
Rosyjska propaganda, wykorzystując selektywnie dobrane narracje, konsekwentnie podważa zaufanie do NATO i państw bałtyckich, delegitymizuje obecność Sojuszu na Morzu Bałtyckim oraz kreuje obraz Rosji jako ofiary agresji Zachodu. Analiza materiałów z programu Sowbez (polityczny talk-show “Rada Bezpieczeństwa” w REN TV) pokazuje, że celem tej kampanii nie jest przekazanie faktów, lecz budowanie atmosfery zagrożenia, zastraszanie społeczeństwa oraz wzmacnianie przekonania o „oblężonej twierdzy Rosji”.
Narracje te opierają się na fałszywych kontrastach: NATO przedstawiane jest jako agresor dążący do eskalacji konfliktu, Estonia – jako prowokator bez prawa do obrony własnych wód, a Rosja – jako strona zmuszona do reakcji, zawsze działająca „w dobrej wierze”. Propaganda celowo pomija kontekst prawa międzynarodowego, ignoruje realne zagrożenia dywersyjne ze strony tzw. „floty cieni” oraz bagatelizuje incydenty związane z uszkodzeniami infrastruktury podwodnej w regionie.
Celem tych działań jest nie tylko przedstawienie NATO jako źródła zagrożenia, lecz także wzbudzenie strachu, polaryzacja opinii publicznej i zniechęcanie społeczeństw do współpracy z Sojuszem. Rosyjska propaganda tworzy w ten sposób fałszywą alternatywę: „pokój” według Moskwy lub „wojna zastępcza” narzucona przez Zachód.
W ostatnich tygodniach w programie Sowbez (REN TV), prowadzonym przez Igora Szewczuka, nasiliła się kampania propagandowa wymierzona w działania NATO na Morzu Bałtyckim. Materiały emitowane w tym formacie obfitują w nagłówki takie jak: „NATO bierze cel na Morze Bałtyckie” czy „Estonia prowokuje do konfliktu”. Analiza głównych wątków tej narracji pozwala zrozumieć mechanizmy propagandowe stosowane w celu delegitymizowania Sojuszu i państw bałtyckich.
„Talk-show” jako narzędzie propagandy
REN TV, będąca częścią grupy średnich rosyjskich kanałów państwowych i mediów sprzyjających Kremlowi, od lat promuje przekaz budujący obraz Zachodu jako głównego zagrożenia dla bezpieczeństwa Rosji. Program Sowbez wpisuje się w tę linię redakcyjną, systematycznie podkreślając narracje o „zagrożeniu z Zachodu”. Prowadzący Igor Szewczuk kreuje swój wizerunek na „eksperta wojskowego”, co ma zwiększać wiarygodność i atrakcyjność przekazu, zwłaszcza wśród widzów zainteresowanych tematyką militarną i bezpieczeństwem międzynarodowym.
W dobie rosnącej aktywności destabilizacyjnej Rosji i działań tzw. „floty cieni”, rosyjskie media konsekwentnie intensyfikują narrację o rzekomym „obleganiu” Morza Bałtyckiego przez NATO. Wzrost obecności Sojuszu w regionie, szczególnie po przystąpieniu do niego Finlandii i Szwecji, przedstawiany jest jako bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa Rosji.
Celem tej kampanii propagandowej jest równoczesne mobilizowanie opinii publicznej wewnątrz Rosji oraz zasiewanie nieufności wobec państw bałtyckich i NATO na arenie międzynarodowej. Przekazy te służą także dyskredytowaniu oskarżeń o działalność terrorystyczną Rosji na Morzu Bałtyckim i budowaniu narracji o Moskwie jako „oblężonej twierdzy”, która rzekomo działa wyłącznie w obronie własnych interesów.
Program operuje charakterystycznym stylem wizualnym: dynamiczne ujęcia okrętów i samolotów NATO są zestawiane z komentarzami wojskowych „ekspertów”, co potęguje fałszywe wrażenie, że Sojusz prowadzi aktywne przygotowania do konfrontacji zbrojnej. Szyk narracyjny programu jest konsekwentnie budowany, począwszy od przedstawienia rzekomych „prowokacji” ze strony Estonii, poprzez oskarżenia o „podkręcanie napięcia” przez NATO, aż po obrazy heroicznej obrony rosyjskiej Floty Bałtyckiej. Całość tworzy spójną, emocjonalnie nacechowaną opowieść o nieustannym zagrożeniu ze strony Zachodu.
NATO jako agresor na Bałtyku
Rosyjska propaganda konsekwentnie przedstawia działania Sojuszu Północnoatlantyckiego na Morzu Bałtyckim jako stałą demonstrację siły wymierzoną bezpośrednio w Rosję. W programie podkreślono tę tezę, cytując wypowiedź kapitana I stopnia Olega Szwedkowa:
„Po przystąpieniu do bloku Finlandii i Szwecji wojsko zaczęło nazywać Bałtyk Morzem Wewnętrznym sojuszu.”
Emocjonalnie nacechowane określenia, takie jak „cel”, „obleganie” czy „demonstracja siły”, mają budować wrażenie nieuchronnego zagrożenia i sugerować, że NATO dąży do całkowitej kontroli nad regionem Bałtyku.
