
Sygnał – Komentarz ws. raportu Amnesty International
Amnesty International – międzynarodowa organizacja występująca w obronie praw człowieka – opublikowała na swojej stronie internetowej manipulacyjny raport na temat wojny w Ukrainie. AI wskazuje w nim na rzekome przypadki łamania prawa międzynarodowego przez Ukraińskie Siły Zbrojne. To wpisywanie się w linie narracyjne używane przez Rosję w walce informacyjnej przeciw Ukrainie.
W pracy dziennikarskiej i badawczej zalecamy nie powoływać się na raport AI. Raport Amnesty International zawiera istotne wykluczenia – prawdopodobnie intencjonalne – które w sposób rażący rzutują na metodykę i przedstawione wnioski.
Jak głosi Jak głosi publikacja AI “Ukrainian fighting tactics endanger civilians”, zidentyfikowano 19 miejscowości, gdzie ukraińska armia miała prowadzić akcje zbrojne, które naraziły ludność cywilną na niebezpieczeństwo. Cytowana w opracowaniu Sekretarz Generalna AI Agnes Callamard wezwała ukraińskie władze do zakończenia tych działań i lokowania wojska z dala od zamieszkanych obszarów (w bazach wojskowych lub w gęstych lasach), co w sposób oczywisty premiowałoby zdolności rosyjskich sil zbrojnych do przełamania oporu ukraińców. Wyrażona przez nią sugestia jest nielogiczna i sprzeczna z zasadami prowadzenia działań wojennych. Jest także zbieżna z fałszywymi tezami rosyjskiej propagandy oraz apelem niemieckich intelektualistów z maja 2022 roku, w którym ci wezwali Ukrainę do poddawania miast agresorowi.
Omawiane opracowanie raportu nie uwzględnia szerszego kontekstu sytuacyjnego (brak rozróżnienia pomiędzy stroną atakowaną i atakującą) oraz realiów operacyjnych (2450 km linii frontu, ok. 1028 miast i miasteczek już odbitych, ok. 2621 wciąż pod rosyjską okupacją, ponadto wytypowano miejsca, gdzie toczyły się najbardziej zacięte walki, co siłą rzeczy dawało ukraińskiemu wojsku tylko ograniczone pole manewru), a także zawiera istotne braki metodologiczne (szpital uznano za bazę wojskową tylko dlatego, że grupa żołnierzy spożywała w nim posiłek). Jedną z podstawowych zasad międzynarodowego prawa humanitarnego jest zasada proporcjonalności (“zapewnienie równowagi pomiędzy koniecznością uwzględnienia potrzeb wojskowych a koniecznością uwzględnienia potrzeb humanitaryzmu”) oraz doktryna konieczności wojskowej (“państwo zobowiązane jest przestrzegać prawa międzynarodowego tylko w zakresie, w jakim nie koliduje ono z koniecznością wojskową. Państwo może odstąpić od obowiązującego przepisu prawa wojennego w przypadkach, gdy jedynie naruszenie tego prawa może uchronić je od poważnego niebezpieczeństwa albo umożliwić osiągnięcie celu wojny”). Jak już zostało wspomniane wcześniej raport Amnesty International nie uwzględnia szerszego kontekstu sytuacyjnego (bez którego łatwo o manipulacje nieprofesjonalnym odbiorcom). “Raport” AI stanowi ideologiczną pożywkę dla fanów wojny napastniczej, reżimów autorytarnych i jest narzędziem w ich narracji.
Ukraińskie Centrum Komunikacji Strategicznej ujawniło, że pracownicy AI prowadzili swoje działania także na terytoriach okupowanych przez Rosję; prowadząc wywiady z ludźmi w aresztach i obozach filtracyjnych. Warunki panujące w tych miejscach, presja oraz tortury którym poddawani są tam Ukraińcy; poddaje w wątpliwość jakość i rzetelność uzyskanych w ten sposób informacji. Zainteresowanie opinii publicznej tym materiałem doprowadziło do ujawnienia w łonie organizacji osób niewiarygodnych. Chodzi m.in. o Syksy Rasanen, który jest członkiem zarządu fińskiego oddziału Amnesty International. W swojej próbie uzasadnienia tego krytycznego wobec Ukrainy raportu opiera się on na manipulacyjnej publikacji ze strony The Gray Zone (znanej z powielania teorii spiskowych i rosyjskich tez propagandowych). Dalsze rozpoznanie ujawniło związek Rasanena m.in. z Maksem Blumenthalem (redaktorem wspomnianego wcześniej The Gray Zone i “byłym” współpracownikiem rosyjskiego aparatu propagandowego – telewizji państwowej Russia Today). Obaj prowadzili wspólnie działania informacyjne – razem występowali na debatach lub np. aktywnie stawali w obronie Rani Khalek – dziennikarki związanej z libańską organizacją Hezbollah. Ponadto Rasanen zapraszał Blumenthala na wydarzenia organizowane przez fiński oddział ICAHD (którego Rasanen jest przewodniczącym) i bronił go w mediach społecznościowych, gdy został on aresztowany za atak na demonstrantkę w trakcie protestu pod ambasadą Wenezueli w Waszyngtonie. Rasanen podał wtedy dalej artykuł uznający te zarzuty za: „element ataku na alternatywne media”. Pochodził on ze strony Mint Press News (zaangażowanej w promowanie rosyjskiej dezinformacji na temat konfliktu w Syrii).
Obecność osób o takich powiązaniach w Amnesty International kładzie się cieniem na intencjach organizacji i wiarygodności przygotowywanych przez nią raportów, zwłaszcza w kontekście wojny i napaści Federacji Rosyjskiej na Ukrainę.
Była przewodniczą ukraińskiego oddziału Amnesty International Oksana Pokalczuk ujawniła, że treść materiału nie była konsultowana ze stroną ukraińską, a wyniki badań nie zostały przedstawione we właściwy sposób, przez co stały się elementem prowadzonej przez Rosjan wojny informacyjnej. Warto podkreślić, że działanie Amnesty International było w tym względzie intencjonalnie. W praktyce oznacza to, że Ukraina – oczywista i jednoznaczna ofiara rosyjskiej agresji – została wykluczona z prac nad opracowaniem, które jej w szczególny sposób dotyczy.
Raport został natychmiast wykorzystany w rosyjskich działaniach z zakresu walki informacyjnej przeciwko Ukrainie. Jednym z celów było fałszywe przeniesienie ciężaru odpowiedzialności za ofiary cywilne na stronę ukraińską. Potwierdza ten wniosek także nasz monitoring, podczas którego wyodrębniliśmy dziesiątki rosyjskich kanałów i profili propagandowych, które na jego podstawie prowadzą działania zmierzające do rozmycia odpowiedzialności rosyjskiej armii za zbrodnie wojenne popełniane na Ukraińcach.
To kolejny raport Amnesty International, po materiale na temat rzekomych podwójnych standardów w traktowaniu „uchodźców” na granicy z Białorusią, który został wykorzystany przez Rosjan do uzasadnienia i wzmocnienia prowadzonych działań dezinformacyjnych przeciwko Polsce. Zalecamy zachować szczególną ostrożność przy lekturze tego typu materiałów i konfrontować publikowane treści z opiniami wiarygodnych specjalistów.
Redakcja Disinfo Digest












![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)


