
Kontekst sytuacyjny: rosyjsko-białoruska operacja dezinformacyjna mająca na celu fałszywe postrzeganie Polski. Zastosowane środki aktywne: propaganda, dezinformacja, dyskredytacja. Cel: obarczyć wizerunkowo Polskę za wojnę na Ukrainie. Tym razem o dezinformacji dotyczącej „masowego udziału najemników z Polski w Ukrainie”.
W monitorowanym okresie rozpoznano znaczący wzrost aktywności agitacyjno-propagandowej dotyczącej propagowania fałszywych tez o rzekomym masowym udziale najemników z Polski w wojnie obronnej Ukrainy. Z jednej strony jest to element szerszej rosyjskiej autokreacji państwa oblężonego.
Z drugiej strony, z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski oraz naszych relacji z sojusznikami jest to poważna i niebezpieczna rosyjska operacja informacyjna ukierunkowana na długotrwałe oddziaływanie na zachodnich decydentów i społeczeństwa, mająca na celu obarczyć wizerunkowo Polskę za wojnę na Ukrainie.
Wstęp
Na przełomie sierpnia i września 2022roku Siły Zbrojne Ukrainy po wdrożeniu zachodniej techniki wojskowej (w szczególności systemów artyleryjskich i rakietowych) przeszły do kontrofensywy. Metodyczna, dobrze zaplanowana praca ukraińskich wojskowych (wyhamowanie rosyjskiej ofensywy, systemowe niszczenie zaplecza logistycznego, dezorganizacja rosyjskiej armii poprzez niszczenie sztabów i punktów dowodzenia) poskutkowała przejęciem i narzuceniem własnej inicjatywy: zaczynając od poziomu taktycznego, przez operacyjny na obecnie strategicznym kończąc. Ta systematyczna praca zaczęła przynosić spektakularne wyniki – najpierw oswobodzenie obwodu charkowskiego a teraz prawego brzegu Dniepru z miastem Chersoń na czele.
Rosyjska „machina wojenna” nijak nie potrafi sobie poradzić z ukraińską kontrofensywą. Nawet pomimo ogłoszenia mobilizacji (o rosyjskim profesjonalnym jej przeprowadzeniu pisaliśmy tutaj ), którą dla oszukania własnego społeczeństwa nazwano „częściową” (w rzeczywistości może objąć tyle osób na ile zdecyduje się Kreml, gdyż odbywa się ona falami). Jest to typowo propagandowy zabieg mający na celu neutralizację społecznego niezadowolenia, strachu i buntu.
Powyższe trzeba oczywiście wytłumaczyć. Zarówno swojemu społeczeństwu, jak i reszcie świata. Tłumaczenie porażek Kremla to niezmienne zadanie dla rosyjskich ośrodków propagandowych. Aktualnie rosyjscy planiści działań informacyjnych reagują na dysproporcje między przekazem przedwojennym i z początków wojny a niekorzystną dla Rosji rzeczywistością na trzy sposoby:
- Kultywując syndrom oblężonej twierdzy, tłumacząc porażki z wojną z całym NATO (o czym informowaliśmy tutaj )
- Chroniąc wizerunek Putina, dopuszczając krytykę wobec rosyjskiego MON i generalicji (o czym informowaliśmy tutaj )
- Kreując Polskę na agresywny kraj, który prowadzi wobec Rosji prowokacyjną i ofensywną politykę wysyłając dziesiątki tysięcy najemników do walki na Ukrainę
„Najemnicy z Polski” – działanie na użytek wewnętrzny
Od 2014 roku, czyli od kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę po raz pierwszy i drugi (Krym, wschodnia Ukraina), w rosyjskim przekazie Ukraina to: państwo upadłe, sztuczne, z roku na rok coraz gorzej zarządzane, „zbuntowany region wielkiej Rosji”. Z kolei – według propagandy – Ukraińcy to nieposiadający własnej odrębności, tożsamości czy kultury „faszyści” lub zarządzani przez „kijowską juntę” podludzie (w najlepszym razie tacy „trochę gorsi Rosjanie”).
Na tak skrupulatnie budowany przez rosyjskie ośrodki propagandowe przekaz, wywołujący poczucie wyższości Rosjan nad Ukraińcami (budowanie poczucia wyższości/narodowej dumy w zamian za pogarszający się poziom życia to kanon rosyjskiego zarządzania społecznego), który w latach przed wojną 2022 roku przybrał skrajną postać – budując odmianę rosyjskiego rasizmu i ksenofobii.
