Najnowsza aktywność

3

Najnowsza aktywność

Publikacje

W dziale publikacje odnajdziecie Państwo materiały poświęcone różnym aspektom działań o charakterze propagandowym i dezinformacyjnym Federacji Rosyjskiej, Białorusi i Chin. W opracowaniach odnajdziecie Państwo między innymi:

  • Raport
  • Analiza
  • Komentarz
  • Komentarz Analityczny
  • Wydawnictwo seryjne
  • Publicystyka okolicznościowa
  • Publikacja naukowo-badawcza

Dla sprawnego wyszukiwania polecamy zastosować tagi wpisów.

  • Wszystko
  • białoruś
  • Białoruska propaganda
  • chiny
  • kampania propagandowa
  • komentarz analityczny
  • modus operandi
  • nauka
  • osoby
  • publicystyka
  • raport
  • Reżim Łukaszenki
  • rosja
2025-09-11
Rosyjskie operacje wpływu w infosferze Ukrainy (lipiec 2025) W lipcu 2025 roku przestrzeń informacyjna Ukrainy była intensywnie atakowana przez rosyjskie narracje dezinformacyjne, które miały na celu podważenie morale społeczeństwa i woli oporu. Przekazy te łączyły emocje strachu, poczucia zdrady oraz cynizmu z triumfalistycznym obrazem Rosji jako strony silnej i zwycięskiej. Całość stanowiła spójny system psychologicznego oddziaływania, którego celem było zdemoralizowanie Ukraińców, podważenie zaufania do Zachodu oraz utrwalenie obrazu nieuchronności rosyjskiego zwycięstwa. Siedem głównych osi propagandy 1. Dyskredytacja władz Ukrainy – „Zełenski jako dyktator i marionetka USA” Rosyjska propaganda systematycznie podważała autorytet prezydenta Ukrainy, przedstawiając go jako skorumpowanego i autorytarnego lidera zależnego od decyzji amerykańskich. Pojawiające się przezwiska w rodzaju „Kim Chen Ze” miały na celu jego ośmieszenie, a równocześnie delegitymizację całego systemu demokratycznego Ukrainy. 2. Zmęczenie wojną i bunt wobec mobilizacji – „represyjny aparat państwa” Przekazy skupiały się na narracjach o brutalnych metodach komisji mobilizacyjnych, rzekomych fałszywych rozkazach i przykładach protestów społecznych. Miały one podsycać strach przed represjami, budować obraz chaosu oraz przekonywać, że państwo znajduje się na granicy rozpadu wewnętrznego. 3. Rosja konsekwentnie wygrywa – „nieuchronność zwycięstwa” Podkreślano kolejne rosyjskie postępy, takie jak zajęcie Chasowego Jaru czy ofensywę pod Pokrowskiem. Utrwalano wrażenie, że Ukraina nie jest w stanie się obronić, a zwycięstwo Rosji to kwestia czasu. W propagandzie pojawiały się też przekazy o rzekomym międzynarodowym uznaniu aneksji okupowanych terytoriów. 4. Technologiczna przewaga Rosji – „precyzyjne i humanitarne uderzenia” Narracje o skuteczności rosyjskich dronów i czołgów T-90M służyły dowodzeniu nieskuteczności sankcji Zachodu. Ataki na infrastrukturę przedstawiano jako „humanitarne” i „racjonalne”, przeciwstawiając je rzekomej brutalności NATO i Ukrainy. 5. Wojna domowa i zdrajcy – „Ukraińcy przeciwko Ukraińcom” Propaganda relatywizowała rosyjską agresję, sugerując, że konflikt jest wewnętrzną „wojną domową”. Żołnierze ukraińscy byli przedstawiani jako najemnicy, przestępcy i zdrajcy, co miało osłabić solidarność społeczną. 6. Podważanie zachodniego wsparcia – „wojna do ostatniego Ukraińca” Rosyjskie przekazy eksploatowały zmęczenie opinii publicznej w Europie i USA. Narracja sprowadzała się do tezy, że Ukraina jest jedynie pionkiem w grze mocarstw, a jej przyszłość zależy od polityki Waszyngtonu, w tym od ewentualnych decyzji Donalda Trumpa. 7. Odwracanie odpowiedzialności za zbrodnie – „prowokacje i fałszywe flagi” Rosja próbowała przypisywać Ukrainie winę za ataki na cywilów, strażaków czy miejsca kultu religijnego. Prowokacje na Zakarpaciu i podpalenia obiektów sakralnych były wykorzystywane do budowy narracji o destabilizacji i rzekomym prześladowaniu mniejszości. Techniki i narzędzia wpływu Kreml stosował wachlarz zróżnicowanych instrumentów. Kluczowe były: masowe działania botów na Telegramie tworzące wrażenie społecznej akceptacji rosyjskiej obecności, rozpowszechnianie fałszywych dokumentów i deepfake’ów, wykorzystanie aplikacji szpiegowskich (np. obowiązkowego komunikatora MAX na Krymie), indoktrynacja młodzieży na okupowanych terytoriach, programy „cyfrowej okupacji” łączące cenzurę i inwigilację z narzucaniem narzędzi komunikacyjnych. Komentarz analityczny Rosyjska dezinformacja wobec Ukrainy w lipcu 2025 r. łączyła klasyczne schematy wojny psychologicznej z nowoczesnymi technikami manipulacji cyfrowej. Celem Kremla było nie tylko podważenie woli obrony, lecz także demoralizacja społeczeństwa, osłabienie więzi obywatelskich oraz zaszczepienie przekonania, że wszyscy aktorzy polityczni działają cynicznie i we własnym interesie. Konstrukcja narracyjna opierała się na dualizmie: Ukraina i Zachód jako skorumpowani, nieefektywni i cyniczni kontra Rosja jako silna, moralnie usprawiedliwiona i technicznie dominująca. Projekt MUGA – Ukraina Publikacja powstała na podstawie bieżącego monitoringu środowiska informacyjnego Ukrainy, realizowanego w ramach projektu MUGA – moduł II („Śledztwa cyfrowe i analiza operacji wpływu na rzecz bezpieczeństwa środowiska informacyjnego społeczeństw Mołdawii, Ukrainy, Gruzji i Armenii”). Projekt jest realizowany przez Fundację INFO OPS Polska oraz DFRLab (Atlantic Council). Działania finansowane są z budżetu państwa w ramach konkursu Ministra Spraw Zagranicznych RP „Dyplomacja publiczna 2024–2025 – wymiar europejski i przeciwdziałanie dezinformacji”. Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej.

Rosyjskie operacje wpływu w infosferze Ukrainy (lipiec 2025) W lipcu 2025 roku przestrzeń informacyjna Ukrainy była intensywnie atakowana przez rosyjskie narracje dezinformacyjne, które miały na celu podważenie morale społeczeństwa i woli oporu. Przekazy te łączyły emocje strachu, poczucia zdrady oraz cynizmu z triumfalistycznym obrazem Rosji jako strony silnej i zwycięskiej. Całość stanowiła spójny system psychologicznego oddziaływania, którego celem było zdemoralizowanie Ukraińców, podważenie zaufania do Zachodu oraz utrwalenie obrazu nieuchronności rosyjskiego...

2025-09-09
Rozłam, represje, manipulacja – Mołdawia w rosyjskiej wojnie narracyjnej

Rosyjskie operacje wpływu w infosferze Mołdawii (lipiec 2025) Lipiec 2025 roku w mołdawskiej przestrzeni informacyjnej to okres intensyfikacji rosyjskich działań propagandowych, które prowadzone są równolegle na wielu płaszczyznach: politycznej, kulturowej, religijnej, gospodarczej i psychologicznej. Punktem odniesienia dla tych działań stał się rozpoczęty proces wyborczy. Ich wspólnym mianownikiem pozostaje podważanie zaufania do instytucji państwowych, zniechęcanie społeczeństwa do integracji europejskiej oraz legitymizacja prorosyjskiej alternatywy politycznej. Charakterystyczna dla przekazów jest strategia „dualizmu narracyjnego”:...

2025-09-08
Rozczarowanie, zastraszenie, polaryzacja – Gruzja w rosyjskiej wojnie narracyjnej Rosyjskie operacje wpływu w infosferze Gruzji (lipiec 2025) W przestrzeni informacyjnej Gruzji w lipcu 2025 r. odnotowano intensyfikację rosyjskich działań propagandowych prowadzonych w języku gruzińskim i rosyjskim. Choć narracje często wydają się rozproszone, tworzą spójny system oddziaływania psychologicznego, którego centralnym celem jest podważenie zaufania społecznego do Zachodu, wywołanie poczucia izolacji Gruzji i utrwalenie przekonania, że jedynie Rosja pozostaje wiarygodnym partnerem. Emocje dominujące w przekazach to strach (przed „wciągnięciem Gruzji do wojny”), gniew (wobec rzekomego „ingerowania Zachodu” w sprawy wewnętrzne) oraz poczucie krzywdy i niesprawiedliwości (budowane wokół kwestii wizowych czy politycznych nacisków). Jednocześnie propaganda wykorzystuje elementy dumy i tożsamości narodowej, przedstawiając kurs prorosyjski jako obronę tradycji i suwerenności. Ramy narracyjne sprowadzają się do trzech podstawowych osi: Gruzja jako państwo osamotnione i zdradzone przez Zachód; Zachód jako cyniczny gracz, który dąży do otwarcia nowego frontu przeciwko Rosji; Rosja jako stabilny, silny i moralnie słuszny partner. Sześć głównych osi propagandy Polska jako współwinna II wojny światowej W narracji powielanej w mediach prorosyjskich Polska przedstawiana jest jako współodpowiedzialna za wybuch II wojny światowej poprzez zajęcie Zaolzia, odmowę zgody na przemarsz Armii Czerwonej i rzekomą współpracę z Niemcami. Celem tego przekazu jest relatywizacja paktu Ribbentrop–Mołotow, wybielanie ZSRR i przerzucenie odpowiedzialności na Warszawę, przy równoczesnym osłabieniu zaufania Gruzji do Polski jako partnera w UE i NATO. Ukraina jako przykład klęski Zachodu Ukraińska droga integracji z Zachodem ukazywana jest jako źródło katastrofy gospodarczej, demograficznej i terytorialnej. W narracjach akcentuje się rzekome porzucenie Kijowa przez sojuszników, utratę szans na zwycięstwo i dryf ku dyktaturze. W szczególności demonizuje się władze Ukrainy, zestawiając je z III Rzeszą, aby podważyć solidarność międzynarodową. Przekaz ten ma funkcjonować jako ostrzeżenie dla społeczeństwa gruzińskiego: wybór Zachodu prowadzi do ruiny. Zachód jako agresor i manipulator Powtarzana narracja wskazuje, że NATO i UE chcą sprowokować otwarcie nowego frontu na Kaukazie, wykorzystując Gruzję wbrew jej interesom. Bruksela i Waszyngton mają rzekomo wspierać opozycję i ingerować w sprawy wewnętrzne państwa, w tym w sprawę Micheila Saakaszwilego. Podkreślane są także groźby utraty liberalizacji wizowej jako przykład „szantażu”. Celem jest zastraszenie społeczeństwa i wzmocnienie wizerunku Zachodu jako niewiarygodnego partnera. Rosja jako siła stabilizująca Rosyjskie przekazy eksponują obraz Moskwy jako aktora, który „zmienia reguły gry” na froncie ukraińskim, kontroluje sytuację militarną i staje w obronie wartości tradycyjnych. W tym kontekście Rosja przedstawiana jest jako moralnie słuszna i przewidywalna alternatywa wobec „zepsutego” i podzielonego Zachodu. Legitymizowanie prorządowych działań w Tbilisi Narracje prorosyjskie powielane przez Gruzińskie Marzenie mają na celu obronę polityki rządu wobec Zachodu. Protesty obywatelskie ukazywane są jako inspirowane z zewnątrz, finansowanie opozycji – jako efekt oddolnych darowizn, a nowe przepisy ograniczające zagraniczne granty – jako ochrona przed „ekstremizmem”. Celem jest neutralizacja krytyki i utrzymanie kontroli nad sferą społeczną. Dyskredytacja opozycji i liderów społecznych Anonimowe konta w mediach społecznościowych prowadzą kampanie oszczerstw i dezinformacji wobec liderów opozycji. Stosowane są fałszywe zdjęcia, zmanipulowane nagrania i sponsorowane treści, które mają podważyć autorytet przeciwników władzy i wytworzyć obraz opozycji jako narzędzia obcych mocarstw. Najważniejsze wydarzenia Atak na ambasady i dyplomatów – Gruzińskie Marzenie sugerowało wydalenie ambasadorów krytycznych wobec rządu, w tym ambasadora Wielkiej Brytanii Garetha Warda i ambasadora UE Pawła Herczyńskiego. Nowe przepisy przeciw finansowaniu NGO – premier Irakli Kobakhidze ogłosił zakaz udzielania grantów przez ambasadę Wielkiej Brytanii, tłumacząc to koniecznością blokady „ekstremistów”. Antyzachodnia retoryka wyborcza – przedstawiciele rządzącej partii powielali narracje anty-LGBTQ+, łącząc członkostwo w UE z rzekomym upadkiem tradycyjnych wartości. Śledztwo iFact – ujawniono działalność rosyjskich obywatelek współpracujących z Pravfond, zajmującą się m.in. identyfikacją dysydentów i obchodzeniem sankcji. Dyskredytacja opozycji w internecie – zintensyfikowano kampanie oszczerstw wobec liderów opozycji, przy użyciu fałszywych materiałów wizualnych i sponsorowanych treści. Komentarz analityczny Rosyjska operacja dezinformacyjna w Gruzji w lipcu 2025 r. charakteryzowała się wysokim stopniem adaptacji do lokalnych napięć politycznych. Kluczowym celem pozostaje utrzymanie dystansu Gruzji wobec Zachodu i zakotwiczenie jej w strefie wpływów Moskwy poprzez wzbudzanie strachu, gniewu i poczucia zdrady. Mechanizmy te są wzmacniane przez prorządowe narracje w Tbilisi, które w praktyce reprodukują rosyjskie schematy komunikacyjne. Centralnym narzędziem pozostaje antagonizacja: Zachód przedstawiany jest jako zagrożenie, Rosja – jako gwarant stabilności. Projekt MUGA – Gruzja Publikacja powstała na podstawie bieżącego monitoringu środowiska informacyjnego Gruzji, realizowanego w ramach projektu MUGA – moduł II („Śledztwa cyfrowe i analiza operacji wpływu na rzecz bezpieczeństwa środowiska informacyjnego społeczeństw Mołdawii, Ukrainy, Gruzji i Armenii”). Projekt jest realizowany przez Fundację INFO OPS Polska oraz DFRLab (Atlantic Council). Działania finansowane są z budżetu państwa w ramach konkursu Ministra Spraw Zagranicznych RP „Dyplomacja publiczna 2024–2025 – wymiar europejski i przeciwdziałanie dezinformacji”. Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej.

Rosyjskie operacje wpływu w infosferze Gruzji (lipiec 2025) W przestrzeni informacyjnej Gruzji w lipcu 2025 r. odnotowano intensyfikację rosyjskich działań propagandowych prowadzonych w języku gruzińskim i rosyjskim. Choć narracje często wydają się rozproszone, tworzą spójny system oddziaływania psychologicznego, którego centralnym celem jest podważenie zaufania społecznego do Zachodu, wywołanie poczucia izolacji Gruzji i utrwalenie przekonania, że jedynie Rosja pozostaje wiarygodnym partnerem. Emocje dominujące w przekazach to strach (przed „wciągnięciem Gruzji do...

