
We wczorajszej publikacji Rosyjska propaganda wobec Polski, NATO i Ukrainy w lipcu 2026 przedstawiliśmy najważniejsze narracje rozpowszechniane przez rosyjskie media państwowe i propagandowe w odniesieniu do Polski, NATO, Ukrainy oraz bieżącej sytuacji bezpieczeństwa międzynarodowego. Analiza pokazała, że aparat informacyjny Federacji Rosyjskiej konsekwentnie buduje obraz Sojuszu Północnoatlantyckiego jako agresywnego, ekspansywnego i odpowiedzialnego za eskalację napięć, a jednocześnie jako struktury słabej, podzielonej i niezdolnej do skutecznego działania.
Dziś przyglądamy się bliżej mechanizmowi, który stoi za tą pozorną sprzecznością. Celem niniejszej publikacji jest wyjaśnienie, dlaczego rosyjski aparat propagandowy równolegle promuje wykluczające się obrazy NATO, jakie cele realizuje za pomocą tej techniki oraz w jaki sposób dostosowuje przekaz do różnych grup odbiorców.
Nie mamy do czynienia z chaosem komunikacyjnym ani brakiem koordynacji. Przeciwnie, sprzeczne narracje są elementem elastycznej strategii wpływu, której zadaniem nie jest stworzenie spójnego opisu rzeczywistości, lecz wywołanie określonych emocji, pogłębienie nieufności i skłonienie odbiorców do decyzji korzystnych z punktu widzenia rosyjskich interesów.
W bieżących operacjach wymierzonych w postrzeganie NATO szczególnie istotne jest równoczesne uruchamianie dwóch obrazów. Pierwszy przedstawia Sojusz jako potężne zagrożenie, które ma uzasadniać rosyjską mobilizację, militaryzację i dalszą konfrontację. Drugi pokazuje NATO jako organizację niewiarygodną, wewnętrznie skłóconą i pozbawioną realnej zdolności do obrony swoich członków oraz partnerów.
Oba przekazy, choć logicznie sprzeczne, prowadzą do tego samego rezultatu operacyjnego: osłabienia zaufania do Sojuszu, ograniczenia poparcia dla wspólnej obrony i pomocy Ukrainie oraz zwiększenia podatności społeczeństw na narracje o rzekomej nieskuteczności zachodniego systemu bezpieczeństwa.
Sprzeczność nie jest błędem, lecz cechą systemu
Badacze rosyjskiego modelu propagandy zwracają uwagę, że nie jest on przywiązany ani do obiektywnej rzeczywistości, ani do zamkniętego katalogu przekazów. Model określany jako „tor informacyjny” opiera się na wysokim wolumenie komunikatów, wykorzystaniu wielu kanałów, szybkości reakcji, nieustannym powtarzaniu oraz gotowości do rozpowszechniania równoległych, wzajemnie wykluczających się wersji wydarzeń.
W tradycyjnym modelu perswazji sprzeczność osłabia wiarygodność nadawcy. Rosyjski system informacyjny działa jednak w inny sposób: nie zakłada, że każdy odbiorca zaakceptuje wszystkie rozpowszechniane twierdzenia. Wystarczy, że poszczególne osoby wybiorą z szerokiego katalogu tę interpretację, która odpowiada ich wcześniejszym przekonaniom.
Dla odbiorcy obawiającego się wojny atrakcyjna będzie teza o NATO przygotowującym ofensywę przeciwko Rosji. Dla osoby nieufnej wobec instytucji międzynarodowych bardziej przekonujący może być obraz Sojuszu sparaliżowanego przez wewnętrzne konflikty. Odbiorca krytyczny wobec Stanów Zjednoczonych otrzyma narrację o amerykańskiej dominacji nad Europą, natomiast przeciwnik europejskich elit — opowieść o tym, że to europejscy przywódcy próbują manipulować Waszyngtonem i wciągać go do wojny.
Rosyjska propaganda przypomina pod tym względem szeroki katalog narracyjny, a nie jednolity manifest ideologiczny. Odbiorca nie musi przyjąć całego systemu przekonań. Wystarczy, że zaakceptuje jeden element, który prowadzi go do pożądanego wniosku: NATO nie jest godne zaufania, wsparcie Ukrainy nie ma sensu, a zwiększanie zdolności obronnych prowadzi do eskalacji.
Jedna operacja, różne grupy odbiorców
Sprzeczne przekazy są często kierowane do innych segmentów społecznych i realizują odmienne zadania. Komunikat przeznaczony dla rosyjskiego odbiorcy krajowego nie musi być identyczny z przekazem adresowanym do mieszkańców Polski, Niemiec, państw bałkańskich czy Globalnego Południa.
Na rynku wewnętrznym obraz potężnego i agresywnego NATO pomaga uzasadniać militaryzację państwa, represje, wysokie wydatki wojskowe i długotrwałą wojnę. Rosja może zostać przedstawiona jako oblężona twierdza, której społeczeństwo powinno zaakceptować koszty konfliktu, ponieważ państwo walczy nie z samą Ukrainą, lecz z całym blokiem zachodnim.
Jednocześnie przekaz o słabości i rozpadzie NATO ma podtrzymywać przekonanie, że Rosja ostatecznie zwycięży. Sojusz ma dysponować ogromnymi zasobami, ale nie potrafi ich skutecznie wykorzystać. Państwa członkowskie mają być egoistyczne, społeczeństwa zachodnie zmęczone, a demokratyczne procedury zbyt powolne, aby umożliwić długotrwałą konfrontację.
Dla odbiorców zachodnich punkt ciężkości jest przesuwany. Tu głównym celem nie jest mobilizacja, lecz demobilizacja: wywołanie przekonania, że NATO prowokuje konflikt, nie zapewnia bezpieczeństwa, generuje koszty i może wciągnąć państwa członkowskie do wojny wbrew ich interesom.
W przypadku Europy Środkowej szczególnie często stosowana jest narracja, według której Polska, państwa bałtyckie i Rumunia mają ponosić największe ryzyko, podczas gdy mocarstwa zachodnie wykorzystują je jako strefę buforową. W Europie Zachodniej silniej eksponuje się natomiast koszty gospodarcze, militaryzację budżetów i rzekomą konieczność finansowania „cudzej wojny”.
NATO jako wszechpotężny agresor
Pierwszy z głównych obrazów przedstawia NATO jako jednolity i ofensywny blok, którego zasadniczym celem jest osłabienie, okrążenie, a ostatecznie rozbicie Rosji. Rozszerzenie Sojuszu, obecność wojskowa na wschodniej flance, ćwiczenia, rozwój obrony przeciwrakietowej oraz pomoc dla Ukrainy są łączone w jeden ciąg działań przygotowujących przyszłą konfrontację.
