10
Najnowsza aktywność

3

Najnowsza aktywność

„Piractwo” i „Oresznik”. Jak rosyjska propaganda rozgrywa przejęcie tankowca przez USA

Przejęcie rosyjskiego tankowca Mariner przez siły USA stało się dla Kremla użytecznym pretekstem do uruchomienia dobrze znanego schematu operacji informacyjnej: jednoczesnego odwoływania się do prawa międzynarodowego oraz groźby eskalacji. W przestrzeni “medialnej” widoczne są dwa zsynchronizowane tory przekazu: instytucjonalny (MSZ) oraz jastrzębi (politycy i komentatorzy wojskowi, m.in. Andriej Gurulew), które – choć pozornie sprzeczne – wspólnie budują spójny efekt strategiczny: delegitymizację działań Zachodu, normalizację przemocy oraz presję odstraszającą wobec Europy.

Analiza została opracowana na podstawie monitoringu przekazu pochodzącego z rosyjskich źródeł propagandowych dystrybuowanego w języku polskim i adresowanego do odbiorców w Polsce. Wnioski opierają się wyłącznie na materiale wyselekcjonowanym według tego kryterium (polskojęzyczne publikacje i ich replikacje w krajowej przestrzeni informacyjnej) i nie stanowią oceny ani opisu globalnej aktywności Federacji Rosyjskiej w domenie informacyjnej, w tym działań prowadzonych w innych językach, na innych rynkach medialnych czy w kanałach zamkniętych.

Dwa tory tej samej operacji: legalizm i odwet

Wersja instytucjonalna, prezentowana przez rosyjskie MSZ, konstruuje narrację „obrony porządku międzynarodowego”. W tej ramie USA mają rzekomo działać poza prawem: bez podstaw do kontroli na pełnym morzu, w oparciu o „absurdalne preteksty” oraz jednostronne prawo sankcyjne. Kluczowym pojęciem jest tu „wolność żeglugi”. Rosja próbuje przejąć język i symbole, które standardowo wzmacniają Zachód, aby odwrócić role: agresor ma wyglądać jak strażnik zasad, a egzekwujący sankcje – jak pirat.

Równolegle funkcjonuje tor jastrzębi, w którym Gurulew oraz wspierające go kanały medialne przesuwają akcent z prawa na logikę „siły i prewencji”. Przekaz jest brutalnie prosty: „Zachód rozumie tylko siłę”, więc odpowiedź nie powinna płynąć z dyplomacji, lecz z resortu obrony. Pojawiają się postulaty kontrolowania, blokowania, a nawet zatapiania statków zmierzających do portów ukraińskich, a także sugestie uderzeń w europejskie zaplecze przemysłowe wsparcia Ukrainy, na przykład poprzez ataki na producentów amunicji. W tej narracji pojedynczy incydent zostaje przedstawiony jako element „przygotowań Zachodu do wielkiej wojny”, a więc jako uzasadnienie dla eskalacji określanej mianem „działania wyprzedzającego”.

„Neokolonializm” jako przynęta dla Globalnego Południa

Charakterystycznym elementem rosyjskiej narracji jest rama „neokolonializmu”: przejęcie statku ma stanowić dowód, że USA uzurpują sobie jurysdykcję, „zawłaszczają zasoby” oraz podporządkowują świat własnym interesom. Wątek ten jest projektowany na zewnątrz, w szczególności do odbiorców spoza Zachodu, ponieważ pozwala Rosji budować kontrwizerunek: nie jako państwa łamiącego prawo, lecz jako przeciwnika „imperialnych” praktyk Stanów Zjednoczonych. Jest to klasyczna próba uzyskania moralnej przewagi w regionach, w których antykolonialny język zachowuje realną siłę mobilizującą.

„Oresznik”: instrument psychologiczny, który stał się faktem

Wątek „Oresznika” w wypowiedziach Gurulewa pierwotnie pełnił przede wszystkim funkcję psychologiczną. Nazwa konkretnego środka rażenia działała jak skrót myślowy: miała budować aurę „nieuchronnej kary”, generować lęk oraz przesuwać debatę z pytania „czy to legalne” na pytanie „czy warto ryzykować eskalację”. W rosyjskim repertuarze był to mechanizm dobrze znany: odstraszanie nie miało opisywać realnych zamiarów operacyjnych, lecz wymuszać ostrożność i hamować decyzje po stronie Zachodu. Użycie „Oresznika” w obwodzie lwowskim, w bezpośredniej bliskości granicy z Polską, a więc z Unią Europejską i NATO, zmienia jednak status tego narzędzia. Groźba symboliczna została przekształcona w demonstrację praktyczną, której znaczenie wykracza poza wymiar czysto wojskowy. Nie chodzi o skalę uderzenia, lecz o sygnał: eskalacja nie jest już wyłącznie elementem retoryki, lecz dopuszczalnym instrumentem oddziaływania, także w bezpośrednim sąsiedztwie struktur zachodnich.

