15
Najnowsza aktywność

3

Najnowsza aktywność

Propaganda strachu. Polska, Ukraina, Bałtyk i NATO w rosyjskiej operacji zastraszania

Rosyjska propaganda coraz wyraźniej próbuje przesunąć uwagę odbiorców ku szerszemu obrazowi rzekomo nieuchronnej wojny europejskiej. W takim przekazie Ukraina przestaje być samodzielnym państwem broniącym swojej suwerenności, a staje się jedynie polem starcia Rosji z Zachodem. Polska, państwa bałtyckie, Finlandia, Szwecja i cały region Morza Bałtyckiego zostają natomiast wpisane w mapę przyszłej konfrontacji.

Analizowany przekaz rosyjskiej propagandy, oparty na tezie o „nadchodzącej wojnie europejskiej”, jest przykładem perswazji, która jednocześnie straszy, mobilizuje, usprawiedliwia i „oswaja” odbiorców z coraz bardziej agresywnym myśleniem o polityce międzynarodowej. To konstrukcja informacyjna, której celem jest oswojenie odbiorcy z myślą, że wojna Rosji z NATO jest prawdopodobna, logiczna, a być może nawet konieczna.

Wojna jako „nieuchronność”, czyli podstawowy mechanizm zastraszania

Najważniejszą funkcją tekstu jest zbudowanie wrażenia, że Europa zmierza ku wojnie, której nie da się już uniknąć. Autorzy publikacji nie stawiają pytań, czy konflikt nastąpi, lecz sugerują wprost, że należy już tylko rozważać, gdzie i w jaki sposób będzie prowadzony. To ważny zabieg psychologiczny. Odbiorca ma zostać przeniesiony z poziomu oceny informacji na poziom przyzwyczajania się do katastroficznego scenariusza.

Wojna przeciwko Ukrainie jest przedstawiona jako pierwszy etap większej konfrontacji. W propagandzie pojawiają się porównania do wcześniejszych konfliktów, które miały poprzedzać większe przesilenia historyczne. Tego rodzaju analogie nie służą wyjaśnianiu rzeczywistości, ale wzmacniają poczucie dziejowej konieczności. To mechanizm sugestii. Odbiorca ma uwierzyć, że obecny „kryzys” nie wynika z decyzji politycznych Kremla, lecz z rzekomo nieuchronnego biegu historii.

Tak działa propaganda zastraszania. Nie musi ona wprost zapowiadać ataku. Wystarczy, że przez powtarzanie obrazów przyszłej wojny, wskazywanie możliwych kierunków uderzeń i przywoływanie dat oraz miejsc buduje przekonanie, że eskalacja jest czymś naturalnym. W ten sposób lęk staje się narzędziem nacisku na społeczeństwa Zachodu.

Odwrócenie winy: Rosja jako ofiara, Zachód jako agresor

Kolejną funkcją przekazu jest znane od lat przerzucanie odpowiedzialności za wzrost napięcia z Rosji na Zachód. W rosyjskiej dezinformacji to nie agresja na Ukrainę uruchomiła proces wzmacniania bezpieczeństwa w Europie, lecz rzekoma agresywność NATO doprowadziła Rosję do konieczności obrony. Rozszerzenie Sojuszu o Finlandię i Szwecję, dozbrajanie Ukrainy, wzmacnianie wschodniej flanki czy modernizacja armii europejskich zostają przedstawione jako dowody przygotowań do ofensywnej wojny z Rosją.

To klasyczny zabieg propagandowy: najpierw pomija się własne działania, które doprowadziły do wojny, a następnie reakcję państw zagrożonych przedstawia się jako prowokację. W ten sposób obrona zostaje nazwana agresją, a agresor występuje w roli oblężonej twierdzy.

Taki przekaz jest szczególnie istotny dla Kremla, ponieważ pozwala uzasadniać każdą kolejną formę rosyjskiej presji. Jeżeli Zachód zostanie wcześniej przedstawiony jako strona przygotowująca atak, to rosyjskie działania ofensywne można później opisać jako „uprzedzającą obronę”, „odpowiedź na zagrożenie” albo „konieczność wojskową”.

