
W arabskim serwisie Russia Today (RT Arabic) ukazał się tekst, w którym ponownie pojawia się dobrze znany motyw rosyjskiej propagandy: sugestia, że Polska ma roszczenia terytorialne wobec Ukrainy i jest zainteresowana przyszłym podziałem jej terytorium. To klasyczna dezinformacja. Polska nie wysuwa żadnych roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy, a jej polityka od lat opiera się na uznaniu integralności terytorialnej sąsiada i wspieraniu jego suwerenności.
Traktat o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych stosunkach i współpracy między Polską a Ukrainą z 18 maja 1992 roku nadal obowiązujący i wielokrotnie przywoływany w późniejszych dokumentach, opiera się na pełnym uznaniu istniejących granic i nienaruszalności terytorium każdego z państw. Polska była pierwszym państwem, które uznało niepodległość Ukrainy w 1991 roku, a od 2014 roku konsekwentnie wspiera integralność terytorialną Ukrainy w granicach sprzed rosyjskiej agresji, co potwierdzają liczne oficjalne wystąpienia prezydentów i rządów. Narracja o „polskich roszczeniach” nie ma więc żadnego oparcia w prawie, polityce ani praktyce.
Kim jest autor: Palestyńczyk z rosyjskim paszportem narracyjnym
Autorem artykułu na RT Arabic jest Rami al-Shaer, Palestyńczyk od pół wieku związany z Rosją, w arabskich materiałach przedstawiany jako wojskowy, dyplomata, politolog i komentator polityki międzynarodowej. To postać łącząca biografię związaną z walką palestyńską w latach 70., wczesną służbą dyplomatyczną i długą obecnością w rosyjskich elitach politycznych. Według materiału opublikowanego przez „Tver.AIF” al-Shaer urodził się w 1955 roku w Palestynie, wykształcenie wojskowe zdobył w Moskwie, a już w 1975 roku został wysłany do ZSRR jako attaché wojskowy, odpowiedzialny za kontakty w okresie intensywnych relacji radziecko-palestyńskich. W latach 1983–1986 był ambasadorem Palestyny w ZSRR i, jak pisał „Tver.AIF”, uchodził wtedy za „osobistego przedstawiciela Jasera Arafata” w Moskwie. W 1992 roku al-Shaer otrzymał obywatelstwo rosyjskie, zachowując jednocześnie obywatelstwo palestyńskie. Z czasem stał się w Rosji figurą środowisk dyplomatycznych. „Novaya Gazeta” opisywała go jako wieloletniego właściciela klubu jeździeckiego Alfares pod Moskwą oraz prezesa Klubu Łowieckiego Korpusu Dyplomatycznego, który w naturalny sposób skupiał wokół siebie dyplomatów i zagranicznych korespondentów akredytowanych w Moskwie. Autor cytowanego tekstu zwracał uwagę, że al-Shaer funkcjonował jako „czarujący gospodarz” rosyjskich elit, swobodnie poruszający się między światem dyplomacji, polityki i mediów oraz „człowiek doskonale zakorzeniony w rosyjskim systemie wpływu”.
Odznaczany przez rosyjskie państwo, m.in. Orderem Przyjaźni i Orderem Honoru, stał się głosem, który Moskwa chętnie wykorzystuje w komunikacji skierowanej do odbiorców arabskojęzycznych. Jego książka „من ضدّنا؟” („Kto jest przeciwko nam?”), opublikowana w 2023 roku w języku rosyjskim, licząca 504 strony, została w mediach arabskich opisana jako „esencja jego doświadczenia w polityce, dyplomacji i wojskowości”. W rzeczywistości jest to rozbudowany manifest prorosyjski. Al-Shaer przedstawia NATO jako agresywny blok kierowany przez USA i porównuje go do „stada wilków” z czasów III Rzeszy. Powiela tam teorie o „złotym miliardzie”, według których zachodnie elity mają dążyć do redukcji populacji świata, opisuje rosyjską agresję na Ukrainę jako „specjalną operację w obronie tożsamości ludów” oraz wpisuje rosyjskie działania w projekt wielobiegunowości BRICS i Szanghajskiej Organizacji Współpracy. W narracji al-Shaera Rosja jest mocarstwem, które nie tylko broni własnej integralności terytorialnej, ale rzekomo także „suwerenności globalnego Południa”.
W jednym z wywiadów autor sam formułuje swój autoportret: „Palestyńczyk z tożsamości, Rosjanin z wyboru”, co w praktyce oznacza pełne utożsamienie z rosyjską optyką, językiem i interesem państwowym. To nie jest niezależny analityk, ale głos Kremla ubrany w arabską tożsamość, zdolny wprowadzać rosyjskie narracje do przestrzeni publicznej MENA w sposób, który dla lokalnych odbiorców wygląda jak „wewnętrzna analiza”, a nie import propagandy.
