15
Najnowsza aktywność

3

Najnowsza aktywność

Palestyńczyk z tożsamości, Rosjanin z wyboru straszy polskim Lwowem

W arabskim serwisie Russia Today (RT Arabic) ukazał się tekst, w którym ponownie pojawia się dobrze znany motyw rosyjskiej propagandy: sugestia, że Polska ma roszczenia terytorialne wobec Ukrainy i jest zainteresowana przyszłym podziałem jej terytorium. To klasyczna dezinformacja. Polska nie wysuwa żadnych roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy, a jej polityka od lat opiera się na uznaniu integralności terytorialnej sąsiada i wspieraniu jego suwerenności.
Traktat o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych stosunkach i współpracy między Polską a Ukrainą z 18 maja 1992 roku nadal obowiązujący i wielokrotnie przywoływany w późniejszych dokumentach, opiera się na pełnym uznaniu istniejących granic i nienaruszalności terytorium każdego z państw. Polska była pierwszym państwem, które uznało niepodległość Ukrainy w 1991 roku, a od 2014 roku konsekwentnie wspiera integralność terytorialną Ukrainy w granicach sprzed rosyjskiej agresji, co potwierdzają liczne oficjalne wystąpienia prezydentów i rządów. Narracja o „polskich roszczeniach” nie ma więc żadnego oparcia w prawie, polityce ani praktyce.
Kim jest autor: Palestyńczyk z rosyjskim paszportem narracyjnym
Autorem artykułu na RT Arabic jest Rami al-Shaer, Palestyńczyk od pół wieku związany z Rosją, w arabskich materiałach przedstawiany jako wojskowy, dyplomata, politolog i komentator polityki międzynarodowej. To postać łącząca biografię związaną z walką palestyńską w latach 70., wczesną służbą dyplomatyczną i długą obecnością w rosyjskich elitach politycznych. Według materiału opublikowanego przez „Tver.AIF” al-Shaer urodził się w 1955 roku w Palestynie, wykształcenie wojskowe zdobył w Moskwie, a już w 1975 roku został wysłany do ZSRR jako attaché wojskowy, odpowiedzialny za kontakty w okresie intensywnych relacji radziecko-palestyńskich. W latach 1983–1986 był ambasadorem Palestyny w ZSRR i, jak pisał „Tver.AIF”, uchodził wtedy za „osobistego przedstawiciela Jasera Arafata” w Moskwie. W 1992 roku al-Shaer otrzymał obywatelstwo rosyjskie, zachowując jednocześnie obywatelstwo palestyńskie. Z czasem stał się w Rosji figurą środowisk dyplomatycznych. „Novaya Gazeta” opisywała go jako wieloletniego właściciela klubu jeździeckiego Alfares pod Moskwą oraz prezesa Klubu Łowieckiego Korpusu Dyplomatycznego, który w naturalny sposób skupiał wokół siebie dyplomatów i zagranicznych korespondentów akredytowanych w Moskwie. Autor cytowanego tekstu zwracał uwagę, że al-Shaer funkcjonował jako „czarujący gospodarz” rosyjskich elit, swobodnie poruszający się między światem dyplomacji, polityki i mediów oraz „człowiek doskonale zakorzeniony w rosyjskim systemie wpływu”.
