
Kontynuujemy odsłanianie kulis rosyjskiego aparatu propagandowego. Tym razem dotarliśmy do zapisu wewnętrznej, niepublicznej komunikacji rosyjskich blogerów wojskowych i komentatorów prowojennego ekosystemu informacyjnego, prowadzonej po ujawnieniu nagrania przedstawiającego trafienie czołgu T-72B3A wyposażonego w system aktywnej ochrony Arena-M.
Publikacja pokazuje, jak technologia przedstawiana wcześniej jako odpowiedź rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego na zagrożenie ze strony dronów FPV stała się problemem wizerunkowym po pierwszym szeroko komentowanym niepowodzeniu bojowym. Arena-M miała wzmacniać morale żołnierzy, budować zaufanie do przemysłu obronnego oraz podtrzymywać mit rosyjskich czołgów zdolnych odzyskać przewagę na współczesnym polu walki. Publicznie widoczne trafienie pojazdu podważyło jednak zarówno reputację systemu, jak i wcześniejsze deklaracje o technologicznej odporności rosyjskich wojsk pancernych.
Analizujemy, w jaki sposób rosyjscy blogerzy wojskowi zaczęli mnożyć konkurencyjne hipotezy, rozpraszać odpowiedzialność i przekształcać widoczną porażkę w pozornie nierozstrzygalny problem techniczny. Pokazujemy również, że ich krytyka nie jest przejawem sprzeciwu wobec wojny, lecz elementem prowojennego systemu sterowania percepcją. Blogerzy pełnią w nim funkcję laboratorium narracyjnego, zaworu bezpieczeństwa i mechanizmu adaptacji propagandy — testują dopuszczalne wyjaśnienia, pomagają wypracować kontrolowany model krytyki oraz chronią zasadniczą narrację o sprawności rosyjskiej armii i konieczności dalszego prowadzenia agresji.
To opowieść nie tylko o zawodności systemu Arena-M. To studium genezy propagandowego kłamstwa: procesu, w którym możliwość techniczna staje się medialną gwarancją, porażka zostaje rozmyta w szumie informacyjnym, a krytyka zamiast osłabiać propagandę czyni ją bardziej elastyczną, odporną i pozornie wiarygodną.
Najpierw był obraz technologicznego przełomu. Rosyjski czołg T-72B3A wyposażony w system aktywnej ochrony Arena-M miał symbolizować odpowiedź przemysłu zbrojeniowego na jedno z najpoważniejszych wyzwań współczesnego pola walki: masowe wykorzystanie dronów FPV.
Potem pojawiło się nagranie.
Na krótkim filmie ukraiński dron zbliża się do rosyjskiego pojazdu i uderza w czołg, który — według identyfikacji rozpowszechnianej zarówno przez ukraińskie, jak i rosyjskie kanały wojskowe — miał być wyposażony właśnie w system Arena-M. System reklamowany jako środek zwiększający przeżywalność rosyjskich czołgów nie zatrzymał widocznego na nagraniu ataku. Niemal natychmiast rozpoczęła się walka propagandowa o interpretację zdarzenia.
Dotarliśmy do zapisu wewnętrznej, niepublicznej, komunikacji tzw rosyjskich blogerów wojskowych i komentatorów propagandy, którzy analizowali skuteczność systemu Arena-M po ujawnieniu nagrania przedstawiającego trafienie wyposażonego w niego rosyjskiego czołgu. Dyskusja odsłania mechanizm powstawania propagandowej osłony dla porażki, której nie można już całkowicie ukryć ani zanegować.
Nie polega on na prostym zaprzeczaniu faktom. Jest znacznie bardziej złożony: niepewność techniczna zostaje wykorzystana do produkowania wielu konkurencyjnych wersji wydarzeń. System mógł być wyłączony, pozbawiony przeciwamunicji, przeciążony liczbą dronów, niewłaściwie skonfigurowany albo użyty niezgodnie z przeznaczeniem. Nagromadzenie hipotez sprawia, że żadna jednoznaczna ocena nie może się utrwalić, a odpowiedzialność za widoczne niepowodzenie zostaje rozproszona pomiędzy załogę, dowództwo, logistykę, konstruktorów i warunki pola walki.
Materiał pozwala prześledzić proces, w którym wewnętrzna krytyka nie prowadzi do odrzucenia oficjalnej narracji, lecz do jej przebudowy i zabezpieczenia. Porażka technologiczna zostaje przekształcona w nierozstrzygnięty problem techniczny, a brak potwierdzonych informacji w argument na rzecz dalszego podtrzymywania wiary w „skuteczność systemu”.