Z perspektywy operacji wpływu jest to logiczne domknięcie wcześniejszej narracji. Aparat propagandowy nie tylko „torował drogę” do akceptacji eskalacji, lecz przygotowywał grunt poznawczy pod sytuację, w której użycie nowego środka rażenia może zostać przedstawione jako konsekwencja zachodnich działań, a nie jako jakościowa zmiana rosyjskiego zachowania. W tym sensie „Oresznik” pozostaje instrumentem psychologicznym, ale instrumentem, który poprzez selektywne użycie ma podnieść wiarygodność groźby i przesunąć próg percepcyjny po stronie odbiorców w Europie. Reakcja rosyjskiego aparatu wpływu na przejęcie tankowca przez USA oraz na wydarzenia na froncie nie ma zatem charakteru jednowątkowego komentarza. Jest to kompozycja kilku spójnych linii perswazji, które wzajemnie się wzmacniają: z jednej strony budują moralne i prawne uzasadnienie oburzenia, z drugiej – normalizują eskalację jako „odpowiedź wymuszoną sytuacją”. Poniżej pięć narracji, które tworzą rdzeń tej konstrukcji.

1) „Piractwo USA”

Pierwsza rama operuje na poziomie intuicyjnym i emocjonalnym: przejęcie statku zostaje opisane jako piractwo, czyli akt bandycki, a nie instrument egzekwowania sankcji ani działanie prowadzone w określonej procedurze prawnej. Taki dobór słownictwa wywołuje podwójny efekt. Po pierwsze, natychmiast nadaje Zachodowi status sprawcy „bezprawnej przemocy”. Po drugie, tworzy moralny pretekst do „symetrycznych” działań odwetowych, takich jak kontrole, blokady czy użycie siły, które w tej ramie nie są przedstawiane jako eskalacja, lecz jako „odpowiedź na piractwo”.

2) „Zachód poza prawem”

Druga linia wykorzystuje język norm i instytucji, jednak w sposób selektywny: prawo międzynarodowe staje się tu narzędziem delegitymizacji przeciwnika, a nie zasadą stosowaną konsekwentnie. Narracja buduje obraz USA jako państwa, które uzurpuje sobie jurysdykcję, stawiając „prawo sankcyjne” ponad prawem międzynarodowym, a tym samym działa arbitralnie i „kolonialnie”. W praktyce jest to operacja odwrócenia ról: Rosja, nawet jeśli sama narusza normy, występuje jako obrońca reguł, podczas gdy Zachód przedstawiany jest jako podmiot, który te reguły demontuje. Taki zabieg okazuje się szczególnie użyteczny w komunikacji z odbiorcami zewnętrznymi, dla których spór o „ład międzynarodowy” ma wymiar reputacyjny.

3) „To element wojny z Rosją”

Trzecia narracja dokonuje charakterystycznego przeskoku: incydent zostaje włączony do opowieści o konflikcie totalnym. W tej logice przejęcie tankowca nie jest zdarzeniem jednostkowym, lecz dowodem na to, że „wojna już trwa”, a Zachód jedynie ukrywa ją za formalnymi uzasadnieniami. Jest to kluczowy mechanizm eskalacyjny: jeśli odbiorca przyjmie taką interpretację, rośnie akceptacja dla działań, które w normalnych warunkach zostałyby uznane za nieproporcjonalne. Konflikt „prawny” lub „polityczny” zostaje w ten sposób przeformatowany w konflikt egzystencjalny.

4) „Tylko siła działa”

Czwarta linia pełni funkcję pomostu między legalizmem a groźbą: skoro Zachód rzekomo działa jak pirat i nie respektuje prawa, dyplomacja zostaje przedstawiona jako naiwność, a jedynym językiem skuteczności ma być przemoc. Jest to narracja normalizująca eskalację. W praktyce ma ona wytworzyć presję na własne elity („dość oświadczeń”), a jednocześnie wysłać sygnał na zewnątrz: Rosja nie będzie się „tłumaczyć”, lecz „odpowie”. Mechanizm ten zwiększa pole manewru dla działań ryzykownych, ponieważ oswaja opinię publiczną z założeniem, że „tak trzeba”.