2025-09-05
Narracje antyukraińskie, które coraz częściej obserwujemy w polskiej debacie publicznej i w mediach społecznościowych, nie pojawiają się spontanicznie. Rosnące nastroje niechęci wobec Ukraińców w Polsce wpisują się w szerszy schemat działań Kremla – dokładnie takie same operacje prowadzone są równolegle w innych krajach regionu. Fundacja INFO OPS Polska na bieżąco monitoruje przestrzeń informacyjną w państwach Europy Wschodniej i Kaukazu. Analizy tego monitoringu pokazują, że w Gruzji, Mołdawii, Armenii i samej Ukrainie stosowane są te same metody dezinformacyjne i propagandowe. Obejmują one nie tylko odwoływanie się do lęku przed wojną, kreowanie obrazu Ukrainy jako „przegranego projektu”, przedstawianie Zachodu jako cynicznego manipulatora i budowanie fałszywych analogii, lecz także systematyczne antagonizowanie społeczeństw wobec samych Ukraińców. W przekazach tych eksploatuje się emocje gniewu, pogardy i zazdrości: od narracji o rzekomej niewdzięczności ukraińskich władz, po budowanie obrazu uchodźców jako obciążenia dla państwa i zagrożenia dla obywateli. Tego typu zabiegi mają nie tylko osłabić solidarność z Ukrainą jako państwem, ale też wywołać niechęć wobec konkretnych ludzi – Ukraińców żyjących obok nas. Poniżej prezentujemy raport, w którym zestawiamy te kampanie, pokazując ich wspólne schematy i lokalne różnice. Raport pozwala zrozumieć, że antyukraińska propaganda, z którą stykamy się w Polsce, jest częścią większej i konsekwentnie realizowanej strategii informacyjnej Federacji Rosyjskiej. Gruzja: strach przed losem Ukrainy i demonizowanie proukraińskich postaw Kluczowe narracje. W przekazie propagandowym kierowanym do Gruzinów silnie eksploatowana jest narracja, że Ukraina jest „przegraną sprawą”. Podkreśla się rzekome wyczerpanie Zachodu wojną, chaos na Ukrainie i nieuchronną klęskę Kijowa. Celem tego typu działań jest zasianie zwątpienia co do sensu dalszego oporu i przekonanie, że wsparcie międzynarodowe wkrótce wygaśnie. Tym samym Gruzinom sugeruje się, że podążanie śladem Ukrainy (np. konfrontacyjna polityka wobec Moskwy czy kurs prozachodni) doprowadzi ich kraj do katastrofy podobnej do ukraińskiej. Motywem przewodnim jest przy tym straszenie wojną i utratą suwerenności. Rosyjska propaganda przekonuje, że próba zbliżenia Gruzji do NATO czy Unii Europejskiej skończy się tak tragicznie jak na Ukrainie, która została osamotniona, zniszczona i porzucona przez Zachód. Druga silna linia narracyjna przeciw Ukrainie to demonizowanie wszelkich proukraińskich postaw w Gruzji. Kreml dąży do zdyskredytowania relacji Tbilisi–Kijów. Wspieranie Ukrainy przedstawiane jest jako działanie na szkodę Gruzji lub przejaw „ulegania” Zachodowi. Prorosyjskie przekazy atakują gruzińskich ochotników walczących po stronie ukraińskiej, określając ich „najemnikami” i „przestępcami”. Taka kryminalizująca narracja ma przestrzec społeczeństwo przed angażowaniem się po stronie Kijowa oraz zdyskredytować osoby solidaryzujące się z Ukrainą. Wreszcie, w szerszym kontekście, propaganda relatywizuje rosyjską agresję, powielając tezy o „wojnie domowej”, np. podkreśla, że w armii ukraińskiej walczą Gruzini czy rosyjskojęzyczni obywatele, co rzekomo dowodzi wewnętrznego charakteru konfliktu i umniejsza winę Moskwy. Techniki dezinformacyjne i kanały przekazu. W Gruzji rosyjska dezinformacja przenika do dyskursu publicznego poprzez media społecznościowe, prorosyjskie portale internetowe oraz sprzyjające jej środowiska polityczne. Dużą rolę odgrywają kanały na Telegramie powielające przekazy z rosyjskiej infosfery, a także lokalne media o skrajnie konserwatywnym lub prorosyjskim profilu. Co istotne, część narracji antyukraińskich jest nagłaśniana przez polityków rządzącej partii Gruzińskie Marzenie. Przykładowo posłowie tej partii publicznie powtarzali tezy o „dyktacie” UE i zagrożeniach płynących z integracji, czy atakowali zachodnich dyplomatów za rzekomą ingerencję. Taka legitymizacja przekazu propagandowego przez mainstreamowych aktorów zwiększa jego zasięg i wiarygodność w oczach części społeczeństwa. Emocjonalnym rdzeniem przekazu jest strach, który dominował aż w 27% narracji w gruzińskiej infosferze. Strach przed wojną, przed „utratą suwerenności” czy przed destabilizacją kraju skutecznie paraliżuje wolę oporu i obniża poparcie dla integracji z Zachodem. Obok strachu rosyjska propaganda umiejętnie wzbudza gniew (np. wobec wewnętrznej opozycji określanej jako „agenci Zachodu” czy wobec rzekomej arogancji zachodnich partnerów) oraz poczucie krzywdy i upokorzenia (narracja Gruzji osamotnionej i wykorzystywanej przez wszystkich). Ppropaganda odwołuje się też do tradycjonalizmu i dumy narodowej, np. strasząc, że prozachodnie reformy zniszczą gruzińską tożsamość, a tylko Rosja szanuje gruzińskie wartości. Takie kładzenie nacisku na kwestie kulturowe (religia, obyczajowość) widać m.in. w antyzachodnich wątkach (np. straszenie Gruzinów „narzuceniem praw LGBT” czy utratą tradycji w razie zbliżenia z UE). Podsumowując, kampania dezinformacyjna w Gruzji maluje następujący obraz: „Zachód cię zdradzi jak Ukrainę, wojna i chaos są realnym zagrożeniem, jedynie neutralność i dobre relacje z Rosją ochronią Gruzję przed losem gorszym niż ukraiński”. Mołdawia: „scenariusz ukraiński” jako przestroga i gra na lękach tożsamościowych Kluczowe narracje. W Mołdawii rosyjska propaganda uderza w podobne tony jak w Gruzji, adaptując jednak przekaz do lokalnych realiów. Centralnym motywem jest tu straszenie „ukraińskim scenariuszem” z tezą, że prozachodni kurs Kiszyniowa skończy się tak jak na Ukrainie: wojną, chaosem i zrujnowaniem kraju. Narracja „Zachód narzuca Mołdawii obcy scenariusz, przetestowany wcześniej na Ukrainie” sugeruje, że reformy i zmiany polityczne inspirowane przez UE/USA doprowadzą do konfliktu z Rosją, utraty terytorium (analogicznie do Donbasu/Krymu) i cierpienia ludności. Ma to budować opór społeczeństwa wobec integracji z Zachodem, skoro zakończy się ona katastrofą wojenną. Równolegle Kreml demonizuje Zachód jako zagrożenie dla mołdawskiej suwerenności, tożsamości i tradycji, a Rosję przedstawia jako jedynego obrońcę pokoju i wartości. W związku z tym przekaz antyukraiński przeplata się z przekazem antyzachodnim: Ukraina jest tu przykładem ofiary Zachodu, przestrzegającym Mołdawian przed losem „pożytecznego idioty” Zachodu. Kolejny powtarzający się wątek to rzekome „porzucenie neutralności”. W tym przypadku propaganda głosi, że prozachodni rząd wciąga Mołdawię w konfrontację z Rosją wbrew woli narodu. Przykładem jest fałszywa narracja, jakoby Unia Europejska przekształcała się w blok militarny zmuszający Mołdawię do udziału w wojnie (np. poprzez wspieranie sankcji i szkolenia wojskowe). Celem jest wywołanie strachu przed utratą neutralności (Mołdawia konstytucyjnie jest neutralna) i zniechęcenie do współpracy z UE/NATO. Jednocześnie gra się na wątkach tożsamościowych i religijnych: propaganda ostrzega, że integracja z Europą oznacza narzucenie „obcych wartości” sprzecznych z tradycją, takich jak np. liberalnych reform światopoglądowych, praw dla mniejszości seksualnych czy zmian w edukacji historycznej. Rosja narzuca narracje, że „Bruksela wymusi wyrzeczenie się prawdziwej mołdawskiej tożsamości”, tak jak rzekomo dzieje się to na Ukrainie. Ponadto eksploatowany jest lęk przed utratą języka i wiary: pojawiają się tezy, że proeuropejskie władze prowadzą „derusyfikację” i prześladują rosyjskojęzycznych obywateli (np. ograniczając język rosyjski w szkołach czy mediach). Ma to mobilizować mniejszości prorosyjskie i przedstawiać rząd Sandu jako nietolerancyjny reżim. Analogicznie wątek religijny: Mołdawian straszy się, że Zachód wraz z Rumunią „niszczą prawosławie” wspierając niezależną od Moskwy cerkiew w Besarabii, co przedstawiane jest jako atak na duchowość i próba rozbicia cerkwi (porównania do sytuacji na Ukrainie są tu celowe). Emocjonalnie przekaz w Mołdawii uderza zatem w lęk przed wojną i utratą neutralności, ale też w lęk przed utratą tożsamości narodowej, języka i religii. Eksploatuje się przy tym istniejące napięcia etniczne (np. kwestia Gagauzji, Naddniestrza) i historyczne animozje z Rumunią (strach przed „romanizacją” kraju). Ukraina w tej narracji jest tłem i przykładem kraju, który przez zerwanie z Rosją i zwrot ku Zachodowi popadł w ruinę i podziały. Techniki dezinformacyjne i kanały przekazu. W Mołdawii w sianiu dezinformacji szczególnie widoczne jest wykorzystanie nowych mediów i technologii. Służby propagandowe zaktywizowały do tego setki anonimowych kont w mediach społecznościowych. Mołdawska policja ujawniła, że codziennie zakładane są setki nowych kont na TikToku w celu rozsiewania kłamstw przed zbliżającymi się wyborami i na temat wojny na Ukrainie. TikTok, Facebook oraz lokalne grupy na Telegramie stały się wylęgarnią plotek i fake newsów, łatwo trafiających do młodszych odbiorców i mieszkańców prowincji. Jedną z metod jest produkcja fałszywych materiałów video z wykorzystaniem AI (tzw. deepfake). Przykładowo, pod koniec lipca 2025 r. prorosyjskie kanały rozpowszechniły sfabrykowane nagranie, na którym szefowa mołdawskiej Centralnej Komisji Wyborczej Angelica Caraman rzekomo usprawiedliwia ingerencję Francji w wybory. To zmanipulowane video (zdementowane później przez niezależnych fact-checkerów) miało podważyć zaufanie do procesu wyborczego, wpisując się w narrację o sterowaniu Mołdawią przez Zachód. Innym zabiegiem dezinformacyjnym była dystrybucja fałszywych informacji o rzekomych ofiarach wśród mołdawskich żołnierzy. W lipcu 2025 prorosyjskie profile na Telegramie fałszywie podały, jakoby czterech mołdawskich wojskowych zginęło w jakimś „konflikcie za granicą” z winy prezydent Sandu. Choć Ministerstwo Obrony natychmiast zdementowało te doniesienia (Mołdawia nie wysyła żołnierzy na wojnę), kłamstwo zdołało się roznieść po mediach społecznościowych, wywołując krótkotrwałą panikę. To klasyczny przykład dezinformacji grającej na emocjach strachu i niepewności, polegającej na zasianiu plotki o „tajnych trupach”, która miała wzbudzić panikę i złość na władze rzekomo wikłające kraj w cudzą wojnę. Kanałami dystrybucji takich treści były rosyjskie media (Sputnik Moldova, portale rosyjskojęzyczne), a także lokalne prorosyjskie strony internetowe i grupy na Facebooku, gdzie łatwo rozchodziły się sensacyjne doniesienia. W mołdawskiej infosferze Kreml korzysta również z głosu lokalnych polityków prorosyjskiej opozycji (np. Partia ȘOR) oraz influencerów znanych z radykalnych poglądów religijnych czy nacjonalistycznych. Podsycają oni wątki antyukraińskie, łącząc je ze sprzeciwem wobec proeuropejskiego rządu. Propaganda rosyjska w Mołdawii wykorzystuje zatem szeroki wachlarz narzędzi: od anonimowych kont internetowych, przez sfabrykowane dokumenty i nagrania, po tradycyjne kanały (jak cerkiew prawosławna lojalna Moskwie czy media finansowane z Rosji). Wszystko to obliczone jest na demoralizację, dezinformację i demobilizację społeczeństwa aby Mołdawianie zwątpili w sens reform i bali się, że prozachodni kurs skończy się dla nich „drugą Ukrainą”. Armenia: antyzachodnia narracja i urabianie wrogości do Ukrainy Kluczowe narracje. Kontekst armeński różni się o tyle, że społeczeństwo przeżyło ostatnio traumę klęski w Górskim Karabachu. Rosyjska propaganda kierowana do Armenii usiłuje tę traumę zagospodarować, wskazując winnych i „zdrajców” oraz kanalizując gniew społeczny na Zachód, Ukrainę i własne władze. Dominującymi emocjami, na których żeruje przekaz, są gniew, poczucie niesprawiedliwości i strach. Gniew wynika z przekonania, że Armenia została zdradzona. Narracja podkreśla, że premier Nikol Paszynian to zdrajca i marionetka obcych mocarstw, który oddał Karabach walkowerem. Kreml i sprzyjające mu media malują Paszyniana jako dyktatora na usługach Zachodu (lub wręcz Turcji), prześladującego opozycję i Kościół dla realizacji obcych interesów. Bardzo często pojawia się porównanie: „Armenią rządzi taka sama junta jak Ukrainą”. Ten chwyt ma skojarzyć obecne władze w Erywaniu z rządem w Kijowie, który w propagandzie rosyjskiej jawi się jako reżim nacjonalistyczny, antyrosyjski i sterowany przez Zachód. Przekaz próbuje zaszczepić myśl, że skoro Ukraińcy obalili prorosyjskiego lidera i wybrali prozachodni rząd (jak Pashinyan), to ściągnęli na siebie wojnę. Podobny los czeka Armenię, jeśli nie pozbędzie się obecnej władzy. Propaganda konsekwentnie demonizuje Paszyniana i jego obóz polityczny, zarzucając im autorytaryzm, rusofobię i działanie w interesie wrogów Armenii. W narracji tej wrogowie są jasno wskazani: Turcja i Azerbejdżan, a w tle Zachód, który rzekomo ich wspiera. Ukraina pojawia się tutaj jako dodatkowy element układanki propagandowej i symboliczny „sojusznik” Turcji/Azerbejdżanu i Zachodu, do którego ma być upodobniana Armenia pod rządami Paszyniana. Kremlowskie przekazy sugerują np., że Zachód celowo osłabia Rosję za pomocą wojny w Ukrainie, co w efekcie pozostawiło Armenię bez rosyjskiej ochrony przed Azerbejdżanem. Tę narrację podchwyciły niektóre ormiańskie media opozycyjne, przekonując społeczeństwo, że „Ukraina zabiera Rosji uwagę i zasoby, przez co Rosja nie pomogła Armenii, a to wina Zachodu i pośrednio Ukrainy”. Tak buduje się niechęć do Ukrainy wśród Ormian, przedstawiając ją jako bliskiego sojusznika ich odwiecznych wrogów (Turcji) lub jako rywala odbierającego uwagę i wsparcie Moskwy. Według analiz, stymulowanie takiej niechęci do Ukrainy stało się jednym z celów strategicznych rosyjskiej propagandy w Armenii. Przykładem narracji splatającej te wątki był propagowany przez prokremlowskie źródła przekaz, że „Zachód osłabiając Rosję (przez wojnę w Ukrainie) toruje drogę Turcji do dominacji nad Kaukazem, co grozi Armenii”. Ma to wywołać strach przed utratą resztek niepodległości i skłonić Ormian do żądania powrotu pełnej protekcji Rosji. Innym powtarzalnym schematem jest przeciwstawianie dwóch opcji: albo lojalność wobec Moskwy, albo „sprzedanie się” Turcji. Propaganda stawia fałszywy dylemat: jeśli nie jesteś z Rosją, to znaczy że działasz na korzyść Ankary i Baku. W ten sposób każdy prozachodni lub krytyczny wobec Kremla ruch Armenii etykietowany jest jako „proturkijski” i zdradziecki. Ukrainę wpisuje się w ten obraz jako przestrogę (los kraju rozszarpywanego przez wojnę i nacjonalizm) oraz jako obiekt niechęci (sojusznik Zachodu, który rzekomo kibicuje tureckim zakusom). Techniki dezinformacyjne i kanały przekazu. W Armenii rosyjska propaganda opiera się na hybrydowym ekosystemie medialno-politycznym. Z jednej strony działa sieć mediów tradycyjnych i portali internetowych powiązanych z opozycją prorosyjską (często finansowanych pośrednio z Rosji). Publikują one stronnicze artykuły, wywiady z „ekspertami” i materiały opiniotwórcze, które powielają narracje Kremla w języku ormiańskim. Przykładowo portal 168.am rozpowszechniał tezy o „juncie Paszyniana podobnej do kijowskiej”. Dużą rolę odgrywają także media społecznościowe i komunikatory: na Facebooku i zwłaszcza na Telegramie istnieją kanały agregujące prorosyjskie treści, dezinformacje wojenne i teorie spiskowe (często tłumaczone z rosyjskich źródeł). Część przekazu szerzą anonimowe konta, podszywające się np. pod niezależnych dziennikarzy czy żołnierzy, których zadaniem jest sianie plotek (np. o rzekomych tajnych ustępstwach rządu wobec Azerbejdżanu) i podsycanie radykalnych emocji. Istotnym kanałem są również kręgi społeczne związane z Ormiańskim Kościołem Apostolskim. Rosyjska propaganda chętnie podchwytuje każdą kontrowersję wokół Kościoła, by przedstawiać obóz rządzący jako wrogi religii (podobnie jak czyni to wobec Ukrainy, gdzie Kijów ogranicza wpływy moskiewskiej cerkwi). Przekaz emocjonalny w Armenii jest bardzo intensywny: gniew nakierowany na „zdrajców” (rządzących), poczucie krzywdy związane z utratą Karabachu i domniemaną zdradą sojusznika (Rosji), a także lęk zarówno przed bezpośrednim zagrożeniem militarnym ze strony Azerbejdżanu/Turcji, jak i przed wewnętrznym chaosem. Te emocje są ciągle podsycane przez teorie spiskowe (np. że Zachód planuje oddać południową prowincję Sjunik Azerom, tak jak rzekomo „oddał” Ukrainę Rosji w jakimś tajnym układzie). Technicznie, oprócz klasycznych fake newsów w tekście, coraz częściej pojawiają się w ormiańskiej infosferze materiały wideo produkowane z myślą o viralowym efekcie, np. filmiki atakujące osobę premiera, montowane tak, by ośmieszyć jego wpadki i przedstawić jako marionetkę (część z nich tworzona jest z użyciem manipulacji cyfrowych, choć skala deepfake’ów jest mniejsza niż w Mołdawii). Podsumowując, kampania antyukraińska w Armenii jest nierozerwalnie spleciona z kampanią antyrządową i antyzachodnią. Adaptacja do lokalnego kontekstu polega na odwołaniach do unikalnych lęków Ormian, jak zagrożenie ze strony Turcji, troska o los Karabachu, przywiązanie do tradycyjnej religii, oraz na włączeniu Ukrainy jako elementu szerszej opowieści o spisku przeciw Armenii. Ukraina: wojna informacyjna na wyniszczenie morale Kluczowe narracje. Rosyjska kampania dezinformacyjna prowadzona wewnątrz Ukrainy (tj. skierowana do ukraińskiego społeczeństwa) ma charakter wojny psychologicznej, której celem jest demoralizacja, sianie chaosu i skłócenie Ukraińców ze sobą oraz z sojusznikami. Dominują tu narracje mające podkopać zaufanie do władz w Kijowie i sens dalszej obrony. Pierwszym wątkiem jest dyskredytacja ukraińskiego rządu i wojska: propaganda wyolbrzymia przypadki korupcji, kreuje obraz elit politycznych jako złodziei rozkradających zachodnią pomoc, a wojskowych dowódców przedstawia jako niekompetentnych. Celem jest wzbudzenie złości i pogardy wobec własnych władz, poczucia, że „wszyscy kradną, nic nie jest warte ofiar”. Drugi stały motyw to „zmęczenie wojną”. Rosyjskie przekazy bombardują Ukraińców obrazami olbrzymich strat, cmentarzy pełnych grobów, historii o mobilizacyjnych łapankach na ulicach. Narracja ta ma przekonać społeczeństwo, że opór nie ma sensu, „wojna jest nie do wygrania, lepiej się poddać zanim wszyscy zginą”. Propaganda żeruje tu na lęku i fatalizmie: powtarza, że dalsza walka tylko wydłuży cierpienia, a ostatecznie „wszystko i tak runie”. Trzecia kluczowa narracja to „Ukraina jest osamotniona, Zachód wkrótce ją