Tak powstaje geneza kłamstwa.
Najpierw obietnica
7 lipca 2026 roku „Rossijskaja Gazieta” informowała o pojawieniu się T-72B3 z systemem Arena-M w strefie działań wojennych. Sam fakt użycia pojazdu został przedstawiony jako istotne osiągnięcie rosyjskiego przemysłu obronnego. Opisywano system złożony z radaru, wyrzutni i przeciwamunicji mającej niszczyć zagrożenie, zanim trafi ono w czołg.
Wcześniejsze rosyjskie publikacje szły dalej. Arena-M była przedstawiana jako automatyczny system, który stale obserwuje otoczenie, wykrywa nadlatujące środki przeciwpancerne i niszczy je bezpośrednio przed uderzeniem. Rosyjski przekaz przypisywał jej ochronę ze wszystkich kierunków, w tym górnej półsfery — szczególnie istotnej w warunkach ataków dronów i amunicji krążącej.
W komunikacji dotyczącej Arena-M można było zaobserwować charakterystyczne przesunięcie znaczeniowe. Informacja, że system może być dostosowywany do zwalczania dronów, stopniowo zmieniała się w twierdzenie, że system przed dronami chroni. Możliwość techniczna została przedstawiona jako zdolność operacyjna. Zdolność operacyjna — jako potwierdzona skuteczność. Samo pojawienie się czołgu na froncie zaczęło pełnić funkcję dowodu, którego w rzeczywistości nie dostarczono.
Nagranie, którego nie dało się zignorować
Punktem zwrotnym stał się film przedstawiający atak ukraińskiego drona na rosyjski T-72B3A. To właśnie jego interpretacji dotyczy analizowany materiał — wewnętrzna dyskusja rosyjskich blogerów wojskowych i komentatorów, którzy próbują wyjaśnić przyczyny zdarzenia oraz ocenić jego konsekwencje dla reputacji systemu Arena-M. W tej komunikacji trafienie pojazdu zostało uznane za poważny problem wizerunkowy: rozwiązanie rozwijane przez lata i przedstawiane jako odpowiedź na zagrożenie ze strony dronów zostało publicznie skonfrontowane z materiałem pokazującym, że nie zapewniło widocznej ochrony w realnej sytuacji bojowej.
Znaczenie tego incydentu wykraczało jednak poza ocenę skuteczności pojedynczego rozwiązania technicznego. Arena-M była wcześniej wykorzystywana zarówno w komunikacji wewnątrzwojskowej, jak i w szerszej propagandzie adresowanej do rosyjskiego społeczeństwa. System przedstawiano jako dowód zdolności rodzimego przemysłu obronnego do reagowania na doświadczenia wojny oraz jako technologiczną odpowiedź na rosnące zagrożenie ze strony dronów FPV. Przekaz ten miał wzmacniać morale żołnierzy, podtrzymywać zaufanie do dowództwa i przemysłu zbrojeniowego, a zarazem budować mit rosyjskich czołgów jako maszyn zdolnych odzyskać przewagę na polu walki mimo rozwoju ukraińskich środków rażenia.
Publiczne trafienie pojazdu wyposażonego w Arena-M podważało więc nie tylko reputację systemu, lecz także szerszą narrację o technologicznej odporności i niemal niepokonanym charakterze rosyjskich wojsk pancernych. Z tego powodu nagranie wymagało szybkiego obudowania alternatywnymi interpretacjami, które miały ograniczyć jego wpływ na morale, wizerunek armii oraz wiarygodność wcześniejszych deklaracji propagandowych.
Rosyjskie kanały wojskowe potwierdziły, że czołg najprawdopodobniej posiadał charakterystyczne elementy Arena-M. Jednocześnie niemal natychmiast pojawiło się zastrzeżenie, że na podstawie dostępnego filmu nie można stwierdzić, czy system zawiódł, czy jednak zadziałał ale … w ostatnim momencie. To właśnie w tym momencie rozpoczęło się przekształcanie niepowodzenia technicznego w nierozstrzygalną „zagadkę”.
Rosyjscy „blogerzy wojskowi” przyznali w komunikacji, że sytuacja jest nieprzyjemna i upokarzająca. Natychmiast jednak jeden z nich zaznaczył, że nie wolno oceniać skuteczności całego systemu. Następnie przedstawił serię możliwych wyjaśnień, z których żadne nie zostało oczywiście poparte jakimikolwiek danymi a całość przypomina serię spekulacji i teorii spiskowych.
