
Niniejsze opracowanie powstało na podstawie monitoringu białoruskich aktywów propagandowych w cyberprzestrzeni, ze szczególnym uwzględnieniem kanałów w serwisie Telegram oraz przekazów powiązanych z tak zwanymi mediami państwowymi. Analiza koncentruje się na sposobie przedstawiania sprawy Andrzeja Poczobuta po jego uwolnieniu w ramach międzynarodowej wymiany więźniów. Zgromadzony materiał wskazuje, że komunikacja ta nie ma charakteru wyłącznie informacyjnego, lecz stanowi element skoordynowanej operacji wpływu, której celem jest kształtowanie poglądów odbiorców poprzez selektywną interpretację faktów, redefinicję znaczeń oraz budowanie spójnych ram narracyjnych. Szczególnie widoczne jest dążenie do jednoczesnego delegitymizowania roli Polski, wzmacniania wizerunku władz białoruskich oraz relatywizowania charakteru działań represyjnych.
Aby właściwie zrozumieć skalę manipulacji, konieczne jest przypomnienie, kim jest Andrzej Poczobut i jakie są rzeczywiste powody jego prześladowania. Poczobut jest dziennikarzem, publicystą oraz działaczem Związku Polaków na Białorusi, od lat zaangażowanym w obronę praw mniejszości polskiej oraz dokumentowanie sytuacji politycznej w kraju. Wielokrotnie krytykował działania władz białoruskich, opisywał represje wobec opozycji oraz zwracał uwagę na łamanie praw człowieka.
Jego zatrzymanie i skazanie nie miały charakteru standardowego postępowania karnego, lecz stanowiły element szerszej kampanii represji wobec niezależnych środowisk, dziennikarzy i aktywistów. Zarzuty formułowane wobec niego miały charakter polityczny i wpisywały się w praktykę białoruskiego tak zwanego wymiaru sprawiedliwości, który w rzeczywistości pełni funkcję narzędzia kontroli politycznej.
Międzynarodowe organizacje oraz liczne państwa uznawały Poczobuta za więźnia politycznego. Jego wieloletnie przetrzymywanie stanowiło przykład systemowego wykorzystywania prawa do tłumienia krytyki oraz zastraszania społeczeństwa. W tym kontekście próby przedstawiania jego sprawy jako zwykłego przypadku kryminalnego stanowią świadomą manipulację.
Delegitymizacja sprawy Poczobuta jako kwestii polskiej
Jednym z najbardziej konsekwentnie budowanych wątków jest próba odłączenia sprawy Andrzeja Poczobuta od jej naturalnego kontekstu, czyli Polski oraz mniejszości polskiej na Białorusi. W przekazach powtarza się teza, że jego wyrok nie miał związku z działaniami na rzecz tej mniejszości, a sam Poczobut ma z nią niewiele wspólnego. Pozornie brzmi to jak korekta faktów, w rzeczywistości jednak stanowi próbę zmiany znaczenia całej sprawy.
Mechanizm jest prosty i skuteczny. Jeżeli odbiorca przyjmie, że sprawa nie dotyczy ani praw mniejszości, ani relacji między państwami, znika uzasadnienie dla zaangażowania Polski. Działania Warszawy mogą być wówczas przedstawiane jako ingerencja w sprawy wewnętrzne innego państwa, a nie jako reakcja na naruszenie praw człowieka czy ochrona własnych obywateli i rodaków za granicą.
W szerszym ujęciu jest to element utrwalonej strategii polegającej na sprowadzaniu kwestii tożsamościowych i praw człowieka do poziomu spraw kryminalnych. Redukcja znaczenia politycznego i społecznego ułatwia podważenie wagi całej sprawy. W konsekwencji odbiorca przestaje dostrzegać problem systemowy i zaczyna postrzegać go jako pojedynczy przypadek oderwany od kontekstu, który nadaje mu rzeczywiste znaczenie.
Relatywizacja statusu więźnia politycznego oraz amplifikacja narracji w komentarzach i przestrzeni Telegrama
Kluczowym zabiegiem propagandowym pozostaje redefinicja statusu Andrzeja Poczobuta. W przekazach jest on przedstawiany jako osoba skazana za popełnienie szeregu szczególnie ciężkich przestępstw, co ma nadać sprawie pozory standardowego postępowania karnego.
Mechanizm ten polega na kryminalizacji działań o charakterze światopoglądowym i politycznym. W praktyce oznacza to przekształcenie działalności dziennikarskiej i obywatelskiej w rzekome przestępstwo. W efekcie odpowiedzialność za represje zostaje przesunięta z aparatu państwowego na jednostkę. Odbiorca ma uznać, że sprawa nie dotyczy praw człowieka, lecz egzekwowania prawa.