Oczywiście nie można nałożyć rzeczywistości: „oto ci gorsi radzą sobie nie najgorzej z nami, tymi o niebo lepszymi i jeszcze cały cywilizowany świat im kibicuje”. Jedną z głównych cech rosyjskich propagandzistów jest ciągłość przekazu. Aby zapewnić go w nieodpowiadającej rzeczywistości tworzy się dodatkowych wrogów i zagrożenie (zarządzanie poczuciem bezpieczeństwa). Stąd m.in. wzięły się tak bardzo zawyżane rosyjskie statystyki wojenne. Maja one za zadanie pokazać własnemu społeczeństwu, że – zgodnie z pierwotnymi założeniami – już dawno rosyjska armia zniszczyła ukraińskie siły zbrojne, a teraz o to walczą z całym NATO i polskimi najemnikami. W rosyjskim propagandowym przekazie – skierowanym do własnego społeczeństwa – dopuszczalne jest przegrywać, kiedy połowa świata zmawia się przeciwko „bohaterskiej Rosji” ale nigdy, przenigdy z Ukraińcami.
W Rosji wizerunek Polski i Polaków ma szczególne miejsce, choćby ze względu na zaszłości historyczne (Rosjanie świętują wypędzenie Polaków z Kremla z 1612 roku jako Dzień Jedności Narodowej). Mitologizacja własnej historii i pielęgnowanie traum społecznych (zajęcie Kremla przez Polaków czy walka z Hitlerem), to ważna część rosyjskiej polityki historycznej (socjotechnicznej autokreacji), która ma realny (celowy i planowany) wpływ na odbiór rzeczywistości przez zwykłych Rosjan.
Nie można również odmówić Polsce – największemu i najsilniejszemu krajowi w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – sprawczości i atrakcyjności. W najnowszej, post zimnowojennej historii przede wszystkim chodzi o skok cywilizacyjny, jaki dokonał się w kraju nad Wisłą. Przez jednych jest to rozpatrywane w kategoriach zawiści i zagrożenia (reżim białoruski i rosyjski), a przez innych – jako wzór do naśladowania: Ukraina, białoruskie społeczeństwo obywatelskie, rosyjskie społeczeństwo obywatelskie. Ma to swoje odzwierciedlenie w kierunku migracji zarobkowej i edukacyjnej.
Polska jest szczególnie atrakcyjna dla Białorusinów i Ukraińców (swego czasu turystycznie i zakupowo również dla Rosjan z Kaliningradu), którzy ochoczo dzielą się swoimi pozytywnymi wrażeniami w social mediach i na znanych platformach wideo. Mimochodem rosyjskojęzyczna ludność odwiedzająca Polskę stała się elementem polskiego „soft power”, który bardzo boli zarówno Moskwę, jak i Mińsk. Tak więc z jednej strony umniejszają nam, aby zohydzić nasz kraj, a z drugiej strony – pielęgnują „kompleks Polaka” – systemowo przypisując nam winy za swoje niepowodzenia (dezawuacja i demonizacja jednocześnie).
„Najemnicy z Polski” – działanie na użytek zewnętrzny
Polska zawsze była wiodącym krajem w regionie, który jednoczył pomniejsze państwa i ostrzegał Zachód przed rosyjską agresywną i neoimperialną polityką. Dotychczas Federacja Rosyjska próbowała neutralizować polskie ostrzeżenia, generując niezliczoną ilość kampanii informacyjnych, skierowanych do zachodnich społeczeństw, bazujących na przekazie, że to nic innego jak tylko polskie uprzedzenia i rusofobia.
W rosyjskim aparacie propagandowym rusofobia przestała być zajęciem służącym wyłącznie do określenia zjawisk ksenofobicznych, a stała się narzędziem budowy przekazu propagandowego. Przypisanie krytykom polityki Federacji Rosyjskiej rusofobii, narzuca kontekst poznawczy dla odbiorcy, podważając wiarygodność głoszonej przez krytyka tezy. Dotychczas posługiwanie się pojęciem rusofobii pozwalało ośrodkom propagandowym podważyć zasadność działań państw, polityków lub instytucji, przypisując im w działaniu brak obiektywizmu. Trzeba przyznać, że im dalej na Zachód od Rosji, tym większy skutek odnosiły te kampanie.
