
W polskim środowisku informacyjnym można zaobserwować w ostatnim czasie nasilanie się narracji uderzającej w relacje transatlantyckie i promującej zacieśnianie relacji z Chinami jako alternatywy dla sojuszu z USA, czy też nawet przeciwwagi dla rzekomego „sojuszu amerykańsko-rosyjskiego”. Narracja ta wykorzystuje prawdziwe informacje jako przesłanki do tworzenia fałszywych tez. Taki mechanizm ma nadawać lansowanym tezom pozory prawdy. Ponadto manipulacja wykorzystuje też fałszywe skojarzenia oraz odwołuje się do emocji. W szerzenie tej narracji zaangażowane są znane osoby o silnym wpływie na spory segment odbiorców, np. Jacek Bartosiak z Strategy&Future. Nadaje to tej narracji pozory wiedzy eksperckiej.
Punktem wyjścia dla tej linii przekazu jest teza, że po dojściu do władzy w USA Donalda Trumpa doszło do napięć w relacjach transatlantyckich. Przekaz ten opiera się na fakcie, że obecny prezydent USA i jego administracja wykazują się naiwnym podejściem do Rosji, błędnie oceniając jej intencje w wojnie z Ukrainą oraz samą genezę konfliktu, a także mylnie zakładając, że Rosja może zostać sojusznikiem USA w konfrontacji z Chinami (tzw. odwrócony Nixon) oraz wesprzeć wysiłki na rzecz stabilizacji Bliskiego Wschodu poprzez wywarcie nacisku na Iran. W szczególności Trump i jego administracja sądzą, że celem Rosji nie jest odbudowa imperium, czego zaledwie pierwszym krokiem jest podporządkowanie całej Ukrainy, lecz że zadowoli się ona uznaniem jej podboju części terytorium tego państwa oraz rezygnacją Kijowa z ubiegania się o członkostwo w NATO. Nie doceniają także charakteru stosunków rosyjsko-chińskich ani trwałości antyzachodniego komponentu w kulturze strategicznej Rosji, podobnie jak błędnie postrzegają relacje rosyjsko-irańskie. Rosja jest bowiem beneficjentem izolacji Iranu i nie jest zainteresowana jego porozumieniem z USA, co mogłoby otworzyć Teheran na zachodnie inwestycje i wprowadzić na rynek irańską ropę oraz gaz jako konkurencję dla rosyjskich surowców.
Powierzchowne postrzeganie relacji międzynarodowych w oparciu o nagłówki doniesień prasowych, bez pogłębionych analiz i badania rzeczywistych możliwości oraz intencji graczy, to nie tylko błąd metodologiczny czy niedoinformowanie, ale może stanowić manipulację samą w sobie. Podmioty państwowe mają różne interesy na różnych poziomach: taktycznym, operacyjnym i strategicznym. To, że na poziomie taktycznym czy nawet operacyjnym dochodzi do porozumienia między dwoma państwami, nie oznacza, że na poziomie strategicznym również występuje wspólnota interesów.
Narracja uderzająca w więzi transatlantyckie wykorzystuje też tarcia aksjologiczne wewnątrz wspólnoty transatlantyckiej, tj. w szczególności rozbieżności w definiowaniu wolności i demokracji przez obecne władze USA i część ich zaplecza intelektualnego z jednej strony, oraz większość rządów europejskich z drugiej, do podważania istnienia aksjologicznego i ideologicznego fundamentu NATO. Związane jest to również z narastającą od lat frustracją USA, wynikającą z braku gotowości znacznej części państw europejskich do ponoszenia kosztów bezpieczeństwa. Należy jednak zwrócić uwagę, że ulega to zmianie, choć jej tempo jest wciąż niewystarczające. Z drugiej strony administracja Trumpa w wielu sprawach posługuje się retoryką osłabiającą zaufanie ze strony partnerów europejskich.
Przesłanki te w żadnym razie nie uzasadniają jednak tezy, jakoby więź transatlantycka przestała istnieć, miał powstać jakiś „sojusz amerykańsko-rosyjski”, koncentracja uwagi USA na Pacyfiku miała spowodować wycofanie się z Europy (czy tym bardziej z NATO), a wojownicza retoryka administracji, np. w sprawie Grenlandii czy też ceł, miała przełożyć się na konkretne działania. Wręcz przeciwnie – próba nałożenia ceł na europejskich sojuszników wywołała negatywne skutki dla USA i spotkała się z druzgocącą krytyką w samych Stanach Zjednoczonych. Wycofanie się USA z NATO jest całkowicie wykluczone, gdyż decyduje o tym Kongres, a nawet wycofanie sił zbrojnych USA z Europy wyrządziłoby gigantyczne szkody interesom amerykańskim i nie tylko nie pozwoliłoby USA wzmocnić się na Pacyfiku, ale wręcz przeciwnie – podważyłoby ich wiarygodność w tamtym regionie.