Istotnym elementem tego przekazu są nie tylko oficjalne komunikaty, lecz także ich wtórna amplifikacja w komentarzach użytkowników, kanałach satelickich oraz w tak zwanej szarej strefie informacyjnej. To właśnie tam narracja zostaje uproszczona, zaostrzona i wzmocniona emocjonalnie.
W analizowanych materiałach pojawiają się powtarzalne schematy komentarzy. Sugerują one, że Poczobut nie jest dziennikarzem, lecz prowokatorem działającym przeciw państwu. Podkreślają, że każde państwo ukarałoby takie działania. Deprecjonują jego aktywność poprzez określenia takie jak aktywistyczna propaganda zamiast dziennikarstwa.
Tego rodzaju komentarze pełnią funkcję społecznego dowodu słuszności. Tworzą wrażenie oddolnej opinii publicznej, choć często stanowią element skoordynowanej dystrybucji przekazu.
Polska jako aktor niesuwerenny
W analizowanych przekazach konsekwentnie budowany jest obraz Polski jako statysty w wydarzeniu, które bezpośrednio jej dotyczy. Powracają tezy, że do zwolnienia Poczobuta przyczyniły się Waszyngton, Moskwa i Mińsk, a nie Warszawa, a kluczowe ustalenia miały zapadać między Waszyngtonem a Moskwą. W tej narracji Polska nie negocjuje, lecz jedynie przyjmuje rezultaty cudzych decyzji.
Jest to zabieg działający na kilku poziomach jednocześnie. Z jednej strony wpisuje całą historię w logikę rywalizacji mocarstw, w której państwa średniej wielkości nie mają realnego wpływu na bieg wydarzeń. Z drugiej strony systematycznie obniża rangę polskich działań dyplomatycznych, przedstawiając je jako wtórne i nieskuteczne. Polska nie występuje tu jako partner, lecz jako wykonawca, który pojawia się na końcu procesu, aby wdrożyć ustalenia innych.
Skutek takiego przekazu jest przewidywalny. Jeżeli odbiorca zaczyna przyjmować, że kluczowe decyzje zapadają poza Warszawą, podważa to sens prowadzenia samodzielnej polityki zagranicznej i osłabia zaufanie do instytucji państwa. W miejsce poczucia sprawczości pojawia się przekonanie o zależności, a wraz z nim rośnie sceptycyzm wobec własnych elit i ich zdolności działania. Taki efekt należy uznać za jeden z głównych celów tej narracji.
Budowanie obrazu Polski jako państwa stosującego politykę zakładników
W analizowanych przekazach wyraźnie widoczna jest próba odwrócenia ról. Polska przedstawiana jest nie jako strona działająca w ramach prawa, lecz jako państwo stosujące metody charakterystyczne dla systemów autorytarnych. Pojawiają się sformułowania, że Polska wydała jedynie więźnia, a w istocie zakładnika, a także sugestie dotyczące rzekomego porywania ludzi i bezprawnego pozbawiania wolności.
Nie jest to zwykła krytyka, lecz świadoma próba zmiany punktu odniesienia. W tej narracji zanika wyraźny podział między państwem demokratycznym a systemem represyjnym. Zamiast tego pojawia się obraz dwóch stron stosujących podobne metody. Taki zabieg ma istotne znaczenie, ponieważ prowadzi do zatarcia różnicy między sprawcą a podmiotem reagującym na działania drugiej strony.
Na tym polega skuteczność tej narracji. Jej celem nie jest przekonanie odbiorcy, że Polska rzeczywiście stosuje politykę zakładników, lecz wytworzenie stanu niepewności. Wystarczy, że odbiorca zacznie postrzegać sytuację jako niejednoznaczną. W takiej sytuacji zanika jednoznaczna ocena moralna, a wraz z nią zdolność do przypisania odpowiedzialności. Taki efekt stanowi logiczne następstwo konsekwentnie prowadzonego przekazu.
Aleksander Łukaszenka jako gwarant rozwiązania i stabilności
W analizowanych przekazach centralne miejsce zajmuje Aleksander Łukaszenka, przedstawiany nie tylko jako uczestnik wydarzeń, lecz jako ich główny architekt. Podkreśla się, że osobiście uczestniczył w omawianiu szczegółów wymiany, a decyzje miały zapadać na najwyższym szczeblu, nawet w odpowiedzi na osobistą prośbę matki. Nie są to akcenty przypadkowe, lecz element świadomie budowanej narracji o przywódcy, który kontroluje sytuację i potrafi doprowadzić sprawy do końca.