Aktualnie z racji, iż słuszność naszych działań i trafność w ocenie jest wszędzie podkreślana, rosyjscy planiści działań informacyjnych musieli dostosować narracje do dyskursu społecznego. Najnowszą odsłoną i kontynuacją zarazem powyższych działań (czyli deprecjacji zaufania do polskiej oceny) w zachodnich społeczeństwach jest kreacja Polski jako kraju agresywnego i ofensywnego, który wysyła dziesiątki tysięcy najemników do walki przeciwko Rosji w Ukrainie.
Rzekomi polscy najemnicy w rosyjskiej propagandzie odpowiadają za sukcesy ukraińskie na froncie. Od początku operacji obronnej Sił Zbrojnych Ukrainy – wszędzie tam gdzie Ukraińcy odnosili, choćby najmniejszy sukces – pojawiały się w rosyjskim przekazie informacje o polskich najemnikach.
Z jednej strony – jak już wspomniano ma to na celu dyskredytacje SZU, z drugiej – zbudowanie Polsce wizerunku agresywnego i ofensywnie nastawionego państwa, który podgrzewa konflikt i prócz Ukraińców stoi na przeszkodzie do zawarcia pokoju i zakończenia wojny, a co za tym idzie – przywrócenie dobrostanu dla zachodnich społeczeństw. Taki agresywny przekaz, to również próba przysłonienia wizerunku Polski na Zachodzie jako bastionu humanitaryzmu i domu, w którym schronienie bez większych problemów (w porównaniu do tych z jakimi do tej pory borykają się państwa zachodniej europy po fali migracyjnej z 2015 roku) znalazło kilka milionów ukraińskich uchodźców wojennych.
Ponadto, ma to również uderzyć we wzajemne polsko-ukraińskie zaufanie i braterstwo. W rosyjskim przekazie, skierowanym do ukraińskiego społeczeństwa rzekomi polscy najemnicy mają odpowiadać za liczne zbrodnie wojenne na ukraińskiej ludności („panoszą się”, „robią co chcą”, „za nic nie odpowiadają”) oraz mają tylko czekać „na rozkaz z Warszawy” do zajęcia zachodnich ziem ukraińskich – jest to budowa wrogich resentymentów historycznych.
Działania te – poza zwykłą dezinformacją i propagandą – wzmacniane są fabrykowaniem dowodów. To operacja długoterminowa, obliczona na uzysk w przyszłości, a nie tu i teraz. Takim uzyskiem, a więc celem (poza niszczeniem wizerunku, deprecjacji zaufania do oceny czy obarczaniem Polski winą za przedłużające się działania wojenne) jest obniżenie gotowości w zachodnich społeczeństwach do udzielenia Polsce wsparcia (jeśli takowe byłoby potrzebne, obecnie nic nie wskazuje na to abyśmy mieli zaraz toczyć wojnę z Rosją) poprzez wytworzenie przekonania: sami sobie są winni, mogli nie prowokować, nie być agresywnym (w domyśle nie wysyłać tych najemników przeciwko Rosji).
To operacja realizowana wspólnie z aparatem białoruskim – jednym z celów stymulowanej presji migracyjnej na granicy z Białorusią było i jest wytworzenie takiego przekazu/obrazu w zachodnich społeczeństwach – kraju niehumanitarnego, nieprzyjaznego, agresywnego.
O „wolność naszą i waszą„.
Najemnicy to formacja wojskowa, składająca się z ochotników walczących za pieniądze w praktycznie dowolnej sprawie, ponieważ te formacje nie kierują się idealizmem.
W historii polskiego wysiłku niepodległościowego znane jest motto: „W imię Boga za naszą i waszą wolność.” Powstało w trakcie powstania listopadowego i zachęcało Rosjan do wysiłku zbrojnego przeciwko carowi, aby i ci również oswobodzili się od tyranii. W myśl tego hasła wielu Węgrów, Francuzów, Włochów, a nawet Rosjan wspierało polskich powstańców. Do hasła tego odwoływali się również w czasie II wojny światowej polscy żołnierze, walczący na Zachodzie oraz Wschodzie. Oobecnie również w Ukrainie znajdują się polscy bojownicy, walczący o niepodległość Ukrainy. Różnica pomiędzy rzeczywistością, a rosyjskim przekazem propagandowym polega na tym, że robią to z pobudek wyższych, w imię wspólnych ideałów, a nie za pieniądze. Przede wszystkim są to jednostkowe przypadki, a nie masowe, liczone w dziesiątkach tysięcy formacje zbrojne, które wręcz dowodzą Ukraińcami.