Narracja ta skrzętnie pomija kluczowe informacje, które podważają jej wiarygodność – zwłaszcza dane o aktach sabotażu wymierzonych w infrastrukturę podwodną państw zachodnich oraz fakt, że manewry NATO są planowane z dużym wyprzedzeniem, odbywają się cyklicznie i mają charakter wyłącznie obronny.
Estonia jako prowokator i wróg
Estonia została w rosyjskiej narracji przedstawiona jako „mały, złośliwy” kraj, który rzekomo agresywnie blokuje „rosyjskie” tankowce. W materiale programu REN TV szczególną uwagę poświęcono incydentowi z udziałem tankowca Jaguar. Jak relacjonowano: „Kutry, helikopter i polski MiG-29 próbowali zmusić rosyjską załogę do wejścia na wody terytorialne Estonii… Estońscy strażnicy graniczni próbowali nawet wylądować na pokładzie.”
Rzeczywistość była znacznie mniej dramatyczna. Rosyjska propaganda przeinaczyła przebieg incydentu, który faktycznie miał miejsce na Morzu Bałtyckim. Estońska marynarka wojenna próbowała wówczas zatrzymać tankowiec Jaguar, pływający pod banderą Gabonu. Jednostka ta była elementem tzw. „floty cieni”, sieci statków wykorzystywanych przez Rosję do omijania zachodnich sankcji i dostarczania ropy, a także podejrzewanych o udział w operacjach sabotażowych przeciwko infrastrukturze krytycznej państw NATO na dnie Morza Bałtyckiego.
W operacji zatrzymania Jaguara uczestniczyły estońskie okręty, śmigłowce oraz samoloty, natomiast Rosja odpowiedziała wysłaniem myśliwca Su-30. Mimo tych faktów, rosyjska narracja konsekwentnie pomija kontekst podejrzeń wobec „floty cieni” i prezentuje Estonię jako państwo prowokujące, skłonne do eskalacji i nieuprawnione do działań obronnych na własnych wodach.
Rosja jako ofiara
Rosyjska propaganda konsekwentnie stara się budować obraz Moskwy jako strony pasywnie zmuszonej do reagowania na „zagrożenie ze Wschodu”. W narracji poświęconej Flocie Bałtyckiej często przywoływane są przykłady działań antypirackich, takich jak misje w Zatoce Adeńskiej, które zestawia się z rzekomą „opresją” NATO na Morzu Bałtyckim. W programie Sowbez pada stwierdzenie:
„Nasza Flota Bałtycka ma doświadczenie w ochronie statków handlowych przed piratami u wybrzeży Somalii.”
Narracja ta zestawia udział rosyjskich okrętów w międzynarodowych operacjach antypirackich (prowadzonych w ramach ONZ i EU NAVFOR) z twierdzeniem, jakoby działania NATO na Morzu Bałtyckim były przejawem agresji i prowokacji.
Kontrast wizualny dodatkowo wzmacnia ten przekaz: zdjęcia rosyjskich okrętów spokojnie patrolujących morze zestawiane są z dynamicznymi ujęciami zachodnich manewrów wojskowych, co ma budować wrażenie, że Flota Bałtycka działa wyłącznie w obronie i reaguje na eskalację ze strony NATO.
Sceny jak z filmu…
W audycji REN TV Kreml konsekwentnie kreuje narrację o rzekomej agresji NATO i państw bałtyckich na Morzu Bałtyckim. Choć materiał obfituje w dramatyczne nagłówki, dynamiczne ujęcia i emocjonalne komentarze, kluczem do zrozumienia jego przekazu pozostają stosowane techniki propagandowe: od selektywnego doboru faktów po budowanie monolitycznego obrazu „my kontra oni”.
Propaganda umiejętnie pomija kluczowe aspekty prawa międzynarodowego, które mogłyby osłabić przekaz. W programie nie pojawia się żadne odniesienie do Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza (UNCLOS), jasno określającej prawa i obowiązki państw w zakresie wód terytorialnych, strefy przyległej czy wyłącznej strefy ekonomicznej. Zamiast tego widzowie otrzymują wyłącznie fragmenty materiałów przedstawiających zatrzymania tankowców – pozbawione kontekstu prawnego, przepisów dotyczących kontroli statków czy standardowych procedur celno-morskich.
Centralnym motywem audycji jest „podział świata” na złośliwych agresorów i Rosję jako ofiarę. Program Sowbez buduje czarno-biały obraz rzeczywistości, w którym NATO i państwa bałtyckie, a w szczególności Estonia, ukazywane są jako złośliwi, agresywni prowokatorzy, natomiast Rosja występuje w roli państwa działającego zawsze w dobrej wierze i wyłącznie w celach obronnych. Sojusz Północnoatlantycki przedstawiany jest jako monolit nastawiony na konfrontację, a Estonia jako „karłowaty prowokator” bez prawa do ochrony własnych wód i interesów.
Wypowiedzi prowadzącego nie pozostawiają wątpliwości co do nacechowania przekazu. Padają stwierdzenia w rodzaju:
„Estonia prowokuje. To przecież karłowate państwo, które próbuje zatopić nasze tankowce.”