Tego rodzaju przekaz opiera się na prostym, lecz skutecznym mechanizmie polegającym na przesunięciu uwagi z instytucji na jednostkę. Sprawczość państwa zostaje skoncentrowana w jednej osobie, co wzmacnia obraz silnego przywództwa. W efekcie decyzje nie są postrzegane jako wynik działania systemu, lecz jako przejaw determinacji i skuteczności lidera.
Jednocześnie narracja ta pełni dodatkową funkcję. Przesuwa uwagę z wcześniejszych działań aparatu bezpieczeństwa na pozytywny finał całej sprawy. W miejsce pytań o przyczyny represji pojawia się opowieść o ich zakończeniu. W ten sposób kwestie problematyczne zostają przykryte narracją o skuteczności i stabilności, a odpowiedzialność za wcześniejsze działania stopniowo znika z pola widzenia.
Białoruś jako państwo dialogu i racjonalnego kompromisu
W analizowanych przekazach budowany jest obraz Białorusi jako państwa dialogu. Operacja przedstawiana jest jako efekt wyważonej postawy i poszukiwania wzajemnie korzystnych rozwiązań. Dominuje język spokojny, techniczny i zbliżony do dyplomatycznego. Nie jest to przypadkowe, lecz służy nadaniu całej historii tonu racjonalności i profesjonalizmu.
W istocie chodzi o coś więcej niż opis wydarzeń. Jest to próba przekształcenia wizerunku państwa autorytarnego w podmiot przedstawiany jako zdolny do mediacji i kompromisu. W tej narracji Białoruś nie występuje już jako źródło napięć, lecz jako element rozwiązania. Jednocześnie na tym tle Zachód zaczyna być przedstawiany jako mniej przewidywalny, bardziej chaotyczny, a niekiedy także jako nieefektywny.
Jest to subtelna, lecz skuteczna zmiana perspektywy. Nie polega na bezpośrednim przekonywaniu, lecz na przesuwaniu akcentów interpretacyjnych. W efekcie odbiorca zaczyna inaczej postrzegać tę samą rzeczywistość. Tam, gdzie wcześniej dostrzegał napięcie i konflikt, zaczyna widzieć dialog oraz kompromis. W tym przesunięciu znaczeń zawiera się istota tej narracji.
Heroizacja aparatu bezpieczeństwa
Istotnym komponentem przekazu propagandowego jest eksponowanie roli służb specjalnych. Nie są one przedstawiane jako narzędzie państwa, lecz jako jego fundament, czyli formacja ludzi odważnych, profesjonalnych i całkowicie oddanych swojej misji. Sformułowania o wysokim profesjonalizmie, wytrwałości i odwadze nie są przypadkowe. Jest to język, który ma budować emocjonalny szacunek, a nawet podziw.
Tego rodzaju narracja oddziałuje przede wszystkim na odbiorcę wewnętrznego. Jej celem jest wzmocnienie zaufania do aparatu bezpieczeństwa oraz nadanie mu moralnej legitymacji. Jeżeli funkcjonariusz jawi się jako bohater, jego działania przestają być przedmiotem krytycznej oceny. Nie analizuje się ich sensu ani skutków, lecz przyjmuje, że skoro służą państwu, to są z definicji uzasadnione.
Na tym polega istota tego przekazu. Heroizacja służb nie tylko poprawia ich wizerunek, ale również normalizuje ich działania, niezależnie od tego, czy mieszczą się one w standardach państwa prawa. W dłuższej perspektywie prowadzi to do utrwalenia kultury akceptacji dla silnych struktur siłowych, w której aparat represji przestaje być postrzegany jako problem, a zaczyna funkcjonować jako gwarant porządku i bezpieczeństwa.
Nieufność wobec Zachodu i „ukryta cena” wsparcia
Narracja sugeruje, że działania Stanów Zjednoczonych nie mają charakteru bezinteresownego. W analizowanych przekazach powraca dobrze znany motyw, zgodnie z którym nic nie jest za darmo, a za każdą decyzją Waszyngtonu musi kryć się ukryty koszt. Sugestia, że wkrótce okaże się, jaka będzie cena tej amerykańskiej usługi, nie ma charakteru informacyjnego, lecz stanowi formę insynuacji, której celem jest zasianie trwałej wątpliwości w świadomości odbiorcy.