W tej narracji nie istnieje rozróżnienie między odstraszaniem a planowaniem agresji. Każde zwiększenie zdolności obronnych państw NATO może zostać przedstawione jako przygotowanie do ataku. Systemy przeciwlotnicze stają się częścią infrastruktury ofensywnej, ćwiczenia obronne — próbą generalną przed wojną, a obecność wojsk sojuszniczych — okupacją lub budową przyczółka.
Podczas szczytu NATO w Ankarze w dniach 7–8 lipca 2026 roku państwa członkowskie zadeklarowały dalsze zwiększanie zdolności obronnych i zobowiązały się do przekazania Ukrainie 70 mld euro w postaci sprzętu, pomocy i szkoleń w 2026 roku, z zamiarem utrzymania co najmniej porównywalnego poziomu wsparcia w 2027 roku. Oficjalna deklaracja wskazywała przy tym, że celem jest obrona wolności, suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy oraz zwiększenie odpowiedzialności europejskich członków NATO i Kanady za wspólne bezpieczeństwo.
W rosyjskim przekazie te same decyzje przedstawiano jako instytucjonalizację długotrwałej wojny przeciwko Rosji. Wsparcie dla Ukrainy miało nie służyć obronie zaatakowanego państwa, lecz utrzymaniu „wojskowego tarana” skierowanego przeciw Federacji Rosyjskiej. Rosyjskie media dowodziły, że Zachód jest gotowy wykorzystywać Ukrainę „do końca”, nawet jeżeli część państw NATO ma sprzeciwiać się dalszemu zaangażowaniu.
Taka narracja realizuje kilka celów jednocześnie. Uzasadnia rosyjską agresję jako rzekome działanie prewencyjne, legitymizuje rozbudowę potencjału wojskowego, a także przygotowuje społeczeństwo na długotrwałą konfrontację. Pozwala również przedstawiać każde niepowodzenie na froncie jako rezultat walki z całym potencjałem Zachodu, a nie z Ukrainą.
NATO jako struktura na skraju upadku
Równolegle rosyjskie aktywa propagandowe opisują NATO jako organizację pogrążoną w kryzysie. Eksponowane są spory między Stanami Zjednoczonymi a Europą, różnice między państwami wschodniej i zachodniej części Sojuszu, niechęć części rządów do zwiększania wydatków oraz problemy z produkcją uzbrojenia.
Przed szczytem w Ankarze propaganda promowała serię publikacji przedstawiających Sojusz jako „alians samobójców”, którego stan mają określać kryzys, rozłam, strategiczna porażka i nieuchronny upadek. W tym samym tekście NATO przedstawiono jednocześnie jako blok prowadzący za pośrednictwem Ukrainy wojnę przeciw Rosji oraz jako organizację przegrywającą, skłóconą i niezdolną do pogodzenia interesów USA i Europy.
Po szczycie rosyjski ekosystem medialny nadal promował tezę o rozpadzie jedności Sojuszu. Pojedyncze odmienne stanowiska państw członkowskich i wypowiedzi komentatorów były przedstawiane jako dowód, że NATO znajduje się „na granicy krachu”, mimo że członkowie Sojuszu przyjęli wspólną deklarację i potwierdzili wieloletnie zobowiązania wobec Ukrainy.
Narracja o słabości NATO ma przede wszystkim osłabiać wiarę w trwałość zobowiązań sojuszniczych. Jeżeli Sojusz jest nieskuteczny, państwa członkowskie mogą dojść do wniosku, że inwestowanie we wspólną obronę nie ma sensu. Ukraina ma natomiast uwierzyć, że wcześniej czy później zostanie porzucona.
Dla rosyjskiego odbiorcy jest to komunikat o nieuchronnym zwycięstwie. Zachód może być bogatszy i dysponować większym potencjałem przemysłowym, ale ma być wewnętrznie słaby, pozbawiony determinacji i niezdolny do długotrwałego ponoszenia kosztów.
NATO kontroluje Europę, ale Europa manipuluje NATO
Inna szczególnie istotna para pozornie sprzecznych narracji dotyczy relacji między Stanami Zjednoczonymi a europejskimi członkami NATO. Rosyjski aparat propagandowy przedstawia te relacje w dwóch odmiennych wariantach, które wzajemnie się wykluczają na poziomie faktograficznym, lecz prowadzą do tego samego rezultatu politycznego i psychologicznego: podważenia wiary w autentyczność wspólnoty transatlantyckiej.
W pierwszym wariancie Waszyngton przedstawiany jest jako ośrodek pełnej kontroli nad NATO. Stany Zjednoczone mają narzucać europejskim państwom kierunki polityki bezpieczeństwa, wymuszać zwiększanie wydatków obronnych, promować zakup amerykańskiego uzbrojenia oraz wykorzystywać europejskie terytorium jako zaplecze strategicznej konfrontacji z Rosją. Europejscy członkowie Sojuszu zostają w tej narracji sprowadzeni do roli wykonawców decyzji podejmowanych poza ich granicami.
W takim ujęciu obecność wojsk amerykańskich w Europie nie jest przedstawiana jako element dobrowolnie przyjętych zobowiązań sojuszniczych, lecz jako forma kontroli politycznej i wojskowej. Rozwój baz, systemów obrony przeciwrakietowej, infrastruktury logistycznej czy wspólnych ćwiczeń interpretuje się jako stopniowe podporządkowywanie kontynentu interesom Stanów Zjednoczonych. Rosyjski przekaz sugeruje, że Europa nie wzmacnia własnego bezpieczeństwa, lecz udostępnia swoje terytorium jako przyszły teatr wojny prowadzonej w interesie Waszyngtonu.
Podobnie przedstawiane są zakupy uzbrojenia. Jeżeli państwa europejskie nabywają amerykańskie samoloty, systemy obrony powietrznej, amunicję lub technologie rozpoznawcze, rosyjska propaganda interpretuje to jako rezultat politycznego nacisku i ekonomicznego podporządkowania. Wzmacnianie interoperacyjności w ramach Sojuszu zostaje przekształcone w opowieść o przymusowym uzależnianiu Europy od amerykańskiego przemysłu obronnego.