„Anglosasi” jako ukryci sprawcy wojny

W analizowanych przekazach propagandowych ważną rolę odgrywa motyw „anglosaskiego” przeciwnika, czyli Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Rosyjska propaganda od dawna wykorzystuje ten obraz, aby pokazywać Europę jako obszar pozbawiony samodzielności, podporządkowany interesom Waszyngtonu i Londynu. W tej opowieści państwa europejskie nie podejmują własnych decyzji, lecz wykonują polecenia zewnętrznego ośrodka siły.

Taki schemat pozwala propagandzie uderzać jednocześnie w kilka celów. Po pierwsze, odbiera podmiotowość Ukrainie, przedstawiając jej opór jako efekt zachodniego sterowania. Po drugie, osłabia wiarygodność państw europejskich, sugerując, że ich polityka bezpieczeństwa nie wynika z realnego zagrożenia rosyjskiego, lecz z cudzej gry geopolitycznej. Po trzecie, wzmacnia antyamerykańskie i antybrytyjskie nastroje wśród odbiorców podatnych na hasła o „zachodniej dominacji”.

Szczególne miejsce zajmuje tu powtarzana przez rosyjską propagandę teza, że wojna mogła zakończyć się wiosną 2022 roku, lecz Zachód miał rzekomo nakłonić Ukrainę do dalszej walki. To dezinformacja wygodna dla Kremla, ponieważ usuwa z pola widzenia podstawowy fakt: Ukraina broni się przed rosyjską agresją, a nie prowadzi cudzą wojnę na własnym terytorium.

Ukraina jako „teren wojny”, a nie państwo

Jednym z głównych celów rosyjskiej propagandy jest odebranie Ukrainie sprawczości. W analizowanym przekazie Ukraina nie występuje jako państwo, społeczeństwo i naród, który podjął decyzję o obronie swojej niepodległości. Zostaje sprowadzona do roli przestrzeni, na której Zachód rzekomo prowadzi wojnę z Rosją.

To bardzo ważny element rosyjskiej wojny informacyjnej. Jeżeli Ukraina zostanie pokazana wyłącznie jako narzędzie Zachodu, łatwiej podważać sens pomocy wojskowej, humanitarnej i politycznej dla Kijowa. Odbiorca zachodni ma dojść do wniosku, że wspieranie Ukrainy nie służy obronie napadniętego państwa, lecz przedłużaniu wojny z Rosją.

W ten sposób propaganda próbuje zmienić znaczenie podstawowych pojęć. Obrona staje się „eskalacją”, pomoc sojusznicza — „podżeganiem do wojny”, a solidarność z ofiarą agresji — „udziałem w cudzym konflikcie”. To ma prowadzić do zmęczenia, rezygnacji i presji na ograniczenie wsparcia dla Ukrainy.

Bałtyk jako nowa mapa strachu

Szczególnie istotnym elementem analizowanego przekazu jest przesunięcie uwagi z Ukrainy na region Morza Bałtyckiego. W tekście pojawiają się Finlandia, Szwecja, państwa bałtyckie, Polska, obwód królewiecki, przesmyk suwalski, Gotlandia, Spitsbergen, Murmańsk i Siewierodwińsk. Nie jest to przypadkowa wyliczanka geograficzna. To budowanie mapy wyobrażonej wojny.

Propaganda nie tylko mówi: „wojna może nadejść”. Ona pokazuje odbiorcy konkretne miejsca, przez które rzekomo miałaby przejść. W ten sposób abstrakcyjny lęk zostaje zakotwiczony w realnych nazwach i przestrzeniach. Dla odbiorcy z Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii czy Szwecji taki przekaz ma szczególne znaczenie, ponieważ przenosi ciężar wojny z dalekiego frontu ukraińskiego na własne otoczenie bezpieczeństwa.

Celem jest wytworzenie niepokoju: przekonania, że wzmacnianie NATO nie zwiększa bezpieczeństwa, lecz przybliża wojnę. To dokładnie ten mechanizm, który rosyjska propaganda wielokrotnie wykorzystywała wobec społeczeństw europejskich: przedstawiać odstraszanie jako prowokację, a przygotowanie obronne jako krok ku katastrofie.