Arena-M mogła zostać wcześniej użyta i wyczerpać przeciwamunicję. Mogła nie zostać włączona. Mogła wyłączyć się po otwarciu lub niedomknięciu włazu. Mogła nie otrzymać odpowiedniej amunicji. Mogła zostać przeciążona liczbą atakujących dronów. Mogła również zadziałać, ale nie trafić celu.
Kluczowym elementem reakcji wiodących „bloggerów” było mnożenie wzajemnie konkurencyjnych hipotez. Niejasności dotyczące aktywacji systemu, stanu amunicji, konfiguracji pojazdu, zamknięcia włazów czy rzeczywistych skutków trafienia stworzyły szum informacyjny, który utrudniał sformułowanie jednoznacznej oceny. Wytworzona w ten sposób dezorientacja rozpraszała odpowiedzialność między załogę, dowództwo, producenta i warunki pola walki. Ciężar dowodu został odwrócony: zamiast wykazać, że Arena-M spełniła deklarowane zadanie, jej obrońcy żądali udowodnienia, że system rzeczywiście zawiódł. W rezultacie każdą porażkę można było tłumaczyć czynnikami zewnętrznymi, a brak pewności przedstawiać jako argument na rzecz dalszego podtrzymywania wiary w skuteczność systemu. Kto zawinił? Wszyscy poza systemem.
Następnie, w tak ukształtowanej dezorientacji, w dyskusji szybko rozpoczęło się przenoszenie odpowiedzialności. Jedni komentatorzy obwiniali załogę, która mogła nie uruchomić Arena-M. Inni wskazywali na dowództwo, które wysłało czołgi w otwarty teren bez wystarczającej osłony. Kolejni atakowali konstruktorów, zarzucając im próbę dostosowania starego systemu do zagrożeń, do których pierwotnie nie został zaprojektowany.
W dyskusji pojawił się również moment wyłamania z nieformalnej „poprawności komunikacyjnej”, obowiązującej rosyjskich blogerów wojskowych w granicach dopuszczanych przez oficjalną propagandę. Jeden z uczestników nie ograniczył się do krytyki technicznych aspektów działania Arena-M ani do przerzucania odpowiedzialności na załogę czy warunki pola walki, lecz bezpośrednio zakwestionował sposób komunikowania się rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Zwrócił uwagę, że resort nie przedstawia wiarygodnego wyjaśnienia zdarzenia, pozostawiając jedynie „wróżenie z fusów”. Była to krytyka wykraczająca poza typowy, kontrolowany sceptycyzm środowiska prowojennego, ponieważ podważała nie tylko sprawność pojedynczego systemu, lecz również wiarygodność instytucji odpowiedzialnej za zarządzanie wojenną narracją.
Nie była to jednak krytyka antywojenna.
Rosyjscy komentatorzy nie podważali sensu prowadzenia wojny. Wręcz odwrotnie. Domagali się skuteczniejszego „zabijania przeciwnika”, lepszego wyposażenia czołgów i sprawniejszego dowodzenia. Ich nastawienie miało charakter modernizacyjny, a nie polityczny.
W jednej z wypowiedzi za wysłanie pojazdów w nieosłonięty teren dowództwu należało — według komentatora — „urwać głowę”. Inni żądali połączenia Arena-M z walką radioelektroniczną, automatycznymi modułami karabinowymi, dronami przechwytującymi oraz systemami lokalizowania operatorów ukraińskich bezzałogowców. Radykalizm tej grupy jest zatem selektywny i nie jest wymierzony w rosyjską agresję. Blogerzy atakują system dowodzenia, ponieważ uważają, że prowadzi wojnę zbyt mało skutecznie.
Techniczny język jako narzędzie perswazji
Istotną rolę w dyskusji odgrywa język techniczny. Uczestnicy analizują mikroefekt Dopplera, sektory działania radaru, rozmieszczenie efektorów, kąty rażenia, pola odłamków oraz zdolność systemu do rozróżniania wolnych i szybkich celów.
Nie oznacza to, że wszystkie argumenty są fałszywe. Ciekawostka polega na tym, że precyzja języka zostaje wykorzystana do przykrywania braku danych dotyczących konkretnego zdarzenia. Szczegółowy opis tego, jak Arena-M teoretycznie mogła się zachować, zaczyna zastępować wiedzę o tym, jak zachowała się rzeczywiście.