porzuci”. W mediach społecznościowych i kontrolowanych przez Kreml kanałach regularnie podkreśla się każdą oznakę wahania lub zmęczenia państw zachodnich pomocą dla Kijowa. Wypowiedzi zachodnich polityków wyjęte z kontekstu przedstawiane są jako dowód, że „Europa i USA mają dość, zostawią Ukrainę”. Powtarzana jest fraza o „walce do ostatniego Ukraińca”, sugerująca cynicznie, że sojusznicy wykorzystują ukraińskie życie dla swoich celów. Ma to zasiać nieufność wobec Zachodu i poczucie beznadziei (skoro los zależy od kaprysów wielkich mocarstw). Kolejny wątek, obecny zwłaszcza w rosyjskiej propagandzie zewnętrznej o Ukrainie, to przedstawianie jej jako „państwa nazistowskiego, zagrażającego mniejszościom”. Kreml od lat głosi, że Ukraina rzekomo prześladuje rosyjskojęzycznych obywateli. W tym kontekście padają oskarżenia o „apartheid językowy” i eksterminację kultury rosyjskiej. Te narracje (choć jawnie fałszywe) służą uzasadnianiu agresji jako rzekomej misji obrony mniejszości. W samej Ukrainie próbuje się także wzbudzać podziały wewnętrzne. Propaganda promuje dla przykładu treści, że opozycja wobec Zełenskiego powinna zjednoczyć się i przejąć władzę jako „rozsądna alternatywa”, insynuując jakoby istniał silny wewnętrzny front przeciwny kontynuowaniu wojny. Innym aspektem jest podsycanie niechęci do uchodźców i mniejszości wewnątrz Ukrainy, ale jest to zjawisko mniej nasilone (bardziej dotyczy krajów przyjmujących uchodźców, jak Polska). Ogólnie, rosyjskie narracje wobec Ukrainy i Ukraińców mają skłonić ich do rezygnacji z dalszego oporu, wzbudzić cynizm i zwątpienie (przekaz: „nasi przywódcy to skorumpowani zdrajcy, Zachód nas zdradzi, Rosja i tak wygra, więc po co ginąć?”). Jednocześnie Kreml stara się wywyższać własny obraz: propaganda promuje wątki o nieuchronnym zwycięstwie Rosji, jej rzekomej przewadze technologicznej i moralnej („Rosja walczy rozsądnie i humanitarnie, to Ukraina jest barbarzyńcą”). Ma to złamać wiarę Ukraińców w sukces i zasiać myśl o kapitulacji. Techniki dezinformacyjne i kanały przekazu. Teatr działań informacyjnych w Ukrainie jest niezwykle szeroki, obejmując zarówno jawne kanały (media państwowe Rosji nadające po rosyjsku i czasem po ukraińsku), jak i działania tajne lub pozorowane. Rosja wykorzystuje całą paletę środków: armie botów internetowych, hakowanie i przejmowanie ukraińskich kont, podstawione kanały na Telegramie, a także akty dywersji informacyjnej w terenie. Według raportów, rosyjskie boty masowo zalewają prorosyjską propagandą grupy dyskusyjne. Zidentyfikowano np. setki tysięcy skoordynowanych komentarzy na Telegramie, które miały stworzyć wrażenie szerokiej społecznej akceptacji dla działań Rosji. Towarzyszy temu taktyka „spirali milczenia”, tzn., że boty i fałszywe profile udające zwykłych obywateli powielają propagandę, aby zagłuszyć głosy sprzeciwu i wmówić ludziom, że prorosyjska narracja jest dominująca (więc lepiej jej nie kwestionować). W sferze informacyjnej dochodzi także do ataków psychologicznych: Rosjanie rozsyłali np. masowe SMS-y i e-maile do ukraińskich żołnierzy z wiadomościami typu „poddaj się, twój rząd cię zdradza”. Pojawiają się również fałszywe dokumenty i komunikaty jak spreparowane „rozkazy” rządu o rzekomej ewakuacji czy mobilizacji nieletnich, rozpowszechniane w celu wywołania paniki. Wykorzystuje się też spreparowane materiały wideo: od prymitywnych montaży po deepfake. Przykładowo, ujawniono przypadki tworzenia fałszywych nagrań z udziałem znanych postaci (np. przerobiony film z wypowiedzią boksera Daniela Dubois, że popiera rosyjskie tezy przeciw swojemu ukraińskiemu rywalowi Usykowi). Tego typu treści trafiają następnie na platformy społecznościowe, gdzie mogą zmylić mniej uważnych odbiorców. Kluczowym kanałem dezinformacji w Ukrainie jest Telegram. Popularność tego komunikatora, także wśród urzędników i wojska, czyni go podatnym na infiltrację. Rosyjskie służby prowadzą liczne kanały podszywające się pod lokalne fora czy grupy sąsiedzkie, na których rozsiewają plotki (np. o zbliżających się bombardowaniach, niedoborach paliwa, konfliktach etnicznych itp.). Osobną kategorią jest propaganda na terenach okupowanych: tam Rosja przejęła kontrolę nad mediami, konfiskuje sprzęt do odbioru ukraińskiej TV, zmusza ludzi do korzystania z rosyjskich dekoderów satelitarnych, organizuje pokazowe eventy „integracyjne” z Rosją. Wprowadzono tam de facto monopol informacyjny, co rosyjscy urzędnicy sami nazwali próbą „totalnej kontroli świadomości” mieszkańców. Dodatkowo, na okupowanych obszarach dystrybuowane są złośliwe aplikacje mobilne (podszywające się np. pod pomoc przy unikaniu poboru), które zbierają dane osobowe użytkowników do celów wywiadowczych i szantażu. Całość rosyjskich operacji informacyjnych wobec Ukrainy cechuje skoordynowanie przekazu. Te same tezy (np. o nazistach w Kijowie, zmęczeniu Zachodu, ukraińskiej korupcji) są powielane przez oficjalne media rosyjskie, anonimowe kanały w internecie, a nawet przyjazne Kremlowi media w innych krajach (np. na Węgrzech czy w Gruzji). Dzięki temu rosyjska propaganda tworzy echo, które bywa trudne do zagłuszenia. Z perspektywy społecznej skuteczność tych działań jest ograniczana przez wysoką motywację Ukraińców do obrony i wysiłki ich władz oraz społeczeństwa obywatelskiego w odpieraniu kłamstw. Niemniej skala i intensywność wojny informacyjnej przeciw Ukrainie jest bezprecedensowa. To ciągłe bombardowanie umysłów strachem, kłamstwem i zwątpieniem, stanowiące drugi front wojny. Porównanie kampanii – podobieństwa i różnice Kampanie antyukraińskie w Gruzji, Mołdawii, Armenii i na Ukrainie, mimo odmiennych realiów, wykazują uderzające podobieństwa w przekazie, celach i zastosowanych metodach. We wszystkich czterech przypadkach rosyjska propaganda wykorzystuje lęki i uprzedzenia społeczne, aby antagonistycznie nastawić opinię publiczną wobec Ukrainy. Emocje takie jak strach przed wojną, lęk o własne bezpieczeństwo i przyszłość, a także gniew (wobec „zdrajców” czy domniemanych krzywd) są świadomie rozpalane, by skłonić odbiorców do odrzucenia narracji prodemokratycznej i prokijowskiej. Narracje propagandowe opierają się na powtarzających się schematach: demonizacja Zachodu jako cynicznego manipulatora, przedstawianie Rosji jako obrońcy tradycyjnych wartości, kreowanie Ukrainy na przestrogę (kraj rzekomo zniszczony wskutek prozachodnich ambicji) oraz odwracanie ról ofiara–agresor (twierdzenie, że to Ukraina prowokuje i jest winna konfliktu). Jednocześnie przekaz jest zręcznie adaptowany do lokalnych kontekstów kulturowych: - W konserwatywnej Gruzji akcentuje się wątki religijno-obyczajowe (straszenie „zepsuciem” Zachodu zagrażającym tradycji) oraz narodowe (suwerenność vs. obce wpływy). - W wieloetnicznej Mołdawii gra się na podziałach etnicznych i lęku przed utratą neutralności czy wchłonięciem przez Rumunię. - W Armenii wykorzystuje się historyczną traumę (Karabach) i antytureckie resentymenty, przypisując wrogom wewnętrznym łatkę „protureckich” zdrajców, a Ukrainę stawia jako analogię niebezpiecznego eksperymentu prozachodniego. - W samej Ukrainie propaganda żeruje na realnych bolączkach wojennych (straty, zmęczenie, korupcja), aby uwiarygodnić narrację o bezsensie oporu. Poniższa tabela syntetycznie zestawia, jak w poszczególnych krajach przedstawiani są Ukraińcy (bądź Ukraina) jako zagrożenie, ukazując zarówno elementy wspólne, jak i lokalne różnice tego przekazu: Kraj Przekaz propagandowy: Ukraińcy/Ukraina jako zagrożenie Gruzja „Gruzję czeka los Ukrainy” – straszenie, że wspieranie Kijowa wciągnie Gruzję w wojnę i katastrofę. Ukraina przedstawiana jest jako przegrany, upadły kraj, którego nie warto naśladować. Proukraińskie postawy piętnowane są jako działanie na szkodę Gruzji, a gruzińskich ochotników walczących za Ukrainę oczernia się mianem „najemników” i „zbrodniarzy”. Celem jest wykreowanie obrazu Ukrainy jako zagrożenia dla bezpieczeństwa Gruzji (poprzez ryzyko konfliktu z Rosją) oraz dla jej społeczeństwa (poprzez rzekome „wciąganie” Gruzinów w obcą wojnę). Mołdawia „Zachód chce zrobić z Mołdawii drugą Ukrainę” – narracja głosi, że reformy i polityka proeuropejska powtórzą w Mołdawii ukraiński scenariusz wojny i chaosu. Ukraina jest tu przestrogą: przykład kraju zrujnowanego, który stracił części terytoriów i stabilność przez konflikt z Rosją. Propaganda sugeruje, że naśladowanie Ukrainy (w integracji z UE/NATO czy stanowczej postawie wobec Moskwy) zagraża Mołdawii wojną domową, mobilizacją i cierpieniem ludności. Pojawiają się też fałszywe przekazy, jakoby Ukraińcy już wciągali Mołdawię w wojnę (np. insynuacje o udziale mołdawskich żołnierzy w konflikcie), mające wywołać panikę. Ukrainę przedstawia się więc jako zagrożenie przez analogię: „jeśli będziemy jak oni, spotka nas to samo nieszczęście”. Armenia „Ukraina = marionetka Zachodu, która zdradziła Rosję” – propaganda stawia znak równości między władzami Ukrainy a ekipą Paszyniana, nazywając je „juntami” sterowanymi z zewnątrz. Ukraińcy (zwłaszcza rząd w Kijowie) portretowani są jako wrogowie tradycyjnych sojuszników Armenii (Rosji i Iranu) i rzekomo poprzez osłabianie Rosji Zachód przy pomocy Ukrainy doprowadził do klęski Armenii w Karabachu. W efekcie w ormiańskim dyskursie Ukraina jawi się jako zagrożenie pośrednie: element spisku Zachodu i Turcji przeciw interesom Armenii. Propaganda stymuluje niechęć do Ukrainy, przekonując, że „Ukraińcy są z Turkami” (ponieważ Kijów zbliżył się z Ankarą i Baku), co dla wielu Ormian brzmi jak zarzut najcięższej wagi. W ten sposób Ukraińcy przedstawiani są jako zagrożenie geopolityczne (sojusznik wrogów Armenii) i ideologiczne (naród, który zdradził Rosję i pogrążył się w chaosie). Ukraina „Ukrainiec = banderowiec i ofiara zachodniej gry” – przekaz Kremla maluje Ukraińców (zwłaszcza władze i żołnierzy) jako „nazistów” i „radykałów” zagrażających mniejszościom narodowym, co ma usprawiedliwiać rosyjską „operację specjalną”. Na użytek polski i europejski powielane są hasła o „banderowcach”, by wzbudzać historyczne lęki. W samej Ukrainie propaganda portretuje rządzących jako zagrożenie dla własnego narodu, czyli skorumpowanych cyników posyłających ludzi na śmierć dla interesów Zachodu. Narracja „wojna do ostatniego Ukraińca” sugeruje, że Ukraińcy są tylko pionkami w grze mocarstw i jeśli się nie poddadzą, kraj czeka zagłada. Równocześnie rosyjskie media próbują przekonać świat, że Ukraina zagraża bezpieczeństwu międzynarodowemu (np. mity o broni biochemicznej, „brudnej bombie” czy agresywnych planach Kijowa). Ogólny obraz propagandowy przedstawia Ukrainę i Ukraińców jako niebezpiecznych ekstremistów z jednej strony, a bezwolne ofiary Zachodu z drugiej. Oba wizerunki służą delegitymizacji państwa ukraińskiego i jego sojuszy. Jak pokazano wyżej, wspólne elementy tych kampanii to: granie na strachu przed wojną i destabilizacją, wykorzystywanie historycznych resentymentów (np. banderyzm w Polsce, rzeź wołyńska; konflikty etniczne w Mołdawii; trauma karabachska w Armenii; wojna 2008 w Gruzji), tworzenie fałszywych dychotomii (albo Rosja, albo totalny chaos; albo tradycyjne wartości, albo zepsucie i LGBT), a także odczłowieczanie lub oczernianie Ukraińców (nazywanie ich nazistami, przestępcami, marionetkami). Różnice wynikają z lokalnych uwarunkowań: każda kampania dokłada swoisty wątek: w Gruzji niechęć do Ukrainy łączy się z niechęcią do opozycji proeuropejskiej; w Mołdawii z lękiem przed utratą neutralności i wpływem Rumunii; w Armenii z wrogim nastawieniem do Turcji/Azerbejdżanu; w Ukrainie z próbą wzbudzenia animozji wewnętrznych i zmęczenia wojną. Co istotne, antagonizowanie Polaków wobec Ukraińców jest elementem dokładnie tego samego schematu propagandowego. Rosja, chcąc osłabić regionalną solidarność z Kijowem, wykorzystuje w Polsce analogiczne techniki i narracje, odwołując się do naszych specyficznych uwarunkowań historycznych i społecznych. Widać to po treściach krążących w polskojęzycznym internecie: pojawiają się masowo wpisy sugerujące, że „rosyjska inwazja to walka z banderowcami” oraz że „uchodźcy z Ukrainy zagrażają Polakom”. Propagandyści podsycają strach przed wojną (np. że pomoc Ukrainie wciągnie nas w konflikt nuklearny), oraz tworzą fałszywy dylemat: albo wspieramy Ukrainę, albo dbamy o własny interes narodowy. W praktyce ma to wywołać wrażenie, że pomoc Ukrainie odbywa się kosztem bezpieczeństwa i dobrobytu Polski. Rosyjskie przekazy grają też na historycznych ranach, w szczególności eksponują temat zbrodni wołyńskiej i kultu Bandery na Ukrainie, by zaszczepić w Polakach gniew i chęć odwetu lub przynajmniej oziębienia relacji z Ukrainą. Równolegle szerzona jest ksenofobiczna dezinformacja o uchodźcach, np. że ukraińscy uchodźcy w Polsce popełniają masowo przestępstwa, żyją na koszt państwa, wypierają Polaków z rynku pracy czy służby zdrowia. Choć te twierdzenia są wielokrotnie dementowane, ich powtarzanie prowadzi do wzrostu niechęci części społeczeństwa wobec przybyszy z Ukrainy. Analizy wykazują, że od 2022 r. liczba takich antyukraińskich przekazów w polskim internecie dynamicznie rosła, szczególnie w momentach newralgicznych (rocznice Wołynia, kampanie wyborcze). To wyraźny sygnał, że Polska stała się celem zorganizowanej operacji informacyjnej, w której wykorzystuje się te same wzorce propagandowe co w Gruzji, Mołdawii i Armenii. Ostateczny cel jest zbieżny: osłabić jedność Polaków i Ukraińców, zasiać wzajemną wrogość i podważyć poparcie dla walczącej Ukrainy. Wnioski i rekomendacje Przeprowadzona analiza potwierdza, że antyukraińskie kampanie dezinformacyjne w naszej części świata nie są oddolnymi czy przypadkowymi zjawiskami, lecz elementami większej, skoordynowanej strategii Kremla. Rosja prowadzi wojnę informacyjną na wielu frontach jednocześnie, wykorzystując lokalne konteksty, wszędzie z podobnym repertuarem narracji i technik. Kraje od Kaukazu po Europę Środkową doświadczają podobnych prób antagonizowania społeczeństw przeciw Ukrainie i przeciw sobie nawzajem. Dla polskiego odbiorcy płynie z tego jasny wniosek, Polska nie jest tu wyjątkiem. Fala antyukraińskiej propagandy, która przewija się przez internet i dyskurs publiczny w Polsce, to część tej samej układanki. Mechanizmy zasiewania nieufności, czy to wobec uchodźców, czy wobec intencji Kijowa, zostały wypróbowane przez rosyjską propagandę w innych krajach i przynoszą tam wymierne efekty (np. spadek poparcia dla integracji z Zachodem, wzrost sympatii dla Rosji). Aby przeciwstawić się tym zagrożeniom, polscy obywatele powinni świadomie budować swoją odporność informacyjną. Poniżej przedstawiono kilka zaleceń obywatelskich: Rozpoznawaj schematy propagandy. Warto nauczyć się identyfikować typowe chwyty: emocjonalne apele do strachu (np. „będzie wojna, zginiesz”), do gniewu („oni ci coś zabierają”), narracje o „zdradzie” i „spisku”, proste podziały na dobro-zło. Jeśli jakaś wiadomość wywołuje w nas silny lęk czy nienawiść do konkretnej grupy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że została zaprojektowana pod wpływem propagandy. Sprawdzaj informacje u źródeł. Propaganda żeruje na niezweryfikowanych plotkach. Zanim uwierzysz sensacyjnej historii (np. o przestępstwie rzekomo popełnionym przez uchodźcę z Ukrainy czy skandalicznej wypowiedzi polityka), poszukaj jej potwierdzenia w wiarygodnych mediach. Korzystaj z pracy fact-checkerów i niezależnych raportów, które często obnażają konkretną dezinformację, pokazując, skąd się wzięła i czemu ma służyć. Bądź świadom historycznych kontekstów, ale nie daj sobą manipulować. Znajomość trudnych kart historii polsko-ukraińskiej (jak Wołyń) jest ważna, lecz trzeba zauważyć, kiedy ta historia jest cynicznie wykorzystywana przez podmioty zewnętrzne do szczucia ludzi na siebie. Rosyjska propaganda chętnie wciela się w rolę „rzecznika pamięci o Wołyniu” tylko po to, by skłócić obecnych sojuszników. Nie oznacza to wyrzeczenia się pamięci, oznacza natomiast niedopuszczenie, by pamięć stała się narzędziem kremlowskiej polityki „dziel i rządź”. Zachowuj jedność i empatię. Polska, podobnie jak Gruzja, Mołdawia czy Armenia, jest na celowniku właśnie dlatego, że okazała solidarność z Ukrainą. Świadomość, że próbuje się tę solidarność zniszczyć, powinna nas utwierdzać w przekonaniu o jej wartości. Dlatego warto pielęgnować empatię wobec uchodźców i szacunek dla walczących Ukraińców, zamiast ulegać podszeptom propagandy o „obcych” i „zagrożeniu” z ich strony. Nasza postawa jako społeczeństwa (odporność na sianie nienawiści) jest kluczowa dla powodzenia większej sprawy, jaką jest pokój i bezpieczeństwo w regionie. Domagaj się reakcji instytucji. Walka z dezinformacją to także zadanie dla państwa i platform internetowych. Obywatele mają prawo oczekiwać od władz skutecznego przeciwdziałania wrogim kampaniom informacyjnym poprzez np. edukację medialną, wspieranie niezależnych mediów na Białorusi/Ukrainie/Rosji, ściganie organizatorów farm trolli czy regulacje wymuszające na Facebooku/Twitterze szybką reakcję na zidentyfikowane fake newsy. Społeczny nacisk w tej sprawie jest potrzebny, bo skala problemu rośnie. Na koniec warto podkreślić, że Polska nie jest osamotniona w zmaganiach z propagandą. Podobne kampanie obserwujemy w Gruzji, Mołdawii, Armenii i samej Ukrainie, co pozwala nam korzystać z doświadczeń innych krajów i lepiej rozumieć metody działania Kremla. Analizy publikowane na portalu Disinfo Digest czy przez Fundację INFO OPS Polska (np. raporty z regionu) pokazują, jak rozpoznawać te mechanizmy i unikać powtarzania tych samych błędów. Dezinformacja to narzędzie, wobec którego największą ochroną jest świadome i krytycznie myślące społeczeństwo. Poprzez edukację, czujność i zdrowy rozsądek możemy ograniczać wpływ takich działań na polską przestrzeń publiczną. Polska, Gruzja, Mołdawia, Armenia i Ukraina są adresatami tych samych operacji propagandowych. Dlatego współpraca i wymiana doświadczeń są ważne w odpieraniu tych ataków. Nie ulegajmy narracjom, które antagonizują nas wobec Ukraińców, zarówno państwa, jak i ludzi. Dzięki temu wsparcie dla Ukrainy, kluczowe dla przyszłości całego regionu, nie zostanie osłabione przez dezinformację, a społeczeństwo będzie bardziej odporne na próby dzielenia go lękiem i niechęcią.