Królewiec jako „Krym XXI wieku”

W propagandzie szczególne miejsce zajmuje obwód królewiecki, przedstawiany jako potencjalne centrum przyszłego kryzysu. Propagandyści sugerują, że region ten może zostać odizolowany, a jego utrata miałaby silny wpływ na rosyjskie społeczeństwo. Porównanie do Krymu ma tu znaczenie symboliczne. Krym w rosyjskiej propagandzie jest bowiem mitem sukcesu, potwierdzeniem imperialnej sprawczości i symbolem starcia z Zachodem.

Przeniesienie tej symboliki na Królewiec służy mobilizacji emocjonalnej. Odbiorca rosyjski ma poczuć, że chodzi nie tylko o obszar wojskowy, lecz o sprawę prestiżu, dumy i państwowej integralności. W takiej ramie każdy ruch NATO w regionie może zostać przedstawiony jako próba upokorzenia Rosji.

Jednocześnie pojawia się niebezpieczne uzasadnienie dla możliwej presji na Polskę i Litwę. Jeżeli Królewiec zostaje pokazany jako obszar zagrożony blokadą, to działania Rosji w rejonie przesmyku suwalskiego mogą być później opisywane jako „logiczna” próba przełamania izolacji. To przykład informacyjnego przygotowywania gruntu pod akceptację scenariuszy agresywnych.

Polska i państwa bałtyckie jako rzekomi prowokatorzy

W rosyjskim przekazie Polska i państwa bałtyckie zostają ponownie opisane jako aktywni uczestnicy „antyrosyjskiej machiny wojennej”. Polska pojawia się jako korytarz pomocy dla Ukrainy i część południowego obszaru bałtyckiego, który w rosyjskiej wyobraźni propagandy wojskowej może stać się jednym z głównych miejsc przyszłego starcia.

To sposób na podważanie wiarygodności polskiej polityki bezpieczeństwa. Każde działanie wzmacniające obronność — zwiększanie liczebności wojska, zakupy uzbrojenia, obecność wojsk sojuszniczych, ćwiczenia NATO, rozwój infrastruktury wojskowej — może zostać w takim przekazie nazwane przygotowaniem do wojny z Rosją.

Wobec polskiego odbiorcy tego typu propaganda ma wzmacniać lęk przed „wciągnięciem w wojnę”. Wobec odbiorcy rosyjskiego ma natomiast budować obraz Polski jako państwa frontowego, niebezpiecznego i podporządkowanego cudzym interesom. Obie funkcje są dla Kremla użyteczne: pierwsza osłabia odporność społeczną w Polsce, druga wzmacnia akceptację dla wrogiego kursu wobec Warszawy.

Agresja nazwana „aktywną obroną”

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów bieżącej propagandy jest sposób opisywania możliwych rosyjskich działań wojskowych. Operacje w rejonie przesmyku suwalskiego, działania przeciwko Gotlandii, presja na Spitsbergen czy aktywność dywersyjna w głębi terytorium przeciwnika są przedstawiane nie jako agresja, lecz jako element „aktywnej obrony”.

To zabieg językowy o dużym znaczeniu. Słowa mają tu zmienić moralną ocenę działań. Jeżeli atak zostanie nazwany obroną, a eskalacja — koniecznością, odbiorca łatwiej zaakceptuje scenariusze, które w normalnych warunkach uznałby za niebezpieczne i niedopuszczalne.

Rosyjska propaganda często działa właśnie w ten sposób. Nie musi otwarcie nawoływać do wojny. Wystarczy, że konsekwentnie buduje obraz zagrożenia, a następnie przedstawia agresywne rozwiązania jako racjonalne, wymuszone i zgodne z logiką bezpieczeństwa państwa.

Historia jako narzędzie propagandy

Tekst obficie odwołuje się do historii: wojny 1812 roku, wojny krymskiej, drugiej wojny światowej, rosyjskiej wojny domowej, walk o Kurlandię, znaczenia Rygi czy wcześniejszych działań wokół Gotlandii. Te odniesienia nie służą jednak spokojnemu namysłowi nad przeszłością. Są cynicznie użyte jako narzędzie nadawania współczesnej propagandzie pozoru głębi i nieuchronności.