Odznaczany przez rosyjskie państwo, m.in. Orderem Przyjaźni i Orderem Honoru, stał się głosem, który Moskwa chętnie wykorzystuje w komunikacji skierowanej do odbiorców arabskojęzycznych. Jego książka „من ضدّنا؟” („Kto jest przeciwko nam?”), opublikowana w 2023 roku w języku rosyjskim, licząca 504 strony, została w mediach arabskich opisana jako „esencja jego doświadczenia w polityce, dyplomacji i wojskowości”. W rzeczywistości jest to rozbudowany manifest prorosyjski. Al-Shaer przedstawia NATO jako agresywny blok kierowany przez USA i porównuje go do „stada wilków” z czasów III Rzeszy. Powiela tam teorie o „złotym miliardzie”, według których zachodnie elity mają dążyć do redukcji populacji świata, opisuje rosyjską agresję na Ukrainę jako „specjalną operację w obronie tożsamości ludów” oraz wpisuje rosyjskie działania w projekt wielobiegunowości BRICS i Szanghajskiej Organizacji Współpracy. W narracji al-Shaera Rosja jest mocarstwem, które nie tylko broni własnej integralności terytorialnej, ale rzekomo także „suwerenności globalnego Południa”.
W jednym z wywiadów autor sam formułuje swój autoportret: „Palestyńczyk z tożsamości, Rosjanin z wyboru”, co w praktyce oznacza pełne utożsamienie z rosyjską optyką, językiem i interesem państwowym. To nie jest niezależny analityk, ale głos Kremla ubrany w arabską tożsamość, zdolny wprowadzać rosyjskie narracje do przestrzeni publicznej MENA w sposób, który dla lokalnych odbiorców wygląda jak „wewnętrzna analiza”, a nie import propagandy.
Ciągłość narracji o „rozbiorze Ukrainy”
To, co pojawia się u al-Shaera, nie jest nową hipotezą, tylko kolejną odsłoną dobrze udokumentowanej kampanii propagandowej o rzekomym „rozbiorze Ukrainy” przez państwa NATO, w tym Polskę.
Analizy Disinfo Digest pokazywały już wcześniej kilka warstw tej narracji:
Kreml gra na mitologii „tajnych planów”, opierając się na fałszywych dokumentach i rzekomych „wyciekach”, które mają dowodzić, że Polska, Niemcy, Rumunia czy Wielka Brytania przygotowują podział Ukrainy na strefy wpływów. (https://disinfodigest.pl/2024/12/06/rosyjska-dezinformacja-o-rzekomych-tajnych-planach-zachodu-dotyczacych-rozbioru-ukrainy/)
Zachód jest przedstawiany jako rzeczywisty agresor, który chce „rozszarpać Ukrainę”, podczas gdy Rosja ma występować w roli państwa, które tylko „uprzedza” ten rzekomy plan. (https://disinfodigest.pl/2024/12/05/rosyjska-propaganda-podzial-ukrainy-przez-zachod-jako-narzedzie-dezinformacji/)
Polska obsadzana jest w roli państwa „zaborczego”, które pod pozorem solidarności z Ukrainą tak naprawdę czeka na powrót do granic sprzed 1939 roku. (https://disinfodigest.pl/2025/02/12/rosyjska-dezinformacja-o-udziale-zachodu-w-rozbiorze-ukrainy/)
Nowy tekst na RT Arabic jest logicznym przedłużeniem tej linii: do oswojonych w rosyjskojęzycznej przestrzeni insynuacji o polskich roszczeniach dokładana jest warstwa „arabskiej analizy politycznej”. Z punktu widzenia odbiorcy nieśledzącego źródeł, wygląda to jak autorska diagnoza doświadczonego dyplomaty, a nie element kampanii informacyjnej Kremla i dokładnie o ten efekt chodzi.
Po co Kremlowi „polskie roszczenia”?
Narracja o polskich roszczeniach terytorialnych wobec Ukrainy pełni w rosyjskim arsenale kilka funkcji jednocześnie.