Ciągłość narracji o „rozbiorze Ukrainy”
To, co pojawia się u al-Shaera, nie jest nową hipotezą, tylko kolejną odsłoną dobrze udokumentowanej kampanii propagandowej o rzekomym „rozbiorze Ukrainy” przez państwa NATO, w tym Polskę.
Analizy Disinfo Digest pokazywały już wcześniej kilka warstw tej narracji:
- Kreml gra na mitologii „tajnych planów”, opierając się na fałszywych dokumentach i rzekomych „wyciekach”, które mają dowodzić, że Polska, Niemcy, Rumunia czy Wielka Brytania przygotowują podział Ukrainy na strefy wpływów. (https://disinfodigest.pl/2024/12/06/rosyjska-dezinformacja-o-rzekomych-tajnych-planach-zachodu-dotyczacych-rozbioru-ukrainy/)
- Zachód jest przedstawiany jako rzeczywisty agresor, który chce „rozszarpać Ukrainę”, podczas gdy Rosja ma występować w roli państwa, które tylko „uprzedza” ten rzekomy plan. (https://disinfodigest.pl/2024/12/05/rosyjska-propaganda-podzial-ukrainy-przez-zachod-jako-narzedzie-dezinformacji/)
- Polska obsadzana jest w roli państwa „zaborczego”, które pod pozorem solidarności z Ukrainą tak naprawdę czeka na powrót do granic sprzed 1939 roku. (https://disinfodigest.pl/2025/02/12/rosyjska-dezinformacja-o-udziale-zachodu-w-rozbiorze-ukrainy/)
Nowy tekst na RT Arabic jest logicznym przedłużeniem tej linii: do oswojonych w rosyjskojęzycznej przestrzeni insynuacji o polskich roszczeniach dokładana jest warstwa „arabskiej analizy politycznej”. Z punktu widzenia odbiorcy nieśledzącego źródeł, wygląda to jak autorska diagnoza doświadczonego dyplomaty, a nie element kampanii informacyjnej Kremla i dokładnie o ten efekt chodzi.
Po co Kremlowi „polskie roszczenia”?
Narracja o polskich roszczeniach terytorialnych wobec Ukrainy pełni w rosyjskim arsenale kilka funkcji jednocześnie.
Po pierwsze, ma uderzać w relacje polsko-ukraińskie. Jeśli w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej utrwali się choćby cień podejrzenia, że Warszawa wspiera Kijów z myślą o przyszłej aneksji zachodnich obwodów, to łatwiej będzie budować nieufność, podsycać spory i osłabiać faktyczne, wielowymiarowe partnerstwo obu państw. To klasyczna operacja dzielenia sojuszników przeciwnika.
Po drugie, pozwala relatywizować rosyjską agresję. Jeśli w narracyjnym obrazie „wszyscy czegoś chcą z Ukrainy”, to odpowiedzialność Rosji rozmywa się: znikają kategorie agresora i ofiary, pojawia się „geopolityczna gra”, w której każda ze stron ma swoje interesy terytorialne. Polska staje się w tej opowieści jednym z „graczy rozbiorowych”, obok Niemiec czy Rumunii.
Po trzecie, osłabia wiarygodność Polski jako adwokata Ukrainy na forum NATO i UE. Jeśli państwom globalnego Południa skutecznie sprzeda się obraz Polski jako kraju z „ukrytymi roszczeniami”, to łatwiej podważać polskie inicjatywy dyplomatyczne i moralny mandat Warszawy do zabierania głosu w sprawie Ukrainy.
Po czwarte, wpisuje się w szerszy rosyjski rewizjonizm historyczny. Odwoływanie się do dawnych granic i sporów (np. Lwowa jako dawnego miasta w granicach II RP) pozwala Kremlowi legitymizować własne roszczenia wobec terytorium Ukrainy: skoro „Zachód i tak planuje rozbiór”, to rosyjska okupacja jawi się jako „mniej groźna” część większej gry.
RT Arabic jako narzędzie rosyjskiego wpływu
RT Arabic jest częścią państwowego konglomeratu medialnego Russia Today, finansowanego z budżetu Federacji Rosyjskiej. Od lat pełni funkcję kluczowego kanału komunikacyjnego Kremla w świecie arabskim – z własną estetyką, językiem i zestawem tematów dopasowanych do odbiorcy w regionie MENA.
Na RT Arabic regularnie publikują autorzy z krajów arabskich – dziennikarze, „analitycy”, byli dyplomaci. Rami al-Shaer należy do tej kategorii „lokalnych twarzy” rosyjskiej propagandy. W innych źródłach występuje jako komentator stosunków rosyjsko-syryjskich, obrońca rosyjskiej linii wobec Syrii i krytyk zachodnich sankcji.