Jeden z komentatorów przekonywał, że na filmie można dostrzec odpalenie przeciwamunicji z prawej strony wieży. Według niego efektor został wystrzelony zbyt wysoko, a jego pole rażenia mogło nie objąć nadlatującego drona. Inni użytkownicy twierdzili, że widzą na nagraniu błysk potwierdzający tę interpretację.
Kolejny uczestnik dyskusji uznał aktywne systemy ochrony za rozwiązanie zasadniczo przestarzałe, ponieważ można je przeciążyć masowym atakiem tanich BSP. Porównał Arena-M do obrony przeciwlotniczej pancerników z okresu II wojny światowej — zdolnej zwalczać pojedyncze cele, lecz bezradnej wobec zmasowanego nalotu.
Obrona przez porównanie z Izraelem
Kolejną metodą perswazji stało się odwołanie do izraelskiego systemu Trophy i czołgów Merkava. Autor analizowanego materiału argumentował, że rosyjska Arena-M oraz izraelskie rozwiązania korzystają z podobnych zasad wykrywania celów. Skoro Izrael stosuje aktywne systemy ochrony, sama koncepcja musi być skuteczna. Następnie przypomniał nagrania z Gazy, na których bojownicy Hamasu atakowali pojazdy wyposażone w Trophy.
Porównanie pełni dwie funkcje. Po pierwsze, izraelska technologia ma pośrednio potwierdzać poprawność rosyjskiego rozwiązania. Po drugie, straty Merkav mają normalizować trafienie rosyjskiego czołgu: skoro nawet zaawansowane systemy zachodnie nie zapewniają pełnej ochrony, porażka Arena-M nie może być uznana za wyjątkową. To tzw. argument odporny na weryfikację. Nieudokumentowane sukcesy zostają wykorzystane do równoważenia w propagandzie udokumentowanej porażki.
Wewnętrzna krytyka nie oznacza odejścia od propagandy
Na pierwszy rzut oka dyskusja rosyjskich blogerów wojskowych może sprawiać wrażenie burzliwej. Niektórzy uczestnicy krytykują przemysł, dowódców, Ministerstwo Obrony i autorów propagandowych publikacji. Niektórzy wyśmiewają wręcz oficjalny triumfalizm. Nie oznacza to jednak, że wychodzą poza rosyjski system propagandowy.
Blogerzy wojskowi pełnią w nim szczególną funkcję. Są korektorem, zaworem bezpieczeństwa i mechanizmem adaptacji.
Oficjalne media przedstawiają nowy system jako sukces. Blogerzy wprowadzają ograniczoną krytykę, aby zachować wiarygodność wśród odbiorców rozumiejących realia wojny. Gdy dochodzi do niepowodzenia, nie negują go całkowicie, lecz oferują wyjaśnienia chroniące szerszą narrację o rosyjskiej „zdolności do uczenia się i modernizacji”. Dzięki temu odbiorca nie musi wybierać pomiędzy propagandą a rzeczywistością. Może uznać, że propaganda przesadziła, ale sama technologia pozostaje obiecująca. Może obwiniać dowódców, logistykę albo załogę, nie kwestionując systemu politycznego ani celów wojny.
Analizowana dyskusja pokazuje, że jeszcze przed ukształtowaniem oficjalnej wersji propagandowej dyskusja blogerów wojskowych pełni funkcję sterowania i swoistego laboratorium narracyjnego. W jej ramach są omawiane możliwe wyjaśnienia porażki, granice dopuszczalnej krytyki oraz sposoby rozłożenia odpowiedzialności za porażkę. Z tej perspektywy spór nie jest jakąkolwiek spontaniczną reakcją środowiska, lecz elementem szerszego systemu sterowania percepcją: pozwala wypracować taki model krytyki, który zachowuje pozory autentyczności, a jednocześnie nie podważa podstawowych założeń oficjalnej narracji. Krytyka nie osłabia więc propagandy, lecz zwiększa jej elastyczność, wiarygodność i odporność na fakty, których nie da się już całkowicie ukryć.