Podsumowanie
Polska, Polacy czy Polskie Siły Zbrojne były, są i zawsze będą celem dla rosyjskiej propagandy i dezinformacji. Na użytek wewnętrzny jesteśmy demonizowani: Warszawie przypisuje się sprawczość prawie wszystkich działań, które są nie pomyśli w Moskwie czy Mińsku (na Białorusi od czasów masowych protestów po sfałszowanych wyborach 2020 roku dosłownie wszystko jest nie po myśli reżimu Łukaszenki, a jest to przypisywane Polakom). Na użytek zewnętrzny: obniżenie rangi i wiarygodności Polski, zniechęcenie do Polaków. Na użytek polskiej sceny: deprecjacja zdolności, wzbudzanie marazmu, polaryzacja społeczna.
Niektórym polskim środowiskom taki obraz nas samych może wydawać się nawet atrakcyjny (wszechpotężna Polska), przez co łatwo taką operacje zlekceważyć. Jednakże musimy pamiętać, że to nie nasze społeczeństwo jest jego odbiorcą i celem, a potencjalne efekty, jakie Rosjanie mogą tym uzyskać w przyszłości są zdecydowanie nie w naszym interesie, a należy im twardo i ustawicznie przeciwdziałać.
Ciągłe uderzanie w wizerunek RP na arenie międzynarodowej, a zwłaszcza w rejonach w których Federacja Rosyjska posiada supremację informacyjną (Afryka, Azja, Ameryka Płd.) jest działaniem, które długofalowo obniży zaufanie i wolę do wsparcia RP na wypadek takiej konieczności. Suma przekazów informacyjnych Białorusi i Rosji tworzą wyłącznie negatywny wizerunek Polski. Obecne rosyjskie działania propagandowe przeciwko Polsce przypominają początek operacji informacyjnych, jakie zaczynali Rosjanie przeciwko Ukrainie w 2013 roku, robiąc podgrywkę do obecnych narracji typu: naziści, faszyści, państwo wspierające terroryzm, państwo destabilizujące region.
W przypadku Polski, kremlowska narracja to: „Polska wspiera terroryzm”, „Polska to zbrodnicze państwo destabilizujące region”, „Polska to kraj agresywny i ofensywny”, „Polska stwarza zagrożenie dla Rosji”, „Polacy to niehumanitarni zbrodniarze”.
Pamiętaj: informacja jest bronią a ty jej celem. Nie przekazuj niezweryfikowanych informacji i doniesień.
Autor: Redakcja Disinfo Digest
Publikacja powstała w ramach projektu komentarzy analitycznych dla grupy Defence24. Pierwotny materiał ukazał się tutaj.