Po pierwsze, ma uderzać w relacje polsko-ukraińskie. Jeśli w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej utrwali się choćby cień podejrzenia, że Warszawa wspiera Kijów z myślą o przyszłej aneksji zachodnich obwodów, to łatwiej będzie budować nieufność, podsycać spory i osłabiać faktyczne, wielowymiarowe partnerstwo obu państw. To klasyczna operacja dzielenia sojuszników przeciwnika.
Po drugie, pozwala relatywizować rosyjską agresję. Jeśli w narracyjnym obrazie „wszyscy czegoś chcą z Ukrainy”, to odpowiedzialność Rosji rozmywa się: znikają kategorie agresora i ofiary, pojawia się „geopolityczna gra”, w której każda ze stron ma swoje interesy terytorialne. Polska staje się w tej opowieści jednym z „graczy rozbiorowych”, obok Niemiec czy Rumunii.
Po trzecie, osłabia wiarygodność Polski jako adwokata Ukrainy na forum NATO i UE. Jeśli państwom globalnego Południa skutecznie sprzeda się obraz Polski jako kraju z „ukrytymi roszczeniami”, to łatwiej podważać polskie inicjatywy dyplomatyczne i moralny mandat Warszawy do zabierania głosu w sprawie Ukrainy.
Po czwarte, wpisuje się w szerszy rosyjski rewizjonizm historyczny. Odwoływanie się do dawnych granic i sporów (np. Lwowa jako dawnego miasta w granicach II RP) pozwala Kremlowi legitymizować własne roszczenia wobec terytorium Ukrainy: skoro „Zachód i tak planuje rozbiór”, to rosyjska okupacja jawi się jako „mniej groźna” część większej gry.
RT Arabic jako narzędzie rosyjskiego wpływu
RT Arabic jest częścią państwowego konglomeratu medialnego Russia Today, finansowanego z budżetu Federacji Rosyjskiej. Od lat pełni funkcję kluczowego kanału komunikacyjnego Kremla w świecie arabskim – z własną estetyką, językiem i zestawem tematów dopasowanych do odbiorcy w regionie MENA.
Na RT Arabic regularnie publikują autorzy z krajów arabskich – dziennikarze, „analitycy”, byli dyplomaci. Rami al-Shaer należy do tej kategorii „lokalnych twarzy” rosyjskiej propagandy. W innych źródłach występuje jako komentator stosunków rosyjsko-syryjskich, obrońca rosyjskiej linii wobec Syrii i krytyk zachodnich sankcji.
Mechanizm działania RT Arabic jest prosty: rosyjskie medium emituje przekaz w języku arabskim, w pełni zgodny z interesami Kremla, ale podany głosem „swojego” — arabskiego komentatora, który odwołuje się do Palestyny, Syrii czy doświadczeń kolonializmu. Taka konstrukcja sprawia, że narracja nie wygląda jak import rosyjskiej propagandy, lecz jak lokalna, regionalna analiza. W tym kontekście tekst o potencjalnym spotkaniu Putin–Trump w Budapeszcie, w którym pojawia się motyw polskich roszczeń wobec Ukrainy, jest elementem szerszej układanki RT Arabic: tam, gdzie Zachód przedstawia wojnę jako agresję Rosji, RT Arabic opowiada ją jako konsekwencję ekspansji NATO, „zdrady” Zachodu i spisku przeciw Rosji oraz „globalnemu Południu”.
Dlaczego ta narracja pojawia się po arabsku?