Rosyjskie media często łączą przy tym wątek bezpieczeństwa z argumentacją ekonomiczną. Wydatki obronne mają służyć przede wszystkim interesom amerykańskich koncernów zbrojeniowych, a nie zwiększaniu zdolności państw europejskich. W ten sposób NATO przedstawiane jest jako mechanizm transferu europejskich środków publicznych do Stanów Zjednoczonych, natomiast amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa jako instrument sprzedaży uzbrojenia i politycznej kontroli.
W drugim wariancie relacja ta zostaje odwrócona. To europejskie elity mają próbować manipulować Stanami Zjednoczonymi, wciągać amerykańską administrację w coraz głębszą konfrontację z Rosją oraz przerzucać na Waszyngton koszty obrony Ukrainy i bezpieczeństwa europejskiego. Europa nie jest już bezwolnym wasalem, lecz aktorem cynicznie wykorzystującym amerykański potencjał wojskowy i finansowy.
W tej wersji szczególnie eksponowane są działania państw, które rosyjska propaganda przedstawia jako najbardziej konfrontacyjne wobec Moskwy. Europejscy politycy mają podsycać napięcie, dramatyzować zagrożenie ze strony Rosji i przekonywać Stany Zjednoczone do utrzymania zaangażowania wojskowego, mimo rosnących kosztów. Europa ma dążyć do tego, aby Amerykanie finansowali bezpieczeństwo kontynentu, dostarczali broń Ukrainie i ponosili ryzyko bezpośredniej konfrontacji.
Rosyjskie media potrafią więc w obrębie jednego materiału przedstawiać Europę jako całkowicie podporządkowaną Waszyngtonowi, a następnie jako cynicznego gracza próbującego wpływać na decyzje amerykańskiej administracji. Sprzeczność ta nie stanowi przeszkody, ponieważ obie narracje podważają ten sam element: autentyczność relacji sojuszniczych.
W pierwszym wariancie relacja transatlantycka opiera się na dominacji Stanów Zjednoczonych i podporządkowaniu Europy. W drugim — na manipulacji, oportunizmie i próbie wykorzystania amerykańskich zasobów przez europejskie elity. W żadnej z wersji nie ma miejsca na dobrowolną współpracę suwerennych państw, które mogą dzielić podobną ocenę zagrożeń i podejmować wspólne decyzje na podstawie własnych interesów.
Jest to jeden z podstawowych celów rosyjskiego przekazu: wyeliminowanie z debaty możliwości, że współpraca w ramach NATO może wynikać z rzeczywistego poczucia wspólnego bezpieczeństwa. Każda decyzja sojusznicza musi zostać w tej narracji wyjaśniona albo przymusem, albo manipulacją, albo ekonomicznym interesem.
Jeżeli państwa europejskie popierają politykę Stanów Zjednoczonych, ma to świadczyć o ich podporządkowaniu. Jeżeli próbują wpływać na decyzje Waszyngtonu, dowodzi to rzekomej manipulacji. Jeżeli pojawiają się różnice stanowisk, propaganda interpretuje je jako rozpad jedności. Jeżeli natomiast dochodzi do kompromisu, ma być on rezultatem amerykańskiego nacisku lub zakulisowych transakcji.
Taka konstrukcja ma znaczenie operacyjne, ponieważ pozwala rosyjskiemu aparatowi informacyjnemu oddziaływać równocześnie na różne grupy odbiorców. Antyamerykańska część europejskiej opinii publicznej otrzymuje narrację o utracie suwerenności, podporządkowaniu Waszyngtonowi i wykorzystywaniu Europy jako zaplecza wojennego. Odbiorcy nieufni wobec Unii Europejskiej i europejskich elit politycznych słyszą natomiast, że to właśnie te elity próbują wciągnąć Stany Zjednoczone w konflikt i poświęcić własne społeczeństwa w imię ideologicznej konfrontacji z Rosją.
Przekaz może być dodatkowo segmentowany według państw i lokalnych podatności. W Europie Środkowej eksponuje się argument, że Stany Zjednoczone wykorzystują państwa wschodniej flanki jako strefę buforową i potencjalne pole walki. W Europie Zachodniej większy nacisk kładzie się na koszty gospodarcze, zakupy amerykańskiego uzbrojenia oraz rzekomą utratę autonomii strategicznej. W Stanach Zjednoczonych promowana może być z kolei teza, że Europa unika odpowiedzialności i oczekuje, że amerykański podatnik będzie finansował jej bezpieczeństwo.
W rezultacie każdy segment odbiorców otrzymuje inną wersję tej samej opowieści. Europejczycy mają uwierzyć, że USA ich wykorzystują. Amerykanie — że Europa pasożytuje na ich potencjale. Państwa wschodniej flanki — że zostaną poświęcone. Państwa zachodnie — że są wciągane w konflikt przez bardziej konfrontacyjnych sojuszników.
Nadrzędnym celem jest osłabienie więzi transatlantyckiej poprzez wzmacnianie podejrzeń po obu stronach Atlantyku. Rosyjska propaganda nie musi przekonać odbiorców, że NATO natychmiast się rozpadnie. Wystarczy, że zwiększy przekonanie, iż sojusznicy nie działają w dobrej wierze, ich interesy są zasadniczo sprzeczne, a wspólne decyzje wynikają z presji, manipulacji albo ekonomicznego wyrachowania.
W tak skonstruowanej narracji relacje transatlantyckie nie są wspólnotą bezpieczeństwa, lecz systemem wzajemnego wykorzystywania. Stany Zjednoczone mają wykorzystywać Europę jako rynek, zaplecze i pole konfrontacji, natomiast Europa ma wykorzystywać amerykańskie zasoby, aby uniknąć kosztów własnej obrony. Ostatecznym rezultatem ma być erozja zaufania, bez którego nawet formalnie istniejący Sojusz może mieć większe trudności z podejmowaniem szybkich i wspólnych decyzji.
NATO wykorzystuje Ukrainę, ale zamierza ją porzucić
Ukraina jest równocześnie przedstawiana jako najważniejsze narzędzie NATO i jako państwo, które Sojusz porzuci, gdy przestanie być potrzebne. Pierwsza narracja zakłada, że Kijów nie posiada samodzielności, a wszystkie ważniejsze decyzje wojskowe są podejmowane przez zachodnich doradców, służby i dowództwa.
Ukraina ma pełnić funkcję poligonu, na którym testowane są technologie, strategie i zachodnie systemy uzbrojenia. Rosyjskie publikacje przedstawiają ukraińskich żołnierzy jako siłę zastępczą, a rosyjską agresję jako wojnę obronną prowadzoną przeciwko całemu NATO. Badanie dotyczące wpływu propagandy na rosyjskich żołnierzy wskazało, że narracje „Rosja walczy z NATO” i „NATO prowadzi wojnę za pośrednictwem Ukrainy” należą do szczególnie silnie zakorzenionych przekonań.