5) „Europa zapłaci cenę”

Piąta narracja przenosi ciężar z USA na Europę: pojawiają się sugestie uderzeń w europejskie zaplecze przemysłowe wspierające Ukrainę, które w tej logice staje się „legalnym” celem, ponieważ rzekomo zasila wysiłek wojenny. Jest to klasyczna strategia presji i zastraszania, mająca zwiększyć społeczne poczucie kosztu wsparcia Ukrainy, wytworzyć napięcia polityczne i biznesowe oraz uruchomić efekt mrożący w debacie publicznej („czy warto ryzykować?”). Stanowi to również próbę rozszczelnienia solidarności transatlantyckiej: Europa ma poczuć się bardziej bezpośrednio zagrożona niż USA.

Z perspektywy operacji wpływu linie te nie są wyłącznie komentarzem do wydarzeń, lecz narzędziem zarządzania percepcją w trzech kluczowych kierunkach.

Wewnętrznie: mobilizacja i dyscyplinowanie elit

Na użytek krajowy przekaz ma konsolidować emocje oraz przykrywać niewygodne wątki, w tym kontekst sankcyjny i praktyki ich obchodzenia, a jednocześnie budować presję na decydentów. Jeśli bowiem „Zachód prowadzi wojnę”, wątpliwości i ostrożność mogą być łatwo przedstawiane jako przejaw słabości. Hasło o „braku woli politycznej” pełni w tym układzie funkcję instrumentu dyscyplinującego: tworzy prosty podział na tych, którzy „odpowiadają siłą”, oraz tych, którzy „osłabiają państwo”.

Zewnętrznie: podbicie kosztów egzekwowania sankcji i wsparcia Ukrainy

Na kierunku europejsko-amerykańskim przekaz ma zniechęcać do twardego egzekwowania sankcji oraz osłabiać determinację do dalszego wspierania Ukrainy. Kluczowe są tu dwa mechanizmy: odstraszanie, rozumiane jako groźba odwetu, oraz odwrócenie oskarżenia, w którym to Zachód ma „obniżać próg użycia siły”. Celem nie jest natychmiastowa zmiana polityki, lecz stopniowe zwiększanie tarcia oraz niepewności decyzyjnej.

Globalnie: budowa antyzachodniej koalicji percepcyjnej

Na rynki i audytoria pozaeuropejskie, w szczególności w Globalnym Południu, kierowany jest język „neokolonializmu” oraz „obrony wolności żeglugi”. Rama ta ma osłabiać legitymację Zachodu jako gwaranta ładu międzynarodowego, a jednocześnie umożliwiać Rosji występowanie w roli krytyka „imperialnych praktyk”. Nawet jeśli odbiorca nie przyjmie rosyjskiej narracji w całości, wystarczy, że uzna spór za „kolejny przykład zachodniej hipokryzji” – już samo to wzmacnia cel operacji wpływu.

Za tą sekwencją wydarzeń nie stoi jeden incydent ani pojedynczy impuls decyzyjny. To raczej konsekwentnie prowadzona gra, w której kluczową walutą nie są fakty, lecz emocje: strach, znużenie i poczucie dezorientacji. Przejęcie tankowca zostało wykorzystane jako punkt zapalny do uruchomienia znanego mechanizmu interpretacyjnego. W jego ramach Zachód zostaje obsadzony w roli agresora działającego poza prawem, a Rosja przedstawia się jako podmiot reagujący pod przymusem. Prawo międzynarodowe, antykolonialna retoryka i groźby militarne nie funkcjonują tu jako odrębne wątki, lecz jako elementy jednej konstrukcji, które wzajemnie się wzmacniają i nadają całości pozór logiki.

Użycie „Oresznika” w bezpośredniej bliskości granic Unii Europejskiej i NATO stanowi jakościowe domknięcie tej strategii. Symboliczna groźba została przełożona na działanie, które ma zakomunikować jedno: próg ryzyka został przesunięty. Przekaz jest skierowany przede wszystkim do Europy, która ma odczuć, że wojna przestaje być zjawiskiem odległym i zaczyna wchodzić w jej bezpośrednie otoczenie. W tym sensie nie liczy się skala fizycznych zniszczeń, jakie może spowodować pojedyncze uderzenie. Stawką jest odporność psychologiczna decydentów i społeczeństw, a więc granica tego, ile niepewności i kosztów są gotowe zaakceptować, zanim pojawi się pokusa wycofania lub wahania.

Ostateczny cel pozostaje przy tym prosty i pragmatyczny. Kreml nie potrzebuje powszechnej akceptacji swojej narracji. Wystarczy osłabić poczucie bezpieczeństwa i sprawić, by każda kolejna decyzja o kontynuowaniu oporu zaczęła być postrzegana jako nadmiernie ryzykowna. W takim środowisku presja na „ostrożność” i „kompromis” nie musi być narzucana wprost, rodzi się sama, a właśnie ta narastająca niepewność stanowi najcenniejszy efekt całej operacji.


Autor: Katarzyna Wojda – Disinfo Digest


Udostępnij!

Otwórz PDF i wydrukuj