
Historia kłamstwa katyńskiego rozpoczęła się zaraz po dokonaniu zbrodni w kwietniu-maju 1940 roku przez NKWD. Natychmiast po przeprowadzeniu całej operacji rozpoczęło fazę zacierania jej śladów. Długofalowa operacja dezinformacyjna miała na celu zrzucenie z odpowiedzialności Sowietów za mord katyński. Katyń miał być jedną z wielu zbrodni popełnionych przez Niemców na froncie wschodnim.
Historia zacierania śladów rozpoczęła się już wiosną 1940 roku. Wtedy urywa się kontakt listowny rodzin w okupowanej Polsce z jeńcami z Kozielska, Ostaszkowa i Starobielska. Listy wysyłane do obozów wracają do nadawców z adnotacją, że w obozie nie ma takiego jeńca, że administracja obozu nie wie, gdzie taka osoba może przebywać. Sowiecki Czerwony Krzyż otrzymuje od NKWD instrukcje, co ma odpowiadać każdemu, kto przez tą organizację szuka informacji o polskich oficerach. Oficjalna wersja brzmiała: nie wiemy, gdzie są ci jeńcy.
Sytuacja diametralnie zmieniła się, gdy po napadzie III Rzeszy na ZSRR zostają ponownie nawiązane stosunki dyplomatyczne pomiędzy Rządem Polskim na Uchodźstwie a Sowietami. Do tworzonej od sierpnia 1941 roku armii polskiej nie zgłaszają się jednak zaginieni oficerowie. Gen. W. Anders otrzymał listę zawierającą jedynie nazwiska 1658 oficerów polskich przetrzymywanych przez władze sowieckie. W Armii Polskiej w ZSRR brakuje kilkunastu tysięcy oficerów. Polscy dyplomaci wielokrotnie interweniowali u władz sowieckich z interwencją w tej sprawie. Premier W. Sikorski w czasie wizyty na Kremlu 3 grudnia 1941 roku usłyszał od Stalina, że polscy oficerowie „uciekli do Mandżurii”. Bezskutecznym poszukiwaniem „zaginionych” oficerów z ramienia polskiej armii zajmował się major Józef Czapski (Szef Biura Poszukiwań Zaginionych Oficerów). Wojskowi i oficerowie NKWD twierdzili, że nie są w stanie mu pomóc lub nie posiadają takiej wiedzy. Niektórzy z nich utrzymywali, że mogą udzielić takich informacji, jednak najpierw muszą przejrzeć dokumenty, po czym już się nie odzywali.
11 kwietnia 1943 roku niemiecka Agencja Transocean nadała komunikat o odnalezieniu w Lesie Katyńskim zwłok 10 tysięcy polskich oficerów. 13 kwietnia 1943 roku informacje te powtórzyło Radio Berlin. W odpowiedzi radio moskiewskie 15 kwietnia 1943 roku nadało komunikat Sowinformbiuro, który 16 kwietnia 1943 roku opublikowano również w gazecie „Prawda”. Sowieci oskarżyli o zbrodnię Niemców. Stwierdzili, że polscy jeńcy wojenni pracowali w 1941 roku na robotach budowlanych na zachód od Smoleńska. Tam rzekomo tam latem 1941 roku wpadli w ręce wojsk niemieckich. Jednocześnie rząd polski zwrócił się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie o pomoc w wyjaśnieniu sprawy. W odpowiedzi gazeta „Prawda” opublikowała artykuł „Polscy wspólnicy Hitler”. W nocy z 25 na 26 kwietnia polski ambasador w ZSRS Tadeusz Romer otrzymał notę o zerwaniu stosunków dyplomatycznych. Sprawa katyńska była oczywiście tylko pretekstem, bo stosunki polsko-sowieckie od jakiegoś czasu nie układały się po myśli Stalina.
Już we wrześniu 1943 roku po zajęciu Katynia przez Armię Czerwoną pojawiła się tam specjalna ekipa funkcjonariuszy NKWD kierowana przez prawą rękę Berii – W. Mierkułowa. Odgrodziła ona miejsce pochówku. Otworzyła też groby i umieściła w nich sfałszowane dokumenty. Dokonała też selekcji nowych świadków i fabrykacji nowych dowodów. 11 stycznia 1944 roku W. Mierkułow sporządził notatkę o rezultatach wstępnego śledztwa. Zawierała ona wersję zdarzeń według NKWD. W jej świetle zbrodni dokonano na przełomie sierpnia i września 1941 roku. Polscy jeńcy mieli być rozstrzelani przez niemiecką jednostkę egzekucyjną ukrywającą się pod nazwą „Sztab 537. batalionu roboczego”. Notatka Merkułowa była wstępem do dalszej gry dezinformacyjnej sprawą katyńską.