Jednocześnie przekaz adresowany do Ukraińców i zachodnich społeczeństw głosi, że NATO nie jest gotowe do rzeczywistej obrony Ukrainy, a zachodnia pomoc zakończy się wraz ze zmianą koniunktury politycznej. Każde opóźnienie dostaw, dyskusję parlamentarną lub spór budżetowy przedstawia się jako początek ostatecznego porzucenia Kijowa.
Celem nie jest rozstrzygnięcie, która wersja jest prawdziwa. Pierwsza ma legitymizować rosyjską wojnę, druga — osłabiać ukraińską wolę oporu. Razem tworzą komunikacyjny klincz: Ukraina jest jednocześnie zbyt silnie związana z NATO, aby można było traktować ją jako samodzielne państwo, i zbyt słabo wspierana, aby mogła liczyć na zwycięstwo.
Zachodnia broń jest groźna, ale całkowicie nieskuteczna
Podobną konstrukcję stosuje się wobec zachodniego uzbrojenia. Gdy Rosja chce uzasadnić ataki, mobilizację lub groźby odwetu, dostawy systemów rakietowych, dronów i amunicji są przedstawiane jako śmiertelne zagrożenie dla bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.
Gdy celem jest demoralizacja Ukrainy i zniechęcenie Zachodu do dalszego wsparcia, te same systemy są opisywane jako przestarzałe, nieskuteczne, łatwe do zniszczenia i niezdolne do zmiany sytuacji na froncie. Każde trafienie zachodniego sprzętu jest przedstawiane jako dowód technologicznej wyższości Rosji, natomiast każdy skuteczny ukraiński atak — jako rezultat bezpośredniego zaangażowania NATO.
W rezultacie powstaje asymetryczna rama interpretacyjna. Gdy zachodnia broń odnosi sukces, potwierdza to, że Rosja walczy z całym NATO. Gdy zostaje zniszczona, potwierdza to, że NATO jest słabe i niezdolne do prowadzenia wojny.
System jest odporny na fakty, ponieważ każdy możliwy rezultat można wpisać w jedną z dostępnych narracji.
NATO militaryzuje Europę, ale nie posiada zdolności do wojny
Rosyjska propaganda równocześnie ostrzega przed gwałtowną militaryzacją Europy i przekonuje, że europejskie państwa nie dysponują zapasami, przemysłem ani społeczną determinacją potrzebną do prowadzenia konfliktu.
Wzrost wydatków obronnych jest przedstawiany jako przygotowanie do agresji, podporządkowanie gospodarki potrzebom wojny i próba odwrócenia uwagi od problemów społecznych. Rosyjskie media wykorzystują również motyw przemysłu zbrojeniowego, przedstawiając NATO jako projekt biznesowy, na którym zarabiają przede wszystkim amerykańskie koncerny.
Jednocześnie podkreślają wieloletnie zaniedbania europejskich armii, niedobory amunicji i trudności ze zwiększeniem produkcji. Sojusz ma więc jednocześnie przeznaczać ogromne środki na przygotowanie ofensywy oraz pozostawać całkowicie niezdolny do jej przeprowadzenia. Ta sprzeczność realizuje dwa odmienne cele. Pierwszy przekaz ma mobilizować Rosjan przeciw zewnętrznemu zagrożeniu. Drugi ma uspokajać ich, że przeciwnik nie jest zdolny do zwycięstwa.
Strach i pogarda — dwie emocje obsługujące tę samą strategię
Pozornie sprzeczne narracje dotyczące NATO są nośnikami dwóch podstawowych emocji, które rosyjski aparat propagandowy wykorzystuje w sposób naprzemienny i komplementarny: strachu oraz pogardy. Obie pełnią odmienne funkcje psychologiczne, lecz ostatecznie służą temu samemu celowi — utrzymaniu społecznej mobilizacji, legitymizowaniu polityki władz oraz wzmacnianiu przekonania, że długotrwała konfrontacja z Zachodem jest zarówno konieczna, jak i możliwa do wygrania.
Obraz NATO jako potężnego, agresywnego i ekspansywnego bloku ma przede wszystkim wywoływać strach. Sojusz przedstawiany jest jako struktura zdolna do prowadzenia wojny na wielu kierunkach, kontrolowania państw europejskich, wykorzystywania Ukrainy jako narzędzia oraz przygotowywania infrastruktury do przyszłego ataku na Rosję. W takim ujęciu Federacja Rosyjska zostaje umieszczona w roli oblężonej twierdzy, która nie może pozwolić sobie na osłabienie, kompromis ani wewnętrzne rozbieżności.
Strach pełni w tym mechanizmie funkcję mobilizacyjną i dyscyplinującą. Jeżeli społeczeństwo uwierzy, że państwo znajduje się w stanie egzystencjalnego zagrożenia, łatwiej zaakceptuje wysokie wydatki wojskowe, ograniczenie konsumpcji, rosnące koszty wojny, zwiększanie produkcji zbrojeniowej i podporządkowanie gospodarki potrzebom konfliktu. Lęk przed zewnętrznym przeciwnikiem może również ograniczać gotowość do kwestionowania decyzji władz, ponieważ krytyka polityki państwa zostaje przedstawiona jako osłabianie wspólnoty w czasie zagrożenia.
W tak skonstruowanym środowisku informacyjnym represje wobec osób sprzeciwiających się wojnie mogą być przedstawiane jako element ochrony bezpieczeństwa narodowego. Władza nie ogranicza wolności — ma rzekomo neutralizować agenturę, dywersję i działalność prowadzoną w interesie wrogiego NATO. Strach przed zagrożeniem zewnętrznym zostaje więc przeniesiony do wewnątrz i wykorzystany do dyscyplinowania społeczeństwa.
Równolegle rosyjski aparat propagandowy uruchamia emocję przeciwną: pogardę. NATO przedstawiane jest wtedy jako organizacja słaba, wewnętrznie skłócona, politycznie sparaliżowana i moralnie zdegenerowana. Państwa członkowskie mają być niezdolne do ponoszenia kosztów, ich społeczeństwa — pozbawione determinacji, a przywódcy — tchórzliwi, oportunistyczni i skoncentrowani na własnym interesie.