![Rosja od lat przedstawia się jako naturalny partner państw Globalnego Południa oraz rzecznik „wielobiegunowego ładu”, który ma stanowić alternatywę wobec dominacji Zachodu. W tej narracji Kreml pozycjonuje się także jako przeciwnik neokolonializmu. Analiza konkretnych przypadków, obejmujących Irak, Kubę oraz wybrane państwa afrykańskie, prowadzi jednak do odmiennych wniosków. W praktyce zamiast relacji partnerskich widoczny jest powtarzalny schemat instrumentalnego wykorzystywania zasobów tych państw. Mechanizm ten nie jest nowy. W wielu aspektach przypomina działania Związku Radzieckiego wobec krajów określanych wówczas jako Trzeci Świat. Zmieniła się retoryka oraz część narzędzi operacyjnych, natomiast podstawowa logika pozostaje podobna. Rosja deklaruje wsparcie dla suwerenności i niezależności państw Globalnego Południa, jednocześnie wykorzystując ich ograniczenia strukturalne dla realizacji własnych celów politycznych i militarnych. Irak jako model operacyjny Przypadek Iraku dostarcza jednego z najbardziej przejrzystych przykładów działania mechanizmu rekrutacyjnego. W lutym 2026 roku irackie służby bezpieczeństwa zatrzymały 17 osób podejrzanych o udział w siatce werbunkowej. Jak podaje portal The New Arab, młodzi Irakijczycy byli przyciągani ofertami pracy oraz studiów, które po przyjeździe do Rosji „przekształcały się w kontrakt na służbę wojskową”. Kluczowym elementem całego procesu był brak tłumaczenia dokumentów oraz presja wywierana na podpisywanie umów sporządzonych w języku obcym. Dostępne relacje wskazują, że nie był to incydent jednostkowy. Jak czytamy w dzienniku The National, „młodzież była wciągana poprzez pozornie legalne kanały, takie jak agencje pracy czy biura podróży, a następnie wiązana kontraktami w obcym języku”. Źródła te sugerują również, że skala zjawiska jest istotna. Według przywoływanych informacji „około 3 000 Irakijczyków trafiło do rosyjskiej armii”. Reakcja władz w Bagdadzie wskazuje, że proceder został potraktowany jako realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Podjęto decyzję o zamknięciu części programów stypendialnych oraz rozpoczęto działania dyplomatyczne. W analizie tego przypadku konieczne jest zachowanie precyzji. Mamy do czynienia z konkretnym mechanizmem funkcjonującym w Iraku, a nie z jednorodnym zjawiskiem obejmującym cały region, co bywa upraszczane w niektórych przekazach. Skalowanie mechanizmu: Kuba i Afryka Podobne schematy działania widoczne są także poza Irakiem, co wskazuje na ich powtarzalny, a nie incydentalny charakter. Na Kubie rekrutacja opiera się przede wszystkim na wykorzystaniu dysproporcji ekonomicznych. Jak wskazuje analiza Friedrich Naumann Foundation, oferowano wynagrodzenia „rzędu 2 000 USD miesięcznie przy średniej kubańskiej około 17 USD”, a także obietnice nieruchomości i uzyskania obywatelstwa. W tym samym opracowaniu szacuje się, że liczba osób zaangażowanych po stronie rosyjskiej może sięgać nawet kilkunastu tysięcy. Zjawisko to ma jednocześnie wyraźny wymiar komunikacyjny. Portal The New Voice of Ukraine podaje, powołując się na ustalenia ukraińskiego wywiadu, że działania te służą budowaniu przekazu, zgodnie z którym „Rosja nie jest agresorem, bo wspiera ją także ‘cywilizowany świat’”. W tym ujęciu osoby rekrutowane pełnią podwójną funkcję, ponieważ są wykorzystywane zarówno operacyjnie, jak i propagandowo. W państwach afrykańskich proces ten ma bardziej rozproszony charakter, jednak jego logika pozostaje zbliżona. Jak relacjonuje Al Jazeera, według strony ukraińskiej „ponad 1 780 obywateli afrykańskich walczy obecnie w rosyjskiej armii”, a sam mechanizm obejmuje dziesiątki państw. Jednocześnie źródła cytowane przez tę redakcję wskazują, że wielu rekrutów było „wciąganych na czarnym rynku pracy […] bez przeszkolenia”, często pod pretekstem ofert zatrudnienia. Relacje uczestników tych procesów potwierdzają, że sytuacja po przyjeździe do Rosji miała w wielu przypadkach charakter przymusowy. W materiale agencji Reuters czytamy, że część z nich została skierowana „bezpośrednio do kopania okopów i działań na froncie”, często bez odpowiedniego przygotowania oraz zaplecza logistycznego. Mechanizm działania: struktura i funkcje Analiza porównawcza pozwala uchwycić spójny schemat operacyjny, który powtarza się w różnych kontekstach geograficznych. Pierwszym etapem jest impuls ekonomiczny. Jak podaje