Dwa dni później 13 stycznia 1944 roku Biuro Polityczne KC WKP(b) powołało tzw. „Specjalną komisję ds. ustalenia i przeprowadzenia śledztwa okoliczności rozstrzelania w lesie katyńskim polskich jeńców wojennych przez niemiecko-faszystowskich najeźdźców”. Komisją kierował Nikołaj Burdenko, członek sowieckiej Akademii Nauk. W jej składzie nie znaleźli się Polacy. Komisja Burdenki pracowała w Katyniu od 13 do 24 stycznia 1944 roku. Przeprowadziła kilka ekshumacji i przesłuchań przygotowanych przez NKWD świadków. „Odnalazła” także sfałszowane przez NKWD dokumenty. Końcowym efektem jej pracy był komunikat z 26 stycznia 1944 roku potwierdzający wcześniejsze ustalenia Merkułowa. Polskich jeńców wojennych mieli rozstrzelać Niemcy wczesną jesienią 1941 roku. Komisja Burdenki stwierdziła iż w Katyniu niezgodnie z prawdą pochowano 11 tysięcy polskich oficerów (faktycznie 4416).
Kolejnym akordem dezinformacji ważnym z powodów propagandowych była próba obarczenia odpowiedzialnością Niemców za Katyń podczas procesu norymberskiego. W 1945/1946 roku w trakcie procesu zbrodniarzy niemieckich Sowieci wprowadzili do aktu oskarżenia zarzut odpowiedzialności za zbrodnię katyńską. Do akt sądowych włączono sprawozdanie Komisji Burdenki i prokuratorzy radzieccy zażądali, by Trybunał przyjął je bez dowodów i przesłuchiwania świadków. Sędziowie z USA, Wielkiej Brytanii i Francji nie wyrazili na to zgody. W Norymberdze po przesłuchaniach świadków ujawniły się liczne nieścisłości i błędy w komunikacie Komisji Burdenki. Wobec tego Trybunał Norymberski w wydanym w 1946 roku wyroku pominął jednak sprawę zamordowania polskich oficerów z braku dowodów.
W kolejnych latach Sowieci nieustannie przyznawali, że za zbrodnią katyńską stali Niemcy. Przykładowo takie informacje pojawiły się w drugim wydaniu powojennej Wielkiej Encyklopedii Radzieckiej. Sowieci zdeprecjonowali też ustalenia komisji Maddena z 1952 roku, która badała sprawę katyńską w Kongresie USA.
W 1969 roku miała miejsce kolejna ważna operacja dezinformacyjna. Zbudowano wtedy wielki kompleks pomników wojennych we wsi Chatyń na Białorusi. Miejscowość ta została spacyfikowana w 1943 roku przez oddziały niemieckie. Wybór tej wsi przez władze ZSRR jako głównego miejsca pamięci ofiar wojny na Białorusi był spowodowany podobieństwem nazwy Chatyń do Katyń. Chatyń miał więc służyć odwracaniu uwagi od tematu zbrodni katyńskiej. Do wioski na radzieckiej Białorusi często też zapraszano gości zagranicznych (m.in. prezydenta Richarda Nixona). Do chwili obecnej we wszystkich rosyjskich podręcznikach historii jest wspominana zbrodnia w Chatyniu. Cel był taki, aby powiązać w świadomości społecznej zbrodnię katyńską z Niemcami.
W 1978 roku z kolei w samym w Katyniu wybudowano pomnik z napisem: „Ofiarom faszyzmu – oficerom polskim rozstrzelanym przez hitlerowców w 1941 roku”. Przy wejściu do Lasu Katyńskiego postawiono dodatkowo pomnik poświęcony 500 jeńcom radzieckim rzekomo rozstrzelanym przez Niemców w trakcie ekshumacji w 1943. Został on usunięty w 1990 roku, gdyż takie zdarzenie nie miało miejsca.
Związek Sowiecki do zbrodni katyńskiej przyznał się dopiero 13 kwietnia 1990 roku. Wówczas to w komunikacie rządowej agencji TASS oficjalnie potwierdzono, że polscy jeńcy wojenni zostali rozstrzelani wiosną 1940 roku przez NKWD. Jako winnych wskazano wówczas komisarza NKWD Ławrientija Berię i jego zastępcę Wsiewołoda Mierkułowa. Strona sowiecka wyraziła głębokie ubolewanie w związku z tragedią katyńską, nazywając ją „jedną z cięższych zbrodni stalinizmu”.
Sporo Rosjan współcześnie kwestionuje prawdę o Katyniu. Nadal ukazują książki i artykuły powielające tezy komisji Burdenki. Dość często kwestionuje się liczbę ofiar z innych miejsc kaźni. Ujawnione dokumenty partii komunistycznej i NKWD, które potwierdzają wykonanie egzekucji przez Sowietów, są natomiast uznawane za fałszywki. Funkcjonuje teoria, że przyznanie się do odpowiedzialności za Katyń przez Borysa Jelcyna było natowską operacją szpiegowską, obliczoną na skłócenie Polski i Rosji oraz rozszerzenie amerykańskiej strefy wpływów w Europie. Bardziej oficjalna rosyjska wersja głosi natomiast, że sprawa odpowiedzialności nie jest definitywnie rozstrzygnięta i nie do końca wiadomo, co się stało. Rosjanie starają się jednak unikać jasnego wskazywania Niemców jako autorów zbrodni. Rosyjska polityka historyczna jest istotnym elementem stosunków międzynarodowych, jak również polityki wewnętrznej. Obecnie propagowanie kłamstwa katyńskiego w Rosji jest w dużej mierze kontynuacją propagandy sowieckiej, w której mity historyczne odgrywały tak dużą i godną ubolewania rolę.











![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)