Program operuje silnie emocjonalną warstwą wizualną. Dynamiczne ujęcia zbliżających się z dużą prędkością kutrów, helikopterów zataczających kręgi nad pokładami statków oraz rosyjskich myśliwców wznoszących się nad falami przeplatane są dramatyczną muzyką. Całość buduje u widza poczucie ciągłego zagrożenia i presji militarnej ze strony NATO, wzmacniając narrację o Rosji jako oblężonej twierdzy, zmuszonej do obrony przed agresją z Zachodu.
Przedstawione techniki propagandowe: selekcja faktów, radykalne rozgraniczenie narracji „my kontra oni”, ostentacyjnie dramatyczne obrazy oraz jednostronne cytowanie wybranych „ekspertów wojskowych”, składają się na spójną, lecz fałszywą wizję sytuacji na Morzu Bałtyckim. Kampania informacyjna Sowbez konsekwentnie kreuje obraz nieustannego zagrożenia w regionie, przedstawiając NATO i Estonię jako głównych prowokatorów eskalacji.
Chwyty emocjonalne, manipulacja faktami oraz odwoływanie się do autorytetu wybranych „specjalistów” to typowe elementy propagandy konfrontacyjnej, mającej na celu wzbudzenie lęku i zniechęcenie do współpracy z Zachodem.
W rzeczywistości Morze Bałtyckie stało się w ostatnich latach areną narastającej walki o ochronę krytycznej podwodnej infrastruktury przed aktami rosyjskiej dywersji. Wzmocniona obecność sił NATO w regionie jest odpowiedzią na realne zagrożenia, a nie, jak sugeruje rosyjska propaganda, formą „piractwa” czy „prowokacji”.
Fakty mówią same za siebie. W latach 2023–2024 doszło do serii poważnych incydentów związanych z uszkodzeniami infrastruktury podwodnej. W połowie listopada 2024 roku w szwedzkiej strefie ekonomicznej zniszczono dwa kluczowe kable: jeden łączący Finlandię z Niemcami, drugi Szwecję z Finlandią. Szwedzkie i fińskie służby wskazały na chiński statek towarowy Yi Peng 3 jako głównego podejrzanego o celowe działania dywersyjne.
Kolejny incydent miał miejsce 25 grudnia 2024 roku kiedy to uszkodzono podmorski kabel energetyczny EstLink2, kluczowy dla połączenia systemów elektroenergetycznych Estonii i Finlandii. Fińskie władze podejrzewają o sabotaż tankowiec Eagle S, należący do tzw. rosyjskiej „floty cieni”. Wcześniej, jesienią 2023 roku, uszkodzony został gazociąg Balticconnector, umożliwiający przesył gazu ziemnego między Finlandią a Estonią – wówczas jako potencjalnego sprawcę wskazano chiński kontenerowiec NewNew Polar Bear, pływający pod banderą Hongkongu.
Każdy z tych incydentów dowodzi, że zagrożenie dla bezpieczeństwa regionu Morza Bałtyckiego ma realny charakter i nie jest jedynie elementem retoryki politycznej. Sabotaż infrastruktury podwodnej, od kabli telekomunikacyjnych i energetycznych po gazociągi, może prowadzić do poważnych zakłóceń gospodarczych, paraliżu komunikacji oraz destabilizacji społecznej w regionie. Kolejne próby takich działań zwiększają ryzyko eskalacji politycznej i militarnej, podważając fundamenty bezpieczeństwa państw regionu.
W obliczu tych zagrożeń ochrona kluczowych magistral staje się równie istotna, co patrolowanie powierzchni morza. To nie tylko kwestia techniczna, lecz także strategiczna. Zabezpieczenie infrastruktury krytycznej jest fundamentem odporności państw NATO wobec działań hybrydowych i dywersyjnych prowadzonych przez Rosję.
Sabotaż infrastruktury podwodnej, choć sam w sobie jest działaniem kinetycznym, stanowi jednocześnie element szerszej operacji informacyjnej. Rosyjska propaganda wykorzystuje te incydenty do budowania narracji o „niesprowokowanej agresji Zachodu” oraz o rzekomej „konieczności obrony rosyjskich interesów”. Uszkodzenia kabli czy gazociągów stają się pretekstem do wzmacniania narracji o chaosie, słabości NATO i bezbronności państw bałtyckich.
W ten sposób działania kinetyczne (fizyczne uszkadzanie infrastruktury) i operacje informacyjne (manipulowanie kontekstem i narracją) wzajemnie się uzupełniają. Celem jest wywołanie atmosfery strachu, zniechęcenie społeczeństw do współpracy z Sojuszem i osłabienie zaufania do instytucji demokratycznych.
Ochrona infrastruktury krytycznej to zatem nie tylko kwestia bezpieczeństwa fizycznego, ale także kluczowy element obrony przed dezinformacją i operacjami wpływu, które mają na celu destabilizację państw NATO i podważenie ich spójności strategicznej.
Autor: Tadeusz Kania – Dziennik Disinfo Digest











![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)



