
Bieżące wypowiedzi przedstawicieli rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, szczególnie komunikat Marii Zacharowej dotyczący sytuacji wokół Iranu, stanowią element konsekwentnie prowadzonej operacji informacyjnej, której celem jest wzmacnianie antyzachodniej linii propagandowej Kremla. Konflikt wokół Iranu zostaje w tym przekazie przedstawiony jako kolejny „dowód” na rzekomo agresywną, destrukcyjną i moralnie skompromitowaną politykę Zachodu.
Jedną z głównych osi tego przekazu jest fałszywe przedstawianie ataków na Iran jako nieuzasadnionej agresji wymierzonej nie tylko w infrastrukturę, lecz także w samo społeczeństwo irańskie. W rosyjskiej narracji obiekty będące celem działań militarnych opisywane są jako obiekty cywilno-techniczne, pozbawione realnego znaczenia militarnego, co ma wzmacniać obraz Iranu jako ofiary i przesuwać odpowiedzialność za eskalację wyłącznie na stronę USA, Izraela i Zachodu. W ten sposób propaganda buduje prosty, fałszywy, emocjonalny podział: Zachód jako sprawca destabilizacji, Iran jako państwo niesłusznie atakowane.
Istotnym elementem tej konstrukcji jest także konsekwentne podważanie moralnej wiarygodności Zachodu. Rosyjski przekaz sugeruje, że państwa zachodnie utraciły wszelkie podstawy do odwoływania się do prawa międzynarodowego, bezpieczeństwa czy ochrony ludności cywilnej, ponieważ same świadomie wywołują kryzysy i eskalują napięcia. Szczególnie silnie eksponowany jest tu wątek ryzyka nuklearnego. W narracji Kremla to właśnie Zachód ma ignorować możliwość niekontrolowanej eskalacji i lekkomyślnie przybliżać świat do katastrofy, działając w sposób politycznie cyniczny i strategicznie nieodpowiedzialny. W tym kontekście rosyjska propaganda wykorzystuje narracje wokół Iranu jako zasłonę dymną i narzędzie projekcji, dzięki którym może jednocześnie atakować Zachód oraz odwracać uwagę od własnej polityki agresji. Mechanizm jest prosty: to, co w rzeczywistości opisuje działania Rosji wobec Ukrainy lub wobec państw zachodnich, zostaje przepisane na Zachód. W ten sposób Moskwa próbuje ukryć własne zbrodnie, destabilizację i presję strategiczną, przedstawiając siebie jako rzekomego obrońcę prawa, pokoju i stabilności.
To zabieg szczególnie użyteczny propagandowo, ponieważ pozwala Rosji rozmyć własną odpowiedzialność za politykę agresji i zbrodni przeciwko Ukrainie i szerzej – zachodowi. W tym celu rosyjska propaganda maskuje także wzmianki na temat faktycznych powodów operacji USA i Izraela wobec Iranu (Rzeczywiste motywy operacji państw zachodnich przeciwko irańskiej infrastrukturze były związane przede wszystkim z próbą ograniczenia zdolności Iranu do nielegalnego rozwijania potencjału nuklearnego oraz konsekwencją destabilizującej aktywności Iranu w regionie Bliskiego Wschodu, w tym jego wsparcia dla ugrupowań terrorystycznych).
Ważną rolę odgrywa dezinformacja, że irańska infrastruktura nuklearna nie stanowi realnego zagrożenia, ponieważ pozostaje pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Taki sposób przedstawiania sprawy ma służyć delegitymizacji wszelkich działań wymierzonych w Iran oraz wzmacniać przekonanie, że argument o zagrożeniu nuklearnym jest jedynie pretekstem wykorzystywanym do uzasadnienia presji militarnej. W praktyce oznacza to próbę wybielenia Iranu i jednoczesnego przedstawienia Zachodu jako strony działającej wbrew faktom, procedurom i mechanizmom kontroli międzynarodowej.
Rosyjska propaganda wpisuje także ataki na Iran w szerszą opowieść o rzekomej destabilizacji ładu międzynarodowego przez Zachód. Według tej logiki działania militarne nie są pojedynczym incydentem ani odpowiedzią na konkretne zagrożenie ze strony Iranu, lecz elementem długofalowej polityki chaosu, dzięki której państwa zachodnie mają utrzymywać wpływy, rozszerzać swoją obecność strategiczną i podporządkowywać sobie kolejne regiony świata. Tego rodzaju narracja ma znaczenie znacznie wykraczające poza sam Iran, ponieważ wzmacnia ogólną antyzachodnią ramę interpretacyjną, przydatną również w innych obszarach rosyjskiej polityki propagandowej.
Fałszywa autokreacja Rosji: agresor jako rzecznik pokoju
W narracjach wokół Iranu Rosja chętnie przedstawia siebie jako państwo odpowiedzialne, opowiadające się za dialogiem, dyplomacją i deeskalacją. To szczególnie cyniczny zabieg, bo służy zakryciu faktu, że ta sama Rosja od lat prowadzi politykę agresji wobec Ukrainy, wykorzystuje przemoc jako narzędzie wpływu, atakuje infrastrukturę krytyczną i systematycznie destabilizuje bezpieczeństwo europejskie.
Na tym tle Rosja konsekwentnie próbuje kreować własny wizerunek jako państwa odpowiedzialnego, opowiadającego się za dialogiem, pokojem i rozwiązaniami dyplomatycznymi. W rosyjskim przekazie to Moskwa ma występować jako rzecznik opamiętania i stabilizacji, odrzucający rozwiązania siłowe oraz nawołujący do politycznego uregulowania sporu. Taka autokreacja ma znaczenie propagandowe: pozwala nie tylko odwracać uwagę od agresywnej polityki samej Rosji, ale także budować kontrast pomiędzy rzekomo rozsądną Moskwą a impulsywnym i destrukcyjnym Zachodem.
Warto podkreślić, że wypowiedzi oraz komunikaty rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej nie stworzyły nowych wątków propagandowych, lecz stały się impulsem do wyraźnego wzmocnienia narracji już wcześniej obecnych w rosyjskim ekosystemie informacyjnym. Jej wystąpienia odegrały rolę swoistego sygnału inicjującego intensyfikację przekazu w mediach państwowych, portalach informacyjnych oraz kanałach społecznościowych powiązanych z rosyjską propagandą. W efekcie dotychczasowe tezy – dotyczące rzekomej agresji Zachodu, manipulowania instytucjami międzynarodowymi czy ignorowania ryzyka nuklearnego – zostały szybko powielone, rozszerzone i wzmocnione w licznych przekazach medialnych, tworząc spójny strumień narracji antyzachodnich.
W rezultacie wypowiedzi rosyjskiego MSZ dotyczące sytuacji wokół Iranu należy odczytywać jako kontynuację i część szerszej strategii informacyjnej Kremla. Jej celem jest utrwalenie fałszywego obrazu Zachodu jako siły destabilizującej świat, podważenie zaufania do zachodnich argumentów dotyczących bezpieczeństwa oraz przedstawienie Rosji jako alternatywnego ośrodka „rozsądku” i „pokoju”. To właśnie w tym wymiarze kryzys na Bliskim Wschodzie staje się dla rosyjskiej propagandy nie tylko tematem, lecz przede wszystkim użytecznym narzędziem politycznego oddziaływania.












![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)