Historia zostaje wybrana selektywnie. Propaganda historyczna jest sprowadzana do prostego wzoru: Rosja od wieków ma być otaczana, atakowana i zmuszana do walki z Zachodem. Taki dezinformacyjny obraz usuwa odpowiedzialność konkretnych władz za konkretne decyzje. Zamiast polityki mamy „los dziejowy”. Zamiast agresji — „ciągłość historyczną”. Zamiast rachunku win — mit wiecznej obrony ojczyzny.

To szczególnie skuteczne wobec odbiorców wychowanych w kulcie wojny ojczyźnianej i pamięci imperialnej. Propaganda nie musi wtedy tworzyć nowych emocji. Wystarczy, że uruchamia istniejące symbole: oblężenie, poświęcenie, zdrada Zachodu, wielka próba narodu, konieczność zwycięstwa.

Oswajanie z użyciem broni jądrowej

Najbardziej emocjonalnym fragmentem przekazu jest ten, który dotyczy broni jądrowej. Autor sugeruje, że zmieniła się psychologia jej użycia i że można ją traktować jako środek wojskowy o określonym zastosowaniu. Następnie pojawia się myśl o możliwości ograniczonego użycia broni jądrowej przeciwko celom wojskowym.

To nie jest przypadkowy fragment. Jego funkcją jest przesunięcie granicy wyobrażalnego. Broń jądrowa ma przestać kojarzyć się wyłącznie z katastrofą i samobójstwem cywilizacyjnym, a zacząć być postrzegana jako narzędzie pola walki. To groźna forma normalizacji eskalacji nuklearnej.

Wobec Zachodu taki przekaz ma działać zastraszająco. Ma przekonać społeczeństwa i elity polityczne, że Rosja może być gotowa do działań, których państwa demokratyczne będą chciały uniknąć za wszelką cenę. Wobec odbiorcy rosyjskiego ma natomiast przygotowywać grunt pod akceptację coraz bardziej radykalnego języka wojny.

„Mgła wojny” jako usprawiedliwienie

W analizowanym tekście pojawia się również sugestia, że współczesne technologie i chaos informacyjny pozwalają zacierać odpowiedzialność za działania wojenne. Przywołanie rzekomych niejasności wokół wysadzenia zapory na Dnieprze ma służyć pokazaniu, że w nowoczesnej wojnie sprawstwo może być trudne do jednoznacznego ustalenia.

To bardzo ważny element myślenia propagandowego. Chodzi o przygotowanie odbiorcy na sytuację, w której nawet najpoważniejsze działania — sabotaż, ataki na infrastrukturę, a nawet użycie broni masowego rażenia — mogą zostać obudowane zaprzeczeniami, fałszywymi tropami i oskarżeniami wobec przeciwnika.

Chiny jako gwarancja rosyjskiej pewności

Propaganda gwarantuje, że Pekin będzie wspierać Moskwę, ponieważ po ewentualnej klęsce Rosji sam stałby się następnym celem Zachodu. To kolejny element budowania obrazu wielkiego, światowego starcia.

Rosja zostaje przedstawiona nie jako państwo izolowane po agresji na Ukrainę, lecz jako część szerszego obozu przeciwstawiającego się zachodniej dominacji. Taki przekaz ma podnieść morale rosyjskiego odbiorcy i wzmocnić przekonanie, że Moskwa nie jest osamotniona.

Jednocześnie jest to przekaz skierowany do odbiorców poza Rosją, szczególnie tych, którzy są podatni na antyzachodnią publicystykę. Ma on pokazywać konflikt nie jako skutek rosyjskiej agresji, lecz jako część globalnej walki o nowy porządek świata.

Propaganda jako przygotowanie społeczne

Analizowany tekst spełnia również funkcję przygotowania społecznego. Rosyjskie społeczeństwo ma zostać oswojone z myślą, że wojna może być długa, szersza niż ukraińska i prowadzona przeciwko całemu Zachodowi. To ważne z punktu widzenia władzy, która potrzebuje uzasadnienia dla rosnących kosztów wojny, militaryzacji państwa, ograniczeń wewnętrznych i dalszej mobilizacji zasobów.