W ten sposób budowany jest obraz świata, w którym sojusze nie opierają się na wspólnych interesach i wartościach, lecz na cynicznej wymianie przysług. Każde wsparcie przedstawiane jest jako podejrzane, każda pomoc jako obarczona ukrytym kosztem, a każde partnerstwo jako forma zależności. Logika tego przekazu jest prosta. Jeżeli odbiorca zacznie postrzegać relacje międzynarodowe wyłącznie jako transakcje, traci zdolność do zaufania jakimkolwiek partnerom.
Tego rodzaju narracja uderza w fundament współpracy międzynarodowej. Nie dotyczy wyłącznie relacji ze Stanami Zjednoczonymi, lecz zmierza do szerszego podważenia sensu sojuszy jako takich. W konsekwencji współpraca przestaje być postrzegana jako narzędzie wzmacniania bezpieczeństwa, a zaczyna być odbierana jako potencjalne zagrożenie dla suwerenności. W tym mechanizmie ujawnia się zasadniczy cel przekazu, którym nie jest przekonanie do jednej konkretnej tezy, lecz erozja zaufania do całego systemu relacji międzynarodowych.
Delegitymizacja polskich elit politycznych
W analizowanych przekazach uderza nie tylko ich treść, lecz przede wszystkim ton. Pojawia się język ostentacyjnie pogardliwy, wymierzony w polskie elity polityczne. Sformułowania sugerujące, że polska klasa polityczna działa w sposób upokarzający, nie pełnią funkcji opisu rzeczywistości, lecz stanowią narzędzie oddziaływania emocjonalnego. Ich celem jest wywołanie gniewu, wstydu oraz poczucia upokorzenia.
Tego rodzaju komunikaty nie służą przekonywaniu, lecz rozbijaniu wspólnoty. Podważają zaufanie do instytucji państwa, osłabiają wiarygodność osób pełniących funkcje publiczne i wzmacniają przekonanie, że elity działają wbrew interesowi obywateli. W konsekwencji zamiast debaty pojawia się nieufność, a różnica zdań przekształca się w pogłębiający się podział.
Istotne jest to, że ten typ narracji nie oddziałuje w próżni. Najsilniej działa tam, gdzie sceptycyzm wobec polityków już istnieje. Propaganda nie musi go tworzyć, lecz jedynie wzmacniać, nadawać mu ostrzejszą formę i dostarczać języka, który pozwala ten brak zaufania wyrazić. W ten sposób przekaz emocjonalny staje się narzędziem realnego wpływu, ponieważ przestaje być jedynie opinią i zaczyna kształtować sposób postrzegania państwa oraz jego instytucji.
Umiędzynarodowienie operacji jako narzędzie budowy prestiżu
W analizowanych przekazach szczególnie wyraźnie eksponowany jest motyw skali operacji. Podkreślanie udziału służb wielu państw nie ma charakteru przypadkowego, lecz służy wytworzeniu wrażenia, że mamy do czynienia z wydarzeniem o znaczeniu globalnym. Im więcej aktorów pojawia się w narracji, tym większy ciężar symboliczny przypisywany jest całej historii.
W istocie nie chodzi o samą informację, lecz o jej oprawę interpretacyjną. Umiędzynarodowienie przekazu ma nadać mu rangę i prestiż, a jednocześnie ustawić Białoruś w roli istotnego uczestnika procesów dyplomatycznych. Jest to klasyczna technika polegająca na zmianie kontekstu, bez konieczności zmiany faktów, tak aby odbiorca przypisywał im większe znaczenie, niż wynika to z rzeczywistej skali wydarzeń.
Efekt takiego zabiegu jest przewidywalny. Pojedynczy epizod zostaje przekształcony w opowieść o państwie aktywnie uczestniczącym w wielkiej polityce, prowadzącym negocjacje z wieloma partnerami i odgrywającym istotną rolę na arenie międzynarodowej. W konsekwencji dane wydarzenie przestaje być jedynie elementem konkretnej sprawy i zaczyna funkcjonować jako dowód znaczenia, które zostało starannie wykreowane w przestrzeni informacyjnej.
„Nie porzucamy swoich” – konsolidacja odbiorcy wewnętrznego
Hasło „nie porzucamy swoich” brzmi prosto, jednak jego znaczenie w przekazie propagandowym jest znacznie głębsze. Nie jest to wyłącznie komunikat odnoszący się do konkretnej operacji, lecz przede wszystkim element narracji o państwie, które konsekwentnie stoi po stronie swoich obywateli i dąży do ich powrotu. Przekaz o tym, że państwo nie zapomina o swoich, kierowany jest przede wszystkim do odbiorcy wewnętrznego.