Narracje antyukraińskie, które coraz częściej obserwujemy w polskiej debacie publicznej i w mediach społecznościowych, nie pojawiają się spontanicznie. Rosnące nastroje niechęci wobec Ukraińców w Polsce wpisują się w szerszy schemat działań Kremla – dokładnie takie same operacje prowadzone są równolegle w innych krajach regionu. Fundacja INFO OPS Polska na bieżąco monitoruje przestrzeń informacyjną w państwach Europy Wschodniej i Kaukazu. Analizy tego monitoringu pokazują, że w Gruzji, Mołdawii, Armenii i samej...

2025-09-04
Rosyjskie operacje wpływu w infosferze Armenii (lipiec 2025) W przestrzeni informacyjnej Armenii w lipcu 2025 r. obserwowano dalszą intensyfikację rosyjskich działań propagandowych. Ich celem pozostaje podważenie zaufania do władz w Erywaniu oraz utrzymanie strategicznej zależności Armenii od Federacji Rosyjskiej. Przekazy – choć rozproszone – tworzą spójny system, którego oś stanowi antagonizacja społeczeństwa i wykorzystywanie lokalnych napięć politycznych, religijnych i historycznych. Analiza syntetyczna Dominujące emocje to gniew (skierowany wobec rzekomych „zdrajców”), poczucie niesprawiedliwości (narracja o ataku na Apostolski Kościół Ormiański i prześladowaniu opozycji) oraz strach (przed utratą niepodległości i integralności terytorialnej). Centralna rama narracyjna sprowadza się do fałszywego wyboru: albo Armenia zachowuje suwerenność dzięki bliskim relacjom z Rosją, albo zostaje „sprzedana” Turcji i Azerbejdżanowi. Cele strategiczne Kremla obejmują: demonizowanie premiera Nikola Paszyniana, aby wymusić jego uległość wobec Moskwy i zahamować proces zbliżenia z Zachodem, promowanie prorosyjskich alternatyw politycznych (Samvel Karapetian, Ruben Vardanian) jako „obrońców” niepodległości i Kościoła, pogłębianie polaryzacji wokół relacji z Azerbejdżanem i Turcją, przyszłości Sjunika i Górskiego Karabachu oraz pozycji Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego, narzucanie binarnej alternatywy: prorosyjskość jako patriotyzm, otwarcie na Zachód jako zdrada, stymulowanie niechęci do Ukrainy. Sześć głównych osi narracyjnych Paszynian jako narzędzie Turcji i Azerbejdżanu Rosyjska propaganda wykorzystuje narrację o „Zachodnim Azerbejdżanie”, przedstawiając premiera jako polityka gotowego spełnić każde żądanie Ankary i Baku. Represje wobec opozycji interpretowane są jako działania inspirowane przez Turcję i Azerbejdżan, a osłabianie Rosji i Iranu przez Zachód ma bezpośrednio zagrażać przyszłości Armenii. Przekaz ten wzmacnia tezę, że tylko Rosja może zagwarantować bezpieczeństwo państwa. „Paszynian to nie Ormianin” Premier jest dyskredytowany poprzez narrację o jego rzekomym nieormiańskim pochodzeniu. Kreowane są obrazy Paszyniana i jego zwolenników jako potomków dawnych najeźdźców – Turków czy Tatarów – którzy atakują Kościół i podważają tożsamość narodową. „Zdrajca Karabachu” Kolejnym filarem jest oskarżanie Paszyniana o sprzedaż Górskiego Karabachu Azerbejdżanowi. Wojna 44-dniowa przedstawiana jest jako efekt jego „dogadania się” z Baku, a późniejsze wypowiedzi jako kłamstwa mające ukryć zdradę. Narracja ta odwraca uwagę od roli Rosji w przebiegu konfliktu i utracie Karabachu. Korytarz zangezurski – „ukryta zgoda” Według prorosyjskich źródeł premier jedynie pozornie sprzeciwia się korytarzowi przez Sjunik, a w rzeczywistości przygotowuje społeczeństwo do jego akceptacji. Projekt „Rozdroża pokoju” przedstawiany jest jako element planu rezygnacji z suwerenności Armenii. Dodaje się do tego argument, że spotkania z przedstawicielami Chin i Kazachstanu dowodzą słabości ormiańskiej pozycji. „Trump Bridge” i Zachód jako zagrożenie Rozpowszechniona przez prorosyjskie media historia rzekomego memorandum „Trump Bridge” miała przekonać, że Armenia odda część terytorium Stanom Zjednoczonym. Narracja ta wzmacnia obraz Zachodu jako cynicznego gracza i Paszyniana jako „marionetkowego sułtana”. Kościół i nowi liderzy opozycji Rosyjskie i prorosyjskie media szeroko wykorzystują konflikt rządu z Apostolskim Kościołem Ormiańskim, przedstawiając go jako zamach na tożsamość narodową. Równocześnie promowana jest postać Samvela Karapetiana, który z pozycji biznesmena przekształca się w lidera politycznego – ukazywanego jako „nowy Nzhdeh” i alternatywa dla „antynarodowej polityki Paszyniana”. Komentarz analityczny Lipiec 2025 r. przyniósł eskalację rosyjskiej operacji dezinformacyjnej wobec Armenii, w której splatają się wątki historyczne, religijne i geopolityczne. Moskwa nie tylko podtrzymuje narracje o „zdradzie” i „sprzedaży” państwa, ale także wykorzystuje nowe wątki – takie jak rzekome memorandum „Trump Bridge” – aby uwiarygodnić tezy o całkowitej zależności Armenii od obcych mocarstw. Wzmacniane są postaci prorosyjskich alternatyw politycznych, a Kościół pozostaje kluczowym punktem odniesienia w budowaniu oporu wobec rządu. Całość działań zmierza do wywołania bierności społecznej, utrzymania strategicznej zależności od Rosji i osłabienia perspektyw integracji Armenii z Zachodem. Projekt MUGA – Armenia Publikacja powstała na podstawie bieżącego monitoringu środowiska informacyjnego Armenii, realizowanego w ramach projektu MUGA – moduł II („Śledztwa cyfrowe i analiza operacji wpływu na rzecz bezpieczeństwa środowiska informacyjnego społeczeństw Mołdawii, Ukrainy, Gruzji i Armenii”). Projekt jest realizowany przez Fundację INFO OPS Polska oraz DFRLab (Atlantic Council). Działania finansowane są z budżetu państwa w ramach konkursu Ministra Spraw Zagranicznych RP „Dyplomacja publiczna 2024–2025 – wymiar europejski i przeciwdziałanie dezinformacji”. Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej.