Kreml od co najmniej dekady inwestuje w budowanie wizerunku „antykolonialnego” obrońcy globalnego Południa. Wojna w Ukrainie jest w tej opowieści przedstawiana nie jako konflikt w Europie Wschodniej, lecz jako kolejna odsłona starcia między „hegemonicznym Zachodem” a obozem państw walczących o multipolarny porządek.
Przestrzeń arabskojęzyczna sprzyja tego typu narracjom, ponieważ silna pamięć o kolonializmie i ingerencjach Zachodu łączy się tam z wrażliwością na jego podwójne standardy w sprawach Palestyny, Iraku czy Libii. W efekcie łatwo rezonuje przekaz przedstawiający Zachód jako siłę, która „zawsze coś dzieli i rozbiera”, a rosyjską narrację antyzachodnią można skutecznie osadzać w lokalnych doświadczeniach historycznych. W takim kontekście sugestia, że Polska i inni członkowie NATO mają „ukryte plany podziału Ukrainy”, rezonuje jako kolejny przykład tej samej logiki: „oni zawsze chcą kawałek czyjejś ziemi”. Rosja przedstawiona przez al-Shaera jako mocarstwo broniące swojej tożsamości, a zarazem „wolności suwerennych narodów” przed zachodnim neokolonializmem, staje się naturalnym bohaterem tej opowieści.
Istotna jest też osobista tożsamość autora. Palestyńczyk, który deklaruje miłość do Rosji i występuje w roli jej obrońcy, jest w wielu arabskich środowiskach znacznie bardziej wiarygodny niż rosyjski urzędnik. Jego głos służy „arabizacji” rosyjskiej narracji oraz przefiltrowaniu jej przez doświadczenie Palestyny, Syrii i szerszego sprzeciwu wobec Zachodu.
Podsumowanie
Pojawienie się w RT Arabic tez o rzekomych polskich roszczeniach terytorialnych wobec Ukrainy to nie jest wypadek przy pracy ani marginesowy komentarz. To kolejna odsłona systemowej operacji dezinformacyjnej Kremla, w której od lat powraca motyw „rozbioru Ukrainy” przez państwa NATO przy kompletnym ignorowaniu faktu, że Polska i Ukraina mają obowiązujący traktat o dobrym sąsiedztwie, a Warszawa konsekwentnie wspiera integralność terytorialną Ukrainy wobec rosyjskiej agresji.
Rami al-Shaer, Palestyńczyk od dawna związany z rosyjskimi elitami politycznymi i wojskowymi, jest jednym z głównych nośników tej narracji w świecie arabskim. Jego książka „Kto jest przeciwko nam?” i działalność publicystyczna pokazują pełne utożsamienie z kremlowską wizją świata, w której Rosja jest obrońcą suwerenności „globalnego Południa”, a Zachód agresywnym blokiem dążącym do podziału słabszych państw.
Wpisanie Polski w rolę państwa „zaborczego” wobec Ukrainy służy jednocześnie rozbijaniu relacji polsko-ukraińskich, relatywizowaniu rosyjskiej agresji, podważaniu wiarygodności Warszawy jako adwokata Kijowa oraz wzmocnieniu rosyjskiej narracji antyzachodniej w regionie MENA. RT Arabic zapewnia temu przekazowi zasięg i lokalną wiarygodność, a arabska tożsamość autora dodatkową warstwę legitymizacji.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa informacyjnego oznacza to jedno, narracja o „polskich roszczeniach terytorialnych” powinna być traktowana jako stały, priorytetowy wektor rosyjskich operacji wpływu i konsekwentnie demaskowana nie tylko po polsku i angielsku, lecz także w języku arabskim, w tej samej przestrzeni, w której próbuje ją zakorzenić Kreml.