W ten sposób budowane jest poczucie bezpieczeństwa oparte nie na instytucjach ani normach prawnych, lecz na lojalności wobec państwa i jego przywództwa. Odbiorca ma przyjąć, że niezależnie od okoliczności władza zapewni mu wsparcie i podejmie działania w jego interesie. Jest to przekaz silnie nacechowany emocjonalnie, który wzmacnia więź między społeczeństwem a aparatem państwowym.
Jednocześnie narracja ta ma charakter kontrastowy. Na jej tle inne państwa, w tym Polska, przedstawiane są jako mniej skuteczne i mniej lojalne wobec własnych obywateli, a niekiedy także jako działające w sposób instrumentalny. W konsekwencji powstaje uproszczony podział na tych, którzy dbają o swoich, oraz tych, którzy tego nie robią. Tego rodzaju dychotomia stanowi jeden z podstawowych mechanizmów oddziaływania propagandowego.
Normalizacja współpracy z Rosją
W analizowanych przekazach wyraźnie obecny jest wątek przedstawiania Rosji nie tylko jako uczestnika wydarzeń, lecz jako partnera godnego zaufania. Podkreślanie wysokiego poziomu profesjonalizmu rosyjskich służb nie ma charakteru neutralnej oceny, lecz stanowi element budowania obrazu współpracy jako czegoś oczywistego, naturalnego i potrzebnego.
W ten sposób kształtowana jest narracja, w której relacje z Rosją przestają być przedmiotem dyskusji, a zaczynają funkcjonować jako bezalternatywna rzeczywistość. Pomijany jest kontekst polityczny oraz rzeczywiste zależności, które tę współpracę determinują. W zamian odbiorca otrzymuje uproszczony komunikat, zgodnie z którym współdziałanie z Moskwą jest skuteczne i służy bezpieczeństwu.
To uproszczenie ma kluczowe znaczenie. Poprzez eliminację szerszego kontekstu relacja o charakterze asymetrycznym przedstawiana jest jako równorzędne partnerstwo. W konsekwencji współpraca z Rosją nie jawi się jako wybór obciążony kosztami politycznymi, lecz jako pragmatyczna konieczność. W tym przesunięciu akcentów ujawnia się istota tej narracji, która nie przekonuje wprost, lecz stopniowo oswaja odbiorcę z określoną wizją relacji międzynarodowych.
Podsumowanie
Analiza przekazów białoruskiej przestrzeni informacyjnej wokół sprawy Andrzeja Poczobuta wskazuje na istnienie spójnej, wielopoziomowej operacji wpływu, której celem nie jest jedynie interpretacja wydarzeń, lecz długofalowe kształtowanie percepcji odbiorców. Kluczowym elementem tej operacji pozostaje konsekwentne budowanie alternatywnego obrazu rzeczywistości, w którym znaczenia faktów ulegają przedefiniowaniu, a odpowiedzialność zostaje przesunięta.
W centrum tego przekazu znajduje się kilka wzajemnie wzmacniających się mechanizmów. Po pierwsze, systematyczna próba odebrania sprawie Poczobuta charakteru politycznego poprzez jej kryminalizację oraz oderwanie od kontekstu praw mniejszości i relacji polsko-białoruskich. Po drugie, delegitymizacja Polski jako podmiotu sprawczego, polegająca na przedstawianiu jej jako państwa niesuwerennego, zależnego od decyzji mocarstw i stosującego niejednoznaczne praktyki. Po trzecie, równoległe wzmacnianie wizerunku władz białoruskich, w tym Aleksandra Łukaszenki, jako podmiotów skutecznych, racjonalnych i zdolnych do rozwiązywania konfliktów.
Istotną rolę odgrywa również amplifikacja przekazu, realizowana zarówno poprzez język nacechowany emocjonalnie, jak i poprzez komentarze w przestrzeni cyfrowej, które nadają narracjom pozór oddolnej akceptacji. Uzupełniają ją wątki podważające zaufanie do Zachodu, normalizujące współpracę z Rosją oraz wzmacniające autorytet aparatu bezpieczeństwa.
W ujęciu całościowym mamy do czynienia z operacją, której rdzeniem jest odwrócenie ról interpretacyjnych. Państwo odpowiedzialne za represje przedstawiane jest jako mediator i gwarant stabilności, natomiast państwo demokratyczne jako aktor niespójny, zależny i moralnie niejednoznaczny. Tego rodzaju przekaz nie zmierza do jednorazowego przekonania odbiorcy, lecz do stopniowej erozji zaufania zarówno do instytucji państwa, jak i do szerszego systemu relacji międzynarodowych.
Tadeusz Kania