Rosyjskie operacje wpływu w infosferze Armenii (lipiec 2025) W przestrzeni informacyjnej Armenii w lipcu 2025 r. obserwowano dalszą intensyfikację rosyjskich działań propagandowych. Ich celem pozostaje podważenie zaufania do władz w Erywaniu oraz utrzymanie strategicznej zależności Armenii od Federacji Rosyjskiej. Przekazy – choć rozproszone – tworzą spójny system, którego oś stanowi antagonizacja społeczeństwa i wykorzystywanie lokalnych napięć politycznych, religijnych i historycznych. Analiza syntetyczna Dominujące emocje to gniew (skierowany wobec rzekomych „zdrajców”),...

2025-09-03
Nowy porządek, stary plan, fałszywy pokój – SzOW w rosyjskiej machinie propagandy

Rosja rozgrywa propagandowo szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy Rosyjska polityka informacyjna od lat wykorzystuje wydarzenia międzynarodowe do budowania alternatywnej wizji ładu światowego, w której Federacja Rosyjska wraz z wybranymi partnerami, przede wszystkim Chinami, przedstawiana jest jako siła stabilizująca, sprawiedliwa i budująca „nową erę”. Jednym z narzędzi realizacji tej strategii jest konsekwentne relacjonowanie spotkań takich jak szczyty Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW) w sposób odpowiadający celom propagandowym Kremla. Poniższa analiza koncentruje się na...

2025-08-29
Publikacja powstała w oparciu o monitoring rosyjskiej propagandy, prowadzonej w przestrzeni medialnej i kanałach powiązanych z aparatem wpływu Kremla. Analizowane treści pojawiły się dzień po rozmowach liderów europejskich krajów z Donaldem Trumpem, po których zorganizowano spotkanie państw należących do tzw. koalicji chętnych. Ta grupa państw europejskich została powołana kilka miesięcy temu jako format współpracy w zakresie wsparcia Ukrainy oraz wzmocnienia bezpieczeństwa regionalnego. W rosyjskich przekazach natychmiast pojawiły się narracje dezinformacyjne, których celem było podważenie jedności Europy, przedstawienie Ukrainy jako zagrożenia oraz demonizowanie sojuszników zachodnich. Analiza pokazuje, w jaki sposób aparat propagandowy Kremla – w tym struktury powiązane z GRU – wykorzystuje bieżące wydarzenia polityczne do kreowania spójnych, emocjonalnie nacechowanych opowieści, mających uderzać w NATO, Unię Europejską i państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Rosyjska propaganda konsekwentnie wykorzystuje historyczne analogie, aby demonizować Zachód i legitymizować własne działania. Jednym z najczęściej powtarzanych motywów jest odwoływanie się do symboliki III Rzeszy i przedstawianie państw Europy Zachodniej jako kontynuatorów nazistowskiej tradycji. W jednym z propagandowych materiałów czytamy: „W istocie mówimy o budowie nowej Rzeszy Europejskiej, która będzie oparta na konfrontacji z Rosją, pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, z potężnymi, zjednoczonymi siłami zbrojnymi.” Takie porównania mają wywoływać silne emocje, uruchamiać historyczne lęki i przenosić odpowiedzialność za konflikt z Rosji na Zachód. W rezultacie to nie Kreml jawi się jako agresor, lecz Europa, która rzekomo „przygotowuje napaść” na Rosję. Tego typu narracje spotykamy na kontrolowanych przez kreml serwisach internetowych skierowanych do audytoriów Ukrainy, Mołdawii, Gruzji i Armenii. Zidentyfikowaliśmy też powielenia tych treści skierowane do odbiorców w Polsce. Aparat wpływu Kremla i GRU Należy podkreślić, że przeanalizowane przez nas przekazu są kolportowane przez strony internetowe kojarzone z segmentem rosyjskiego aparatu wpływu ściśle powiązanego ze służbami specjalnymi – przede wszystkim GRU. W strukturach tych od lat funkcjonują wyspecjalizowane jednostki odpowiedzialne za prowadzenie operacji informacyjnych i psychologicznych. Ich zadaniem jest kształtowanie percepcji międzynarodowej opinii publicznej oraz osłabianie spójności Zachodu. "Publikacje" sugerujące istnienie „nowej Rzeszy Europejskiej” wpisują się w dobrze znany schemat dezinformacyjny Kremla, w którym instrumentalnie wykorzystywane są analogie historyczne. Kreml odwołuje się do traum II wojny światowej, aby budzić lęk i jednocześnie uzasadniać własną agresję jako działanie obronne. Odwracanie ról – kluczowa technika Mechanizm tej propagandy jest prosty, lecz skuteczny – poprzez zestawienie współczesnych państw demokratycznych z nazistowską Rzeszą, Kreml stara się podważyć wiarygodność NATO i Unii Europejskiej, a jednocześnie wzmocnić przekonanie, że Rosja prowadzi „sprawiedliwą walkę obronną”. W praktyce mamy do czynienia z klasycznym odwróceniem ról: agresja Rosji na Ukrainę zostaje przesłonięta narracją o rzekomej ofensywie Zachodu. W ten sposób rosyjski aparat wpływu – sterowany przez GRU – buduje spójną opowieść, której celem jest nie tylko usprawiedliwienie wojny, ale i przygotowanie gruntu pod jej dalszą eskalację. „Europa szuka ratunku w wojnie” – dezinformacyjny obraz wsparcia dla Ukrainy Jednym z powtarzalnych wątków w rosyjskiej propagandzie jest narracja, że europejskie wsparcie dla Ukrainy nie wynika ze strategicznej solidarności czy obrony porządku międzynarodowego, lecz z desperacji elit politycznych, które rzekomo próbują wojnę wykorzystać do przykrycia własnych kryzysów. W analizowanym materiale czytamy: „Liczne wewnętrzne problemy gospodarcze i polityczne (…) zmuszają europejskich przywódców do szukania ratunku w wojnie, która pozwoli im zrzucić winę za wszystkie problemy wewnętrzne na zagrożenie zewnętrzne.” Tego typu przekaz ma na celu podważenie legitymacji europejskiej polityki bezpieczeństwa oraz przedstawienie decyzji o wspieraniu Ukrainy jako działań cynicznych i motywowanych jedynie interesem władzy. Odbiorca ma uwierzyć, że wojna jest „projektem elit”, a nie odpowiedzią na agresję Rosji. W praktyce oznacza to próbę zasiania nieufności wobec demokratycznie wybranych rządów w Europie i wzmocnienia przekonania, że zwykli obywatele są manipulowani przez polityków. Poprzez sugerowanie, że przywódcy państw europejskich „szukają ratunku w wojnie”, propaganda rosyjska stara się wytworzyć wrażenie, że to nie Rosja, lecz Zachód jest odpowiedzialny za eskalację konfliktu. Narracja o „Europie szukającej ratunku w wojnie” to przykład manipulacji, w której rosyjski aparat wpływu próbuje podważać wiarygodność decyzji politycznych państw Zachodu. W rzeczywistości wsparcie dla Ukrainy wynika z konieczności obrony suwerenności napadniętego państwa i ochrony ładu międzynarodowego, a nie z cynicznej gry elit. Polska jako mięso armatnie Zachodu Rosyjska propaganda ponownie atakuje Polskę, przedstawiając ją raz jako głównego podżegacza wojny, a raz – jako ofiarę cynicznej gry Zachodu. Taki dwutorowy przekaz ma osłabiać zaufanie Polaków do sojuszników i wzmacniać wątpliwości wobec sensu wspólnej obrony w ramach NATO. W jednym z tekstów powiązanych z rosyjskim aparatem wpływu czytamy: „Możliwe, że Polacy nie widzą już pozytywnych scenariuszy zakończenia konfliktu na Ukrainie (…) i nie chcą być ‘mięsem armatnim’ dla Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec.” W tej konstrukcji propagandowej Polska początkowo ukazywana jest jako lider „antyrosyjskiej histerii” i główny motor wsparcia dla Ukrainy. Następnie jednak przedstawia się ją jako kraj, który zaczyna wycofywać się z twardego kursu wobec Moskwy, rzekomo ze strachu przed wykorzystaniem przez Zachód. To celowe odwrócenie ról – Polska, która realnie inwestuje w bezpieczeństwo regionalne i wzmacnia swoje zdolności obronne, zostaje sprowadzona do roli biernego narzędzia w rękach sojuszników. Narracja o „Polsce jako mięsie armatnim Zachodu” jest częścią znanej od latj kampanii propagandowej Kremla. Jej zadaniem jest podważanie fundamentów polskiej polityki bezpieczeństwa i kwestionowanie wartości sojuszniczej współpracy w ramach NATO. W rzeczywistości to właśnie dzięki tej współpracy Polska dysponuje realnymi gwarancjami bezpieczeństwa, których celem jest odstraszanie agresora – a nie wystawianie obywateli na niepotrzebne ryzyko. „Ukraina jako marionetka i zagrożenie terrorystyczne” Rosyjska odbiera Ukrainie podmiotowość, przedstawiając ją nie jako suwerenne państwo broniące się przed agresją, lecz jako narzędzie w rękach Zachodu. Jednocześnie Kreml stara się wykreować obraz Kijowa jako państwa „terrorystycznego”, odpowiedzialnego za sabotaże, prowokacje i ataki wymierzone w Rosję. W jednym z propagandowych materiałów czytamy: „Najwyraźniej ukraińskie elity polityczne znajdują się pod ścisłą kontrolą brytyjskich służb wywiadowczych.” Tego rodzaju przekaz ma jednoznacznie odebrać Ukrainie niezależność i wytworzyć wrażenie, że decyzje władz w Kijowie podejmowane są nie w interesie własnych obywateli, lecz na zlecenie Londynu i innych stolic zachodnich. Kolejnym elementem propagandy jest przypisywanie Ukrainie działań, które mają charakter terrorystyczny: „Organizowanie działań sabotażowych na terytorium Federacji Rosyjskiej (…) z użyciem broni biologicznej, drony, zabójstwa żołnierzy i polityków.” W ten sposób Rosja stara się fałszywie uzasadnić swoją agresję jako walkę obronną przed rzekomym terroryzmem. Kijów jest w tej narracji nie tyle ofiarą napaści, ile źródłem zagrożenia – nie tylko dla Rosji, ale i dla całego świata. Narracje tego typu są charakterystyczne dla działań rosyjskiego aparatu wpływu, powiązanego z strukturami odpowiedzialnymi za operacje psychologiczne. To właśnie one budują spójny przekaz, w którym Ukraina staje się „narzędziem Zachodu” i jednocześnie „zagrożeniem globalnym”. Takie konstrukcje służą nie tylko usprawiedliwieniu agresji, ale także próbom zmęczenia opinii publicznej na Zachodzie, by ograniczyć pomoc wojskową i polityczną dla Kijowa. Narracja o „Ukrainie jako marionetce i państwie terrorystycznym” to przykład manipulacji, w której Kreml łączy odebranie podmiotowości z demonizacją. To klasyczny mechanizm propagandy wojennej – przedstawienie ofiary jako winowajcy – mający legitymizować rosyjską agresję i wzmocnić przekonanie, że Moskwa działa w obronie własnego bezpieczeństwa. „Rozkład i słabość Zachodu” – rosyjska narracja o upadku Europy Rosyjska propaganda chętnie sięga po wątek „słabości Zachodu”, aby podważać wiarę w zdolności obronne NATO i Unii Europejskiej. Narracja ta opiera się na kilku powtarzalnych elementach: przedstawianiu Europejczyków jako niezdolnych do poświęceń, wskazywaniu na niewydolność przemysłu obronnego, demonizowaniu migrantów oraz budowaniu obrazu Rosji jako państwa zmuszonego do „obrony”. Europa rzekomo niezdolna do wojny W przekazie propagandowym podkreśla się, że Europejczycy nie są gotowi na konfrontację zbrojną: „Rdzenna ludność krajów europejskich, przyzwyczajona do wygodnego życia, raczej nie będzie chciała iść na wojnę z Rosją.” Takie tezy uzupełniane są obrazem niekompetentnych armii i przemysłu zbrojeniowego, który rzekomo nie jest w stanie sprostać wymaganiom wojny na dużą skalę. Celem jest wywołanie poczucia bezsilności i niepewności wśród obywateli państw NATO. Rosja jako „ofiara zmuszona do obrony” Całość narracji zamyka klasyczny motyw dezinformacji - odwracania ról: „Jeśli walka jest nieunikniona, musimy uderzyć pierwsi.” To szczególnie niebezpieczny element propagandy. Agresja przedstawiana jest jako akt samoobrony, a odpowiedzialność za eskalację konfliktu przerzucana jest na Zachód. W efekcie Rosja jawi się nie jako agresor, lecz jako państwo zmuszone do obrony przed rzekomą ofensywą Europy. Narracja o „rozpadzie i słabości Zachodu” to złożona operacja dezinformacyjna rosyjskiego aparatu wpływu, powiązanego z GRU. Jej celem jest: osłabienie poczucia bezpieczeństwa w państwach NATO zniechęcenie obywateli do wspierania Ukrainy wzmacnianie podziałów społecznych usprawiedliwianie rosyjskiej agresji jako „obrony koniecznej” To przykład, jak propaganda Kremla łączy różne wątki – społeczne, gospodarcze i militarne – w jedną spójną narrację, która ma wywoływać strach, nieufność, apatię i znużenie wojną.

Publikacja powstała w oparciu o monitoring rosyjskiej propagandy, prowadzonej w przestrzeni medialnej i kanałach powiązanych z aparatem wpływu Kremla. Analizowane treści pojawiły się dzień po rozmowach liderów europejskich krajów z Donaldem Trumpem, po których zorganizowano spotkanie państw należących do tzw. koalicji chętnych. Ta grupa państw europejskich została powołana kilka miesięcy temu jako format współpracy w zakresie wsparcia Ukrainy oraz wzmocnienia bezpieczeństwa regionalnego. W rosyjskich przekazach natychmiast pojawiły się narracje dezinformacyjne,...