Pogarda pełni funkcję kompensacyjną. Pozwala ograniczać znaczenie informacji o przewadze gospodarczej, technologicznej i demograficznej Zachodu, ponieważ zasoby przeciwnika są przedstawiane jako pozbawione realnej wartości politycznej i strategicznej. Jeżeli państwa NATO są moralnie słabe, społeczeństwa niezdolne do poświęceń, a elity wewnętrznie skłócone, wówczas nawet większy potencjał materialny nie musi — w logice propagandowej — prowadzić do sukcesu.
W ten sposób rosyjski odbiorca otrzymuje wygodną odpowiedź na pytanie, jak państwo o mniejszych zasobach może zwyciężyć w długotrwałej rywalizacji z szeroką koalicją państw zachodnich. Odpowiedź nie opiera się na analizie potencjału, lecz na przypisaniu Zachodowi cech psychologicznych i moralnych: dekadencji, tchórzostwa, egoizmu i niezdolności do trwałego działania. Przewaga materialna przeciwnika zostaje symbolicznie unieważniona poprzez jego moralną delegitymizację.
Naprzemienne uruchamianie strachu i pogardy pozwala utrzymywać społeczeństwo w stanie długotrwałej mobilizacji bez doprowadzania go do poczucia całkowitej beznadziei. Gdy potrzebne jest uzasadnienie kosztów, strat i dalszej militaryzacji, NATO przedstawiane jest jako potężne i egzystencjalne zagrożenie. Gdy konieczne staje się podtrzymanie wiary w zwycięstwo, ten sam przeciwnik zostaje opisany jako słaby, rozbity i niezdolny do długotrwałego oporu.
Mechanizm ten pełni również funkcję regulowania nastrojów społecznych. Nadmiar strachu mógłby prowadzić do paniki, defetyzmu i przekonania, że konflikt z Zachodem jest niemożliwy do wygrania. Nadmiar pogardy mógłby z kolei osłabić gotowość do wyrzeczeń, ponieważ przeciwnik uznany za całkowicie słaby nie uzasadniałby wysokich kosztów wojny i dalszej mobilizacji.
Rosyjska propaganda utrzymuje więc odbiorców w starannie konstruowanej równowadze emocjonalnej. NATO ma być wystarczająco silne, aby uzasadniać represje, mobilizację, militaryzację i podporządkowanie społeczeństwa państwu. Jednocześnie ma pozostawać wystarczająco słabe, aby podtrzymywać przekonanie, że Rosja może przetrwać konfrontację i ostatecznie narzucić przeciwnikowi własne warunki.
Strach i pogarda nie są zatem przypadkowymi efektami języka propagandowego, lecz dwoma wzajemnie uzupełniającymi się instrumentami zarządzania percepcją.
Pierwszy wzmacnia posłuszeństwo i gotowość do ponoszenia kosztów, drugi podtrzymuje pewność siebie, poczucie wyższości i wiarę w nieuchronność zwycięstwa. Razem tworzą stabilny mechanizm psychologiczny, który pozwala rosyjskiemu aparatowi informacyjnemu podtrzymywać długotrwałą konfrontację bez konieczności zachowania logicznej spójności przekazu.
Technika „ramy interpretacyjnej”
Jednym z najważniejszych mechanizmów stosowanych przez rosyjski aparat propagandowy jest konstruowanie takiej ramy interpretacyjnej, w której każda decyzja podejmowana przez NATO może zostać przedstawiona jako potwierdzenie jego agresywnych zamiarów, nieskuteczności albo wewnętrznego kryzysu. Oznacza to stworzenie komunikacyjnej sytuacji bez wyjścia, w której niezależnie od tego, jakie stanowisko przyjmie Sojusz, rosyjski przekaz zawsze znajdzie sposób, aby nadać mu negatywne znaczenie.
Jeżeli państwa członkowskie zwiększają wydatki na obronność, rozwijają przemysł zbrojeniowy, modernizują armie lub wzmacniają obecność wojskową na wschodniej flance, rosyjska propaganda interpretuje te działania jako dowód przygotowań do wojny. Wzrost nakładów nie jest przedstawiany jako reakcja na pogorszenie środowiska bezpieczeństwa, lecz jako potwierdzenie wcześniejszej tezy o ofensywnych planach NATO wobec Rosji. Działania o charakterze odstraszającym i obronnym zostają w ten sposób przekształcone w rzekome przygotowania do agresji.
Jeżeli natomiast państwa NATO nie zwiększają wydatków w wystarczającym tempie, opóźniają modernizację sił zbrojnych albo nie osiągają uzgodnionych poziomów finansowania, ten sam aparat informacyjny przedstawia to jako dowód słabości, zaniedbań i niezdolności Sojuszu do zapewnienia bezpieczeństwa własnym członkom. Brak szybkich inwestycji ma świadczyć o rozpadzie solidarności, braku determinacji i politycznej niewydolności. W rezultacie zarówno zwiększenie wydatków, jak i ich brak zostają wykorzystane przeciwko NATO.
Analogiczny mechanizm stosowany jest wobec wsparcia udzielanego Ukrainie. Jeżeli NATO i jego państwa członkowskie przekazują uzbrojenie, szkolą ukraińskich żołnierzy, rozwijają współpracę przemysłową lub dostarczają dane rozpoznawcze, rosyjska propaganda przedstawia to jako dowód bezpośredniego udziału Sojuszu w wojnie przeciwko Federacji Rosyjskiej. Ukraina zostaje wówczas pozbawiona podmiotowości i przedstawiona jako narzędzie lub pełnomocnik Zachodu.
Jeżeli jednak pomoc dla Ukrainy zostaje opóźniona, ograniczona, poddana debacie parlamentarnej albo uzależniona od warunków politycznych i budżetowych, narracja natychmiast się zmienia. Wówczas NATO ma zdradzać swojego partnera, tracić zdolność do działania i znajdować się na drodze do rozpadu. Każda przerwa w dostawach, różnica stanowisk czy proceduralne opóźnienie zostaje przedstawione jako początek końca zachodniego wsparcia.
Podobnie interpretowana jest kwestia jedności politycznej. Jeżeli państwa członkowskie wypracowują wspólne stanowisko, przyjmują jednolite deklaracje i podejmują skoordynowane decyzje, rosyjski przekaz przedstawia to jako dowód podporządkowania europejskich stolic Waszyngtonowi. Jedność nie jest w tej narracji rezultatem wspólnej oceny zagrożenia, lecz efektem amerykańskiej dominacji i utraty suwerenności przez europejskich członków Sojuszu.