W arabskim serwisie Russia Today (RT Arabic) ukazał się tekst, w którym ponownie pojawia się dobrze znany motyw rosyjskiej propagandy: sugestia, że Polska ma roszczenia terytorialne wobec Ukrainy i jest zainteresowana przyszłym podziałem jej terytorium. To klasyczna dezinformacja. Polska nie wysuwa żadnych roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy, a jej polityka od lat opiera się na uznaniu integralności terytorialnej sąsiada i wspieraniu jego suwerenności.

Traktat o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych stosunkach i współpracy między Polską a Ukrainą z 18 maja 1992 roku nadal obowiązujący i wielokrotnie przywoływany w późniejszych dokumentach, opiera się na pełnym uznaniu istniejących granic i nienaruszalności terytorium każdego z państw. Polska była pierwszym państwem, które uznało niepodległość Ukrainy w 1991 roku, a od 2014 roku konsekwentnie wspiera integralność terytorialną Ukrainy w granicach sprzed rosyjskiej agresji, co potwierdzają liczne oficjalne wystąpienia prezydentów i rządów. Narracja o „polskich roszczeniach” nie ma więc żadnego oparcia w prawie, polityce ani praktyce.

Kim jest autor: Palestyńczyk z rosyjskim paszportem narracyjnym

Autorem artykułu na RT Arabic jest Rami al-Shaer, Palestyńczyk od pół wieku związany z Rosją, w arabskich materiałach przedstawiany jako wojskowy, dyplomata, politolog i komentator polityki międzynarodowej. To postać łącząca biografię związaną z walką palestyńską w latach 70., wczesną służbą dyplomatyczną i długą obecnością w rosyjskich elitach politycznych. Według materiału opublikowanego przez „Tver.AIF” al-Shaer urodził się w 1955 roku w Palestynie, wykształcenie wojskowe zdobył w Moskwie, a już w 1975 roku został wysłany do ZSRR jako attaché wojskowy, odpowiedzialny za kontakty w okresie intensywnych relacji radziecko-palestyńskich. W latach 1983–1986 był ambasadorem Palestyny w ZSRR i, jak pisał „Tver.AIF”, uchodził wtedy za „osobistego przedstawiciela Jasera Arafata” w Moskwie. W 1992 roku al-Shaer otrzymał obywatelstwo rosyjskie, zachowując jednocześnie obywatelstwo palestyńskie. Z czasem stał się w Rosji figurą środowisk dyplomatycznych. „Novaya Gazeta” opisywała go jako wieloletniego właściciela klubu jeździeckiego Alfares pod Moskwą oraz prezesa Klubu Łowieckiego Korpusu Dyplomatycznego, który w naturalny sposób skupiał wokół siebie dyplomatów i zagranicznych korespondentów akredytowanych w Moskwie. Autor cytowanego tekstu zwracał uwagę, że al-Shaer funkcjonował jako „czarujący gospodarz” rosyjskich elit, swobodnie poruszający się między światem dyplomacji, polityki i mediów oraz „człowiek doskonale zakorzeniony w rosyjskim systemie wpływu”.

Odznaczany przez rosyjskie państwo, m.in. Orderem Przyjaźni i Orderem Honoru, stał się głosem, który Moskwa chętnie wykorzystuje w komunikacji skierowanej do odbiorców arabskojęzycznych. Jego książka „من ضدّنا؟” („Kto jest przeciwko nam?”), opublikowana w 2023 roku w języku rosyjskim, licząca 504 strony, została w mediach arabskich opisana jako „esencja jego doświadczenia w polityce, dyplomacji i wojskowości”. W rzeczywistości jest to rozbudowany manifest prorosyjski. Al-Shaer przedstawia NATO jako agresywny blok kierowany przez USA i porównuje go do „stada wilków” z czasów III Rzeszy. Powiela tam teorie o „złotym miliardzie”, według których zachodnie elity mają dążyć do redukcji populacji świata, opisuje rosyjską agresję na Ukrainę jako „specjalną operację w obronie tożsamości ludów” oraz wpisuje rosyjskie działania w projekt wielobiegunowości BRICS i Szanghajskiej Organizacji Współpracy. W narracji al-Shaera Rosja jest mocarstwem, które nie tylko broni własnej integralności terytorialnej, ale rzekomo także „suwerenności globalnego Południa”.

W jednym z wywiadów autor sam formułuje swój autoportret: „Palestyńczyk z tożsamości, Rosjanin z wyboru”, co w praktyce oznacza pełne utożsamienie z rosyjską optyką, językiem i interesem państwowym. To nie jest niezależny analityk, ale głos Kremla ubrany w arabską tożsamość, zdolny wprowadzać rosyjskie narracje do przestrzeni publicznej MENA w sposób, który dla lokalnych odbiorców wygląda jak „wewnętrzna analiza”, a nie import propagandy.

Ciągłość narracji o „rozbiorze Ukrainy”

To, co pojawia się u al-Shaera, nie jest nową hipotezą, tylko kolejną odsłoną dobrze udokumentowanej kampanii propagandowej o rzekomym „rozbiorze Ukrainy” przez państwa NATO, w tym Polskę.