2025-08-28
95 lat temu, 25 sierpnia 1930 roku, urodził się Sean Connery – szkocki aktor, który dzięki roli pierwszego filmowego Jamesa Bonda stał się symbolem popkulturowego szpiegostwa i późniejszym zdobywcą Oscara za drugoplanową kreację w filmie „Nietykalni” w reż. Briana De Palmy. Jego kariera rozpoczęła globalną fascynację szpiegostwem ukazanym w konwencji kina sensacyjnego, pełnego błyskotliwych akcji, ale także – niestety – wielu szkodliwych uproszczeń. Sean Connery, wcielając się w Jamesa Bonda, nieświadomie przyczynił się do utrwalenia w masowej wyobraźni obrazu Zachodu jako odpornej, eleganckiej fortecy, zdolnej z łatwością odpierać wszelkie zakusy Moskwy. "Bondowski mit" stał się symbolem nie tylko popkulturowego szpiegostwa, ale także zbiorowej iluzji Zachodu – przekonania, że realne zagrożenia można sprowadzić do widowiskowych pojedynków, ignorując mozolną, wieloletnią infiltrację i aktywne środki dezinformacji, które stosowała i stosuje Moskwa wobec swoich przeciwników. Dziś, z perspektywy dekad i doświadczeń realnej rywalizacji z Moskwą, narodziny filmowego Bonda można odczytywać także jako początek utrwalania w masowej wyobraźni mitu szpiegostwa oderwanego od rzeczywistości: nie jako cierpliwej, ukrytej infiltracji, długo budowanych aktywów i operacji percepcyjnych, lecz jako serii efektownych pojedynków – czym w praktyce zachodnia kultura sama przyczyniała się do ograniczenia odporności na aktywne środki i długoterminową penetrację stosowaną przez radziecki i rosyjski wywiad. Sean Connery, jako pierwszy filmowy James Bond, w latach 1962–1983 stał się ikoną, której wpływ przekroczył granice kina. Jego występy na ekranie wywarły ogromny wpływ na zachodnią kulturę masową i wyobrażenia społeczeństw demokratycznych o charakterze współczesnego wywiadu. Jednakże filmowa stylizacja postaci agenta 007 – pełna gadżetów, uwodzicielskiego uroku, efektownych akcji i symbolicznego zwycięstwa wolnego Zachodu nad Rosją Sowiecką – imperium zła – stanowiła w gruncie rzeczy antytezę codziennej pracy realnych służb wywiadowczych. Connery, podobnie jak inni aktorzy wcielający się później w Bonda, wpłynął na sposób postrzegania zimnej wojny na Zachodzie. Obraz ten okazał się ambiwalentny: z jednej strony budował morale społeczeństw konfrontowanych z nuklearnym zagrożeniem, z drugiej – fałszował naturę realnego starcia wywiadowczo-strategicznego, przez co społeczeństwa i część elit politycznych nie doceniały precyzyjnej, skrytej i wielowektorowej strategii „maskirowki” stosowanej konsekwentnie przez Moskwę. Niestety ten wykreowany nierzeczywisty obraz szpiegostwa nie przystawał do rzeczywistości zimnej wojny - w rezultacie dezinformował. "Bondowskie" filmy wzmacniały przekonanie, iż Zachód posiadał przewagę technologiczną i moralną, a sowiecki przeciwnik działał prymitywnie według przewidywalnych schematów. W efekcie psychologiczne uspokajało to zachodnią opinię publiczną, przy braku świadomości operacyjnej subtelnych działań Moskwy. Dzisiaj wiadomo, że sowiecka (i wcześniej sowiecka) maskirowka to nie tylko dezinformacja rozumiana potocznie jako pojedyncze „fake newsy” czy wprowadzające w błąd komunikaty. Jest to złożony, wielopoziomowy system operacji poznawczych i manipulacyjnych, którego podstawą jest kreowanie pozornie autentycznych, lecz celowo sprzecznych lub nieczytelnych sygnałów strategicznych. Obejmuje to zarówno propagandę nuklearną i dyplomatyczną, jak i systematyczne przenikanie do środowisk eksperckich, politycznych i akademickich oraz organizowanie kampanii informacyjnych, których celem jest nie tylko wprowadzenie w błąd, ale przede wszystkim wywołanie informacyjnego szumu i dezorientacji. Jedną z kluczowych technik jest celowe nakładanie na siebie wielu, często wzajemnie sprzecznych komunikatów – tak, by odbiorca nie był w stanie ich ani zweryfikować, ani prawidłowo zinterpretować. W praktyce realizowane jest to poprzez zmasowane działania w mediach tradycyjnych, alternatywnych oraz sieciach społecznościowych, angażujące zarówno otwarte, jak i „wybielone” (pośrednie) źródła. Maskirowka nasyca przestrzeń informacyjną nie tylko dezinformacją, lecz także tzw. „antyinformacją” – czyli przekazami, które zaprojektowano po to, by neutralizować lub relatywizować oczekiwane, istotne komunikaty. W efekcie, adresat nie tylko nie otrzymuje czytelnej informacji, ale także traci orientację w gąszczu sprzecznych bodźców. To właśnie ta zarządzana niepewność jest jednym z najgroźniejszych, najtrudniejszych do wykrycia komponentów współczesnej wojny informacyjnej prowadzonej przez Moskwę. Zachód był wielokrotnie zaskakiwany: od afery Cambridge Five po penetrację struktur NATO i programów atomowych. „Bond” usypiał czujność elit politycznych, które cierpiały na tzw. syndrom Hollywood – skłonność do oceniania zagrożeń przez pryzmat kinowych uproszczeń. W rezultacie "kultura Bondowska" przyczyniła się do powstania społecznej percepcji szpiegostwa jako „gry bohaterów”, co służyło propagandzie Moskwy, bo odwracało uwagę od systemowych i długofalowych infiltracji Rosji jako problemu strukturalnego bezpieczeństwa światowego. Dodatkowo ukształtowało to społeczną nieodporność na psychologiczne operacje wpływu – szczególnie w kontekście aktywów sowieckich wśród zachodnich elit akademickich, kulturalnych i medialnych. Filmowa kariera Connery’ego była spektakularna i zmieniła masową kulturę XX wieku. Jednak jego największa rola – James Bond – obok atutów propagandowych (dodanie otuchy Zachodowi, wyśmiewanie „ponurych Sowietów”) miała efekt uboczny: budowała fałszywy obraz wywiadu. Realna konfrontacja nie wyglądała jak pojedynek superagenta z demonicznym złoczyńcą, lecz była długofalową grą dezinformacyjną, w której Moskwa nierzadko osiągała przewagi dzięki niedocenieniu jej subtelnych metod. Należy żałować, że "mit Bonda" utrwalił obraz przeciwnika mniej groźnego niż w rzeczywistości – sprowadzając go do karykatury. To pozwoliło przyswoić Zachodowi „fałszywy komfort” – poczucie, że służby własne i technologie zawsze zwyciężą, co - na dodatek - usypiało odporność. Te uproszczenia kultury popularnej utrudniały percepcję zagrożeń, zwłaszcza operacji dezinformacyjnych, agentów wpływu i długoterminowej penetracji Moskwy. W efekcie Sean Connery i "Bondowski mit" - jedne z najpotężniejszych narzędzi kulturowych Zachodu w zimnej wojnie miały dwuznaczny skutek. Stwarzały fałszywe poczucie bezpieczeństwa wobec przeciwnika, którego prawdziwą siłą była subtelność, skrytość działań i długofalowe planowanie strategiczne – a nie wyłącznie widowiskowa przemoc. Kultura popularna jest istotnym czynnikiem kształtującym imaginarium strategiczne społeczeństw. Od lat 60. obraz Jamesa Bonda – zapoczątkowany kreacją Seana Connery’ego – zdominował zachodnią percepcję nie tylko samego szpiegostwa, ale też i działań Moskwy, sprawiając, że społeczeństwa oraz część elit politycznych postrzegały służby specjalne w kategoriach heroiczno-widowiskowych, często banalizujących rzeczywistość strategiczną. W dobie zimnej wojny ten mit miał funkcję podnoszenia morale, ale w XXI wieku okazuje się czynnikiem osłabiającym odporność Zachodu na skryte, systemowe, długofalowe operacje obecnych przeciwników i ich krótko- lub długotrwałych sojuszy. Mit Jamesa Bonda – dzięki Connery’emu i jego następcom – stał się jedną z najpotężniejszych ikon kulturowych XX i XXI wieku. Jednak współcześnie jego spuścizna nie tylko działa jako inspiracja, ale także jako matryca błędnej percepcji zagrożeń, definiowanych zbyt wąsko (terroryzm, cyberatak), a pomijane są subtelne, długofalowe operacje psychologiczno-informacyjne, czy infiltracje jak rosyjska presja przywódcza poprzez elity gospodarcze i energetykę oraz chińskie „soft power” infiltrujące systemy edukacji, gospodarki i polityki państw. Zarówno Rosja, jak i Chiny prowadzą wojnę inkluzywną, ukrytą i sieciową, w której spektakularne akcje stanowią rzadkość, a dominują mechanizmy długotrwałej erozji politycznej i społecznej. Aby konkurować z rosyjską maskirowką i chińskimi operacjami Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego i Departamentu Pracy Zjednoczonego Frontu, konieczne jest odmitologizowanie szpiegostwa i pracy wywiadu oraz budowanie świadomości, że prawdziwy wywiad to maraton podszyty cierpliwością, a nie wybuchowy sprint agenta z gadżetami.

95 lat temu, 25 sierpnia 1930 roku, urodził się Sean Connery – szkocki aktor, który dzięki roli pierwszego filmowego Jamesa Bonda stał się symbolem popkulturowego szpiegostwa i późniejszym zdobywcą Oscara za drugoplanową kreację w filmie „Nietykalni” w reż. Briana De Palmy. Jego kariera rozpoczęła globalną fascynację szpiegostwem ukazanym w konwencji kina sensacyjnego, pełnego błyskotliwych akcji, ale także – niestety – wielu szkodliwych uproszczeń. Sean Connery, wcielając się w Jamesa Bonda,...

2025-08-22
Strach, zdrada, destabilizacja – Armenia w rosyjskiej wojnie narracyjnej

W przestrzeni informacyjnej Armenii obserwujemy rosnącą intensywność rosyjskich działań propagandowych prowadzonych w języku ormiańskim. Choć poszczególne przekazy mogą wydawać się nieskoordynowane, tworzą one spójny i złożony system oddziaływania psychologicznego, którego centralnym celem jest podważenie zaufania społecznego do władz w Erywaniu oraz utrzymanie geopolitycznej zależności Armenii od Federacji Rosyjskiej. Wiodącymi emocjami wykorzystywanymi w tych operacjach są: gniew (skierowany przeciwko rzekomym „zdrajcom”), poczucie niesprawiedliwości (wobec utraty Górskiego Karabachu) oraz strach (przed kolejną...

2025-08-19
Zmęczenie, zwątpienie, zniszczenie – Ukraina pod presją wojny informacyjnej

Rosyjska kampania propagandowa w infosferze Ukrainy (czerwiec 2025) Czerwiec 2025 roku przyniósł dalsze nasilenie rosyjskich operacji informacyjno-psychologicznych skierowanych do społeczeństwa ukraińskiego. W przestrzeni ukraińskojęzycznej obserwujemy systematyczne próby destabilizacji morale, podważenia zaufania do instytucji państwowych oraz rozbicia jedności społecznej. Kluczowe emocje wykorzystywane w tych działaniach to lęk, rezygnacja, cynizm i złość zarówno wobec ukraińskich władz, jak i partnerów zagranicznych. Celem strategicznym Kremla jest kształtowanie obrazu Ukrainy jako osamotnionego państwa u kresu...

2025-08-17
Rewizjonizm historyczny Kremla: jak rosyjska dezinformacja w języku arabskim łączy nazizm z amerykańskimi korzeniami

Rewizjonizm historyczny Kremla: jak rosyjska dezinformacja w języku arabskim łączy nazizm z amerykańskimi korzeniami W złożonym i niejednoznacznym krajobrazie współczesnej wojny informacyjnej można zaobserwować utrwalanie się narracji obecnej w arabskiej przestrzeni internetowej, która sugeruje, że koncepcyjne i ideologiczne źródła niemieckiego nazizmu nie wywodzą się z Niemiec, lecz ze Stanów Zjednoczonych. Narracja ta pojawia się w serii artykułów publikowanych na stronie sarabic.ae, platformie medialnej powiązanej z rosyjską, państwową siecią informacyjną Sputnik....