Jeżeli natomiast między państwami NATO dochodzi do sporów, negocjacji, publicznych różnic stanowisk albo odmiennego rozłożenia akcentów politycznych, propaganda wykorzystuje te fakty jako dowód głębokiego kryzysu i niezdolności Sojuszu do podejmowania wspólnych decyzji. Demokratyczna debata zostaje przedstawiona jako chaos, a pluralizm interesów jako dowód rozpadu całej organizacji.
W ten sposób rosyjski aparat informacyjny tworzy mechanizm podwójnego wiązania. Każda możliwa decyzja NATO zostaje włączona do wcześniej przygotowanej negatywnej ramy, a odbiorca nie otrzymuje przestrzeni na ocenę neutralną, kontekstową lub opartą na realnych przesłankach bezpieczeństwa. Sojusz zostaje napiętnowany niezależnie od tego, czy działa zdecydowanie, czy ostrożnie, czy prezentuje jedność, czy prowadzi otwartą debatę.
Taka konstrukcja ma zasadnicze znaczenie operacyjne. Pozwala rosyjskiej propagandzie zachować elastyczność, reagować na zmieniające się wydarzenia i utrzymywać negatywny obraz NATO niezależnie od rozwoju sytuacji. Nie chodzi więc o wyjaśnianie rzeczywistości, lecz o trwałe osadzenie Sojuszu w zestawie stygmatyzujących kategorii: agresora, organizacji niesuwerennej, nieskutecznego gwaranta bezpieczeństwa albo struktury znajdującej się na granicy rozpadu.
Selekcja faktów i kontaminacja
Rosyjska propaganda często nie musi tworzyć informacji całkowicie fałszywych. Skuteczniejszym rozwiązaniem jest wykorzystanie fakt a następnie połączenie go z sugestią, oceną lub nieudowodnionym wnioskiem.
Rzeczywisty spór między państwami NATO może zostać przekształcony w dowód rozpadu Sojuszu. Prawdziwa informacja o wyczerpywaniu części zapasów amunicji staje się potwierdzeniem całkowitej bezbronności Europy. Wzrost wydatków na obronność zostaje przedstawiony jako niepodważalny dowód planowania agresji.
Fakt pełni w tym mechanizmie funkcję uwiarygodniającą. Odbiorca rozpoznaje prawdziwe wydarzenie, a następnie łatwiej przyjmuje dodaną do niego interpretację.
Projekcja i odwrócenie odpowiedzialności
Jedną z najczęściej wykorzystywanych technik jest przypisywanie przeciwnikowi działań i zamiarów, które można rozpoznać w postępowaniu samej Rosji. NATO ma prowadzić politykę ekspansji, przygotowywać agresję, wykorzystywać państwa zależne i ingerować w wewnętrzne decyzje innych krajów.
Rosyjska wojna zostaje następnie przedstawiona jako reakcja na te działania. Odpowiedzialność za eskalację jest przenoszona na ofiarę lub jej partnerów.
W efekcie agresor występuje jako podmiot zmuszony do samoobrony, natomiast działania obronne przeciwnika są przedstawiane jako potwierdzenie wcześniejszych oskarżeń. Jeżeli NATO wzmacnia wschodnią flankę po rosyjskiej agresji, propaganda może wykorzystać to jako dowód, że Rosja od początku miała rację, ostrzegając przed przygotowywanym atakiem.
Przekaz propagandowy zyskuje siłę, gdy nie wygląda na komunikat pochodzący z jednego ośrodka. Te same tezy są rozpowszechniane przez agencje państwowe, portale informacyjne, komentatorów, kanały społecznościowe, „ekspertów” i zagraniczne źródła wtórne.
Niekiedy narracja zostaje najpierw wypowiedziana przez zachodniego komentatora, byłego wojskowego lub marginalnego polityka, a następnie przejęta przez rosyjskie media jako „opinia z Zachodu”. Dzięki temu rosyjski aparat informacyjny może twierdzić, że jedynie relacjonuje zagraniczną debatę.
To element mechanizmu „prania narracji”, w którym materiał jest wprowadzany przez jedno źródło, powtarzany przez sieć podmiotów o różnym poziomie wiarygodności, a następnie ponownie trafia do głównego obiegu jako pozornie niezależnie potwierdzona informacja.
Wysoka liczba źródeł tworzy iluzję konsensusu. Odbiorca może nie dostrzegać, że wiele kanałów powiela ten sam pierwotny komunikat albo korzysta z tych samych państwowych wypowiedzi i kontrolowanych ekspertów.
Powtarzalność i efekt znajomości
Narracje o agresywnym NATO, amerykańskiej dominacji nad Europą, Ukrainie jako niesamodzielnym narzędziu Zachodu oraz nieuchronnym rozpadzie wspólnoty transatlantyckiej nie są konstruowane od podstaw w odpowiedzi na pojedyncze wydarzenia. Funkcjonują jako utrwalone schematy interpretacyjne, rozwijane przez rosyjski aparat propagandowy od wielu lat i regularnie dostosowywane do bieżącej sytuacji politycznej, wojskowej oraz gospodarczej.
Nowe wydarzenia nie tworzą zatem nowych narracji, lecz dostarczają kolejnych przykładów, które mogą zostać włączone do już istniejącej opowieści. Zwiększenie wydatków obronnych przez państwa NATO staje się potwierdzeniem tezy o przygotowaniach do wojny. Spór między sojusznikami zostaje przedstawiony jako dowód rozpadu jedności. Opóźnienie dostawy uzbrojenia dla Ukrainy ma świadczyć o jej porzuceniu, natomiast realizacja dostawy — o bezpośrednim udziale NATO w wojnie przeciwko Rosji.
Taki sposób działania pozwala rosyjskiemu aparatowi informacyjnemu zachować ciągłość przekazu niezależnie od zmieniających się okoliczności. Fakty mogą ulegać zmianie, lecz podstawowe ramy pozostają niezmienne. Każde nowe wydarzenie zostaje zakwalifikowane do jednej z wcześniej przygotowanych kategorii: agresja NATO, podporządkowanie Europy Stanom Zjednoczonym, instrumentalne wykorzystywanie Ukrainy, kryzys Zachodu albo nieuchronne zwycięstwo Rosji.
Powtarzalność pełni w tym systemie kluczową funkcję.
Twierdzenie wielokrotnie obecne w przestrzeni informacyjnej staje się rozpoznawalne, a sama rozpoznawalność może zwiększać jego pozorną wiarygodność.