Chiny od początku wojny w Ukrainie starają się prezentować jako podmiot neutralny, co jest całkowicie sprzeczne ze stanem faktycznym, gdyż postrzegają one ewentualne zwycięstwo Rosji w tej wojnie jako instrument podważania amerykańskiej dominacji. Ponadto stanowią zaplecze logistyczne dla Rosyjskich Sił Zbrojnych, m.in. poprzez pomoc w omijaniu sankcji, i bez wsparcia ze strony Chin Rosja nie mogłaby prowadzić wojny w tej skali i intensywności. Miałoby to bowiem wykazać słabość USA. To powoduje, że powiązania między sytuacją w Ukrainie a na Dalekim Wschodzie są oczywiste, co zresztą potwierdza udział żołnierzy Korei Północnej w działaniach przeciwko Ukrainie, a także wiele innych faktów.
Dlatego chińska propaganda stara się zafałszować prawdziwy obraz światowego konfliktu, tj. globalne starcie między Wolnym Światem (NATO oraz demokratycznymi sojusznikami na Pacyfiku) a obozem autorytarnym skoncentrowanym wokół Rosji i Chin w ramach II zimnej wojny, w której stawką jest próba zastąpienia obecnego ładu nowym, opartym na koncercie mocarstw i strefach wpływu. W takiej sytuacji nie byłoby miejsca na suwerenną Polskę, a zatem jest to opcja jednoznacznie sprzeczna z polską racją stanu.
Chińska propaganda promuje zatem fałszywy obraz „pluralistycznego świata” oraz „wielobiegunowości”, której prawdziwym celem jest zniszczenie przeciwnika poprzez zburzenie więzi transatlantyckich. Chiny zdają sobie bowiem sprawę, że tylko rozbijając relacje transatlantyckie, są w stanie odnieść zwycięstwo. W tym zakresie kierują się starą zasadą Sun-Tzu, że aby zniszczyć przeciwnika, najpierw trzeba zaatakować jego strategię, następnie sojusze, a na samym końcu dopiero samego przeciwnika.
Częścią tej strategii są następujące elementy:
– podważanie aksjologiczno-ideologicznego fundamentu więzi transatlantyckich (sugerowanie, że ideologia i wartości są bez znaczenia dla spójności sojuszu, podczas gdy polskie interesy narodowe faktycznie wynikają z wartości konstytucyjnych, a NATO zostało zbudowane na fundamencie wspólnych wartości wymienionych w preambule Traktatu Północnoatlantyckiego: wolności jednostki, rządów prawa oraz demokracji);
– prezentowanie Chin jako neutralnego ideologicznie partnera, z którym współpraca prowadzi do efektu win-win (faktycznie Chiny promują chiński model rządów autorytarnych i korumpują elity w państwach partnerskich, zapewniając im narzędzia inwigilacji, by utrzymać je przy władzy i pomagać zwalczać opozycję, a współpraca handlowa prowadzi do nierównowagi i zadłużania);
– przekonywanie, iż wspólnota transatlantycka i tak już straciła dominującą pozycję w świecie, a zmiana ładu światowego jest nieunikniona (służy temu promowanie BRICS jako rzekomo spójnego podmiotu, który jakoby zyskał przewagę nad Zachodem).
Ponadto w polskim środowisku informacyjnym można zaobserwować następujące manipulacje, związane z celami chińskiej (a także rosyjskiej) propagandy:
– „wiara” w sojusze, a w szczególności w NATO i art. 5, uderza w bezpieczeństwo Polski, gdyż sojusznicy, zwłaszcza USA, są niewiarygodni (manipulacja polega na sugerowaniu, iż uznawanie wiarygodności art. 5 w jakiś sposób ogranicza zwiększanie własnych zdolności obronnych, co jest absurdem; w innej wersji następuje równie absurdalna sugestia, że podkreślanie znaczenia więzi transatlantyckich stoi w sprzeczności z dążeniem Europy do uzyskania strategicznej autonomii);
– państwa działają zawsze racjonalnie i kierują się swoimi egoistycznie rozumianymi interesami, a zatem podejście obecnej administracji do Rosji jest nowym trendem, a nie błędem i anomalią, która zostanie prędzej czy później skorygowana (w tym kontekście warto przypomnieć, że w czasie pierwszej zimnej wojny również dochodziło do kryzysów w relacjach transatlantyckich – np. po wyborach w 1952 r. administracja Eisenhowera odrzuciła logikę Trumana i zimnowojennych liberałów, polegającą na postrzeganiu zimnej wojny jako starcia między dobrem a złem; administracja Eisenhowera zamiast tego postawiła na odprężenie w relacjach z ZSRR, a w 1956 r. zajęła podobne do sowieckiego stanowisko w kwestii kryzysu sueskiego, przeciwstawiając się interesom Francji i Wielkiej Brytanii, w rezultacie doprowadzając do wyjścia Francji ze struktur wojskowych NATO; warto podkreślić, że historia stosunków międzynarodowych pokazuje, iż emocje, błąd i ideologia odgrywają znacznie większą rolę niż mechaniczne kalkulacje dotyczące gry o potęgę).