Geneza kłamstwa
Przypadek Arena-M pokazuje, że kłamstwo propagandowe rzadko przybiera postać jednego, całkowicie fałszywego komunikatu. Znacznie częściej powstaje w wyniku stopniowego przesuwania znaczeń i usuwania kolejnych zastrzeżeń. Punktem wyjścia może być informacja prawdziwa: system jest modernizowany i potencjalnie może zostać przystosowany do zwalczania dronów. W dalszej komunikacji możliwość techniczna zostaje jednak uproszczona do twierdzenia, że system jest już dostosowany do takiego zadania, a następnie przedstawiona jako potwierdzona zdolność do skutecznego niszczenia bezzałogowców. W przekazie publicznej propagandy kolejnym etapem staje się obraz automatycznej, dookólnej ochrony pojazdu, natomiast samo pojawienie się czołgu z Arena-M na froncie zaczyna funkcjonować jako dowód technologicznej przewagi rosyjskiego przemysłu obronnego.
Na każdym etapie komunikacji znikają warunki brzegowe, ograniczenia konstrukcyjne i poziom niepewności. Możliwość zostaje przekształcona w zdolność, zdolność w gwarancję, a gwarancja w symbol. Gdy symbol zostaje podważony przez materiał z pola walki, uruchamiany jest proces odwrotny. Wcześniejsze zapewnienia są stopniowo osłabiane, a odpowiedzialność za niepowodzenie przenoszona na okoliczności: system mógł nie zostać włączony, mogła wyczerpać się przeciwamunicja, liczba dronów mogła przekroczyć jego możliwości albo samo trafienie mogło nie spowodować istotnych uszkodzeń.
Propaganda wycofuje się więc z wcześniejszych pewników, nie przyznając jednocześnie, że były one nieuprawnione. Niepowodzenie zostaje przedstawione nie jako falsyfikacja wcześniejszych deklaracji, lecz jako dowód złożoności współczesnego pola walki i potrzeby dalszego doskonalenia technologii. W rezultacie porażka nie prowadzi do obalenia mitu. Zostaje włączona do narracji jako uzasadnienie kolejnej modernizacji i dalszego podtrzymywania wiary w „skuteczność systemu”.
Najważniejszym produktem jest wątpliwość
Na podstawie dostępnego nagrania nie można uczciwie stwierdzić, że Arena-M jest całkowicie nieskuteczna. Nie można również potwierdzić, że system zadziałał prawidłowo. Można natomiast ocenić komunikację, która powstała wokół zdarzenia. Oficjalny przekaz wyprzedził możliwe do potwierdzenia zdolności systemu. Rosyjskie „media” przekształciły modernizowany produkt w symbol rozwiązania problemu dronów. Gdy obraz z pola walki podważył tę konstrukcję, blogerzy wojskowi rozpoczęli produkowanie alternatywnych wyjaśnień.
Najważniejszym rezultatem tej operacji nie jest przekonanie odbiorców, że Arena-M na pewno działa. Wystarczy przekonać ich, że nie można udowodnić, iż nie działa.
To zasadnicza różnica. Propaganda nie musi już dostarczać jednej spójnej wersji rzeczywistości. Może przedstawić wiele wersji jednocześnie, o ile każda z nich osłabia wersję najbardziej niebezpieczną dla państwa, armii i przemysłu zbrojeniowego. W przypadku Arena-M wersja ta jest prosta: produkt przedstawiany jako odpowiedź na zagrożenie ze strony dronów nie zapewnił widocznej ochrony przed dronem. Cała reszta jest walką o to, aby ten wniosek nigdy nie stał się ostateczny.
Blogerzy wojskowi jako specyficzny segment aparatu propagandy
Przypadek Arena-M pokazuje specyficzną rolę, jaką rosyjscy blogerzy wojskowi odgrywają w systemie komunikowania wojny. Funkcjonują jako pośrednia warstwa pomiędzy komunikacją państwową, środowiskiem wojskowym i rosyjskim społeczeństwem. Jednocześnie ich zasadnicza lojalność nie dotyczy prawdy o wojnie, lecz jej kontynuowania i zwiększania skuteczności rosyjskich działań zbrojnych.