Odbiorca nie musi pamiętać, gdzie po raz pierwszy zetknął się z określoną tezą ani jakie źródło ją przedstawiło. Wystarczy, że komunikat brzmi znajomo i pojawia się w wielu miejscach, formatach i wariantach językowych.
Mechanizm ten opiera się na psychologicznym efekcie znajomości. Informacja, która była wielokrotnie widziana lub słyszana, może z czasem wydawać się bardziej prawdopodobna, nawet jeżeli początkowo została oceniona jako nieprzekonująca albo fałszywa. Odbiorca może błędnie uznać łatwość, z jaką rozpoznaje dane twierdzenie, za dowód jego trafności.
Rosyjska propaganda wykorzystuje ten mechanizm poprzez równoczesne powtarzanie podobnych tez w różnych kanałach. Ten sam przekaz może pojawić się w depeszy agencyjnej, komentarzu eksperta, materiale telewizyjnym, wypowiedzi polityka, publikacji wojskowej, kanale społecznościowym i artykule zagranicznego komentatora. Zróżnicowanie źródeł tworzy wrażenie, że odbiorca ma do czynienia z wieloma niezależnymi ocenami, chociaż w rzeczywistości są one elementami jednego ekosystemu narracyjnego.
Istotne jest również to, że powtarzana narracja nie zawsze zachowuje identyczne brzmienie. Może być dostosowywana do języka, wrażliwości i oczekiwań konkretnej grupy odbiorców. Teza o agresywnym NATO może zostać przedstawiona jako ostrzeżenie przed wojną, krytyka wydatków obronnych, zarzut utraty suwerenności albo argument ekonomiczny dotyczący interesów przemysłu zbrojeniowego.
Dla odbiorcy pacyfistycznego komunikat będzie koncentrował się na ryzyku eskalacji i możliwości wybuchu wojny. Dla osoby nieufnej wobec Stanów Zjednoczonych bardziej atrakcyjna będzie narracja o amerykańskiej okupacji politycznej i wojskowej Europy. Odbiorcy krytycznemu wobec Ukrainy przedstawiona zostanie opowieść o państwie roszczeniowym, niesamodzielnym i wykorzystywanym jako instrument cudzej polityki.
Właśnie dlatego propaganda nie musi natychmiast przekonać większości społeczeństwa do kompletnego, rosyjskiego obrazu rzeczywistości. Jej pierwszym celem może być samo wprowadzenie określonych pojęć, skojarzeń i podejrzeń do debaty publicznej. Z czasem zaczynają one funkcjonować jako pozornie naturalne punkty odniesienia, nawet wśród osób, które nie uznają rosyjskich mediów za wiarygodne.
Sformułowania takie jak „NATO prowokuje”, „Zachód jest zmęczony”, „Ukraina zostanie porzucona”, „Polska jest wykorzystywana” albo „Europa płaci za amerykańskie interesy” mogą stopniowo przenikać do języka debaty politycznej i medialnej. Nie muszą być powtarzane w identycznej formie ani bezpośrednio przypisywane rosyjskim źródłom. Wystarczy, że stają się rozpoznawalnymi ramami, przez które odbiorcy zaczynają interpretować nowe wydarzenia.
Po osiągnięciu tego etapu propaganda nie musi już każdorazowo dostarczać pełnej argumentacji. Nowa informacja zostaje automatycznie dopasowana do wcześniej utrwalonego schematu. Spór między państwami NATO potwierdza rozpad Zachodu, kolejny pakiet pomocy dla Ukrainy dowodzi eskalacji, a trudności gospodarcze stają się rezultatem podporządkowania Europy interesom Waszyngtonu.
Powtarzalność prowadzi zatem nie tylko do zapamiętania pojedynczych haseł, lecz także do utrwalenia określonego sposobu interpretowania rzeczywistości. Odbiorca zaczyna rozpoznawać wydarzenia nie jako odrębne przypadki wymagające analizy, ale jako kolejne potwierdzenia wcześniej zaszczepionej opowieści.
W tym sensie najważniejszym rezultatem nie musi być pełna wiara w rosyjski przekaz. Wystarczy wzrost nieufności, niepewności i podatności na uproszczone wyjaśnienia. Odbiorca może nie uznać, że NATO bezpośrednio przygotowuje atak na Rosję, ale zacznie podejrzewać, że Sojusz celowo zwiększa napięcie. Może nie uwierzyć w całkowite podporządkowanie Europy Stanom Zjednoczonym, ale przyjmie, że europejskie decyzje obronne nie wynikają z własnych interesów.
Długofalowym celem jest więc normalizacja określonych interpretacji i stopniowe przesuwanie granic debaty. Tezy wcześniej uznawane za skrajne, propagandowe lub niewiarygodne mogą po latach powtarzania zacząć funkcjonować jako jedna z „uprawnionych opinii”. Wówczas rosyjski aparat informacyjny osiąga rezultat bez konieczności przekonania odbiorców do całego pakietu narracyjnego.
Powtarzalność pozwala także uodparniać przekaz na sprostowania. Jednorazowe wyjaśnienie lub korekta faktograficzna ma ograniczony wpływ, jeżeli odbiorca zetknął się wcześniej z tą samą narracją wielokrotnie i w różnych formach. Sprostowanie konkuruje wówczas nie z pojedynczą fałszywą informacją, lecz z utrwalonym schematem poznawczym, wspieranym przez emocje, wcześniejsze przekonania i społeczne skojarzenia.
Rosyjska propaganda działa zatem w długiej perspektywie. Nie musi wygrać pojedynczego sporu ani przekonać odbiorcy podczas pierwszego kontaktu z komunikatem. Wystarczy, że konsekwentnie utrzymuje określone pojęcia w obiegu, zwiększa ich rozpoznawalność i tworzy warunki, w których kolejne wydarzenia będą interpretowane zgodnie z wcześniej przygotowanymi ramami.
Ostatecznym celem nie jest jedynie rozpowszechnienie tezy, że NATO prowokuje, Zachód słabnie, Ukraina zostanie porzucona, a Polska jest wykorzystywana. Celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której takie twierdzenia zaczną być traktowane jako oczywiste, intuicyjne i niewymagające dalszego dowodzenia.
Sprzeczne narracje mogą skutecznie oddziaływać również wtedy, gdy odbiorcy nie wierzą w żadną z nich. Nadmiar wersji wydarzeń może prowadzić do przekonania, że prawdy nie da się ustalić, wszystkie media manipulują, a każda strona konfliktu jest równie niewiarygodna.