Jeżeli obywatel uwierzy, że Rosja walczy nie z Ukrainą, lecz z całym blokiem zachodnim, łatwiej zaakceptuje biedę, represje, straty wojenne i podporządkowanie życia publicznego logice wojny. Propaganda nie tylko tłumaczy rzeczywistość. Ona ją organizuje emocjonalnie: wskazuje wroga, porządkuje lęki i nadaje sens wyrzeczeniom.

Propaganda jako nacisk na Zachód

Ten sam przekaz propagandowy jest użyteczny również wobec odbiorców zachodnich. Jego przekaz jest czytelny: dalsze wspieranie Ukrainy, wzmacnianie NATO i obrona wschodniej flanki mogą doprowadzić do wojny europejskiej, a nawet do użycia broni jądrowej.

Rosyjska propaganda liczy na to, że część społeczeństw zachodnich zacznie wywierać presję na własne rządy: aby ograniczać pomoc Ukrainie, unikać dalszego wzmacniania obronności, rezygnować z twardej polityki wobec Moskwy i szukać „kompromisu” za cenę ustępstw wobec agresora.

Strach przed wojną staje się więc narzędziem wpływu politycznego. Nie chodzi tylko o opis zagrożenia, ale o wywołanie określonej reakcji: zniechęcenia, ostrożności, paraliżu decyzyjnego i gotowości do akceptacji rosyjskich warunków.

Znaczenie dla Polski

Z polskiej perspektywy analizowany przekaz propagandowy jest szczególnie istotny. Polska zostaje w nim wpisana w rosyjską mapę przyszłej konfrontacji jako państwo frontowe, korytarz wsparcia dla Ukrainy i element południowego obszaru bałtyckiego. Szczególne znaczenie ma wątek przesmyku suwalskiego, przedstawianego jako miejsce potencjalnego rosyjskiego działania w razie izolacji obwodu królewieckiego.

To oznacza, że rosyjska propaganda będzie nadal próbowała fałszywie przedstawiać polską politykę bezpieczeństwa jako niebezpieczną, prowokacyjną i podporządkowaną interesom Zachodu. Wzmacnianie Wojska Polskiego, współpraca z NATO, wsparcie Ukrainy czy rozwój infrastruktury obronnej będą opisywane jako działania przybliżające wojnę.

Celem jest osłabianie zaufania obywateli do państwa i sojuszy. Propaganda chce, aby część społeczeństwa zaczęła postrzegać obronność nie jako warunek bezpieczeństwa, lecz jako źródło zagrożenia. To odwrócenie znaczeń jest jednym z najważniejszych narzędzi rosyjskiego oddziaływania informacyjnego wobec Polski.

Podsumowanie

Analizowana perswazja jest przykładem rosyjskiej propagandy wojennej, która działa równocześnie na wielu poziomach. Straszy wojną, ale nie tylko po to, aby wzbudzić lęk. Mobilizuje rosyjskie społeczeństwo, usprawiedliwia agresywną politykę Kremla, odbiera podmiotowość Ukrainie, przedstawia NATO jako napastnika, wpisuje Polskę i państwa bałtyckie w obraz przyszłego pola walki, a także oswaja odbiorców z możliwością dalszej eskalacji, włącznie z użyciem broni jądrowej.

To przekaz niebezpieczny, ponieważ nie występuje wprost jako groźba. Jest ubrany w język geopolitycznej prognozy, historycznych analogii i rzekomej chłodnej analizy wojskowej. W rzeczywistości jednak jego głównym celem jest zmiana sposobu myślenia odbiorcy: wojna ma wydać się nieunikniona, rosyjska agresja — obronna, Zachód — prowokacyjny, a strach — racjonalny.

Właśnie dlatego tego rodzaju przekazy należy traktować jako element szerszego oddziaływania informacyjnego. Rosyjska propaganda nie tylko zastrasza możliwością wojny. Ona przygotowuje na nią wyobraźnię społeczną, testuje granice akceptacji i próbuje wymusić na Zachodzie polityczne ustępstwa poprzez presję strachu.


Autor: Katarzyna Wojda – Redakcja Disinfo Digest


Udostępnij!

Otwórz PDF i wydrukuj