosną, szanse na zwycięstwo maleją, a rozmowy w Stambule stanowią racjonalne i jedyne wyjście z impasu. Jest to trzystopniowa presja – wewnętrzna, skierowana na społeczeństwo ukraińskie, zewnętrzna, adresowana do państw zachodnich, oraz własna, czyli wewnątrzrosyjska – spójna w jednym celu: zmuszenia Ukrainy do przyjęcia pokoju na warunkach agresora. „Stambuł” w tym przekazie pełni rolę scenografii, a nie istoty procesu negocjacyjnego. Celem jest wciągnięcie Ukrainy i Zachodu w pułapkę psychologiczną, w której „realizm” oznacza akceptację rosyjskich żądań. Słowa-klucze, takie jak „neutralność”, „prawa Rosjan” czy „demokratyczne państwo”, są jedynie pustymi pojęciami, do których Kreml wlewa własne znaczenia: ograniczoną suwerenność, trwałą podatność na presję oraz geopolityczny kordon sanitarny wokół Rosji, ustanowiony na jej warunkach. Rozbrojenie tej narracji wymaga skonstruowania kontrfaktycznej opowieści – o Ukrainie jako państwie suwerennym, o spójności Zachodu opartej na faktach, o sprawiedliwym pokoju, który nie nagradza agresji, a także o tym, że czas nie działa samoczynnie, lecz jest kształtowany przez decyzje polityczne, logistykę oraz determinację. To właśnie o tę determinację, w Kijowie, Waszyngtonie i Brukseli, toczy się obecnie równoległa wojna informacyjna.

Analizowane w najnowszym komentarzu analitycznym „Disinfo Digest” materiały są reakcją rosyjskiej propagandy na kolejną rundę rozmów delegacji Ukrainy i Rosji w Stambule. Rozmowy pokojowe w Stambule zostały natychmiast przekształcone w „dowód” nieudolności Kijowa, „zmęczenia” i „paraliżu” Zachodu oraz rzekomej strategicznej przewagi Moskwy, wyrażonej między innymi w formule „Rosji się nie spieszy”. W tym celu autorka sięga po dobrze znane chwyty: delegitymizację ukraińskich władz, określanych mianem „marionetki” lub „hunty”, narrację nieuchronności,...

WCZYTAJ WIĘCEJ

End of Content.

Portal informacyjno-edukacyjny DISINFO DIGEST

Projekt Fundacji INFO OPS Polska zajmujący się badaniami nad zjawiskiem manipulowania polskim środowiskiem informacyjnym przez obce ośrodki propagandowe.
Portal sfinansowano ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu „Dyplomacja Publiczna 2023”.