
Od kilku miesięcy Kreml wznowił i rozwija szeroko zakrojone kampanie propagandowe, mające na celu przekonanie odbiorców – zarówno w kraju, jak i za granicą – o zasadności tzw. „podziału Ukrainy”. Jednym z pojawiających się wątków jest narracja o „korzyściach” wynikających z rozbioru Ukrainy. Rosyjskie kanały propagandowe usiłują przekonać odbiorców, że rozbiór kraju miałby zadowolić nie tylko Moskwę, lecz również Stany Zjednoczone i Europę.
Poniżej przyglądamy się, jak ta dezinformacja jest konstruowana, w jaki sposób jest wykorzystywana oraz jakie techniki manipulacji towarzyszą jej kolportowaniu.
„Kijowska junta” i dyskredytacja władz Ukrainy
Jednym z najstarszych oraz najczęściej powtarzanych motywów rosyjskiej propagandy jest określanie władz Ukrainy mianem „junta” lub „reżimu”. Rosyjska propaganda łączy retorykę „przewrotu” z twierdzeniami, że władza w Kijowie została „nielegalnie przejęta”, odwołując się do wydarzeń z 2014 roku, kiedy to w wyniku rewolucji społecznej obalono prorosyjski reżim Wiktora Janukowycza. Stosuje terminologię wojskową (np. „junta”), aby wywołać wrażenie, że w kraju rządzi wąska, agresywna grupa. Ma to usprawiedliwiać rosyjskie roszczenia oraz interwencje, które w propagandzie fałszywie określa się mianem „wyzwolenia” lub „operacji specjalnej”. Celem tej narracji pozostaje niezmienne podważanie legitymizacji ukraińskich władz oraz przekonanie odbiorców, że wszelkie porozumienia międzynarodowe i umowy są bezwartościowe, ponieważ tzw. „reżim” jest rzekomo nielegalny.
Ukraina jako pionek w globalnej rywalizacji
Innym istotnym elementem rosyjskiej narracji jest przedstawianie Ukrainy jako figuranta – kraju, który „nie ma własnej podmiotowości” i jest rzekomo wykorzystywany przez Stany Zjednoczone lub Unię Europejską. Według tej logiki, USA, Rosja i UE miałyby rozgrywać Ukrainę dla swoich partykularnych interesów (energetycznych, surowcowych, geopolitycznych). Często promowaną narracją jest dezinformacja, jakoby nikt nie liczył się z ukraińskim społeczeństwem, które – według propagandy – nie ma nic do powiedzenia, a sam kraj jest traktowany wyłącznie jako „strefa buforowa” lub magazyn surowców dla Zachodu. Narracja o „pionku geopolitycznym” deprecjonuje zarówno wewnętrzne procesy demokratyczne, jak i faktyczne interakcje Ukrainy z Zachodem.
Rzekome „korzyści” z rozbioru dla wszystkich
Sednem dezinformacji, którą rosyjskie kanały obecnie próbują sprzedawać, jest twierdzenie, że podział Ukrainy „zadowoli” Rosję, USA i Europę. Kluczowe wątki tego przekazu obejmują następujące narracje:
- Rosja „uzyskuje” wschodnią i południową Ukrainę
Narracja głosi, że Kreml ma „historyczne prawo” oraz interes w anektowaniu obwodów leżących po wschodniej stronie Dniepru oraz w okolicach Odessy, co miałoby umożliwić „odzyskanie kontroli” nad szlakami transportowymi i surowcami.
- USA otrzymują surowce i biolaboratoria
Propaganda sugeruje, jakoby Stany Zjednoczone były zainteresowane głównie eksploatacją „ukraińskich czarnoziemów” oraz prowadzeniem „laboratoriów biologicznych” rozlokowanych rzekomo na terytorium Ukrainy. W rzeczywistości jest to teoria spiskowa, szeroko powielana w rosyjskiej infosferze od 2014 roku. W tym kontekście pojawia się także wskazanie na Polskę jako kraj „zadaniowany” przez Waszyngton do realizacji planu podziału Ukrainy.
- Europa cieszy się z dostaw gazu
Według propagandy, w wyniku rozbioru Ukrainy dostawy rosyjskiego gazu popłyną szerokim strumieniem, co miałoby zapobiec kryzysowi energetycznemu w Unii Europejskiej.