Analizy Disinfo Digest pokazywały już wcześniej kilka warstw tej narracji:

Nowy tekst na RT Arabic jest logicznym przedłużeniem tej linii: do oswojonych w rosyjskojęzycznej przestrzeni insynuacji o polskich roszczeniach dokładana jest warstwa „arabskiej analizy politycznej”. Z punktu widzenia odbiorcy nieśledzącego źródeł, wygląda to jak autorska diagnoza doświadczonego dyplomaty, a nie element kampanii informacyjnej Kremla i dokładnie o ten efekt chodzi.

Po co Kremlowi „polskie roszczenia”?

Narracja o polskich roszczeniach terytorialnych wobec Ukrainy pełni w rosyjskim arsenale kilka funkcji jednocześnie.

Po pierwsze, ma uderzać w relacje polsko-ukraińskie. Jeśli w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej utrwali się choćby cień podejrzenia, że Warszawa wspiera Kijów z myślą o przyszłej aneksji zachodnich obwodów, to łatwiej będzie budować nieufność, podsycać spory i osłabiać faktyczne, wielowymiarowe partnerstwo obu państw. To klasyczna operacja dzielenia sojuszników przeciwnika.

Po drugie, pozwala relatywizować rosyjską agresję. Jeśli w narracyjnym obrazie „wszyscy czegoś chcą z Ukrainy”, to odpowiedzialność Rosji rozmywa się: znikają kategorie agresora i ofiary, pojawia się „geopolityczna gra”, w której każda ze stron ma swoje interesy terytorialne. Polska staje się w tej opowieści jednym z „graczy rozbiorowych”, obok Niemiec czy Rumunii.

Po trzecie, osłabia wiarygodność Polski jako adwokata Ukrainy na forum NATO i UE. Jeśli państwom globalnego Południa skutecznie sprzeda się obraz Polski jako kraju z „ukrytymi roszczeniami”, to łatwiej podważać polskie inicjatywy dyplomatyczne i moralny mandat Warszawy do zabierania głosu w sprawie Ukrainy.

Po czwarte, wpisuje się w szerszy rosyjski rewizjonizm historyczny. Odwoływanie się do dawnych granic i sporów (np. Lwowa jako dawnego miasta w granicach II RP) pozwala Kremlowi legitymizować własne roszczenia wobec terytorium Ukrainy: skoro „Zachód i tak planuje rozbiór”, to rosyjska okupacja jawi się jako „mniej groźna” część większej gry.

RT Arabic jako narzędzie rosyjskiego wpływu

RT Arabic jest częścią państwowego konglomeratu medialnego Russia Today, finansowanego z budżetu Federacji Rosyjskiej. Od lat pełni funkcję kluczowego kanału komunikacyjnego Kremla w świecie arabskim – z własną estetyką, językiem i zestawem tematów dopasowanych do odbiorcy w regionie MENA.

Na RT Arabic regularnie publikują autorzy z krajów arabskich – dziennikarze, „analitycy”, byli dyplomaci. Rami al-Shaer należy do tej kategorii „lokalnych twarzy” rosyjskiej propagandy. W innych źródłach występuje jako komentator stosunków rosyjsko-syryjskich, obrońca rosyjskiej linii wobec Syrii i krytyk zachodnich sankcji.

Mechanizm działania RT Arabic jest prosty: rosyjskie medium emituje przekaz w języku arabskim, w pełni zgodny z interesami Kremla, ale podany głosem „swojego” — arabskiego komentatora, który odwołuje się do Palestyny, Syrii czy doświadczeń kolonializmu. Taka konstrukcja sprawia, że narracja nie wygląda jak import rosyjskiej propagandy, lecz jak lokalna, regionalna analiza. W tym kontekście tekst o potencjalnym spotkaniu Putin–Trump w Budapeszcie, w którym pojawia się motyw polskich roszczeń wobec Ukrainy, jest elementem szerszej układanki RT Arabic: tam, gdzie Zachód przedstawia wojnę jako agresję Rosji, RT Arabic opowiada ją jako konsekwencję ekspansji NATO, „zdrady” Zachodu i spisku przeciw Rosji oraz „globalnemu Południu”.

Dlaczego ta narracja pojawia się po arabsku?