dziennik The National, potencjalnym rekrutom oferuje się „jednorazowe premie sięgające 20 000 USD oraz miesięczne wynagrodzenie około 3 000 USD”. W realiach wielu państw Globalnego Południa oznacza to dochód wielokrotnie przewyższający lokalne standardy, co znacząco zwiększa podatność na ofertę. Drugim etapem jest moment przejęcia kontroli. Po przyjeździe do Rosji rekruci trafiają w sytuację asymetrii informacyjnej i prawnej. Podpisują dokumenty, których często nie rozumieją, a ich możliwość wycofania się zostaje ograniczona. Agencja Reuters relacjonuje, że część z nich trafia „bezpośrednio na front, nierzadko do najbardziej niebezpiecznych zadań”, co wskazuje na instrumentalne traktowanie tych osób jako zasobu wysokiego ryzyka. Trzecim elementem jest warstwa informacyjna. Obecność cudzoziemców jest eksponowana w przekazie medialnym jako dowód międzynarodowego poparcia. Jak wskazuje portal The New Voice of Ukraine, ich udział służy budowaniu narracji o globalnej legitymizacji działań Rosji, co ma znaczenie zarówno wobec odbiorców wewnętrznych, jak i zagranicznych. Uzupełnieniem tego modelu są lokalne sieci współpracy. Z ustaleń agencji Reuters wynika, że w niektórych przypadkach proces rekrutacji wspierany jest przez lokalnych aktorów politycznych oraz biznesowych. Zwiększa to wiarygodność ofert i ułatwia dotarcie do potencjalnych kandydatów, jednocześnie utrudniając przeciwdziałanie temu zjawisku na poziomie państwowym. Bandung i reinterpretacja „trzeciej drogi” Konferencja w Bandungu w 1955 roku stanowiła próbę zdefiniowania realnej autonomii państw postkolonialnych wobec rywalizujących bloków. Jej uczestnicy odrzucali podporządkowanie zarówno Zachodowi, jak i Związkowi Radzieckiemu. Jak przypomina analiza publikowana przez Explaining History, deklarowano sprzeciw wobec „kolonializmu we wszystkich jego postaciach”, obejmującego każdą formę dominacji zewnętrznej, niezależnie od jej ideologicznego uzasadnienia. Współczesna Rosja świadomie odwołuje się do tej tradycji. W swojej komunikacji podkreśla znaczenie wielobiegunowości oraz wspólnoty państw Globalnego Południa, które mają rzekomo odzyskiwać podmiotowość w systemie międzynarodowym. Problem polega na tym, że obserwowane działania stoją w sprzeczności z tym przekazem. Mechanizmy rekrutacyjne prowadzą do sytuacji, w której obywatele tych państw są wciągani w konflikt po stronie rosyjskiej. W praktyce oznacza to odejście od idei niezaangażowania i faktyczne podporządkowanie się jednemu z aktorów. W tym ujęciu widoczna jest wyraźna ciągłość historyczna. Związek Radziecki również deklarował wsparcie dla państw niezaangażowanych, jednocześnie konsekwentnie rozszerzając własną strefę wpływów. Dzisiejsza Rosja operuje mniej ideologicznym językiem, częściej wykorzystuje narzędzia ekonomiczne, sieci pośredników oraz mechanizmy rynkowe, jednak cel pozostaje zbliżony. Chodzi o wciąganie państw i ich społeczeństw w orbitę własnych interesów, przy jednoczesnym utrzymaniu narracji o partnerstwie i wspólnej walce z dominacją Zachodu. Między narracją a praktyką Zestawienie przypadków Iraku, Kuby oraz państw afrykańskich prowadzi do jednego zasadniczego wniosku, choć nie wynika on z deklaracji, lecz z obserwacji konkretnych działań. W różnych kontekstach geograficznych powtarza się ten sam schemat, w którym czynniki ekonomiczne, presja sytuacyjna oraz manipulacja informacyjna tworzą spójny mechanizm pozyskiwania ludzi do działań militarnych. Na poziomie oficjalnym Rosja konsekwentnie odwołuje się do idei współpracy i wspólnoty interesów z państwami Globalnego Południa. W praktyce prowadzi to jednak do ograniczania ich realnej autonomii. Koncepcja „trzeciej drogi”, która miała oznaczać niezależność od wielkich bloków, przestaje funkcjonować jako projekt polityczny, a zaczyna pełnić rolę narzędzia uzasadniającego konkretne działania. Z perspektywy analitycznej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między warstwą deklaratywną a operacyjną. To nie język oficjalnych wystąpień, lecz przebieg procesów rekrutacyjnych, przepływ ludzi oraz sposób ich wykorzystania pozwalają uchwycić rzeczywisty charakter relacji. W tym wymiarze Globalne Południe nie występuje jako równorzędny partner, lecz jako zasób, który można mobilizować w zależności od potrzeb strategicznych.](https://disinfodigest.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zasobyludzkie.png)