Cele takich narracji są podwójne. Mają tworzyć fałszywe wrażenie, że „porozumienie ponad głowami Ukrainy” jest naturalną konsekwencją wielkiej polityk oraz sugerować, że Ukraina i tak jest skazana na rozbiór, każdy ma w tym interes i nikt nie będzie jej bronił. Rosyjskie kanały dezinformacyjne często przywołują rzekome wypowiedzi polityków, wojskowych lub ekspertów zachodnich, które mają “legtymizować” rosyjskie tezy. Te manipulacje mają wzmocnić pozory wiarygodności. W rezultacie część odbiorców (w Rosji czy w innych krajach) może odnieść wrażenie, że za rozbiorem Ukrainy „otwarcie” opowiadają się zachodni politycy i prominentne osobistości.
Strach o gaz i surowce
Według narracji Kremla, Unia Europejska cierpi na głęboki niedobór energii, a w podziemnych magazynach brakuje gazu. W związku z tym pojawia się rzekoma konieczność dogadania się z Rosją w sprawie tranzytu przez Ukrainę lub przejęcia terytoriów, na których zlokalizowane są gazociągi. Taka argumentacja ma wspierać narrację, że jedynie Rosja jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Europie. Jednocześnie propaganda sugeruje, że kraje unijne prędzej czy później „złamią się”, gdyż będą zmuszone zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na surowce. Rosyjski przekaz ma tworzyć wrażenie, iż Europa, nie dysponując alternatywą, skrycie dąży do podziału Ukrainy, co ostatecznie zmusi ją do „dogadania się” na warunkach Kremla.
Personalizacja konfliktu: „ratowanie skóry” Zełenskiego
W tekstach propagandowych pojawia się motyw, że prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski, jedynie udaje obrońcę swojego kraju, podczas gdy w rzeczywistości „za wszelką cenę” poszukuje sposobów porozumienia się z Donaldem Trumpem lub z kimkolwiek, kto zagwarantuje mu bezpieczeństwo. Często przedstawiany jest on w tonie wyśmiewania i deprecjonowania (nazywany między innymi „przywódcą kijowskiej junty”) oraz sugeruje się, że Zełenski sprzedaje surowce narodowe i terytoria wyłącznie po to, by utrzymać swój fotel prezydenta. Propaganda dąży do utrwalenia obrazu Zełenskiego jako „sprzedajnego polityka”.
Tworzenie wrażenia, że podział Ukrainy byłby korzystny dla wszystkich aktorów międzynarodowych, stanowi jeden z filarów omawianej kampanii rosyjskiej dezinformacji. Dezinformacja ta nie tylko zniekształca fakty, lecz także usiłuje kształtować błędną percepcję wojny Rosji przeciwko Ukrainie i Zachodowi.
Podsumowanie
Rosyjska propaganda od kilku miesięcy rozwija narrację, według której rzekomy „podział Ukrainy” miałby przynieść korzyści nie tylko Rosji, lecz także Stanom Zjednoczonym oraz Europie. W ramach tej dezinformacji Kreml konsekwentnie dyskredytuje władze Kijowa, nazywając je „juntą” lub „reżimem” i podważając ich legitymizację. Jednocześnie przedstawia Ukrainę jako pionka w globalnej rywalizacji, którego nikt nie pyta o zdanie – sugerując, że zarówno USA, Unia Europejska, jak i sama Rosja rozgrywają kraj wyłącznie w oparciu o własne interesy (energetyczne, surowcowe czy polityczne).
Sednem kampanii dezinformacyjnej jest wizja, iż Kreml „odzyskuje” wschodnią i południową Ukrainę, Stany Zjednoczone „zdobywają” dostęp do surowców oraz rzekomych biolaboratoriów, a Europa zyskuje niezagrożone dostawy gazu. Ma to wywoływać wrażenie, że rozbiór jest nieuchronny i „zadowoli” wszystkich graczy. Narracja ta jest dodatkowo wzmacniana przez fałszywe lub wyrwane z kontekstu cytaty zachodnich polityków oraz przez stygmatyzację władz Ukrainy, przedstawianych jako rzekomo sprzedajni politycy. W istocie propaganda zniekształca fakty, dążąc do osłabienia międzynarodowego poparcia dla Ukrainy oraz usprawiedliwienia rosyjskich działań zbrojnych, które stanowią jawną agresję, naruszającą prawo międzynarodowe.
Autor: Katarzyna Wojda – Redakcja Disinfo Digest









![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)