Kreml od co najmniej dekady inwestuje w budowanie wizerunku „antykolonialnego” obrońcy globalnego Południa. Wojna w Ukrainie jest w tej opowieści przedstawiana nie jako konflikt w Europie Wschodniej, lecz jako kolejna odsłona starcia między „hegemonicznym Zachodem” a obozem państw walczących o multipolarny porządek.

Przestrzeń arabskojęzyczna sprzyja tego typu narracjom, ponieważ silna pamięć o kolonializmie i ingerencjach Zachodu łączy się tam z wrażliwością na jego podwójne standardy w sprawach Palestyny, Iraku czy Libii. W efekcie łatwo rezonuje przekaz przedstawiający Zachód jako siłę, która „zawsze coś dzieli i rozbiera”, a rosyjską narrację antyzachodnią można skutecznie osadzać w lokalnych doświadczeniach historycznych. W takim kontekście sugestia, że Polska i inni członkowie NATO mają „ukryte plany podziału Ukrainy”, rezonuje jako kolejny przykład tej samej logiki: „oni zawsze chcą kawałek czyjejś ziemi”. Rosja przedstawiona przez al-Shaera jako mocarstwo broniące swojej tożsamości, a zarazem „wolności suwerennych narodów” przed zachodnim neokolonializmem, staje się naturalnym bohaterem tej opowieści.

Istotna jest też osobista tożsamość autora. Palestyńczyk, który deklaruje miłość do Rosji i występuje w roli jej obrońcy, jest w wielu arabskich środowiskach znacznie bardziej wiarygodny niż rosyjski urzędnik. Jego głos służy „arabizacji” rosyjskiej narracji oraz przefiltrowaniu jej przez doświadczenie Palestyny, Syrii i szerszego sprzeciwu wobec Zachodu.

Podsumowanie

Pojawienie się w RT Arabic tez o rzekomych polskich roszczeniach terytorialnych wobec Ukrainy to nie jest wypadek przy pracy ani marginesowy komentarz. To kolejna odsłona systemowej operacji dezinformacyjnej Kremla, w której od lat powraca motyw „rozbioru Ukrainy” przez państwa NATO przy kompletnym ignorowaniu faktu, że Polska i Ukraina mają obowiązujący traktat o dobrym sąsiedztwie, a Warszawa konsekwentnie wspiera integralność terytorialną Ukrainy wobec rosyjskiej agresji.

Rami al-Shaer, Palestyńczyk od dawna związany z rosyjskimi elitami politycznymi i wojskowymi, jest jednym z głównych nośników tej narracji w świecie arabskim. Jego książka „Kto jest przeciwko nam?” i działalność publicystyczna pokazują pełne utożsamienie z kremlowską wizją świata, w której Rosja jest obrońcą suwerenności „globalnego Południa”, a Zachód agresywnym blokiem dążącym do podziału słabszych państw.

Wpisanie Polski w rolę państwa „zaborczego” wobec Ukrainy służy jednocześnie rozbijaniu relacji polsko-ukraińskich, relatywizowaniu rosyjskiej agresji, podważaniu wiarygodności Warszawy jako adwokata Kijowa oraz wzmocnieniu rosyjskiej narracji antyzachodniej w regionie MENA. RT Arabic zapewnia temu przekazowi zasięg i lokalną wiarygodność, a arabska tożsamość autora dodatkową warstwę legitymizacji.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa informacyjnego oznacza to jedno, narracja o „polskich roszczeniach terytorialnych” powinna być traktowana jako stały, priorytetowy wektor rosyjskich operacji wpływu i konsekwentnie demaskowana nie tylko po polsku i angielsku, lecz także w języku arabskim, w tej samej przestrzeni, w której próbuje ją zakorzenić Kreml.


Autor: Wojciech Pokora – redaktor naczelny Disinfo Digest

Współpraca: Małgorzata Sanecka Olszewska – szef zespołu OSINT – Fundacja INFO OPS Polska


Udostępnij!

Otwórz PDF i wydrukuj