
Rosyjska propaganda wzięła na celownik zaplanowane na wrzesień 2025 roku ćwiczenia „Żelazny Obrońca” („Iron Defender”), które Polska przeprowadzi wspólnie z sojusznikami z NATO. Kremlowskie kanały informacyjne rozgrzewają odbiorców insynuacjami o rzekomych przygotowaniach Sojuszu do „dużej operacji desantowej” i „prewencyjnych ataków” na rosyjskie jednostki wojskowe stacjonujące na Białorusi.
Za pomocą znanych mechanizmów dezinformacyjnych Moskwa próbuje przedstawić działania obronne NATO jako zagrożenie dla bezpieczeństwa regionu. Tymczasem fakty dotyczące ćwiczeń „Żelazny Obrońca” ukazują zupełnie inny obraz – defensywny i transparentny.
W prorządowych rosyjskich mediach oraz na kanałach w serwisie Telegram pojawił się materiał pod wymownym tytułem „Żelazny Obrońca – czyli pożegnalny marsz”. W treści czytamy:
„Na tle możliwej inscenizacji w postaci operacji ‘Bezpieczny Zachód’ na granicy z Niemcami – oficjalnie uzasadnianej eskalacją tzw. kryzysu migracyjnego – zainteresowanie budzi wizyta dowódcy OK OWS NATO w Brunszwiku, generała Ingo Gerhartza, w Polsce.”
Autorzy sugerują, że jednym z celów tej wizyty była inspekcja gotowości Wojska Polskiego do przeprowadzenia ćwiczeń „Żelazny Obrońca”, które rzekomo mają mieć charakter ofensywny i są „przykrywką” dla przygotowań do dużej operacji wojskowej.
Co więcej, w tekście padają stwierdzenia o „próbach polskich służb specjalnych udaremnienia alianckich ćwiczeń” i możliwych „prowokacjach w przeddzień ich przeprowadzenia”. Propagandyści stosują formuły typu „nie wykluczamy” czy „istnieją powody, by sądzić”, co pozwala im zasugerować nieistniejące zagrożenie i jednocześnie uniknąć bezpośredniego powiązania tezy z dezinformacją.
Warto przypomnieć, że to Rosja wielokrotnie wykorzystywała manewry „Zapad” do symulacji ofensywy na państwa NATO. Tymczasem w narracji Kremla to właśnie Sojusz ma być stroną destabilizującą region. Wspomnienie o „próbach prowokacji” i „dużej operacji desantowej” ma wywołać w odbiorcach poczucie nieuchronnego zagrożenia ze strony Zachodu.
Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż przedstawiają ją kremlowscy propagandyści. Ćwiczenia „Żelazny Obrońca” to element cyklicznej współpracy obronnej w ramach NATO i są odpowiedzią na zapowiedziane rosyjsko-białoruskie manewry „Zapad-2025”.
Jak podkreśla Szef Sztabu Generalnego WP, gen. Wiesław Kukuła:
„Celem ćwiczeń jest zwiększenie interoperacyjności wojsk NATO, integracja nowoczesnych platform bojowych i systemów obronnych oraz demonstracja determinacji Sojuszu w obronie każdego centymetra terytorium państw członkowskich. Iron Defender to ćwiczenia organizowane przez różne komponenty sił zbrojnych (w tym sojusznicze, np. z USA). Ich celem jest sprawdzenie systemów walki opartych o pozyskane ostatnio przez Polskę platformy. Naszym celem jest zintegrowanie ich w jeden skuteczny system walki” – mówił gen. Kukuła, który wspomniał również o jeszcze jednym istotnym celu: odstraszaniu.
Manewry mają charakter defensywny, a ich skala jest transparentna – wezmą w nich udział zarówno Wojsko Polskie, jak i siły sojusznicze z USA, Holandii, Niemiec, Norwegii i Australii.
Jak Kreml dezinformuje?
Analiza bieżącej odsłony ataków propagandowych Kremla zwraca uwagę na kilka klasycznych mechanizmów zastosowanych w rosyjskim materiale:
- Insynuacja i niedopowiedzenia
Zamiast faktów autorzy posługują się formułami typu: „Nie wykluczamy, że na Zachodzie opracowywane są scenariusze ataków prewencyjnych…”. To zabieg mający na celu zasianie wątpliwości i wzbudzenie niepokoju wśród odbiorców. - Demonizacja przeciwnika
NATO i Polska są przedstawiane jako agresorzy, którzy – pod pozorem ćwiczeń – planują ofensywę na Białoruś i Rosję. Tego typu narracja wzmacnia w rosyjskim społeczeństwie dobrze znany schemat „oblężonej twierdzy”. - Sianie strachu przez hiperbolizację
W tekście wyliczono: „do 10 tysięcy żołnierzy, 150 samolotów i 40 okrętów”, co ma wzmocnić przekaz o rzekomej skali zagrożenia. Tymczasem są to liczby standardowe dla wielonarodowych ćwiczeń obronnych NATO. - Odwracanie ról (projekcja)
Choć to Rosja od lat wykorzystuje manewry „Zapad” do demonstracji siły i ćwiczenia ofensywy na państwa NATO, w narracji Kremla to właśnie Sojusz ma być stroną destabilizującą sytuację.