2025-08-15
Wojna polsko-bolszewicka 1920 roku była nie tylko starciem armii, lecz także zaciętą walką propagandową i informacyjną. Zarówno rewolucyjne państwo sowieckie, jak i nowo odrodzona Polska rozumiały, że sposób postrzegania wydarzeń może być równie decydujący co siła militarna. Obie strony wykorzystywały gazety, ulotki, noty dyplomatyczne oraz apele, aby kształtować opinię publiczną w kraju i za granicą. Działania te wpływały na międzynarodowy odbiór konfliktu, kształtowały sojusze oraz wzmacniały lub podkopywały wewnętrzne morale społeczeństw. W dłuższej perspektywie narracje propagandowe ukształtowane w czasie wojny 1920 roku pozostawiły trwały ślad w dyplomacji i życiu społecznym okresu międzywojennego. Niniejszy artykuł omawia, w jaki sposób strona sowiecka i polska prowadziły kampanie informacyjne w trakcie konfliktu oraz jakie dalekosiężne konsekwencje przyniosły te działania. Radzieckie kampanie propagandowe w 1920 roku Od samego początku bolszewicy przedstawiali wojnę jako walkę klas oraz kontynuację rewolucji światowej. Propaganda sowiecka ukazywała przywódców Polski jako reakcyjnych „obszarników i kapitalistów” spiskujących z zachodnimi imperialistami w celu zdławienia socjalizmu. W retoryce bolszewickiej rząd Józefa Piłsudskiego utożsamiano z dawnymi ciemiężcami, twierdząc, że „idzie w ślady Hohenzollernów”, oraz oskarżano o wywołanie wojny na Ukrainie pod fałszywymi pretekstami. W jednym z moskiewskich radiowych przemówień z kwietnia 1920 roku można było usłyszeć, że „polscy białogwardziści, przy pomocy francuskiego złota i swojego marionetkowego Petlury, najechali” Ukrainę, przedstawiając Polaków jako kontrrewolucyjnych agresorów . Określając polskie siły mianem burżuazyjnych i „białogwardyjskich” ciemięzców, Sowieci dążyli do podważenia legitymacji polskich działań w oczach miejscowej ludności oraz zagranicznych obserwatorów. Jednym z głównych celów sowieckiej wojny informacyjnej była ludność polska oraz żołnierze Wojska Polskiego. W miarę jak latem 1920 roku Armia Czerwona zbliżała się do Warszawy, Lenin i jego najbliższe otoczenie kierowali bezpośrednie apele do polskiej klasy robotniczej i chłopstwa. W manifeście podpisanym przez sowieckich przywódców m.in. Michaiła Kalinina, Włodzimierza Lenina, Gieorgija Cziczerina, Lwa Trockiego i innych bolszewicy wzywali masy w Polsce do powstania przeciw „magnatom i awanturnikom” w Warszawie. Dokument ten, nasycony rewolucyjnymi hasłami, zachęcał szeregowców Wojska Polskiego do złożenia broni lub wręcz dołączenia do Armii Czerwonej w imię „waszej i naszej wolności”. Wzywano: „Naprzód, czerwoni wojownicy!”, zachęcając żołnierzy do obalenia „ziemian, gwałcicieli i ciemięzców” oraz obiecując wyzwolenie polskiemu proletariatowi i chłopom pod rządami sowieckimi. Ulotka kończyła się podniosłymi okrzykami: „Niech żyje robotniczo-chłopska Armia Czerwona! Niech żyje sowiecka Ukraina! Niech żyje sowiecka Rosja!”, odwołując się wprost do idei braterstwa internacjonalistycznego. Działania te miały podwójny cel. Po pierwsze miały osłabić morale strony polskiej oraz wzmocnić stronę bolszewicką zapałem rewolucyjnej krucjaty. Sowieccy agenci polityczni (komisarze) towarzyszyli Armii Czerwonej, szerząc propagandę klasową wśród zmęczonych wojną polskich jeńców i cywilów. Na terenach zajętych przez wojska bolszewickie ekipy propagandowe szybko zakładały gazety i komitety rewolucyjne. Na przykład, gdy Armia Czerwona dotarła w sierpniu 1920 roku do Białegostoku, ogłoszono tam Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski (Polrewkom), który powstał w Smoleńsku, ale właśnie w Białymstoku ogłosił powstanie nowego prosowieckiego rządu. Choć inicjatywy te były krótkotrwałe, podkreślały strategię bolszewików polegającą na łączeniu działań zbrojnych z propagandą, aby wzniecać komunistyczne powstania na tyłach wroga. Na arenie międzynarodowej propaganda sowiecka dążyła do izolacji Polski poprzez kształtowanie opinii publicznej na świecie. Bolszewicy przedstawiali swoją wojnę z Polską jako sprawiedliwą walkę obronną lub naturalne rozszerzenie rewolucji robotniczej, a nie jako akt agresji. Lew Trocki i Gieorgij Cziczerin, ludowy komisarz spraw zagranicznych, umiejętnie wykorzystywali noty dyplomatyczne i propozycje pokojowe jako narzędzia propagandy. W lipcu 1920 roku, nawet gdy wojska sowieckie zbliżały się do Warszawy, Cziczerin wysłał serię not dyplomatycznych wzywających do negocjacji pokojowych, sugerując między innymi zwołanie konferencji, z której Polska zostałaby wyłączona, mimo że dotyczyłaby jej własnego losu. Takie posunięcia miały zdobyć sympatię w Europie Zachodniej i zasiać nieufność między Polską a mocarstwami alianckimi. W jednej z not Cziczerin proponował zawieszenie broni i sugerował korzystne warunki, co miało trafić w nastroje brytyjskich przywódców pragnących uniknąć dalszego rozlewu krwi. Celem Sowietów było przedstawienie siebie jako rozsądnych zwolenników pokoju, a Polski, w razie odmowy, jako strony nieustępliwej. I rzeczywiście bolszewicy zyskali posłuch wśród zmęczonych wojną zachodnich społeczeństw. Socjaliści i ugrupowania lewicowe w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech powtarzały sowieckie tezy, twierdząc, że Polska jest agresorem działającym w interesie reakcyjnych elit. Hasło „Ręce precz od Rosji!” zaczęło od tej pory rozbrzmiewać w europejskim ruchu robotniczym. Od 1919 roku brytyjskie związki zawodowe i działacze socjalistyczni, zorganizowani między innymi w Brytyjskiej Radzie Akcji, organizowali masowe wiece, wzywając, aby nie udzielać pomocy tym, którzy walczyli z bolszewikami. Latem 1920 roku, gdy Armia Czerwona posuwała się naprzód, dokerzy w portach Londynu i Hamburga odmawiali załadunku statków z bronią przeznaczoną dla Polski, skutecznie bojkotując pomoc dla polskiego wysiłku wojennego. Sowieci umiejętnie podsycali te nastroje poprzez swoich agentów i materiały propagandowe wysyłane na Zachód, skutecznie wywierając presję na rządy państw alianckich, aby powstrzymały się od bezpośredniej interwencji. Jak zauważa historyk Norman Davies, szerokie przyjęcie hasła „Ręce precz od Rosji” było sukcesem propagandy sowieckiej, który „wyrażał przekonanie, że wrogom Rosji nie należy udzielać żadnej pomocy ani dostaw” w czasie wojny . Stworzyło to atmosferę polityczną, w której rząd brytyjski uznawał wsparcie militarne dla Polski za ryzykowne politycznie. Na płaszczyźnie dyplomatycznej propaganda sowiecka i działania polityczne szły w parze. Leonid Krasin, wysłany do Londynu w połowie 1920 roku w misji handlowej, realizował także zadania propagandowe. Ostrzegał zachodnich przemysłowców, że kontynuowanie wojny z Polską zagrozi możliwości eksportu kluczowych surowców przez Rosję, co miało nakłonić wpływowe kręgi gospodarcze do opowiedzenia się przeciw Polsce. Równocześnie sowieccy dyplomaci sugerowali możliwość współpracy z Niemcami. Ponieważ Niemcy były wrogie wobec porządku wersalskiego, który przywrócił niepodległość Polski, Sowieci dawali do zrozumienia, że istnieje pole do wspólnych działań, jeśli Polska zostałaby odizolowana. Proces ten doprowadził ostatecznie do podpisania w kwietniu 1922 roku traktatu w Rapallo, na mocy którego Rosja Sowiecka i Niemcy Weimarskie nawiązały stosunki dyplomatyczne i gospodarcze. Jak zauważył Davies, Rapallo było naturalnym efektem sowieckich starań o przełamanie izolacji dyplomatycznej po 1920 roku. Był to sojusz państw pariasów, częściowo umożliwiony przez negatywny obraz Polski, który propaganda sowiecka utrwaliła wśród przywódców niemieckich i innych państw. Polska propaganda i wojna informacyjna Polska, walcząca o swoje istnienie, również dostrzegała znaczenie wojny informacyjnej. W 1920 roku państwo polskie zmobilizowało prasę, duchowieństwo i organizacje patriotyczne, aby zjednoczyć społeczeństwo przeciw bolszewikom. Polska propaganda podkreślała, że była to wojna w obronie niepodległości narodowej oraz cywilizacji zachodniej. Podczas gdy agitatorzy sowieccy mówili o wojnie klas, polskie przekazy odnosiły się m.in. do świętej wojny. Kościół katolicki w Polsce w pełni poparł sprawę narodową, przedstawiając walkę z bezbożnym bolszewizmem niemal w apokaliptycznych kategoriach religijnych. Kapłani prowadzili publiczne modlitwy, a publikacje kościelne zamieszczały drastyczne opisy bolszewickich zbrodni, takich jak niszczenie świątyń czy prześladowania duchownych na wschodzie. Przedstawiało to wojnę jako obronę nie tylko Polski, lecz także chrześcijaństwa przed ateistycznym komunizmem. Świecka retoryka narodowa również ukazywała bolszewików jako egzystencjalne zagrożenie „barbarzyńcy ze Wschodu”. W polskich gazetach Armię Czerwoną często opisywano językiem nawiązującym do najazdów tatarskich lub mongolskich, aby wzbudzić historyczne obawy. Broszury i plakaty przedstawiały karykatury bolszewickich żołnierzy jako brutalne, azjatyckie hordy gotowe zniszczyć polską ziemię i rodziny, jeśli nie zostaną powstrzymane. Skupiając się na bolszewickim wojującym ateizmie i doktrynie walki klas, polscy propagandyści starali się zjednoczyć wszystkich Polaków, w tym szlachtę, mieszczaństwo, chłopów i robotników we wspólnej walce o przetrwanie narodu. Istotnym elementem strategii informacyjnej Polski były apele o wsparcie Europy, w których przedstawiano Polskę jako „przedmurze Europy” powstrzymujące bolszewicką falę. W wystąpieniach publicznych polscy przywódcy i dyplomaci podkreślali, że zwycięstwo bolszewików w Polsce może otworzyć drogę do Niemiec, a następnie dalej, do Europy Zachodniej. Argument ten był kierowany do zachodnich odbiorców, aby przekonać mocarstwa alianckie, że pomoc Polsce leży w interesie całej Europy. Jak wówczas stwierdził jeden z francuskich dyplomatów w Warszawie, „uratować Polskę to uratować Francję”. Polscy mężowie stanu, tacy jak premier Wincenty Witos i minister spraw zagranicznych Eustachy Sapieha, nieustannie informowali przedstawicieli aliantów o tragicznych skutkach, jakie groziły w przypadku upadku Polski. Wzmacniali te apele dowodami na istnienie bolszewickiej propagandy wzywającej do rewolucji światowej, aby podkreślić, że Rosja Sowiecka nie była problemem wyłącznie Polski. Choć władze Wielkiej Brytanii pozostawały sceptyczne, przekaz ten zwiększał sympatię we Francji oraz wśród części antykomunistycznych środowisk w Wielkiej Brytanii. Na froncie wewnętrznym władze polskie starały się utrzymać morale ludności w najtrudniejszych tygodniach lata 1920 roku. W lipcu, gdy wróg stał u bram, rząd podjął dramatyczny krok, powołując koalicyjną Radę Obrony Państwa, skupiającą polityków ze wszystkich głównych ugrupowań, od socjalistów Piłsudskiego po narodowców Romana Dmowskiego. W polskich mediach przedstawiano to jako dowód narodowej jedności ponad podziałami partyjnymi. Przekaz był jasny: cała Polska jednoczy się jako jedna rodzina, aby odeprzeć najeźdźcę. Była to celowa odpowiedź na propagandę bolszewicką, która próbowała wzniecać podziały klasowe. W rzeczywistości polscy socjaliści i związki zawodowe, jeszcze rok wcześniej niejednoznaczne wobec wojny, w dużej mierze odłożyły retorykę klasową, popierając obronę ojczyzny. Jedność ta była wzmacniana przez propagandę pokazującą chłopskich i robotniczych ochotników wstępujących do wojska oraz piętnującą agitatorów powtarzających bolszewickie hasła klasowe jako zdrajców. W efekcie bolszewickie apele do polskich robotników spotykały się z niewielkim oddźwiękiem. Zdecydowana większość Polaków, niezależnie od przynależności klasowej, pozostała lojalna, co stanowiło dowód skuteczności polskiej propagandy patriotycznej w tym kluczowym momencie. Polski wywiad wojskowy również prowadził działania informacyjne na polu walki. Ulotki adresowane do żołnierzy Armii Czerwonej były drukowane i rozpowszechniane przez polskie oddziały, aby podkopać morale bolszewików. Niektóre z nich odwoływały się do tęsknoty rosyjskich żołnierzy–chłopów za domem i ich zmęczenia wojną, przypominając, że dalsze walki jedynie opóźniają powrót do rodzin i przedłużają cierpienia. Inne próbowały wykorzystać obecność w szeregach Armii Czerwonej żołnierzy innych narodowości. Dla przykładu ulotki w języku ukraińskim i białoruskim zachęcały, by nie walczyli „na rozkaz Moskwy przeciw własnym narodom”. Choć trudno ocenić bezpośredni wpływ tych działań, dochodziło do pojedynczych dezercji i poddań, zwłaszcza wśród żołnierzy nierosyjskich, którzy nie mieli entuzjazmu do walki poza granicami. Polacy wykorzystywali każdy taki przypadek, szybko nagłaśniając historie o całych oddziałach Armii Czerwonej rzekomo przechodzących na stronę polską lub odrzucających sprawę bolszewicką, nawet jeśli były one często przesadzone. Ciekawym elementem polskiej strategii informacyjnej było stosowanie kontrpropagandy wobec sowieckich emisariuszy i potencjalnych sojuszników. Podczas wojny o władzę na Ukrainie i w Rosji rywalizowało wiele frakcji, a Piłsudski starał się je wykorzystywać. Sojusz Polski z Ukraińską Republiką Ludową Symona Petlury był jednym z przykładów tego typu działań. Poprzez porozumienia i wspólne komunikaty propagowano ideę wspólnego frontu niepodległych narodów przeciw bolszewickiemu uciskowi. Tymczasem agenci sowieccy próbowali rozbić ten sojusz, rozpowszechniając dezinformację, że Polska „zdradzi Ukrainę”, podczas gdy polski wywiad kontratakował, ujawniając bolszewickie porozumienia z białymi Rosjanami lub innymi siłami, które podważałyby niepodległość Ukrainy. W jednym przypadku polski kontrwywiad w Kopenhadze donosił, że pewien ukraiński działacz, pochodzący z Galicji Dymitr Lewicki (związany z frakcją rywalizującą z Petlurą) próbował przekupić niemieckich urzędników, aby wstrzymali pomoc dla Polski, a nawet przekupić samego Petlurę (przekonując Niemców o udzieleniu mu 30 milionów marek niemieckich, spodziewając się, że w zamian odłączy się on od Polaków), by zerwał sojusz z Polakami. Polskie władze nagłaśniały te intrygi, aby zdyskredytować bolszewików i ich współpracowników, pokazując światu zakulisowe metody stosowane w celu zniszczenia polskich sojuszy. Ta zakulisowa wojna informacyjna, pełna oskarżeń i kontroskarżeń, rozgrywała się w kręgach dyplomatycznych i na łamach prasy, wpływając na to, jak państwa sprzymierzone oceniały wiarygodność Polski w porównaniu z wiarygodnością Rosji Sowieckiej. Wpływ na społeczeństwo i morale Polski Nieustanne kampanie propagandowe roku 1920 wywarły głęboki wpływ na polskie społeczeństwo w czasie wojny i po jej zakończeniu. W krótkiej perspektywie morale Polaków przechodziło prawdziwą huśtawkę nastrojów. Podczas sowieckiego natarcia w lipcu 1920 roku wśród ludności cywilnej na terenach przyfrontowych zapanowała panika i rozpacz. Uciekinierzy kierowali się na zachód, a krążące pogłoski wieszczyły upadek Warszawy w ciągu kilku dni. Dochodziło nawet do aktów przemocy tłumu w stolicy, podczas których za domniemanych bolszewickich kolaborantów uznawano sympatyków komunizmu lub Żydów, co pokazywało, że strach osiągnął punkt krytyczny. Reakcja władz pozwoliła jednak opanować panikę. Podkreślając potrzebę jedności i zapowiadając surowe kary za defetyzm, władze zdołały utrzymać kontrolę nad sytuacją w kraju. Wprowadzono cenzurę szczególnie pesymistycznych wiadomości, a jednocześnie rozpowszechniano budujące doniesienia, niekiedy wątpliwej wiarygodności. Na przykład na początku sierpnia gazety opisywały bohaterskie postawy obrońców oraz twierdziły, że całe oddziały bolszewickie masowo składają broń (relacje te często opierały się na jednostkowych przypadkach, jednak wyolbrzymiano je, by podtrzymać nadzieję). Choć odbiorcy zapewne traktowali te wiadomości z rezerwą, wzmacniały one przekonanie, że Polska może i potrafi przetrwać napór wroga. Decydujący impuls dla polskiego morale przyszedł z obszaru wiary i mitu. 15 sierpnia 1920 roku losy bitwy się odwróciły. Wojsko Polskie odniosło pod Warszawą oszałamiające zwycięstwo, zmuszając Armię Czerwoną do chaotycznego odwrotu. Zwycięstwo to, przypadające w katolickie święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, szybko nazwano „Cudem nad Wisłą”. Określenie to powstało wśród zwykłych ludzi i duchowieństwa, które szczerze wierzyło, że w ostatniej chwili zainterweniowała opatrzność. Kościół polski chętnie podtrzymywał tę interpretację. Z ambon głoszono, że Matka Boża przyszła z pomocą Polsce, tak jak miała czynić wielokroć w przeszłości. Narracja o cudzie zaczęła żyć własnym życiem w wyobraźni społecznej. Prasa, obok zasług armii i dowódców, dawała również