Mechanizm działania RT Arabic jest prosty: rosyjskie medium emituje przekaz w języku arabskim, w pełni zgodny z interesami Kremla, ale podany głosem „swojego” — arabskiego komentatora, który odwołuje się do Palestyny, Syrii czy doświadczeń kolonializmu. Taka konstrukcja sprawia, że narracja nie wygląda jak import rosyjskiej propagandy, lecz jak lokalna, regionalna analiza. W tym kontekście tekst o potencjalnym spotkaniu Putin–Trump w Budapeszcie, w którym pojawia się motyw polskich roszczeń wobec Ukrainy, jest elementem szerszej układanki RT Arabic: tam, gdzie Zachód przedstawia wojnę jako agresję Rosji, RT Arabic opowiada ją jako konsekwencję ekspansji NATO, „zdrady” Zachodu i spisku przeciw Rosji oraz „globalnemu Południu”.
Dlaczego ta narracja pojawia się po arabsku?
Kreml od co najmniej dekady inwestuje w budowanie wizerunku „antykolonialnego” obrońcy globalnego Południa. Wojna w Ukrainie jest w tej opowieści przedstawiana nie jako konflikt w Europie Wschodniej, lecz jako kolejna odsłona starcia między „hegemonicznym Zachodem” a obozem państw walczących o multipolarny porządek.
Przestrzeń arabskojęzyczna sprzyja tego typu narracjom, ponieważ silna pamięć o kolonializmie i ingerencjach Zachodu łączy się tam z wrażliwością na jego podwójne standardy w sprawach Palestyny, Iraku czy Libii. W efekcie łatwo rezonuje przekaz przedstawiający Zachód jako siłę, która „zawsze coś dzieli i rozbiera”, a rosyjską narrację antyzachodnią można skutecznie osadzać w lokalnych doświadczeniach historycznych. W takim kontekście sugestia, że Polska i inni członkowie NATO mają „ukryte plany podziału Ukrainy”, rezonuje jako kolejny przykład tej samej logiki: „oni zawsze chcą kawałek czyjejś ziemi”. Rosja przedstawiona przez al-Shaera jako mocarstwo broniące swojej tożsamości, a zarazem „wolności suwerennych narodów” przed zachodnim neokolonializmem, staje się naturalnym bohaterem tej opowieści.
Istotna jest też osobista tożsamość autora. Palestyńczyk, który deklaruje miłość do Rosji i występuje w roli jej obrońcy, jest w wielu arabskich środowiskach znacznie bardziej wiarygodny niż rosyjski urzędnik. Jego głos służy „arabizacji” rosyjskiej narracji oraz przefiltrowaniu jej przez doświadczenie Palestyny, Syrii i szerszego sprzeciwu wobec Zachodu.
Podsumowanie
Pojawienie się w RT Arabic tez o rzekomych polskich roszczeniach terytorialnych wobec Ukrainy to nie jest wypadek przy pracy ani marginesowy komentarz. To kolejna odsłona systemowej operacji dezinformacyjnej Kremla, w której od lat powraca motyw „rozbioru Ukrainy” przez państwa NATO przy kompletnym ignorowaniu faktu, że Polska i Ukraina mają obowiązujący traktat o dobrym sąsiedztwie, a Warszawa konsekwentnie wspiera integralność terytorialną Ukrainy wobec rosyjskiej agresji.
Rami al-Shaer, Palestyńczyk od dawna związany z rosyjskimi elitami politycznymi i wojskowymi, jest jednym z głównych nośników tej narracji w świecie arabskim. Jego książka „Kto jest przeciwko nam?” i działalność publicystyczna pokazują pełne utożsamienie z kremlowską wizją świata, w której Rosja jest obrońcą suwerenności „globalnego Południa”, a Zachód agresywnym blokiem dążącym do podziału słabszych państw.
Wpisanie Polski w rolę państwa „zaborczego” wobec Ukrainy służy jednocześnie rozbijaniu relacji polsko-ukraińskich, relatywizowaniu rosyjskiej agresji, podważaniu wiarygodności Warszawy jako adwokata Kijowa oraz wzmocnieniu rosyjskiej narracji antyzachodniej w regionie MENA. RT Arabic zapewnia temu przekazowi zasięg i lokalną wiarygodność, a arabska tożsamość autora dodatkową warstwę legitymizacji.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa informacyjnego oznacza to jedno, narracja o „polskich roszczeniach terytorialnych” powinna być traktowana jako stały, priorytetowy wektor rosyjskich operacji wpływu i konsekwentnie demaskowana nie tylko po polsku i angielsku, lecz także w języku arabskim, w tej samej przestrzeni, w której próbuje ją zakorzenić Kreml.
Autor: Wojciech Pokora – redaktor naczelny Disinfo Digest
Współpraca: Małgorzata Sanecka Olszewska – szef zespołu OSINT – Fundacja INFO OPS Polska









![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)