Propaganda Kremla realizuje kilka celów jednocześnie. Po pierwsze, na poziomie wewnętrznym mobilizuje rosyjskie społeczeństwo do poparcia polityki Kremla, strasząc rzekomym zagrożeniem ze strony NATO. Kolejnym audytorium jest środowisko międzynarodowe, w którym tak skonstruowane przekazy mają na celu osłabienie spójności Sojuszu i zniechęcenie europejskiej opinii publicznej do wspierania wschodniej flanki NATO. Innym celem są operacje regionalne, w ramach których Rosja stara się zdyskredytować Polskę jako odpowiedzialnego członka NATO, sugerując, że Warszawa prowokuje konflikt.
To podręcznikowy przykład operacji wpływu: mieszanie faktów z insynuacjami, tworzenie atmosfery zagrożenia i delegitymizowanie działań NATO.
Rosyjski materiał sugeruje, że Polska wraz z NATO przygotowuje się do działań ofensywnych, w tym prewencyjnych uderzeń na jednostki rosyjskie na terytorium Białorusi. To klasyczny przykład odwracania ról, gdzie agresor (Rosja) przedstawia siebie jako ofiarę, a ofiarę (Polskę) jako agresora.
„Nie wykluczamy, że na Zachodzie opracowywane są scenariusze ataków prewencyjnych na jednostki Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej stacjonujące na terytorium Białorusi, w przypadku koncentracji wojsk na określonych kierunkach.”
ak skonstruowana propaganda realizuje kilka założeń jednocześnie. Uzasadnia rosyjską obecność wojskową na Białorusi, stwarza wrażenie, że działania Rosji są jedynie odpowiedzią na agresję NATO i Polski – a nie przejawem własnej polityki agresji – oraz ma na celu straszenie rosyjskiego społeczeństwa i budowanie poparcia dla imperialnej polityki militarnej Kremla.
Kreml kontynuuje wobec Polski wielowarstwową operację propagandową, która uderza w jej wizerunek, podważa zaufanie do działań obronnych i wpisuje się w szerszą strategię dezinformacyjną. Rosja konsekwentnie kreuje Polskę na „pionka Zachodu” – wykonawcę rozkazów NATO, który nie posiada własnej strategii bezpieczeństwa, a jedynie realizuje agresywne plany Sojuszu. Sugestie o związkach generała Gerhartza z inspekcją gotowości Wojska Polskiego do przeprowadzenia działań ofensywnych czy insynuacje o przygotowaniach polskich służb specjalnych do przeprowadzenia prowokacji to skalkulowana manipulacja. Ma ona na celu podważenie postrzegania Polski jako samodzielnego i odpowiedzialnego aktora na arenie międzynarodowej oraz osłabienie zaufania jej sojuszników i społeczeństw zachodnich.
Ćwiczenia „Żelazny Obrońca” to dowód determinacji Polski i NATO w zapewnianiu bezpieczeństwa Europie Środkowej. Są transparentne, zgodne z prawem międzynarodowym i mają charakter wyłącznie obronny. Rosyjskie narracje o „operacjach desantowych” czy „polskich prowokacjach” to kolejny rozdział wojny informacyjnej, której celem jest osłabienie zaufania do Sojuszu i przygotowanie gruntu pod własne działania militarne.
W cieniu manewrów „Zapad” – jak Kreml wykorzystuje ćwiczenia rosyjsko-białoruskie do propagandy i demonstracji siły
Rosja od lat wykorzystuje wielkoskalowe manewry wojskowe jako narzędzie nie tylko szkoleniowe, ale przede wszystkim propagandowe. Ćwiczenia z serii „Zapad” stały się symbolem tej strategii – łączą demonstrację siły, dezinformację i zastraszanie sąsiadów. Dziś, gdy Polska wraz z NATO przygotowuje własne ćwiczenia „Żelazny Obrońca”, Kreml sięga po sprawdzony repertuar narracji, przedstawiając działania obronne Sojuszu jako rzekome przygotowania do agresji.
Ćwiczenia „Zapad” to nie tylko manewry wojskowe – to także spektakl propagandowy. W 2017 roku Rosja i Białoruś przeprowadziły największe od dekad manewry, które w oficjalnej narracji miały charakter obronny. W rzeczywistości scenariusze zakładały walkę z fikcyjnymi „Lubenii” i „Wesbarią” – oczywistymi analogiami do Polski i krajów bałtyckich. Była to jasna sugestia, że to właśnie te państwa miałyby być pierwszym celem w ewentualnym konflikcie.
„Zapad-2021” poszedł jeszcze dalej. Według analityków Moskwa wykorzystała manewry do wielowymiarowej operacji informacyjnej: fabrykowano agresywne scenariusze, symulowano uderzenia jądrowe i szerzono dezinformację na temat rzekomych „prowokacji NATO”. Jednocześnie liczby uczestników były celowo zaniżane w oficjalnych komunikatach, aby uniknąć międzynarodowej obserwacji, natomiast w propagandzie wewnętrznej – wyolbrzymiane; mówiono nawet o 200 tysiącach żołnierzy. Takie działania służyły zastraszaniu sąsiadów i testowaniu reakcji NATO. Kreml umiejętnie wykorzystywał przy tym narrację o „oblężonej twierdzy”, w której Rosja jawiła się jako rzekoma ofiara zachodniej agresji, zmuszona do obrony. Analogicznie kształtują się narracje wokół zbliżających się ćwiczeń Zapad-2025. Już wkrótce zaprezentujemy szczegółowe analizy tych rosyjsko-białoruskich manewrów.
Autor: Tadeusz Kania – Dziennik Disinfo Digest









![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)