miejsce dla tego duchowego wytłumaczenia, uznając je za znakomite narzędzie podnoszenia morale. W późniejszych obchodach rocznicowych obrazy i artykuły często przedstawiały anielskie postacie nad polem bitwy lub opowiadały o ukazaniu się Matki Bożej, które rzekomo przestraszyło bolszewickich żołnierzy (legendę tę wielu weteranów Armii Czerwonej później odrzucało, lecz zdążyła ona już wrosnąć w polski folklor). To połączenie propagandy religijnej i patriotycznej w czasie wojny i bezpośrednio po jej zakończeniu umocniło poczucie narodowej pewności siebie. Polska, wbrew wszelkim przeciwnościom, obroniła swoją niepodległość. Społeczeństwo wyszło z próby roku 1920 z dumą i pamięcią o zwycięstwie, która łagodziła na jakiś czas wewnętrzne podziały. Wojna z bolszewikami stała się jednym z mitów założycielskich II Rzeczypospolitej. Jak zauważył jeden z historyków, ideały narodzone w czasie wojny 1920 roku, wiara w moralne odrodzenie, poświęcenie i „sanację” narodu, głęboko wpłynęły na politykę Polski lat dwudziestych i trzydziestych. Po stronie sowieckiej skutki wojny były niemal odwrotne, przyniosły bowiem milczenie i zapomnienie. Klęska pod Warszawą stanowiła poważne upokorzenie dla kierownictwa w Moskwie. Niemal natychmiast propaganda sowiecka zmieniła ton. Zapowiadany wcześniej triumfalny marsz do Warszawy został nagle pomniejszony do rangi drobnej porażki. W bezpośrednich następstwach władze tłumiły dyskusję o kampanii polskiej, kierując uwagę na zwycięstwa nad białymi na Krymie lub na sprawy gospodarki wewnętrznej. Z czasem wojna 1920 roku niemal zniknęła z oficjalnej historiografii sowieckiej, wspominana jedynie pobieżnie jako niewielki epizod okresu wojny domowej. Był to świadomy wybór propagandowy. Roztrząsanie porażki nie służyło narracji reżimu. Zamiast tego przez dziesięciolecia w podręcznikach i mediach sowieckich akcentowano, że Armia Czerwona „wyzwoliła” Ukrainę i Białoruś spod okupacji polskiej w późniejszych latach, zwłaszcza w 1939 roku, kiedy ZSRS dokonał agresji na Polskę na początku II wojny światowej, przedstawiając to jako odwrócenie niesprawiedliwych zdobyczy z 1920 roku. W Związku Sowieckim brak otwartej dyskusji sprawił, że wiedza obywateli o wydarzeniach wojny 1920 roku była ograniczona, często przekazywana w formie relacji ustnych weteranów lub nieobecna w ogóle. Jedynie w literaturze pojawiały się echa tych wydarzeń, czego przykładem są opowiadania Izaaka Babla z cyklu „Armia konna”. Ogólnie rzecz biorąc, konsekwencją społeczną w ZSRS była wymuszona amnezja, przerywana jedynie okazjonalną propagandą, która usprawiedliwiała pokój z Polską jako konieczność taktyczną, umożliwiającą konsolidację rewolucji w kraju. Mimo to porażka roku 1920 skłoniła sowieckie kręgi decyzyjne do wewnętrznych rozliczeń, co doprowadziło do znaczących zmian. W obliczu załamania gospodarczego i społecznych niepokojów rząd Lenina porzucił skrajny model „komunizmu wojennego” i wprowadził w 1921 roku Nową Politykę Ekonomiczną (NEP). Historycy wskazują, że ciężar wojny polskiej miał bezpośredni wpływ na tę zmianę kursu. Bolszewicy, przekonani, że nie dojdzie do natychmiastowej rewolucji w Europie, zdecydowali się ustabilizować sytuację wewnętrzną, wprowadzając częściowy powrót do mechanizmów rynkowych. W istocie społeczeństwo sowieckie otrzymało wytchnienie od rewolucyjnego zapału częściowo dzięki niepowodzeniu marszu na Warszawę. Efekt ten nigdy nie był przedstawiany przez propagandę sowiecką wprost. NEP prezentowano jako roztropnie wybraną politykę, a nie wymuszone ustępstwo, jednak wewnętrznie związek ten był doskonale rozumiany. Reakcje międzynarodowe i konsekwencje dyplomatyczne Wojna propagandowa roku 1920 miała natychmiastowe i długofalowe skutki dla międzynarodowych relacji Polski. W czasie konfliktu wyraźnie odmienne narracje z Warszawy i Moskwy postawiły zachodnich aliantów w trudnej sytuacji. Francja i Wielka Brytania, które zwyciężyły w I wojnie światowej, początkowo prowadziły zbliżoną politykę wobec wojny polsko-sowieckiej. Oficjalnie zachęcały Polskę, aby pełniła rolę kordonu sanitarnego przeciw bolszewizmowi. Jednak w miarę jak propaganda sowiecka zyskiwała wpływy, a sytuacja militarna się zmieniała, jedność aliancka zaczęła się rozpadać. Szczególnie naciskowi propagandy i presji politycznej ulegała Wielka Brytania. Premier David Lloyd George stawał się coraz bardziej krytyczny wobec tego, co postrzegał jako polską nieustępliwość. Częściowo wpływ miały na niego raporty specjalnego wysłannika, Sir Maurice’a Hankeya, który w lipcu 1920 roku towarzyszył międzysojuszniczej misji w Warszawie. Hankey był brytyjskim urzędnikiem mającym znikome rozeznanie w sprawach Europy Wschodniej. Przybył jednak do Polski z przekonaniem, że będzie narzucał Polakom rozwiązania. W prywatnej korespondencji z Lloydem Georgem sugerował na przykład, że polski rząd powinien zostać przekształcony tak, aby znaleźli się w nim przywódcy bardziej skłonni do przyjęcia brytyjskiego punktu widzenia. Hankey rozważał nawet, że stery w Warszawie powinien przejąć Roman Dmowski. Pomysły te świadczyły o głębokim niedocenieniu polskiej determinacji. Brak wiedzy politycznej i kulturowej doprowadził Hankeya do skrajnie wypaczonej oceny: opuszczając Polskę po zaledwie sześciu dniach, określił rząd Piłsudskiego w pogardliwych słowach, nazywając Marszałka „depresyjnym egomanem uważającym się za Napoleona”, premiera Witosa „chłopem na pokaz”, a innych przywódców polskich nieudacznikami. Uznał, że jeśli ofensywa bolszewicka będzie postępować, wysiłki Wielkiej Brytanii na rzecz ratowania Polski spełzną na niczym, a sama Polska „wybrała swój los”, odrzucając rady aliantów. Hankey zalecał, aby Wielka Brytania zapewniła Polsce „przyzwoite warunki” kapitulacji, poprawiła relacje z Rosją Sowiecką (nawet za pośrednictwem Niemiec) i za wszelką cenę unikała militarnego angażowania się na kontynencie. Ta wyjątkowo defetystyczna ocena dotarła do Lloyda George’a w kluczowym momencie i potwierdziła jego przekonanie, że bezpośrednia interwencja w Polsce byłaby ryzykowna i nieprzewidywalna, a preferowanym rozwiązaniem powinno być porozumienie negocjowane. W konsekwencji brytyjska polityka zaczęła zmierzać ku wywieraniu presji na Polskę, aby ta przyjęła niemal każdą sowiecką propozycję pokojową. Propaganda powielała ten przekaz: Polska musi pójść na kompromis, nawet oddając część terytorium, by uniknąć „niepotrzebnego” przedłużania wojny. Lloyd George zwołał w lipcu 1920 roku konferencję w Spa w Belgii, gdzie wprost powiedział polskim przedstawicielom, by zakończyli wojnę na warunkach sowieckich. Wysłał też do Moskwy nieoficjalne propozycje, sugerując, że Wielka Brytania może wstrzymać wsparcie dla Polski, jeśli ta nie wykaże gotowości do negocjacji. Sowiecka dyplomacja umiejętnie wykorzystała ten rozdźwięk między aliantami. Noty Cziczerina sprytnie proponowały negocjacje w formatach marginalizujących Polskę, co Lloyd George, ku zaskoczeniu, rozważał. Francja natomiast zajęła stanowisko zdecydowanie bardziej konfrontacyjne. Premier Alexandre Millerand i marszałek Ferdinand Foch uważali, że ustępstwa wobec bolszewików jedynie ośmielą komunizm i zagrożą bezpieczeństwu Francji (Polska postrzegana była jako przeciwwaga dla Niemiec i Rosji). Francuscy doradcy wojskowi, na czele z generałem Maxime’em Weygandem, przebywali w Warszawie i aktywnie pomagali polskiemu sztabowi w planowaniu obrony. Francuska prasa, w przeciwieństwie do brytyjskiej, gloryfikowała polski opór i przedstawiała bolszewików jako zagrożenie dla fundamentalnych wartości Europy. Jeden z francuskich oficerów w Warszawie stwierdził wręcz: „Nie ma negocjacji z barbarzyńcami u bram”. Rozbieżności te prowadziły do poważnych napięć dyplomatycznych. Podczas jednego ze spotkań w końcu lipca 1920 roku Millerand kategorycznie odrzucił brytyjską propozycję zwołania konferencji bez udziału Polski. Gdy w połowie sierpnia polska kontrofensywa odniosła sukces, Francuzi poczuli się w pełni usprawiedliwieni i przyjęli twardszy kurs. 14 sierpnia 1920 roku rząd francuski uznał nawet antybolszewickiego przywódcę białych Rosjan, generała Wrangla, za sojusznika, tym samym wprost przeciwstawiając się preferencjom Lloyda George’a, który skłaniał się ku porozumieniu z bolszewicką Moskwą . Podział angielsko-francuski w sprawie prowadzenia wojny trwał miesiącami, pokazując, jak propaganda i sposób postrzegania sytuacji przeobraziły sojusze: Wielka Brytania skłaniała się ku ugodzie z Rosją Sowiecką, a Francja zdecydowanie wspierała Polskę. Polskie działania dyplomatyczne były silnie kształtowane przez powyższe doświadczenia. Wyciągnięto przy tym gorzką lekcję, że wsparcie brytyjskie jest co najwyżej letnie. Gdy 10 sierpnia 1920 roku brytyjski wysłannik w Warszawie, lord Edgar D’Abernon, przekazał polskiemu rządowi warunki rozejmu przedstawione w Londynie przez bolszewickiego negocjatora Lwa Kamieniewa, Polacy byli oburzeni. Warunki te przewidywały okrojenie granic Polski i faktyczny sowiecki nadzór, co było równoznaczne z kapitulacją. Minister spraw zagranicznych, hrabia Sapieha, odpowiedział chłodno, że „Polska woli walczyć samotnie, niż przyjąć tak upokarzające warunki”, dodając ambasadorowi brytyjskiemu, że jego propozycje są obraźliwe. Incydent ten praktycznie zakończył rolę Wielkiej Brytanii jako mediatora. Jak ujął to Norman Davies, w tym momencie „Lloyd George wypadł z gry” . Od tej chwili Polska opierała się na Francji i własnych siłach. Bezpośrednim skutkiem dyplomatycznym zakończenia wojny w 1921 roku była zmiana układu sojuszy. Polska, czując się zdradzona przez brytyjską wstrzemięźliwość i pragnąc wzmocnić bezpieczeństwo, podpisała w 1921 roku formalny sojusz wojskowy z Francją. Pakt ten gwarantował francuskie poparcie polityczne i militarne w razie przyszłej agresji, a Francja widziała w stabilnej Polsce kluczowy element swojej polityki europejskiej. Z kolei Rosja Sowiecka, odizolowana po polskim zwycięstwie i nieudanej próbie wywołania rewolucji w Niemczech, zmieniła taktykę. Traktat w Rapallo z 1922 roku między Rosją a Niemcami był „naturalnym dopełnieniem NEP”, swoistą nową polityką zagraniczną . Dwa państwa pariasy, komunistyczna Rosja i weimarskie Niemcy, znalazły wspólny język, częściowo dlatego, że polski opór udaremnił ich ambitniejsze cele (Rosji rozszerzenie komunizmu na Zachód, a Niemcom obalenie porządku wersalskiego przez rewolucję). Rapallo ustanowiło współpracę militarną i gospodarczą między Moskwą a Berlinem, pozwalając Sowietom obejść blokadę aliancką, a Niemcom omijać ograniczenia wersalskie dzięki szkoleniom z Armią Czerwoną. W istocie polskie zwycięstwo zaowocowało w Moskwie i Berlinie współdziałaniem przeciw temu, co oba państwa uważały za „problem polski”. Propaganda w obu krajach coraz częściej przedstawiała Polskę jako nielegalne, „sztuczne” państwo stworzone przez traktat wersalski. Długofalowe skutki dyplomatyczne i propagandowe ujawniły się także w sposobie, w jaki każde z państw pamiętało rok 1920. W Polsce wynik wojny utrwalił pewną nieustępliwość w polityce zagranicznej. Mając świadomość, że w 1920 roku była zdana głównie na siebie (z wyjątkiem pomocy francuskiej), II Rzeczpospolita nabrała ostrożności wobec nadmiernego polegania na odległych sojusznikach. W latach dwudziestych i trzydziestych polska propaganda często podkreślała samodzielność oraz heroiczny mit roku 1920, przekonanie, że Polska może przeciwstawić się wielkim mocarstwom siłą własnej woli. Tymczasem propaganda sowiecka nigdy nie wybaczyła ani nie zapomniała roli Polski w powstrzymaniu rewolucji, chociaż publicznie temat ten był wyciszany. W tajnych planach ZSRS Polska pozostawała wrogiem, którego należało w końcu podporządkować. Gdy Stalin, który w 1920 roku był jednym z dowódców, a jego błędy pod Warszawą prawdopodobnie przyczyniły się do klęski, zawarł w 1939 roku pakt z Hitlerem, propaganda sowiecka natychmiast wskrzesiła wszystkie dawne motywy z 1920 roku: polskich przywódców określano jako faszystów, reakcjonistów i ciemiężycieli mniejszości białoruskiej oraz ukraińskiej, wprost kontynuując narrację sprzed dwóch dekad. We wrześniu 1939 roku, kiedy wojska sowieckie wkroczyły do wschodniej Polski, Moskwa cynicznie twierdziła, że „wyzwala braci krwi spod polskiego jarzma”. Było to bezpośrednie ideologiczne echo proklamacji z 1920 roku. Długi cień tamtych wydarzeń sięgnął II wojny światowej: Stalin, dokonując rozbioru Polski, a następnie przyłączając wschodnie terytoria do ZSRS, zrealizował to, czego Armia Czerwona nie zdołała osiągnąć dwadzieścia lat wcześniej. Zakończenie Wojna polsko-bolszewicka dobitnie pokazała, że we współczesnym konflikcie front propagandowy jest równie istotny jak pole bitwy. W 1920 roku zarówno Rosja jak i Polska wykorzystywały wojnę informacyjną, aby zrekompensować własne słabości. Sowieci, by szerzyć rewolucję i odstraszyć zagraniczną interwencję, a Polacy, by zjednoczyć zróżnicowany naród i zdobyć niezbędne poparcie za granicą. Propaganda towarzysząca konfliktowi miała bezpośrednie skutki taktyczne: wpływała na morale żołnierzy, kształtowała opinię publiczną w krajach alianckich, a nawet oddziaływała na decyzje mężów stanu. Szczególnie wymowne jest to, że działania propagandowe pomogły utrzymać Wielką Brytanię w roli biernego obserwatora, a Francję w obozie wspierającym Polskę, co z kolei wpłynęło na kontekst dyplomatyczny wojny. Po zakończeniu działań zbrojnych narracje ukształtowane w 1920 roku nie zniknęły, a stały się elementem kultury politycznej obu państw. Polska wyszła z wojny z potężną legendą jedności i boskiej opatrzności, która wzmacniała tożsamość narodową i dyskurs polityczny przez całe dwudziestolecie międzywojenne. W pamięci zbiorowej konflikt zapisał się jako dowód woli przetrwania narodu, ale także jako przestroga przed nadmiernym poleganiem na sojusznikach. Dla Związku Sowieckiego wojna 1920 roku przyniosła lekcje, które przyjęto do realizacji: bolszewicy na pewien czas złagodzili rewolucyjny zapał, by skonsolidować władzę w kraju, sięgnęli po pragmatyczną dyplomację, czego przykładem było Rapallo, oraz przez kolejne lata konsekwentnie kontrolowali narrację historyczną, by wymazać z niej wstyd porażki. Kiedy pojawiła się okazja, sowieccy przywódcy byli gotowi użyć siły i propagandy, aby „wyrównać rachunki” z Polską, co dowodzi, że duchy roku 1920 nigdy nie zostały ostatecznie uśpione. Dziedzictwo wojny informacyjnej roku 1920 można postrzegać jako zapowiedź technik dezinformacji i konfliktu ideologicznego, które stały się powszechne w XX wieku. Obie strony wykazały się dużym zrozumieniem, że kontrola nad przekazem, nadawanie wrogowi etykiet, roszczenie sobie moralnej wyższości oraz praca nad zdobywaniem serc i umysłów własnych obywateli oraz sojuszników, jest kluczowa podczas prowadzenia wojny. Dziś ta wiedza jest twórczo rozwijana w kolejnych konfliktach, czego przykładem jest chociażby wojna Rosji z Ukrainą, podczas której Rosja stosuje te same techniki manipulacji i wywierania presji na środowiska międzynarodowe, których nauczyła się w wojnie z Polską sto lat wcześniej. Bibliografia Davies, Norman. Orzeł Biały, Czerwona Gwiazda: Wojna polsko-bolszewicka 1919–1920, tłum. T. Tesznar, Kraków: Wydawnictwo Znak, 2010. „Bitwa Warszawska.” W: 100. Rocznica Bitwy Warszawskiej – Materiały edukacyjne. Warszawa: Instytut Pamięci Narodowej, 2020. Śledziński, Kacper. Wojna polsko-bolszewicka. Konflikt, który zmienił bieg historii. Kraków: Znak Horyzont, 2020. Tarczyński, Marek (red.). Bitwa o Ukrainę 1 I – 24 VII 1920. Dokumenty operacyjne, t. I–III. Warszawa: Oficyna Wydawnicza Rytm, 2016–2020.

Wojna polsko-bolszewicka 1920 roku była nie tylko starciem armii, lecz także zaciętą walką propagandową i informacyjną. Zarówno rewolucyjne państwo sowieckie, jak i nowo odrodzona Polska rozumiały, że sposób postrzegania wydarzeń może być równie decydujący co siła militarna. Obie strony wykorzystywały gazety, ulotki, noty dyplomatyczne oraz apele, aby kształtować opinię publiczną w kraju i za granicą. Działania te wpływały na międzynarodowy odbiór konfliktu, kształtowały sojusze oraz wzmacniały lub podkopywały wewnętrzne morale...

WCZYTAJ WIĘCEJ

End of Content.

Portal informacyjno-edukacyjny DISINFO DIGEST

Projekt Fundacji INFO OPS Polska zajmujący się badaniami nad zjawiskiem manipulowania polskim środowiskiem informacyjnym przez obce ośrodki propagandowe.
Portal sfinansowano ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu “Dyplomacja Publiczna 2023”.