To szczególnie istotny rezultat operacji propagandowej. Odbiorca nie musi zostać zwolennikiem rosyjskiej polityki. Wystarczy, że stanie się bierny, cyniczny i niechętny do zajmowania stanowiska. Jeżeli „wszyscy kłamią”, nie ma sensu wspierać Ukrainy. Jeżeli „każda strona prowokuje”, nie trzeba rozróżniać agresora od ofiary. Jeżeli „NATO i Rosja są takie same”, można zakwestionować potrzebę solidarności sojuszniczej. Celem nie zawsze jest zastąpienie prawdy jednym kłamstwem. Często chodzi o rozpuszczenie prawdy w tak dużej liczbie sprzecznych interpretacji, aby przestała stanowić podstawę działania.
Kontrola refleksyjna — skłonić przeciwnika do „dobrowolnie” korzystnej decyzji
Rosyjskie oddziaływanie informacyjne można również analizować przez pryzmat koncepcji kontroli refleksyjnej. Jej istotą jest dostarczenie przeciwnikowi odpowiednio przygotowanych informacji, aby podjął on decyzję korzystną dla nadawcy, uznając ją jednocześnie za własną i racjonalną.
W przypadku NATO nie musi chodzić o przekonanie społeczeństw, że Rosja ma rację. Wystarczy doprowadzić do spadku poparcia dla wydatków obronnych, sprzeciwu wobec obecności wojsk sojuszniczych, opóźnienia decyzji o wsparciu Ukrainy albo pogłębienia sporu między państwami członkowskimi.
Badania NATO StratCom COE wskazują, że operacje tego rodzaju wykorzystują psychologiczny, kulturowy i polityczny profil grupy docelowej, aby dostarczyć jej narracje najbardziej podatne na przyjęcie. Pożądanym rezultatem jest decyzja zgodna z interesem podmiotu prowadzącego operację, ale postrzegana przez odbiorcę jako autonomiczna. (StratCom COE)
Dla odbiorców pacyfistycznych właściwym bodźcem będzie ostrzeżenie przed eskalacją. Dla środowisk nacjonalistycznych — przekaz o utracie suwerenności. Dla osób ekonomicznie sfrustrowanych — informacja o kosztach uzbrojenia i pomocy Ukrainie. Dla grup antyestablishmentowych — obraz elit ukrywających prawdę o wojnie.
Cztery podstawowe funkcje operacyjne
Pozornie sprzeczne narracje dotyczące NATO realizują cztery uzupełniające się funkcje.
Pierwszą jest legitymizacja rosyjskiej polityki. Obraz agresywnego i ekspansywnego NATO pozwala przedstawiać wojnę jako działanie obronne i prewencyjne.
Drugą jest mobilizacja własnego społeczeństwa. Zagrożenie ma być wystarczająco poważne, aby uzasadniać koszty konfliktu, militaryzację i ograniczanie swobód.
Trzecią jest demobilizacja społeczeństw przeciwnika. Narracje o słabości, nieskuteczności i wysokich kosztach NATO mają ograniczać poparcie dla wspólnej obrony oraz wsparcia Ukrainy.
Czwartą jest fragmentacja procesu decyzyjnego. Rosyjski aparat informacyjny wzmacnia istniejące różnice między państwami, partiami politycznymi i grupami społecznymi, tak aby utrudnić wypracowanie wspólnego stanowiska.
Badania rosyjskich kampanii dezinformacyjnych wskazują na powtarzalne wykorzystywanie wielu alternatywnych wyjaśnień w celu zaprzeczania odpowiedzialności, dyskredytowania przeciwników, odwracania uwagi oraz tworzenia informacyjnej mgły. Długoterminowym rezultatem ma być środowisko bardziej podzielone i łatwiejsze do politycznego rozgrywania.
Strategiczna spójność pod powierzchnią chaosu
Rosyjski aparat propagandowy nie potrzebuje jednej spójnej wersji wydarzeń, aby skutecznie oddziaływać na odbiorców. Jego specyfika wynika z elastyczności, wysokiego wolumenu komunikatów oraz zdolności do równoległego rozpowszechniania narracji dostosowanych do odmiennych lęków, przekonań i interesów poszczególnych grup społecznych.
Dlatego NATO może być w tym samym czasie przedstawiane jako agresywny blok przygotowujący wojnę z Rosją i jako struktura pogrążona w kryzysie, pozbawiona jedności oraz zdolności do działania. Pierwszy obraz służy mobilizacji rosyjskiego społeczeństwa i legitymizowaniu polityki Kremla. Drugi ma demoralizować Ukrainę, osłabiać zaufanie państw członkowskich do zobowiązań sojuszniczych oraz wzmacniać przekonanie, że dalsze inwestowanie we wspólną obronę jest kosztowne i bezcelowe.
Pozorna sprzeczność jest więc narzędziem, a nie słabością systemu. Każda wersja przekazu zostaje uruchomiona wtedy, gdy może najlepiej oddziaływać na konkretną grupę odbiorców: strachem przed wojną, frustracją ekonomiczną, nieufnością wobec elit, poczuciem utraty suwerenności albo przekonaniem o nieuchronnym rozpadzie Zachodu.
Najważniejszym celem tych operacji nie zawsze jest przekonanie odbiorcy do rosyjskiej interpretacji wydarzeń. Często wystarczy wywołanie wątpliwości, cynizmu i poczucia, że żadnemu źródłu nie można ufać, a różnica między agresorem i ofiarą jest niemożliwa do ustalenia. W takim środowisku łatwiej podważyć solidarność sojuszniczą, opóźniać decyzje obronne i ograniczać poparcie dla działań, które wzmacniają bezpieczeństwo państw NATO.
Skuteczna odpowiedź wymaga zatem czegoś więcej niż prostowania pojedynczych fałszywych informacji. Konieczne jest ujawnianie całej architektury przekazu: wskazywanie, do kogo kierowana jest dana narracja, jaką emocję ma aktywować i jakie zachowanie ma uczynić bardziej prawdopodobnym.
Rozpoznanie tego mechanizmu pozwala lepiej zrozumieć, że rosyjska propaganda nie opisuje NATO, lecz konstruuje jego zmienne obrazy na potrzeby bieżących operacji wpływu. Niezależnie od tego, czy Sojusz przedstawiany jest jako zbyt silny, czy zbyt słaby, celem pozostaje osłabienie jego wiarygodności, spójności i zdolności do wspólnego działania.
Autorzy: Katarzyna Wojda,
Fundacja INFO OPS Polska