Genezy tego środowiska należy szukać zarówno w rosyjskiej „tradycji „branży” korespondentów wojennych, jak i w nacjonalistycznych sieciach powstałych wokół wojny przeciwko Ukrianie (w Donbasie) po 2014 roku. Tworzyli je „dziennikarze”, byli wojskowi, rosyjscy nacjonaliści zaopatrujący front, pracownicy aparatu propagandowego, przedstawiciele struktur okupacyjnych, osoby powiązane z prywatnymi formacjami zbrojnymi i funkcjonariusze rosyjskich służb specjalnych. Nie oznacza to, że wszyscy rosyjscy blogerzy wojskowi są bezpośrednio kierowani przez jedną instytucję albo pozostają formalnymi współpracownikami rosyjskich służb specjalnych. Środowisko jest zróżnicowane, podzielone między frakcje związane z Ministerstwem Obrony, administracją prezydencką, strukturami okupacyjnymi, środowiskiem weteranów, „Wagnerowcami” a w niektórych przypadkach z zapleczem Ramzana Kadyrowa. Trafniejsze jest określenie go jako kontrolowanego pluralizmu w sytuacjach wymagających krytyki, w którym poszczególni aktorzy otrzymują różny zakres autonomii, ale działają w granicach wyznaczanych przez państwo.
W części tego ekosystemu związki z aparatem państwowym i służbami zostały udokumentowane znacznie wyraźniej. Najbardziej czytelnym przykładem jest Rybar — projekt zbudowany wokół pozorów niezależnej analizy wojskowej. Brytyjskie władze wskazują, że podmiot ten jest częściowo koordynowany przez Administrację Prezydenta Rosji, otrzymuje środki od państwowej korporacji Rostec i współpracuje z przedstawicielami rosyjskich służb wywiadowczych. Jednocześnie jego założyciel wywodzi się ze służby prasowej rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Rybar pokazuje, w jaki sposób marka rozpoznawana jako eksperckie źródło wojskowe może równocześnie prowadzić operacje wpływu na rzecz państwa rosyjskiego.
Rola blogerów nie ogranicza się przy tym do reprodukowania gotowych przekazów. Są oni współtwórcami propagandy. Testują argumenty, obserwują reakcje odbiorców, identyfikują narracje najlepiej chroniące reputację armii i wskazują, jaki zakres krytyki może zostać zaakceptowany bez podważania wojny jako takiej. W przypadku Arena-M wewnętrzny spór pozwalał sprawdzić, czy porażkę najlepiej wyjaśniać błędem załogi, niedoborem amunicji, przeciążeniem systemu, niewłaściwą taktyką czy niepełną modernizacją. Z wielu konkurencyjnych hipotez powstaje kontrolowany model krytyki, który zostanie przeniesiony do szerszego obiegu informacyjnego.
W tym sensie rosyjscy blogerzy wojskowi są jednocześnie źródłem informacji, narzędziem mobilizacji, zaworem bezpieczeństwa i laboratorium narracyjnym. Tworzą elastyczną strefę pomiędzy propagandą oficjalną a komunikacją frontową, w której można ujawniać część problemów, oswajać porażki i konstruować ich bezpieczne interpretacje. Dlatego krytyka formułowana przez blogerów wojskowych nie osłabia rosyjskiej propagandy. Przeciwnie, często stanowi mechanizm jej kontrolowanej naprawy. Pozwala zastąpić niewiarygodny triumfalizm narracją bardziej złożoną, pozornie szczerą i przez to skuteczniejszą. W przypadku Arena-M blogerzy nie tyle ujawniają dodatkowe informacje o systemie, ile pomagają wyznaczyć granice tego, co rosyjski odbiorca może uznać za „prawdę”, nie tracąc jednocześnie wiary w armię, przemysł zbrojeniowy i sens dalszego prowadzenia wojny. Należy przy tym podkreślić, że środowisko rosyjskich blogerów wojskowych jest w znacznym stopniu zradykalizowane, a formułowanej przez nich krytyki nie można interpretować jako przejawu sprzeciwu wobec wojny, rosyjskiego imperializmu ani polityki Kremla. Ich zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim nieskuteczności dowodzenia, opóźnień modernizacyjnych, błędów przemysłu zbrojeniowego i niewystarczającego tempa adaptacji do realiów pola walki. Nie domagają się zakończenia agresji, lecz jej sprawniejszego prowadzenia, zwiększenia zdolności rażenia przeciwnika i ograniczenia rosyjskich strat. Krytyka ma więc charakter prowojenny i funkcjonalny: służy naprawie systemu, mobilizacji odbiorców oraz wywieraniu presji na instytucje państwowe, aby skuteczniej realizowały cele militarne. Pozorna antysystemowość blogerów pozostaje zazwyczaj zamknięta w granicach lojalności wobec wojny i państwa, dlatego nie stanowi alternatywy dla propagandy, lecz jej bardziej radykalny i wiarygodny segment.
Autor: Tadeusz Kania