Warto w tym kontekście prześledzić też dwa fragmenty wypowiedzi Jacka Bartosiaka w celu zidentyfikowania charakterystycznych manipulacji. W rozmowie z Piotrem Zychowiczem z 09.04.2025 roku oraz z Wojciechem Mulikiem (Goniec.pl) z 12.04.2025 roku Bartosiak wygłosił następujące tezy:
- „Mam nadzieję, że Trump wepchnie Europę w ramiona Chińczyków.”
- „Wszyscy z rządowych think tanków kierują się ideologią, podobnie jak kierowali się ideologią w 1939 r.”
- „Ideologia nie ma żadnego znaczenia, bo Chińczycy nie przyjdą i nie będą nam wciskać Konfucjusza.”
- „Europa ma argumenty i może powiedzieć USA, żeby zabierały te swoje wojska — won. Dogadamy się z Rosją, i to będzie lepsze niż to, że Amerykanie podpalą cały świat. Na pewno dla zachodniej Europy, dla Polski może być różnie — w zależności od warunków dealu.”
- „Europa ma możliwości przetrwania, tylko musi się dogadać z Chinami.”
- „Amerykanie doprowadzą Europę do sytuacji, w której ta będzie bezbronna.”
- „Amerykanie muszą zniszczyć makroekonomię Europy, żeby sobie ją podporządkować.”
- „Europa z Chinami wygra wojnę handlową z USA — tylko musi być jedność.”
- „Jeżeli Unia razem z Chinami nie przeciwstawi się Ameryce, to będziemy mieć wojnę.”
- „Stany Zjednoczone i Rosja są naturalnymi sojusznikami do łamania międzynarodowego systemu, a Unia Europejska i Chiny są naturalnymi sojusznikami, aby system utrzymać.”
W wypowiedziach tych mamy do czynienia z:
- grą na emocjach (strach o przyszłość Polski i Europy, gniew związany z działaniami administracji Trumpa; obie emocje są podsycane),
- wywoływaniem nieuprawnionych skojarzeń (teza, iż opieranie się na ideologii, w szczególności takich wartościach jak demokracja i wolność, doprowadziło do klęski 1939 r. i doprowadzi teraz do podobnej katastrofy, jest z gruntu fałszywa),
- budowaniem fałszywej alternatywy (przedstawianie Chin jako wiarygodnego gwaranta bezpieczeństwa, w przeciwieństwie do USA),
- osłabianiem morale (sugestia konieczności dogadania się z Rosją),
- hiperbolizacją (wyolbrzymianie kryzysu w relacjach transatlantyckich i sugerowanie, iż jest on przejawem trwałego trendu),
- odwracaniem ról (sugestia, że sojusznikiem Rosji nie są Chiny, lecz USA, i dlatego należy pozbyć się sił USA, bo stanowią dla nas nie gwarancję, ale zagrożenie),
- redukcją zagrożeń do absurdu (sarkastyczna sugestia, że Chiny miałyby „wciskać Europie Konfucjusza”, a nie promować autorytarne modele rządów),
- fałszywą analogią – błędem logicznym (sofizmatem) (zrównanie obecności „imperium amerykańskiego” z sowiecką obecnością w Polsce; posłużenie się obrazem tymczasowego sojuszu Hitler–Stalin do zapowiedzi sojuszu Trump–Putin).
Podsumowując, prochińska narracja uderzająca w więzi transatlantyckie stanowi element działań informacyjnych, mających na celu podważenie fundamentów sojuszu NATO i osłabienie pozycji USA w Europie. Wykorzystując faktyczne napięcia i kontrowersje, przedstawia fałszywe alternatywy, manipulując emocjami i logiką odbiorców. Poprzez podważanie znaczenia wartości demokratycznych, budowanie fałszywego obrazu Chin jako neutralnego i racjonalnego gracza oraz hiperbolizowanie problemów wewnątrz wspólnoty zachodniej, narracja ta osłabia zaufanie do sojuszy i promuje strategiczne interesy Pekinu i Moskwy. Jej upowszechnianie, zwłaszcza przez osoby cieszące się autorytetem i zasięgami, może prowadzić do erozji poparcia społecznego dla współpracy transatlantyckiej, co w dłuższej perspektywie grozi osłabieniem bezpieczeństwa Polski i podważeniem ładu międzynarodowego opartego na wartościach Zachodu.
Autor: dr. Witold Repetowicz, Redakcja Disinfo Digest









![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)





